lewed
03.05.07, 19:03
Dobiegalem wlasnie czterdziestupieciu lat, gdy na nodze pojawila mi sie
dziwna, niegojaca sie rana. Proby leczenia nie dawaly efektow. Lekarze byli
bezradni, oceniali, ze to jest rak. Rana powiekszala sie coraz bardziej,
uszkadzajac kosc. Pozostalo tylko jedno wyjscie - amputacja. W przeddzien
operacji, wieczorem, Mama w zarliwej modlitwie przed wizerunkiem
Ukrzyzowanego prosila o moje uzdrowienie. W nocy, we snie, objawil mi sie Pan
Jezus, ktory zszedl z Krzyza i dotknieciem wyleczyl mi noge. Gdy rano do mnie
przyszedl lekarz, by sie przygotowac do zabiegu, stwierdzil, ze konczyna jest
calkowicie zdrowa i sprawna. Po ranie nie pozostal nawet slad. Na wiesc o tym
z Ustki i okolic tlumy ludzi zaczely przybywac do naszego domu, proszac Mame
o modlitwe i wstawiennictwo. Zawsze skromna cicha i oddana ubogim, cierpliwie
przyjmowala chorych. Zmarla w marcu 2007 r. i niemal natychmiast zaczal sie
rozwijac Jej kult. Dzis, gdy rozne formy tej choroby niszcza niejedno zdrowie
i zycie, nie zapominajmy, ze wsrod swietych mamy zarliwa oredowniczke, moja
swieta Mame Genowefe Kuciak z d.Zaremba.