Gość: mała
IP: *.acn.waw.pl
29.04.06, 22:52
siemka,
przegladam sobie od czasu do czasu to forum i troche mnie irytuja wypowiedzi
na temat: zaproponowano mi X tysiecy, co o tym sadzicie, nie uwazacie, ze to
malo? mam ochote zapytac: żalisz sie czy chwalisz?
Ale ad rem.
ja pochodze z niewielkiego miasta ok. 50 tys. mieszkancow. Po skonczeniu
dziennego licencjata z germanistyki rozpoczelam studia uzup. zaoczne i
jednoczesnie zaczelam pracowac. Byla to robota zalatwiana, bo inaczej w moim
miescie sie nie dalo. Zarabialam 700 zł i myslalam, ze zlapalam Pana Boga za
nogi, bo inni mieli 600. Popracowalam tam 2 mce i skonczyly sie pieniadze w
Urzedzie Pracy na refundacje mojego etatu i automatycznie moja umowa.
Kilka miesiecy przerwy i bezskutecznego poszukiwania pracy we wszystkich
szkolach (przykro nam - nie mamy etatow, po czym dowiaduje sie, ze zostala
przyjeta na moje stanowisko np. synowa dyrektorki) i roznych firmach. Po tych
4 miesiacach, dzieki uruchomieniu roznorakich znajomosci, znowu udaje mi sie
dostac prace w tym samym miejscu (urząd) tym razem za 620 zł (najnizsza
krajowa). Umowa tym razem na 5 miesiecy. Zazdrosc innych pracujacych
dziewczyn, bo one nie maja nawet tych 600 zł, tylko ok. 460 jako stazystki, z
czego np. 100 placily za bilet miesieczny. Łatwo policzyc ile zostawalo. Ale
one i tak mowily o szczesciu, bo ogromna masa ludzi u mnie w miescie w ogole o
stazu mogla pomarzyc.
A propos moich umow. po tych pieciu miesiacach, mialam kolejny aneks na 1 mc,
potem na 3 i chyba 4 mce, wszystko z przerwami (dzieki ukladom, bo gdy
probowalam, sama cos wskorac bylam non stop odsylana i nic z tego nie
wychodzilo). Ale jakims cudem udalo mi sie dobic do zasilku. (378 zł)
Po jakims czasie udalo mi sie dostac prace tak jak by z zawodzie mianowicie w
szkole specjalnej osrodka szkolno-wychowawczego - jako pomoc nauczyciela.
Umowa tym razem na 4 mce i tez refundowana przez UP i tez najnizsza krajowa.
Zaczelam tam prace od sierpnia. Poniewaz dyrektorka stwierdzila, ze w sierpniu
nie ma dzieci to tzreba zajac sie czyms innym. Razem z innymi dziewczynami
(niektore mialy nawet 2 kierunki studiow pedagogicznych specjalistycznych,
podyplomowe w toku) zostalysmy zagonione do SPRZATNIA calego osrodka (bo wozne
byly na urlopie), do pracy w nocy jako STROZ itp itd.
Ja powiedzilam do naszej "kierowniczki" (jakiegos nadetego babsztyla bez
matury - pracujacej dzieki mezowi, rowniez zatrudnionemu w w/w Osrodku), ze
sprzatac nie bede, ona na to - to ustal z dziewczynami, ktora to bedzie robic
za Ciebie. Poniewaz zrobilo mi sie glupio, ze one za mnie beda harowac (jak by
nie bylo zdazylysmy sie zaprzyjaznic), wiec zaczelam cos tam robic niby z
nimi. W miedzyczasie poszlam do dyrektorki z prosba o wypowiedzenie. Ponieważ
ona przestraszyla sie, ze jak odejde, nie bedzie juz miala juz darmowych,
refundowanych przez UP pracownikow - to przeniosla mnie do sekretariatu.
Wytrzymalam tam dalsze 3 mce (bylo nawet OK), bo chcialam miec normalne
swiadectwo pracy.
Moze wam sie wydawac, ze strasznie bylam wyzyskiwana, ale gro moich znajomych
zazdroscilo mi, ze udalo mi sie w ogole miec prace (a zareczam, ze nie byli
to jacys niedouczeni lenie).
Moglabym tak jeszcze dlugo opowiadac o przypadkach wyzysku, paradoksow i
niesprawiedliwosci, ale poki co ciekawa jestem Waszych opinii.
Zgadzacie sie troche ze mna, czy uwazacie, ze jestem nieudacznikiem.
PS. Dla wszystkich, ktorym zaoferowano te X tys. pensji szczere gratulacje - i
nie pisze tego ironicznie:) ale po prostu tak to widze z mojej perspektywy