Gość: Bleh
IP: *.acn.waw.pl
22.05.09, 15:25
Kurs zawodowy (specjalnie nie piszę jaki, żeby nie sr... we własne
gniazdo) Z 30 osób naprawdę uczy może 5. Reszta nie ma czasu, albo
nie lubi się uczyć, albo uważa, że już wszystko umie, a najczęściej
im się nie chce. Zbliża się egzamin, na nieuków pada blady strach.
Najczęściej słychać: "nic nie umiem, nic nie rozumiem, chyba nie
zdam". Egzamin pisemny. Wszyscy ściągają, egzaminator, albo udaje,
że nie widzi, albo wychodzi. Nieuki zdają egzamin i dostają papier,
mimo, że nie mają nawet podstawowej wiedzy. Idą do pracy z tym
papierem. Ufny pracodawca łapie się na gó... warty certyfikat, nieuk
popełnia błędy, ale wychodzą one dopiero po roku, dwóch, pracodawca
płaci kary, nieuk wylatuje z roboty, ale nic to, ma przecież papier,
a także doświadczenie... i tak w kółko.
Jaki sens mają egzaminy na szkoleniach i papierki dumnie zwane
certyfikatami i dyplomami skoro dostają je osoby, które nie mają
pojęcia o swojej robocie? Jak z tym walczyć? Egzaminować każdego
pracownika czy aby napewno ma wiedzę, którą twierdzi, że ma?
Dlaczego nikt nie postrzega konsekwencji wypuszczania tłumu nieuków
w rynek pracy? Dlaczego ludzie z wiedzą i wyrobioną marką nie
wstydzą się podpisywać tych dyplomów swoim nazwiskiem? Ręce opadają.