Chciałam publicznie przyznać, że odbiło mi do reszty

Otóż dzis obok swej pracy odkryłam sympatyczny sklepik z listewkami i śrubkami
a także lakierami i bejcami. Zakupiłam dwa pojemniczki po 100 ml bejcy wodnej
w kolorze mahoniu i wiśni. Każdy po 3 zł

Powróciwszy do domu po 9 godzinach
w szkole oddałam się odstresowywaniu. Mazałam bejcą każdy kawałeczek łysego
drewna- rozcieńczoną w róznych proporcjach (bo to niby koncentrat jest) i
czystą, samą wiśniową i samą mahoniową, potem razem, jednej więcej drugiej
mniej, później na odwrót, potem zabarwiłam lakier odrobiną bejcy, bardzo
ładnie, skoro się lakier łączy, to farba też będzie, pastelowy kolorek
interesujący wyszedł

Na koniec pomazałam bardzo stary kulawy kwietnik,
który kiedyś dawno musiał być w kolorze między sosną a olchą

No i piękną ma
barwę teraz

Ta wodna bejca przypomniała mi o tuszach do pieczątek, które
któras z miłych foremek mi podszepnęła do wypróbowania... wydawało mi się, że
konsystencję moja nowa bejca ma podobna do tuszu, więc może też się połaczy z
lakierem lub farbą... ale nie, tusz jakoś kwaśno pachnie, jakby octem i chyba
tu jest problem bo farba się zważyła, więc nie mieszajcie tuszu do pieczątek z
akrylową farbą

Kolor wprawdzie bardzo mocny, a nie pastelowy otzrymałam,
ale zwarzony, poza tym zmienia się w czasie schnięcia. Moaj bejca jest
bezzapachowa i w poniedziałek chyba pójdę kupic wszystkie kolory
Bawię się jak dziecko w piaskownicy albo raczej jak w którejś książce
Musierowicz ("głupia kaczka, bo tonie"

) i tak mi dobrze...

Tylko
ciekawe jak ta bejce zmywa się z rąk?...