Dodaj do ulubionych

Grzech ksiedza

29.05.04, 21:07
Ku rozrywce i namyslowi. O wpisy do sztambucha prosze, by watek nim spadnie w
niepamiec ucieszyl wielu czytelnikow:

Dzialo sie to w bardzo dawnych czasach. Tak dawnych, ze zima snieg lezal
gleboki na chlopa, a mroz wesolo szczypal w uszy.
Taka wlasnie mrozna i sniezna zime roku n-tego spedzalem we wsi X u mojego
wuja.
Cos sie dzialo we wsi, czego ja, szesciolatek zajety zjezdzaniem z zasypanego
sniegiem dachu stodoly na szufli do przesiewania zboza, nie pojmowalem.
Wici chodzily od domu do domu, wieczorami chlopi sie schodzili na gwarliwe
narady. Na stol wyjezdzala butelka wodki, tej lepszej, z czerwona kartka, ja
siedzialem pod stolem i probowalem wylapac sens rozmow.
- Cos z tym trzeba zrobic.
- Ano trzeba.
Coraz to ktorys z chlopow nadziewal na pogrzebacz kawalek rozlozonej na
talerzu sloniny pokrojonej w plastry na zakaski i przypiekal ja na rumiano w
otwartych drzwiczkach pieca .
Wtedy gospodarz, moj wuj, dolewal wodki do malutkich, smiesznych kieliszkow,
ocalalych z przedwojnia, wszyscy wypijali zawartosc jednym lykiem, siegali z
namaszczeniem po chleb i slonine i zuli przez chwile w milczeniu.
Po chwili znow podnosil sie gwar, rozmowa kolebala sie na boki od ceny
prosiat na jarmarku po pozytki z nowego wynalazku – azotoksu.
A potem znow:
- Cos z tym trzeba zrobic.
- Ano trzeba.

Jakos wkrotce po Swietach zajechaly w obejscie sanie zaprzezone w jednego
konia i powozone przez wyrostka furmanczyka.
Z kozuchow wygramolil sie ksiadz proboszcz, mezczyzna postawny pod
piecdziesiatke, z zaczerwienionym, wydatnym nosem, z czerwonymi zylkowanymi
policzkami, suchy, ale juz z brzuszkiem i skierowal sie ku domowi.
Wuj, ktory przybycie goscia przez okno widzial zerwal sie z lawy i stanal w
drzwiach oddzielajacych izbe od sieni.
Ksiadz obtupal glosno i dokladnie buty przed drzwiami i wszedl do domu.
- Niech bedzie pochwalony – powiedzial.
- Hrm, hrm – zamamrotal wuj.
Nie wiem, czy bylo w tej odpowiedzi “amen”, ja go w kazdym razie nie
uslyszalem.
Wuj, kawal chlopa, zatarasowal przejscie do izby i nie wygladalo, by mial sie
zamiar usunac.
Ja, zaciekawiony, gdzies zza wujowego kolana gapilem sie na proboszcza, ktory
jakby najpierw rzucil sie forsowac zapore, aby w chwile potem zamiar ten
porzucic i bezradnie krecic sie po obszernej sieni.
- Nie wpuscicie mnie gospodarzu? Chrystusa odmawiacie przyjac?
- Ksiadz wie.
Jeszcze raz obrocil sie proboszcz w sieni, niewiadomo, czy do komory chcac
sie dostac, czy na strych wdrapywac, a ja balem sie, ze do piwnicy moze
wpasc, bo jedna z desek nadlamana byla. To rzecz pewna i przeze mnie zbadana
byla. Tylko czekalem na katastrofe w napieciu. Az wreszcie na dwor wypadl i
do san spiesznym truchtem, zgarbiony nagle ruszyl.

I dopiero w wiele lat pozniej poznalem historie chlopskiego buntu przeciw
proboszczowi.
Mial on byl gospodynie, Marysia jej bylo, czy Basia. Nie byla we wsi lubiana,
a to dla swojej pazernosci na oplaty od poslug ksiezowskich i dla wywyzszania
sie nad inne wiejskie kobiety.
Raz ujrzal ja ktorys z chlopow na plebani jak ksiedzu na kolanach siedziala,
a ten siarczyscie ja obejmowal. Podobalo sie to nawet chlopom i szacunek dla
proboszcza jakby wzrosl.
Az kiedys poskarzyla sie, ze ksiadz chce ja odeslac, a na jej miejsce nowa
gospodynie sobie wziac. Te nowa we wsi wkrotce zobaczono – mlodsza byla duzo
od Marysi.
I choc baby wiejskie z Marysi za jej plecami wysmiewaly sie – i z jej
skapstwa, i z pychy, i ze za meza sobie ksiedza nieslubnie wziela to zadna
jej krzywdy nie zyczyla przeciez. I gdzie miala pojsc, bez majatku, bez
dzieci, bez meza?
Baby namowily chlopow swoich i zapewne tez i pomysl poddaly, by ksiedza po
koledzie nie przyjmowac, dopoki nowej gospodyni nie odesle. Mloda jest,
chlopa sobie znajdzie i zycie sobie jeszcze ulozy. Ale zeby czyje wygrzane
miejsce pod pierzyna zajmowala to bylby grzech niewybaczalny
I tak ksiedzu koleda owego roku nie wyszla, bo w niewielu domach go przyjeto.
A wiem to jeszcze, ze chlopi list do biskupa napisali, za Marysia sie
ujmujac. Coz, biskup glupim chlopom sprawiedliwosci dla nieszczesnej kobiety
domagajacym sie nie raczyl odpowiedziec. Ale list ten gdzies zapewne w aktach
kancelaryjnych kurii w L. do dziennika wprowadzony i zarchizowany jest. A to
na okolicznosc prawdy kazdego mojego slowa, gdyby komus do glowy watpic
przyszlo.
Obserwuj wątek
    • wartburg4 Re: Grzech ksiedza 29.05.04, 22:50
      leje-sie napisał:

      > Ku rozrywce i namyslowi. O wpisy do sztambucha prosze, by watek nim spadnie w
      > niepamiec ucieszyl wielu czytelnikow:
      >
      > Dzialo sie to w bardzo dawnych czasach. Tak dawnych, ze zima snieg lezal
      > gleboki na chlopa, a mroz wesolo szczypal w uszy.
      > Taka wlasnie mrozna i sniezna zime roku n-tego spedzalem we wsi X u mojego
      > wuja.
      > Cos sie dzialo we wsi, czego ja, szesciolatek zajety zjezdzaniem z zasypanego
      > sniegiem dachu stodoly na szufli do przesiewania zboza, nie pojmowalem.
      > Wici chodzily od domu do domu, wieczorami chlopi sie schodzili na gwarliwe
      > narady. Na stol wyjezdzala butelka wodki, tej lepszej, z czerwona kartka, ja
      > siedzialem pod stolem i probowalem wylapac sens rozmow.
      > - Cos z tym trzeba zrobic.
      > - Ano trzeba.
      > Coraz to ktorys z chlopow nadziewal na pogrzebacz kawalek rozlozonej na
      > talerzu sloniny pokrojonej w plastry na zakaski i przypiekal ja na rumiano w
      > otwartych drzwiczkach pieca .
      > Wtedy gospodarz, moj wuj, dolewal wodki do malutkich, smiesznych kieliszkow,
      > ocalalych z przedwojnia, wszyscy wypijali zawartosc jednym lykiem, siegali z
      > namaszczeniem po chleb i slonine i zuli przez chwile w milczeniu.
      > Po chwili znow podnosil sie gwar, rozmowa kolebala sie na boki od ceny
      > prosiat na jarmarku po pozytki z nowego wynalazku – azotoksu.
      > A potem znow:
      > - Cos z tym trzeba zrobic.
      > - Ano trzeba.
      >
      > Jakos wkrotce po Swietach zajechaly w obejscie sanie zaprzezone w jednego
      > konia i powozone przez wyrostka furmanczyka.
      > Z kozuchow wygramolil sie ksiadz proboszcz, mezczyzna postawny pod
      > piecdziesiatke, z zaczerwienionym, wydatnym nosem, z czerwonymi zylkowanymi
      > policzkami, suchy, ale juz z brzuszkiem i skierowal sie ku domowi.
      > Wuj, ktory przybycie goscia przez okno widzial zerwal sie z lawy i stanal w
      > drzwiach oddzielajacych izbe od sieni.
      > Ksiadz obtupal glosno i dokladnie buty przed drzwiami i wszedl do domu.
      > - Niech bedzie pochwalony – powiedzial.
      > - Hrm, hrm – zamamrotal wuj.
      > Nie wiem, czy bylo w tej odpowiedzi “amen”, ja go w kazdym razie ni
      > e
      > uslyszalem.
      > Wuj, kawal chlopa, zatarasowal przejscie do izby i nie wygladalo, by mial sie
      > zamiar usunac.
      > Ja, zaciekawiony, gdzies zza wujowego kolana gapilem sie na proboszcza, ktory
      > jakby najpierw rzucil sie forsowac zapore, aby w chwile potem zamiar ten
      > porzucic i bezradnie krecic sie po obszernej sieni.
      > - Nie wpuscicie mnie gospodarzu? Chrystusa odmawiacie przyjac?
      > - Ksiadz wie.
      > Jeszcze raz obrocil sie proboszcz w sieni, niewiadomo, czy do komory chcac
      > sie dostac, czy na strych wdrapywac, a ja balem sie, ze do piwnicy moze
      > wpasc, bo jedna z desek nadlamana byla. To rzecz pewna i przeze mnie zbadana
      > byla. Tylko czekalem na katastrofe w napieciu. Az wreszcie na dwor wypadl i
      > do san spiesznym truchtem, zgarbiony nagle ruszyl.
      >
      > I dopiero w wiele lat pozniej poznalem historie chlopskiego buntu przeciw
      > proboszczowi.
      > Mial on byl gospodynie, Marysia jej bylo, czy Basia. Nie byla we wsi lubiana,
      > a to dla swojej pazernosci na oplaty od poslug ksiezowskich i dla wywyzszania
      > sie nad inne wiejskie kobiety.
      > Raz ujrzal ja ktorys z chlopow na plebani jak ksiedzu na kolanach siedziala,
      > a ten siarczyscie ja obejmowal. Podobalo sie to nawet chlopom i szacunek dla
      > proboszcza jakby wzrosl.
      > Az kiedys poskarzyla sie, ze ksiadz chce ja odeslac, a na jej miejsce nowa
      > gospodynie sobie wziac. Te nowa we wsi wkrotce zobaczono – mlodsza byla d
      > uzo
      > od Marysi.
      > I choc baby wiejskie z Marysi za jej plecami wysmiewaly sie – i z jej
      > skapstwa, i z pychy, i ze za meza sobie ksiedza nieslubnie wziela to zadna
      > jej krzywdy nie zyczyla przeciez. I gdzie miala pojsc, bez majatku, bez
      > dzieci, bez meza?
      > Baby namowily chlopow swoich i zapewne tez i pomysl poddaly, by ksiedza po
      > koledzie nie przyjmowac, dopoki nowej gospodyni nie odesle. Mloda jest,
      > chlopa sobie znajdzie i zycie sobie jeszcze ulozy. Ale zeby czyje wygrzane
      > miejsce pod pierzyna zajmowala to bylby grzech niewybaczalny
      > I tak ksiedzu koleda owego roku nie wyszla, bo w niewielu domach go przyjeto.
      > A wiem to jeszcze, ze chlopi list do biskupa napisali, za Marysia sie
      > ujmujac. Coz, biskup glupim chlopom sprawiedliwosci dla nieszczesnej kobiety
      > domagajacym sie nie raczyl odpowiedziec. Ale list ten gdzies zapewne w aktach
      > kancelaryjnych kurii w L. do dziennika wprowadzony i zarchizowany jest. A to
      > na okolicznosc prawdy kazdego mojego slowa, gdyby komus do glowy watpic
      > przyszlo.

      Ładna opowiastka. Czy Marysia wróciła do księdza, czy z młodszą został?
      • leje-sie Re: Grzech ksiedza 29.05.04, 22:55
        O ile wiem, to Marysia na plebanii zostala.
        Zapewne ostry bojkot ekonomiczny wsi zadzialal skutecznie.
        Proboszcz zas sasiedniej parafii mial dwie "siostrzenice". Wcale sie ich nie
        wypieral, a ze panny byly cudnej urody, to chodzilo sie je podgladac, gdy
        wakacje na plebanii spedzaly.
        • wartburg4 Re: Grzech ksiedza 29.05.04, 23:04
          leje-sie napisał:

          > O ile wiem, to Marysia na plebanii zostala.
          > Zapewne ostry bojkot ekonomiczny wsi zadzialal skutecznie.
          > Proboszcz zas sasiedniej parafii mial dwie "siostrzenice". Wcale sie ich nie
          > wypieral, a ze panny byly cudnej urody, to chodzilo sie je podgladac, gdy
          > wakacje na plebanii spedzaly.

          To już jest materiał na powieść... Chętnie bym taką przeczytał.
          • leje-sie Re: Grzech ksiedza 29.05.04, 23:08
            Niestety, stac mnie tylko na krotkie opowiadanie.
            Ale ciotek popytam latem, to moze cos sie znowu skroi.
            • Gość: wartburg Re: Grzech ksiedza IP: *.b.dial.de.ignite.net 30.05.04, 12:56
              leje-sie napisał:

              > Niestety, stac mnie tylko na krotkie opowiadanie.
              > Ale ciotek popytam latem, to moze cos sie znowu skroi.


              A opowiadanie b. mi się podobało. Takie prawdziwe opowieści zawsze są
              najlepsze. Pod warunkiem ma się rozumieć, że się je dobrze opowie. A Ty to
              potrafisz. Takie przynajmniej odniosłem wrażenie. Gratuluję.
              • leje-sie Re: Grzech ksiedza 30.05.04, 13:14
                Milo mi.
                Nieskromnie zapraszam pozostalych uczestnikow Forum do lektury.
                Moze po powrocie z nabozenstwa?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka