Gość: Ewa
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
29.03.06, 10:36
Jeśli jeszcze raz usłyszę, że w Polsce jest bezrobocie, to już nawet
przestanę się śmiać.
Mieszkam na wsi. Wiadomo - ludzie biedni, bezrobotni, nie mają co do gęby
włożyć. Od czasu do czasu któryś przychodzi pożyczyć 5 zł na głodujące
dzieci. Pożyczki nie dostaje (no nie, raz pożyczyłam, ale oczywiście okazało
się to bezzwrotne), dostaje za to ofertę - zapłacę, jak mi się do czegoś
przyda - skosi trawnik, umyje okna etc. Jeden jedyny facet raz się na to
porwał, ale w połowie koszenia trawnika się obraził i poszedł. Nikt inny nie
przystał na propozycję.
Szukam opiekunki do dziecka w okolicy. Jedna u mnie trochę popracowała,
dostawała sporo pieniędzy jak na tę robotę i te warunki. Któregoś dnia mąż
wrócił z pracy wcześniej niż zamierzał, a tu w domu impreza...
Druga przyszła. Zarejestrowana bezrobotna. Pierwsze pytanie - ile płacę,
drugie - czy może do tej pracy przychodzić z własnym dzieckiem (zasadniczo
płacę za czas poświęcony mojemu dziecku, nie obojgu). Trzecie - co jeszcze
miałaby robić. Mówię - sprzątać i prasować. Na co ona, że sprzątać to jedynie
odkurzaczem czasami, a prasować to ok., ale nie koszule ani spodnie w kant,
bo ona ma dwie lewe ręce.
Trzecią umówiłam na spotkanie. Warunki płacowe uznała za dobre, wszystko jej
odpowiada. Umawiam się między 13 a 14. Dzwonię 14.10 i pytam czemu jej nie
ma, a ona mi na to, że nie miała czym dojechać, to może przyjedzie za godzinę
albo półtorej.
Ofertę pracy zostawiłam w bardzo wielu miejscach, nikt nawet nie zgłosił się,
żeby zapytać o szczegóły.
No i gdzie to bezrobocie????