Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Brednie nt. rynku pracy

    IP: *.chello.pl 16.04.07, 13:43
    Szlag mnie trafia, gdy media (za "ekspertami") ciąglę opowiadają brednie nt.
    rynku pracy w Polsce, np.:
    Pracodawcy nie mogą znaleźć pracowników, więc bezrobocie to fikcja.
    Zadaję pytanie, czy jeżeli w regionie X pracodawcy poszukują np. drogowców,
    ślusarzy etc., a wśród bezrobotnych dominują byli pracownicy zakładów
    włókienniczych, to czy oznacza to, że nie są oni bezrobotnymi?
    Oczywiście można ich przekwalifikować, ale czy są na to pieniądze i czas?
    To, że brakuje pracowników, wcale nie musi oznaczać braku bezrobocia. W
    przypadku bezrobocia o charakterze strukturalnym sytuacja, w której wysokiemu
    bezrobociu towarzyszy niedobór pracowników jest czymś oczywistym -
    Panie/Panowie redaktorzy.

    Problemy z zatrudnieniem murarzy i ich zarobki ok 2-3 tys. zł.
    Znajomy - człowiek z 30-letnim stażem w zawodzie murarza - przez ostatnie 10
    lat pracował na czarno, na umowę-zlecenie (oczywiście z zaniżonym oficjalnie
    wynagrodzeniem) i umowę o dzieło (!). Były to place budów w centrum W-wy -
    znane "galerie", centra etc. (dodam, że w promieniu kilku km od Min. Pracy i
    Parlamentu). Zero warunków BHP, częste zmiany "pracodawców", zaniżanie
    przepracowanych godzin, pomiatanie ludźmi.
    Różnica między tym okresem a obecną "komfortową" sytuacją na rynku pracy
    polega na tym, że:
    - pierwszy raz jest zatrudniony na umowę o pracę,
    - pierwszy raz otrzymał odzież ochronną,
    - pierwszy raz otrzymał wodę mineralną,
    - pierwszy raz w miarę normalnie jest traktowany,
    - zarabia 2000 netto, ale pracuje 10-12 godz. dziennie + wszystkie soboty,
    - oficjalnie zarabia 2x razy mniej, co oznacza, że będzie miał niższą
    emeryturę, ekwiwalent urlopowy, wynagrodzenie chorobowe, odprawę etc.;
    oznacza to również, że gdyby od tych 2000zł, które są realnym kosztem dla
    pracodawcy odjąć należne dodatki za godz. nadliczbowe, utracone składki
    emerytalne etc. to realna pensja wyniosłaby mniej niż 1000zł netto.

    3. Realne bezrobocie jest znacznie niższe od oficjalnego, bo istnieje duża
    szara strefa.
    Od kiedy to praca w szarej strefie jest na równi traktowana z pracą w ramach
    umowy o pracę? Nieświadomym dodam, że praca na czarno to praca beż żadnych
    gwarancji otrzymania wynagrodzenia (najczęściej w podłych warunkach) i bez
    szans na emeryturę. Pomijam tak ważny aspekt, że zatrudniający na czarno są
    nieuczciwą konkurencją (są po prostu tańsi). Mogę się zgodzić, z tym, że od
    statystyk bezrobocia można odjąć tych pracujących na czarno, którzy zarabiają
    np. kilka tysięcy zł, co oznacza, że po zalegalizowaniu pracy i opłaceniu PIT
    oraz ubezpieczeń społ. zostałoby im w miarę normalne wynagrodzenie. Fakty, są
    jednak takie, że pracujący na czarno zarabiają często poniżej 1000zł.

    Mnóstwo ofert pracy.
    Owszem poniedziałkowe wydanie GW. pęcznieje od 2 lat. Należy jednak rozróżnić
    to co proponuje się w ogłoszeniach od tego co oferuje realnie
    ogłoszeniodawca. Pomijam ogłoszenia typu Deja Vu (firmy regularnie
    poszukujące pracowników od kilku lat).

    Praca na umowę-zlecenie.
    Jeżeli traktuje się ją na równi z pracą w ramach umowy o pracę, to dlaczego
    nie liczy się stażu do emerytury? Owszem opłaca się składki emerytalne, ale
    stażu już się nie uwzględnia. Setki tysięcy ludzi pracujących na umowę-
    zlecenie dostanie po kieszeni na emeryturze. Z rozmów przeprowadzonych ze
    znajomymi wynika, że w przypadku prac fizycznych coraz częściej zatrudnia się
    wyłącznie na um.-zlecenie. Nie ma tu znaczenia częsta kolizja z prawem.

    Jeżeliby obniżyć klin podatkowy, to pracownicy zaczną lepiej zarabiać.
    Oczywiście koszty pracy sa w Polsce zdecydowanie za wysokie, ale po prostu
    nie wierzę w to, że pracodawcy podzielą się z pracownikami oszczędnościami z
    tytułu obniżki kosztów pracy. Pomijam fakt, ze wielu z nich świetnie omija
    owe koszty - zwłaszcza firmy z sektora ochrony mienia i sprzątania. Zatrudnia
    się ludzi w ramach umowy zlecenia w dwóch spółkach córkach. W jednej z nich
    płaci się dużo niższe wynagrodzenie i to właśnie od tego wynagrodzenia
    odprowadza sie ZUS. Pracownik jest robiony w balona na maxa. "Ważne", że w
    branży X dostaje się do ręki 800-1000zł - taka informacja pójdzie w eter
    dzięki niedouczonym dziennikarzom.

    7. PracoDAWCA. Dlaczego dawca ;-) ? Po prostu ZATRUDNIAJĄCY - przecież tu
    nikt nikomu nic nie daje i nikt niczego nie chce dostać. Chodzi o zwykłą
    współpracę, w której pracownik sprzedaje zatrudniającemu swój czas i
    umiejętności. Ciekawe czy w innych językach też używa się "dawca". W języku
    angielskim jest employer i to jest o.k.

    Na koniec - jestem zwolennikiem wolnego rynku, tj. systemu, w którym
    wszystkich uczestników życia gospodarczego obowiązuje to samo prawo i w
    którym nie ma miejsca dla nieuczciwej konkurencji wynikającej m.in. z łamania
    prawa pracy.
    Obserwuj wątek
      • Gość: gocha Re: Brednie nt. rynku pracy IP: 213.77.35.* 16.04.07, 15:26
        zgadzam sie z toba w 100 %, nie moga pracodawcy znalezc pracownikow, bo malo
        płacą, często bez umowy o pracę, i to generalizowanie, ze pani mloda zresztą
        rekruterka mówi,że jest coraz łatwiej, bo ona znalazła pracę w miesiąc i
        generalizowanie, że można znależć pracę JUŻ w miesiąc, a jakbym ktoś znalazł w
        tydzień, to by napisali, że JUZ w tydzień,
        ps. tylko pani rekruterko, skoro pani co rok zmienia pracę, jak jest napisane
        pod zdjęciem, to gratuluję, ale nie w sensie pozytywnym, bo to własnie firmy
        rekrutujace czepiają się najbardziej (z doświadczenia wiem), że ktoś często
        zmieniał pracę, jak mówię, że to z powodu likwidacji firmy badź stanowiska, to
        pani rekruterka poddała to w wątpliwość, że to dziwne, życzę jej, żeby była na
        moim miejscu, skoro jest taka mądra, a mówię jej, że dowód na to świadectwa pracy.

        • Gość: ITP. Re: Brednie nt. rynku pracy IP: *.chello.pl 16.04.07, 16:08
          Rekruterzy to jedna z pierwszych grup zawodowych, która łyknęła całą tę pseudo-
          biznesową nowomowę z importu.
          Przykłady z ogłoszeń z G.W.:
          AREALNY kierownik sprzedaży,
          Asystentka kierownika DYWIZJI betonu...
          Młodzi ludzie tworzący taki bełkot nie mogą mieć pojęcia o realiach rynku pracy.
          Panienka z jakiejś gazety lub tv udowadnia z kolei, że podszyła się za
          bezrobotną i w dwa tygodnie znalazła pracę w regionie o wysokim bezrobociu.
          Niech w takim razie jak ją znalazła, chociaż popracuje do pierwszej wypłaty i
          się przekona co ustaliła z pracodawcą a co otrzymała. Myślę, że wtedy miałaby
          okazję napisać znacznie ciekawszy artykuł niż objawiać nam "prawdę" o polskim
          bezrobociu.
          Ostatnio np. coraz częściej mówi się o warunkach pracy w firmach high-tech
          lokalizowanych w strefach ekonomicznych. Jedna z dziennikarek G.W. nawet
          spróbowała w takim tworze pracować i napisała raczej smutny artykuł, ale pracę
          znalazła... Firmy te chcą w środku UE produkować taniej jak w Chinach.
          Uwzględniając brak kosztów transportu z Azji (czas ok. miesiąca i ryzyko
          uszkodzeń towarów) i proponowane Polakom zarobki tak własnie by było.
          Jako ciekawostkę mogę podać, iż banki obliczając zdolność kredytową przyjmują
          średnio na 1 osobę koszty utrzymania w wysokości 400-600zł. Doliczając do tego
          koszty związane z czynszem za mieszkanie (jeżeli się już je ma), mediami etc.
          wychodzi sporo ponad 1000zł. Tymczasem grono oburzonych, iż Polakom się nie
          chce pracować za 800zł rośnie.
          Mogę tylko dodać, iż rynek pracy w Polsce będzie się cywilizował - ale
          zawdzięczamy to jedynie tym 2 mln rodaków, którzy wyjechali pracować np. w
          Wielkiej Brytanii. O tyle spadła podaż pracy w Polsce - a ponadto wg analiz
          (dokładnie nie pamiętam) - 2 osoby, które pracują poza Polską, tworzą 1 miejsce
          pracy w Polsce. Szkoda tylko, że pomija się koszty społeczne emigracji
          zarobkowej.


      • snajper55 Kilka uwag. 16.04.07, 17:07

        Murarze OFICJALNIE zarabiają po 2 - 3 tysiące.

        Szkolenia organizują i finansują Urzędy Pracy. Zwykle brak na nie chętnych.

        Ofert pracy jest rzeczywiście bardzo dużo.

        Do emerytury ważne są składki oraz wiek pracownika, a nie staż pracy. Tak więc
        osoby wykonujące umowy zlecenia nie są w żaden sposób poszkodowane pod tym względem.

        Osoby pracujące w szarej i czarnej strefie nie są osobami bezrobotnymi, więc
        zawyżają statystykę bezrobocia. Realne bezrobocie jest rzeczywiście znacznie
        niższe niż to oficjalne.

        Mamy wolny rynek, gdyż prawo jest takie samo dla każdego.

        W sprawie reformy językowej proponuję się zgłosić do profesora Miodka.

        S.
        • truten.zenobi pewnie tak ale to tez nie jest takie proste... 17.04.07, 07:51
          i owszem jest praca ale za zapieprzanie po 12 h/dobę, 3tys zł brutto to nie
          jest dużo
          z drugiej strony wielu woli siedzieć pod sklepem, narekać i tam tracić zdrowie
          niz zabrac się do roboty.

          wiele osób bezrobotnych i posiadających marną pracę to ludzie po 50, czyli
          ludzie których ciażko przekwalifikować, mający zwykle jakies problemy
          zdrowotne, słabi kondycyjnie
          a praca jest zwykle dla ludzi z uprawnieniami, kwalifikacjami, doswiadczeniem i
          zdrowiem.

          > Realne bezrobocie jest rzeczywiście znacznie
          > niższe niż to oficjalne.
          a ja bym stwierdził cos całkiem przeciwnego...
          można dyskutować czy zjakieś roboty dorywcze sa zatrudnieniem ale też zobacz
          ile osób nie jest zarejestrowanych gdyż nie ma prawa do zasiłku, zameldowania
          itp...
          ale co ważniejsze zauważ iż w rolnictwie mamy proporcjonalnie 5x więcej ludzi
          niż w niemczech czy czechcach czyli można założyć ze wystarczyło by tak
          naprawdę 20% reszta to albo pracujący gdzieś indziej ale tu opłacający swoje
          ubezpieczenia socjalne (bo taniej i nie trzenba się z niczego tłumaczyć)
          albo "rodzinki" siedzące razem "2 morgach"

          > Mamy wolny rynek,
          tu to już dowaliłes...
          mamy wszechobecną biurokrację! rynek oligarchiczny! i na dodatek z dużymi
          wpływami światka przestępczego

          > gdyż prawo jest takie samo dla każdego.
          oczywiście np. obowiązek posiadania kasy fiskalnej tyle że dla sprzedawcy
          pietruchy to moze nawet kilkumiesięczny dochód a dla marketu promil
          poza tym dziwnym zbiegiem okoliczności np. fryzjerzy muszą mieć a adwokaci nie
          to gdzie to twoje "prawo[..] takie samo dla każdego."

          > W sprawie reformy językowej proponuję się zgłosić do profesora Miodka.

          jesli chodzi o "moja reformę" to:
          "po co (prof)Miodka denerwować, niech się (prof) Miodek cieszy (dobrym
          zdrowiem)"
          ;)
          • snajper55 Re: pewnie tak ale to tez nie jest takie proste.. 17.04.07, 20:48
            truten.zenobi napisał:

            > i owszem jest praca ale za zapieprzanie po 12 h/dobę, 3tys zł brutto to nie
            > jest dużo
            > z drugiej strony wielu woli siedzieć pod sklepem, narekać i tam tracić zdrowie
            > niz zabrac się do roboty.

            I ci drudzy podwyższają ilość bezrobotnych.

            > wiele osób bezrobotnych i posiadających marną pracę to ludzie po 50, czyli
            > ludzie których ciażko przekwalifikować, mający zwykle jakies problemy
            > zdrowotne, słabi kondycyjnie a praca jest zwykle dla ludzi z uprawnieniami,
            > kwalifikacjami, doswiadczeniem i zdrowiem.

            To jeszcze niestety spadek po PRL, który będzie się jeszcze długo ciągnął.
            Ludzie nieaktywni, nieprzyzwyczajeni do zajęcia się swoim życiem, czekający aż
            KTOŚ za nich decyzje podejmie.

            > a ja bym stwierdził cos całkiem przeciwnego...
            > można dyskutować czy zjakieś roboty dorywcze sa zatrudnieniem ale też zobacz
            > ile osób nie jest zarejestrowanych gdyż nie ma prawa do zasiłku, zameldowania
            > itp...

            Nawet bez zasiłku rejestrują się, aby mieć ubezpieczenie zdrowotne.

            > ale co ważniejsze zauważ iż w rolnictwie mamy proporcjonalnie 5x więcej ludzi
            > niż w niemczech czy czechcach czyli można założyć ze wystarczyło by tak
            > naprawdę 20% reszta to albo pracujący gdzieś indziej ale tu opłacający swoje
            > ubezpieczenia socjalne (bo taniej i nie trzenba się z niczego tłumaczyć)
            > albo "rodzinki" siedzące razem "2 morgach"

            No tak, ale to już cecha naszego rolnictwa z epoki króla Ćwieczka. Choć coraz
            szybciej się ono zmienia. Z jednej strony powstają wielohektarowe gospodarstwa,
            z drugiej - małe idą w agroturystykę.

            > > Mamy wolny rynek,

            > tu to już dowaliłes...
            > mamy wszechobecną biurokrację! rynek oligarchiczny! i na dodatek z dużymi
            > wpływami światka przestępczego

            Użyłem jedynie definicji autora wątku: "Na koniec - jestem zwolennikiem wolnego
            rynku, tj. systemu, w którym wszystkich uczestników życia gospodarczego
            obowiązuje to samo prawo".

            S.
            • truten.zenobi Re: pewnie tak ale to tez nie jest takie proste.. 18.04.07, 21:07
              > I ci drudzy podwyższają ilość bezrobotnych.

              dla statystyki nie ma znaczenia przyczyna bezrobocia, ale na dobrą sprawę jak
              sie nad tym zastanowić to jest to niewiele mówiacy wskaźnik
              ale z drugij strony jak ocenić stan gospodarki pod wzgledem mozliwości zdobycia
              pracy?

              nieprzyzwyczajeni do zajęcia się swoim życiem, czekający aż
              > KTOŚ za nich decyzje podejmie.

              to tez chyba nie dokońca tak,
              1 trudno by ktoś za kazdym razem przy zmianie pracy całkowicie sie
              przekwalifikowywał - jeśli tak jest to świadczy o tym że coś nie jest tak
              jest to tez nieekonomiczne.
              z drugiej strony jest też rzeczą naturalną że czasem trzeba się dostosować do
              rynku pracy
              2 jesli trzeba się przekwalifikowac to nasz system edukacyjny tego nie zapewnia
              (i nie uczy młodych ludzi by się do takich zmian przygotowali) można powiedzieć
              że to też oczekiwanie by ktoś coś dawał ale z drugiej strony ktoś kto stracił
              pracę zwykle nie dysponuje środkami na anukę a i czesto gęsto trzeba pewnej
              wiedzy (co gdzie jak załatwić co trzeba się nauczyć jakie uprawnienia są
              potrzebne itp.)
              3 jest naturalne że ktoś kto szuka swojego miejsca w życiu moze zmieniać zawód.
              ale ludzie starsi? dla nich to nie jest takie proste niezależnie od systemu.
              zakładając że ktoś w wieku 40 lat pracuje nie w przypadkowym zawodzie to
              oznacza że najprawdopodobniej praca którą wykonuje jest dla niego optymalna,
              oczywistym jest że wszystko się zmienia ale jeśli wymagana jest całkowita
              zmiana kwalifikacji to juz napewno nie będzie on dobry w nowej pracy

              > Nawet bez zasiłku rejestrują się, aby mieć ubezpieczenie zdrowotne.
              cześć tak część nie, nie zakąłdaj ze wszyscy zachowują się racjonalnie...
        • bambi7 Re: Kilka uwag. 17.04.07, 19:06
          I co z tego że jest szkolenie na murarzy w PUP? Chciałbyś mieszkać w domu
          zbudowanym przez takich pseudofachowców po kilku tygodniowym szkoleniu? Ja bym
          się bał.
          Niech budują wpierw budynki gdzie nikt nie będzie mieszkał, np. obory (mówię
          poważnie)
          • snajper55 Re: Kilka uwag. 17.04.07, 20:35
            bambi7 napisał:

            > I co z tego że jest szkolenie na murarzy w PUP? Chciałbyś mieszkać w domu
            > zbudowanym przez takich pseudofachowców po kilku tygodniowym szkoleniu?

            To, że można się przekwalifikować i zmienić zawód.

            S.
        • emelem1 Re: Kilka uwag. 18.04.07, 22:49
          snajper55 napisał:

          >
          > Murarze OFICJALNIE zarabiają po 2 - 3 tysiące.
          >
          > Szkolenia organizują i finansują Urzędy Pracy. Zwykle brak na nie chętnych.

          które urzędy pracy???? swego czasu chciałem uczestniczyć w jakimś ciekawym
          kursie, a były same nieciekawe:obsługa kasy fiskalnej, fryzjerskie, , sprzedawca
          (hahaha), np wózek widłowy tylko dla 20 osób-rozszedł się w dwa dni(Kraków)
          • snajper55 Re: Kilka uwag. 18.04.07, 22:58
            emelem1 napisał:

            > które urzędy pracy????

            W Warszawie.

            > swego czasu chciałem uczestniczyć w jakimś ciekawym kursie, a były same
            > nieciekawe:

            Nie organizują ciekawych, tylko takie, po jakich mogą zaproponować pracę.

            S.
            • emelem1 Re: Kilka uwag. 18.04.07, 23:07
              snajper55 napisał: Nie organizują ciekawych, tylko takie, po jakich mogą
              zaproponować pracę.
              guzik prawda, w roku 2006 w krakowskim up nie było kursów dla przyszłych
              budowlańców i spawaczy
              • snajper55 Re: Kilka uwag. 19.04.07, 15:56
                emelem1 napisał:

                > guzik prawda, w roku 2006 w krakowskim up nie było kursów dla przyszłych
                > budowlańców i spawaczy

                Chodziło mi o to, że nie są organizowane niewątpliwie ciekawe kursy archeologii
                śródziemnomorskiej czy sinologii.

                S.
                • truten.zenobi Re: Kilka uwag. 19.04.07, 22:58
                  ale też nie są organizowane takie które zapewnia wysokie dochody.
                  operatorów zamiatacza z napędem recznym jest pod dostatkiem ale następni pewnie
                  też najaą pracę, ale operatorów dzwigów brakuje a posiadając takie kwalifikacje
                  to nie tylko dość spore zarobki są prawie gwarantowane ale i pracę się znajdzie
                  prawie wszędzie.

                  oczywiście problemem są koszty ale myślę że powinno sę organizować takie kursy
                  które dają pawie pewnośc że gościu za rok nie wróci
                  pozatym myślę że nie powinien tym zajmować się UP ale "centra kształcenia
                  ustawicznego" - tj mozliwości zdobywania nowych uprawnień powinny byc dostępne
                  dla wszystkich a nie tylko dla bezrobotnych.

                  dodatkowo by nie kształcić w kierunkach po których nie ma mozliwości zdobycia
                  pracy proponowałbym by preferencje miały te kursy w których w jakiejkolwiek
                  formie chca partycypować pracodawcy (np zapewniając praktyki, miejsca szkoleń
                  itp i niekoniecznie kasę)
        • Gość: ITP. Re: Kilka uwag. IP: *.chello.pl 26.04.07, 17:10
          Snajper napisał, ze do emerytury nie jest ważny staż pracy, więc pracujący na
          um.-zlecenie nie są poszkodowani... Chcesz powiedzieć, że jeżeli 2 osoby będą
          zarabiać te same pieniądze przy czym 1 na um. o pracę a druga na umowę-zelcenie
          to mają takie same szanse na emeryturę i taką samą wysokość emerytury (pomijam
          tu różne OFE).
          Radzę przyjrzeć się wzorom do ustalenia kapitału początkowego oraz wyliczające
          emeryturę.
          Polecam też casus wcześniejszych emerytur dla kobiet, które ukończyły 55 lat. W
          ciągu ostatniego roku trzeba przepracować min. 6 miesięcy na pełnym etacie i na
          umowę o pracę.
          Radzę więcej analizować fakty a nie powtarzać dziennikarskiej papki.

          Murarze zarabiają 2-3 tysiące "do ręki" ale pracują 10-12 godzin dziennie +
          soboty (dodam, że jest to praca fizyczna, więc czas pracy odgrywa tu istotną
          rolę). Oficjalnie jest to 1300-1500 brutto. Policz sobie sam ile są rżnięci na
          składkach emerytalnych i dopłatach do nadgodzin. Pogadaj z murarzami a nie z
          telewizorem.

          Praca w szarej strefie to przestępstwo, które niszczy wolny rynek. Ma taki sam
          wpływ na konkurencyjność firm jak korupcja. Wygrywa ten, kto łamiąc prawo jest
          tanśzy, więc reszta firm z branży musi przyjąć jego warunki...

          • snajper55 Re: Kilka uwag. 26.04.07, 17:34
            Gość portalu: ITP. napisał(a):

            > Snajper napisał, ze do emerytury nie jest ważny staż pracy, więc pracujący na
            > um.-zlecenie nie są poszkodowani... Chcesz powiedzieć, że jeżeli 2 osoby będą
            > zarabiać te same pieniądze przy czym 1 na um.o pracę a druga na umowę-zelcenie
            > to mają takie same szanse na emeryturę i taką samą wysokość emerytury (pomijam
            > tu różne OFE).
            > Radzę przyjrzeć się wzorom do ustalenia kapitału początkowego oraz wyliczające
            > emeryturę.

            Kapitał początkowy dotyczy lat przed 1999 rokiem, a więc obecne umowy o pracę
            czy umowy zlecenia nie mają na niego wpływu. Nawet jednak przy jego wyliczaniu
            nie bierze się pod uwagę stażu pracy.

            > Polecam też casus wcześniejszych emerytur dla kobiet, które ukończyły 55 lat.
            > W ciągu ostatniego roku trzeba przepracować min. 6 miesięcy na pełnym etacie i
            > na umowę o pracę.

            Dyskutujemy o wysokości emerytur, a nie o prawie do emerytur pomostowych.

            > Murarze zarabiają 2-3 tysiące "do ręki" ale pracują 10-12 godzin dziennie +
            > soboty (dodam, że jest to praca fizyczna, więc czas pracy odgrywa tu istotną
            > rolę). Oficjalnie jest to 1300-1500 brutto. Policz sobie sam ile są rżnięci na
            > składkach emerytalnych i dopłatach do nadgodzin. Pogadaj z murarzami a nie z
            > telewizorem.

            Nie. ITP pisał o oficjalnych zarobkach murarzy, a nie tych "do ręki".

            "Na Pomorzu płace w budownictwie wciągu roku wzrosły o 16 proc. Murarz zarabia
            średnio 2,5 tys. zł na rękę, malarz 2 tys. zł. Za to już operator maszyny do
            układania asfaltu może zarobić nawet 5 tys. zł."
            www.pracownicy.org/phpfn/View.php?ArticleID=392

            S.
      • Gość: szan Re: Brednie nt. rynku pracy IP: *.acn.waw.pl 16.04.07, 17:17
        Szanujmy się, to i nas będą szanować.
        Jeżeli pracownicy (pracoBIORCY:)) będą dawać sobą pomiatać, to pracodawcy będą
        to wykorzystywać.

        Umowa zlecenia? Czemu nie, ale pod warunkiem, że będzie za to dużo większa kasa
        niż na etacie.

        Za wysokie podatki itp.? Z tym się zgadzam, na pewno nie zachęcają one
        pracowników do ujawniania całego dochodu ani pracodawców do zatrudniania na
        umowę o pracę (dotyczy przede wszystkim wszelkich prostych prac fizycznych,
        niewymagających żadnych kwalifikacji, a co za tym idzie, tak nisko opłacanych,
        że po odjęciu podatków i składek ubezpieczeniowych prawie nic by nie zostało).

        Masowy exodus rodaków za granicę? Ma swoje plusy (rosną płace, bo jakoś trzeba
        zachęcić ludzi, żeby zostali w kraju) i minusy (wybywają wartościowi ludzie,
        pomijając fizoli wyjeżdżających pracować przy sprzątaniu itp.).
      • 0tdr0 Re: Brednie nt. rynku pracy 17.04.07, 07:18
        Ubawil mnie ten tekst.
        Moze nie zauwazyles, ale stosunke pracy jest obustronny. Dlaczego niby
        pracodawca za zenujaca kase ma dysponowac czasem pacownika, skoro ten tego nie
        chce. Twoje nawolywania do brania sie do roboty sa zenujace. To tak jakby ktos
        podczas dyskusji obcych sobie pracodawcow krzyknal- "zlodzieje, zamiast rzadzic
        moim czasem i dyktowac mi co mam robic- dajcie mi kasiore".
      • kot.polarny Arbeitgeber po niemiecku 17.04.07, 09:17
        Arbeitgeber to dosłownie pracodawca, to tak odnośnie innych języków.

        Tylko ktoś, kto ma duże kompleksy może się czepiać nazewnictwa i szukać w nim
        źródła dyskryminacji. Tak to już jest, że ludzie nie umieją wziąć za siebie
        odpowiedzialności i szukają winy swojej sytuacji wszędzie wokół.

        Praca w Polsce jest. Problem jest z ludźmi, którzy czekają aż się ich poprosi o
        przyjście do pracy. Najlepiej na stanowisko wymyślone specjalnie dla nich.

        Jestem odpowiedzialna za swoją sytuację materialną i za swoją rodzinę, w
        związku z tym jeśli w moim regionie nie potrzeba ludzi mojego zawodu,
        przeprowadzam się do innego regionu (mobilność, trudne słowo - Polacy to jeden
        z najmniej mobilnych narodów), zmieniam swoje kwalifikacje (uwaga! ja staram
        się zmienić swoje kwalifikacje a nie daję się przekwalifikować). Nie oczekuję
        od nikogo żadnych prezentów, nie zwracam uwagi na etymologię słowa pracodawca,
        po prostu biorę swoje sprawy w swoje ręce.

        Pozdrawiam
        • Gość: polpot Re: Arbeitgeber po niemiecku IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.04.07, 09:28
          A czy ty wiesz ile kosztuje mobilność? Kto przeprowadzi się tylko po to żeby
          dostać 100 zł więcej niż wynosi zasiłek dla bezrobotnych? Ile kosztuje życie i
          opłaty w 2 miejscowościach? Zanim napiszesz o mobilności polaków to najpierw
          policz koszty tej mobilności. My nie jesteśmy amerykanami żyjącymi w przyczepach.
        • Gość: ITP. Re: Arbeitgeber po niemiecku IP: *.chello.pl 17.04.07, 14:28
          "Polacy to jeden z najmniej mobilnych narodów" -
          to Ci się udało! Chyba za dużo oglądasz różnego rodzaju programów ekonomicznych
          w tv. Powiedz to Anglikom i Irlandczykom - Wiecie, jest nas w Waszym kraju tak
          mało, bo jesteśmy mało mobilnym narodem :-) Możesz tą prawdą podzielić się
          również z właścicielami tanich linii lotniczych np. Ryanair.
          • kot.polarny Re: Arbeitgeber po niemiecku 17.04.07, 15:04
            Ryanair to głównie turystyka chyba, z rynkiem pracy niewiele ma wspólnego. Ale
            nie wiem, nie znam się.

            To jak ma się ta wspomniana przez Ciebie mobilność do Twojego
            stwierdzenia: "Zadaję pytanie, czy jeżeli w regionie X pracodawcy poszukują np.
            drogowców, ślusarzy etc., a wśród bezrobotnych dominują byli pracownicy
            zakładów włókienniczych, to czy oznacza to, że nie są oni bezrobotnymi?"? Czy
            rzeczywiście jedyny płynący z tego wniosek jest taki, że w Polsce przemysł
            włókienniczy nie istnieje?

            Ja wiem, że to, co napisałam w poprzednim poście jest dużym uproszczeniem i nie
            uwzględnia ważnych realiów polskiego systemu takich jak klin podatkowy, niskie
            płace, nieprzestrzeganie prawa pracy etc. Ale nadal uważam, że zbyt wielu ludzi
            spoczywa na laurach, uspokajając swoje sumienie konstatacją "to nie ja, to
            system" zamiast wziąć sprawy w swoje ręce. Znam wielu ludzi, którzy narzekają
            na swoją sytuację, jednocześnie wysyłając może jedno CV miesięcznie. Jan
            Kowalski czeka na ogłoszenie pt. "Dam pracę Janowi Kowalskiemu".

            Przyczepiliście się do tej mobilności, a prawda jest taka, że nasze
            społeczeństwo jest wypaczone, bo kształtowało się w czasach, kiedy "czy się
            stoi, czy się leży, płaca zawsze się należy". Smutne to.
            • Gość: ITP. Re: Arbeitgeber po niemiecku IP: *.chello.pl 17.04.07, 15:40
              Ryanar to firma transportowa, której klientami są również turyści, ale w naszym
              polskim przypadku to coraz częsciej przewoźnik osób pracujących poza krajem. Ma
              pełne obłożenie na liniach do Wielkiej Brytanii.

              Zgadzam się z tobą, że jest grupa osób tzw. niebieskich ptaków, które nie chcą
              podjąć pracy. Obawiam się jednak, że bezkrytycznie powielasz poglądy głoszone
              przez oszołomskich ekspertów. W Polsce mamy do czynienia coraz częściej z
              bezrobociem strukturalnym - w żołnierskim skrócie oznacza to, że pracodawcy
              szukają ludzi o innych kwalifikacjach niż te, które posiadają bezrobotni.
              Przekwalifikowanie jest rozwiązaniem, tylko ma tę wadę, że wymaga czasu i
              pieniędzy. Natomiast Urzędy Pracy oferują praktycznie kursy obsługi kas
              fiskalnych i wózków widłowych. Z kolei ze środków EFS finansuje się bełkot-
              kursy: typu asertywność, jak się sprzedać itp. Powód jest oczywisty żeby
              zorganizować taki kurs wystarczy sala z krzesłami i tzw. "trener". Kurs kończy
              każdy i co dalej. Tymczasem pracodawcy oczekują twardych umiejętności np.
              obsługa maszyny X etc.

              Jeśli chodzi o mobilność. Eksperci często podają tu przykład Amerykanów. Zwróć
              jednak uwagę, że w USA za przecietną pensję wynajmiesz mieszkanie i jeszcze
              sporo zostanie. Nie jest więc problemem odpalić autko (jeżeli się je ma) i
              zmienić adres. Poza tym, pamiętaj o tym, że twój mąż/żona też muszą znaleźć
              nową pracę w przypadku przeprowadzki. Przy zarobkach oferowanych w Polsce -
              często 800-1000zł - można zapomnieć o przeprowadzce bądź dojeżdżaniu do pracy
              do odległej miejscowości (koszty dojazdu). I tu pojawią się specyfika polskiej
              mobilności - lepiej lecieć do Dublina niż dojeżdżać z Radomia do W-wy.

              Zwróć uwagę jeszcze na jeden ważny aspektp polskiego rynku pracy - relacje
              między pracodawcą a pracownikami. Wszechobecne chamstwo i nagminne łamanie
              prawa pracy. Oczywiście, ze zdarzają się również nieodpowiedzialni pracownicy,
              ale... Z rozmów przeprowadzanych z osobami, które pracują poza Polską, często
              dowiaduję się, że TAM to:
              - mogę spokojnie zjeść w pracy posiłek,
              - mogę odpocząć a nawet mam taki obowiązek, żeby nie zawalić pracy bądź nie
              spowodować wypadku,
              - mam narzędzia i wyposażenie - tj. chodzę po rusztowaniu a nie po drabinie etc.

              W Polsce nie dostrzega się, że w gospodarce wolno-rynkowej praca jest towarem,
              więc "handel" nim odbywa się w ramach obowiązującego prawa. Mało tego specom od
              rekrutacji udało się wmówić społeczeństwu, że podczas rozmowy rekrutacyjnej nie
              wypada pytać o wynagrodzenie, tj. cenę "towaru" jakim jest praca. Takich
              absurdów jest więcej.
              • kot.polarny Re: Arbeitgeber po niemiecku 17.04.07, 15:50

                > Zgadzam się z tobą, że jest grupa osób tzw. niebieskich ptaków, które nie
                chcą
                > podjąć pracy. Obawiam się jednak, że bezkrytycznie powielasz poglądy głoszone
                > przez oszołomskich ekspertów.

                Nie, ja wyrobiłam ten pogląd patrząc na swoje otoczenie - znajomych, członków
                rodziny. I nie mam na myśli niechęci do podjęcia pracy. To są ludzie, którzy
                cierpią z powodu braku pracy, zaniża się ich samoocena, popadają we frustrację.
                Jednocześnie ich wysiłek w celu znalezienia pracy jest minimalny. Jedno CV
                miesięcznie, zaprzestanie po pierwszej rozmowie, na której rekrutujący był
                niemiły, szukanie ofert w tej samej dzielnicy miasta (w ostateczności w
                centrum). A do tego ciągłe narzekanie.

                ja nie twierdzę, że system jest super, a ludzie niehalo. Broń Boże. Ale uważam,
                że większy wysiłek, elastyczność i zrozumienie tej prawdy, że w trudnych
                warunkach trzeba starać się bardziej bo sama kontestacja tych trudnych warunków
                nic nie da, pozwoliłyby wielu odnaleźć się w tej naszej polskiej rzeczywistości.

                Pozdrawiam
                • Gość: jola Re: Arbeitgeber po niemiecku IP: 213.77.35.* 17.04.07, 19:13
                  szukam pracy i proponują mi w biurze ok. 1 zł netto w wielu firmach, przy czym
                  ja kosztów utrzymania mam więcej .., posiadam wieloletnie doświadczenie ,,
                  mobilnosc?, jestem w warszawie wlasnie dla pracy, gdzie proponuja taka kaske,
                  pochodze z malego miasta, gdzie trudno o pracę, uwaga: nie kazdy chce jechac za
                  granice, od wielu osób słyszę, że wcale nie jest tam taki raj na ziemi ...
                • Gość: oxytocyna Re: Arbeitgeber po niemiecku IP: *.resetnet.pl 19.04.07, 02:35
                  Zejdź na ziemię. Przez 4 m-ce wysłałam 300 aplikacji (nie masówka), byłam na
                  20-30 (pojęcia nie wiem ilu, zgubiłam się) rozmowach kwalifikacyjnych w Wawie
                  (jestem z Lublina) i co? I pstro. Owszem, dziś dostałam pracę. PO ZNAJOMOŚCI.
                  Aha, po ekonomii, rok doświadczenia.
                  Także nie mów mi, że jest praca. Bo konkurencja jak diabli (no chyba że
                  trędowata jestem, i dlatego mnie nie chcieli). Wybierają 15-20 aplikacji na
                  rozmowy, zatrudniają 1 osobę.
                  A teraz pomyśl, ile kosztuje taka "mobilność". Na jeden obrót
                  Lublin-Wawa-Lublin, trzeba 50zł. Widzisz problem? Ja jestem bezrobotna. Gdybym
                  nie jeździła stopem i nie ryzykowała (a wiesz mi, nie zawsze jest bezpiecznie),
                  to niby za co miałabym być mobilna? No i za tys. zł w wawie pracy nie wezmę, bo
                  się nie utrzymam (stancja, prawda?). A 1500 to już problem.
                  Nie jest tak różowo. Zejdź na ziemię.
                  A propos szkoleń z EFS. W styczniu było ogłoszenie,w lutym 5 dni szkolenia
                  ogólnego (autoprezentacja itp), a na strikte szkolenie finansowo-księgowe (na
                  takie się zapisałam, poszerzanie kwalifikacji, prawda?), czekam nadal.
                  Buhaha.
                  Pozdrawiam. I zazdroszczę życia w nierealnym świecie.
                    • kot.polarny Re: korekta 19.04.07, 11:16
                      Wierzę. I życzę powodzenia. Nie pisałam o takich jak Ty. Tacy jak Ty mają pełne
                      prawo włączyć narzekanie. Pisałam o ludziach, jakich wielu znam (może obracam
                      się w dziwnym środowisku, nie będącym próbą reprezentatywną polskiego
                      społeczeństwa?), gdzie CV się nie wysyła a za brak pracy wini się wszystkich,
                      tylko nie siebie. O odrzucaniu ofert pracy z innego miasta, o nie braniu pod
                      uwagę ogłoszeń dotyczących pracy w innej dzielnicy.
                      Pozdrawiam i życzę jeszcze raz powodzenia :-)
                  • Gość: ITP. Re: Arbeitgeber po niemiecku IP: *.chello.pl 19.04.07, 12:23
                    Szkolenia z EFS, to lipa. W urzędach pracy pracują niekompetentni ludzie. Z
                    własnego podwórka wiem, że nie mają pojęcia o nowych inwestorach. Ja pomagając
                    członkowi rodziny w szukaniu pracy kontaktowałem się z inwestorami zanim
                    zaczynali stawiać halę na terenie mojej gminy. Tymczasem w UP panował głęboki
                    sen. Moim zdaniem jak tylko jakiś podmiot planuje rozpocząć dział. na terenie
                    danej gminy, to pracownik UP powinien ruszyć 4 litery i porozmawiać z
                    inwestorem jakich pracowników będzie poszukiwał i pod tym kątem zaplanować
                    szkolenia.
                    Np. jeżeli w danym rejonie powstają magazyny, to wiadomo, że będą potrzebne
                    osoby do obsługi programów magazynowych. Programy magazynowe są do siebie
                    podobne. Ja np. będąc pracownikiem UP skontaktowałbym się z producentem lub
                    dystrybutorem np. programu WF-MAG i zaproponował zorganizowanie takiego
                    szkolenia lub przekazanie za darmo oprogramowania na rzecz UP w celu szkolenia
                    bezrobotnych.
                    Jeżeli powstaje firma poligraficzna, to przecież też można się dogadać bądź z
                    właścicielem firmy lub dostawcą sprzętu do jego firmy w celu przeszkolenia
                    przyszłych pracowników (np. dofinansowanie z UP do szkoleń etc.).
                    Myślę że dla producenta/dystrybutora byłoby to świetne posunięcie marketingowe.
                    Tylko dlaczego komuś kto jest na etaciku w UP ma się chcieć. Odwali się bełkot-
                    szkolenie z autoprezentacji i cześć pracy.
                    • 0tdr0 Re: Arbeitgeber po niemiecku 19.04.07, 13:16
                      I znow sie klania fakt, ze w polskich urzedach pracy jest za malo urzednikow
                      pracujacych z klientem (z jednej strony osoba bezrobotna, z drugiej- z
                      pracodawca). Nie maja czasu lazic po terenie. Od dawna sie w Polsce mowi o
                      przesunieciu urezdnikow centralnych i wspierajacych w teren. Ale widocznie
                      decydenci wola nie narazac nowo mianowanych osob na uzeranie sie z szarymi ludzmi.
                      Ponadto wychodzi kwestia braku wymiany informacji miedzy urzedami pracy a
                      urzadami miejskimi (ktore posiadaja informacje o planowanych inwestycjach).
        • truten.zenobi człowiek pomysl zanim cos pieprzniesz! 19.04.07, 23:14
          Polacy najmniej mobilnym narodem?pogadaj o tym z niemcami anglikami
          irlandczykami, właochami,.... amerykanami czy czechami
          jesteśmy tak mało mobilni że wszedzie nas pełno :))

          a moze chodzi ci o to że w kraju nie za często zmieniamy miejsce pacy i
          zamieszkania
          być może ale nie wiem czy zauważyłaś iż ceny mieszkań i wynajmu są u nas
          proporcjonalnie do zarobków wielokrotnie wyższe niż w innych krajach
          czyli to nie kwestja mentalnosci a warunków działania...

          ja tam w każdej chwili jestem gotów zmienić miejsce zamieszkania byle stać mnie
          było a na to raczej nie pozwalają nsze płace
            • 0tdr0 Re: jest praca i to mnóstwo ale... 20.04.07, 08:15
              To efekt popularyzacji szkolnictwa wyzszego, rozwoju szkol typu "Wyzsza Szkola
              Wszystkojednoczego w Zakaskach", ktorych magister jest nic nie warty.

              To efekt wysokiego bezrobocia, kiedy studia byly sposobem na hibernowanie
              bezrobocia- rzesze mlodych nie mogly podejmowac pracy, wiec z braku innej
              perspektywy szly na studia- byleby cos robic.

              Malo atrakcyjny i przeladowany program matematyki w szkole powoduje, ze
              uczniowie sie do niej zniechecaja. W rezultacie nie ida na kierunki techniczne.

              To takze (moze nawet w glownej mierze) efekt reformy oswiaty za rzadow Buzka i
              Handkego. Zlikwidowano szkoly zawodowe, wprowadzono przepisy znacznie
              utrudniajace ksztalcenie zawodowe. Ksztalcenie ustawiczne jest jeszcze w powijakach.
          • kot.polarny Re: człowiek pomysl zanim cos pieprzniesz! 20.04.07, 10:00
            O, mamo. Mam inne zdanie niż Ty, czy to od razu znaczy że pieprzę i że nie
            myślę?? No nieźle. Wszyscy się czepiają tej mobilności a w mojej wypowiedzi
            mobilność (tak, miałam na myśli tę wewnątrz kraju i, jak już napisałam, miałam
            na myśli ludzi - z którymi się zetknęłam - którzy mają tę ekonomiczną
            możliwość, ale po prostu nie chcą, wolą zostać na miejscu i narzekać) była, do
            licha, czymś marginalnym. Ogólna idea była na inny temat. Pozdrawiam
            • truten.zenobi Re: 20.04.07, 15:30
              bo mie denerwują tacy co powtarzają za jakimis domorosłymi ekonomistami-
              politykami takie głupoty.
              pewne że część sołeczeńtwa nie jest mobila i trudno by wszyscy byli to zupełnie
              naturalne. pod tym względem pewnie nie różnimy się od innych narodów a zresztą
              zadowolenie zezmian to cecha ludzi młodych wrazz wiekiem człowiek oczekuje
              coraz to większej stabilizacji.

              żyjesz by pracować czy pracujesz aby zyć?
              wszak nie chodzi o to by życie poświęcać dla pracy ale by praca zapewniała
              dobre warunki życia
      • Gość: Obibok Re: Brednie nt. rynku pracy IP: *.chello.pl 20.04.07, 09:18
        Prawda jest okrutna - szuka się jeleni do pracy . Wymogi na stanowiska, gdzie
        żadna uniwersytecka wiedza nie jest potrzebna są takie jak na stanowiska
        specjalistyczne. Przykład ? Praca w sklepie-wykszt.wyższe, j.niemiecki(to mogę
        zrozumieć)praktyka.
        Inna sprawa,że za 1000 brutto nie da się godnie żyć.Można wegetować.
        Kolejny absurd: pracodawca nie ma zamiaru inwestować w pracownika , w jego
        szkolenie ani grosza.Jednocześnie wymaga aby po studiach posiadał praktykę i
        ruszył do pracy z miejsca. Wiemy,że to nie jest możliwe! Każdy potrzebuje na
        początku pomocy ze strony pracodawcy bo studia przygotowują tylko
        teoretycznie !!!
        Najgorsze jest jednak to,że nie ma sprawieliwości płacowej pomiędzy
        pracownikami fizycznymi a umysłowymi.W niejednej firmie pracownik księgowości
        zarabia mniej niż sprzątaczka!
        Coraz częściej wydaje mi się,że to nie jest kwesia rynku pracy tylko naszej
        narodowej złośliwości, ignorancji i braku szacunku dla drugiego człowieka.
      • Gość: nachwile Re: Brednie nt. rynku pracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.04.07, 20:38
        autor wątku napisałem mądrze
        ale znów znalazły się osoby gadające rzeczy nierealne i z księżyca
        polacy są mało mobilni, hehehehe
        wyobraźmy sobie sytuację w której jest osoba w rejonie dużego bezrobocia, ta
        osoba chce zdobyć w miarę lepszą pracę
        mieszka w jakimś małym mieście na bloku wschodnim w kwaterunkowym mieszkaniu,
        więc nie może wziąć kredytu hipotecznego, bo nie stać tej osoby na wykup
        zresztą gdyby nawet miała ta osoba mieszkanie własnościowe to jej cały majątek
        jest wart załóżmy 40-50 000 zł
        a w warszawie metr mieszkania kosztuje już 8-12 000
        czyli ta osoba chcąc poprawić swój byt (zakładam, zę ma żonę, dziecko i nie
        bedzie mieszkać z kimś kątem w wynajmowanym pokoiku) nie jest w stanie kupić
        mieszkania, bo i nie ma zdolności kredytowej (w końcu szuka pracy bo albo jej
        nie ma albo zarabia 800) i stać ją na 4 metry w bloku pod warunkiem że sprzeda
        swoje mieszkanie na pipidówie
        wynajem mieszkania w warszawie (jak pisałem osoba normalna, chcąca żyć z żoną,
        dzieckiem) to koszt 1500-2000 za mieszkanie średnie 40 metrowe, a gdzie reszta
        kosztów i koszty życia ?
        te gadanie o małej mobilności to brednia
        w polsce mamy do czynienia z błednym kołem "nie będziesz miał bo nie masz"
        więc darujcie sobie teksty o mobilności
        to nie stany, gdzie cżłowiek zarabia tyle, że może z pensji spokojnie żyć w
        wynajmowanym lokalu a koszt przeprowadzki to pryszcz
        ceny mieszkań w dużych miastach w ciąg paru lat wzrosły o kilkaset lat
        znajomy kupował mieszkanie 4000 za metr chyba 4 lata temu
        teraz w tej okolicy 12 000 za metr
        nie wiem czy te osoby gadające o mobilności nie słyszały w życiu o czymś takim
        jak zdolność kredytowa lub koszt wynajmu , wystarczy je porównać z tzw. 'średnią
        krajowa'
        jak już niektórzy chcą innym dawać rady to niech najpierw wezmą poprawkę na realia !
        chcieć to móc - to pusty slogan, powiedzcie to facetowi z wadą wzroku i wadą
        kręgosłupa który chce do GROMU ;D
        tak jak nie każdy urodził się ze zdrowiem komandosa, tak nie każdy urodził się w
        bogatej rodzinie i może mieć własne "m" a co dopiero zmieniać miasta
      • Gość: ITP. Re: Brednie nt. rynku pracy IP: *.chello.pl 14.05.07, 14:05
        Ciąg dalszy nastąpił:
        Dzisiejszy artykuł w G.W. pt. "ROBOTNICY ŻĄDAJĄ PODWYŻEK".
        Cytacik:
        "[...] Chcąc utrzymać ludzi w naszej branży, trzeba więcej płacić. I Impel
        płaci. [...] O ile w ubiegłym roku sprzątaczka czy ochroniarz zarabiali tu
        średnio 940 zł brutto, to teraz JUŻ TYSIĄC ZŁOTYCH. Ale to nie koniec, bo Dzik
        (prezes f-my Impel) jest przekonany, że ŻĄDZA PODWYŻEK dopiero się rozpoczyna.
        [...]
        Mój skromny komentarz:
        Co ci pracownicy zrobią z taką kupą forsy - 1000zł brutto!!! Mając ok. 720 zł
        netto pewnie rzucą się kupować mieszkania za 4.000zł/m2 lub auta. Spowoduje to
        dalszy wzrost cen mieszkań i aut. A już wiadomo, że BRAK rąk do pracy w
        budownictwie. Ale pewnie więcej zatrudnią fabryki z branży motoryzacyjnej ;-)
        Wierzę, że wspomniana firma, podobnie jak wiele innych z tej branży, oczywiście
        zatrudnia na umowę o pracę i zupełnie obce są jej praktyki zatrudniania w
        oparciu o umowę-zlecenie w 2 spółkach córkach i odprowadzania ZUS tylko od
        jednej z umów - tej opiewającej na śmieszną kwotę of course.
        Pan Dzik zapomniał dodać, że firma Impel powstała jako zakład pracy chronionej
        przy ogromnym wsparciu finansowym ze środków publicznych. Przypuszczam, że jest
        największym beneficjentem dotacji z PFRON.
        Cytacik kolejny:
        Pan Bogdan (właściciel małej firmy budowlanej) [...] z rozrzewnieniem wspomina
        czas sprzed roku, kiedy osobom niewykwalifikowanym płacił nie więcej niż 40 zł
        dziennie".
        Ciekawe co Pan Bogdan ma na myśli 40zł btutto, 40zł netto a może 40zł na czarno?
        Panie Bogdanie - głowa do góry - z jakim rozrzewnieniem muszą wspominać czasy
        firmy, które korzystały z darmowej niewolniczej siły roboczej - np. podczas II
        wojny światowej lub potomkowie twórców kolei transsyberyjskiej.
        Cytacik:
        "Jeśli podniesiemy płacę minimalną, więcej osób będzie chciało pracować, ale
        mniej pracodawców będzie chciało zatrudniać" - Jan Rutkowski, główny ekonomista
        Banku Światowego w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.
        Eureka! Co za myśl! Ciekawe ile Bank Światowy płaci głównemu ekonomiście za
        takie odkrycia. W takim razie obniżmy płacę minimalną do 31zł netto (ok. 1 zł
        dziennie) - i cieszmy się tą fikcją, że wzrośnie zatrudnienie.

        Ta ŻĄDZA podwyżek spowoduje pewnie hiperinflację. BRRRR!
      • Gość: ITP. Re: Brednie nt. rynku pracy IP: *.chello.pl 21.05.07, 17:29
        G.W. 21.05.2007
        "[...] Wszystkie dane pokazują, że sytuacja polskich firm jest fantastyczna, 80
        proc. z nich jest zyskownych. Marże polskich przedsiębiorstw należą do
        najwyższych w Europie. Jeśli pracodawcy mówią, że nie mają na podwyżki, to jest
        to oszustwo - mówi Stephane Portet z S.Partner/Grupa Syndex, firmy doradzającej
        m.in. "Solidarności"."
        Brzmi to dość rozsądnie, ale należy zwrócić jednak uwagę, iż firma ta doradza
        związkom zawodowym. Tym niemniej rekordy na giełdzie chyba potwierdzają ten
        stan polskich firm.

        Inny cytacik:
        "Rynek staje NA GŁOWIE. Kilka lat temu firmy cięły koszty, redukując
        zatrudnienie. Dziś pracownicy dyktują warunki - mówi Konrad Pawłowski z firmy
        rekrutacyjnej JKM Consulting.[...]"
        Czyli zdaniem owego Pana rynek stoi na nogach, gdy jest bezrobocie a płace na
        żenującym poziomie. Gdy tylko rośnie popyt na pracowników i pensje to rynek
        robi fikołka i staje na głowie. Przypuszczam, iż Pan Paweł jak wielu mu
        podobnych z firm "coś tam" + Consulting nie doszedł jeszcze do rozdziału o
        prawie popytu i podaży. Starcza tylko czasu na consulting, ale na edukację, to
        chyba już nie. Zważywszy, iż to stawanie na głowie często oznacza, wzrost
        wynagrodzenia do niebotycznego poziomu 1000-1500 zł netto, to faktycznie
        pozostaje też stanąć na głowie, żeby to wszystko pojąć.

        Cytacik kolejny:
        "[...] Teraz TO PRACODAWCY muszą płacić więcej, by zatrzymać pracowników - mówi
        Jan Rutkowski, główny ekonomista Banku Światowego w Europie Środkowo-Wschodniej
        [...]. Cytowałem już wyżej złotą myśl tego autora. Tym razem Pan Jan doszedł do
        kolejnego wniosku, iż to pracodawcy płacą pracownikom. W takim razie kto płacił
        pracownikom do tej pory? Może jest tu jednak ziarno prawdy. Może wcześniej
        część pracowników mimo, że pracowała legalnie, to musiała korzystać np. z
        opieki społecznej żeby przewegetować do nastepnej wypłaty u pracodawcy?

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka