Dodaj do ulubionych

Coś Wam opowiem.....

09.01.05, 10:30
Przyszło mi do głowy, że możemy tutaj opowiadać sobie różne rzeczy -przygody,
przeżycia aktualne i sprzed lat itd.
Obserwuj wątek
    • ona44 Re: Coś Wam opowiem..... 09.01.05, 19:05
      Dziś przeżyłam koszmar historię
      wybrałam się na giełdę samochodową
      auta poparkowane po obu stronach jezdni na wiadukcie
      w razie jakiegoś niebezpieczeństwa
      służby ratownicze miałyby utrudniony wjazd
      /straż,pogotowie/nikt nie pilnuje porządku
      jest ochrona ale tylko pobiera opłatę
      brud, fruwające papiery i worki z folii
      a jest to jedna z największych giełd na wschód od Wisły, wstyd
      • lilimarlene1 Re: Coś Wam opowiem..... 09.01.05, 21:53
        W zeszłym roku,w naszej klatce,w nocy ktoś zwymiotował przez okno.
        Mieszkam na 1 piętrze,a na trzecim była impreza.
        Wracając z córką na drugi dzień z miasta zadzwoniłam domofonem do tego
        mieszkania.
        Odebrał syn,którego znam od dziecka-obecnie jest znanym sportowcem
        a zamieszkuje razem z rodzicami.
        Powiedziałam,że chciałabym aby to co jest na moim parapecie zniknęło.
        On przeprosił,tłumacząc się,że to dziewczyna kolegi była sprawcą tego
        nieprzyjemnego incydentu i zaraz to sprzątnie.
        Po chwili do drzwi zadzwoniła jego b.ładna dziewczyna- z którą miał się żenić-
        ze ściereczką w dłoni.
        Córka wprowadziła ją do sypialni i wskazała na zanieczyszczony parapet.
        Dziewczyna z uśmiechem wszystko zmyła i poszła.
        Po jej wizycie byłam w szoku i zyskałam pewność,że z tej mąki chleba nie będzie.
        Jak można nie mieć szacunku do samej siebie i na polecenie narzeczonego tak się
        poniżyć.
        Po jakimś czasie dziewczyna znikneła z horyzontu,a ojciec sportowca naprawiając
        u mnie jakąś rzecz powiedział,że ślubu nie będzie.

        Dzisiaj rano wychodząc z domu,natknełam się na syna,jak po nocy wychodził z
        małą,czarną-przeciwieństwo poprzedniczki.
    • mada50 Re: Coś Wam opowiem..... 10.01.05, 18:59
      Miałam dwa lata temu okropnie głupią przygodę ze swoją renówką.
      >Zdarła się na skutek przytrzaskiwania pasami od strony pasażera tzw.tabliczka
      znamionowa.To takie coś na kórym wybity jest nr nadwozia,silnika,kolor lakieru
      i coś tam jeszcze.
      >Tabliczka zrobiona z folii samoprzylepnej.
      Jej brak wykryto podczas badania technicznego.Bardzo ważne, bo dostaje się
      stempel w dow.rej.,a bez przedłużenia ważności nie wolno jeżdzić.
      >Pierwsze kroki do rzeczoznawcy,który nie wiedział gdzie w aucie mam wybity(na
      metalowej tabliczce) nr nadwozia i stwierdził jego brak.
      Wszystkie badania zaznaczam - płatne.
      >Daruję sobie opisywanie ilości urzędów w których załatwiałam dalsze
      sprawy,byłam odsyłana od Annasza do Kajfasza i jescze raz do rzeczoznawcy.
      >Wyszło na to,że nie wolno mi jeździć tym samochodem,nie mogę go
      sprzedać.Sytuacja bez wyjścia,bo brak nr nadwozia sugeruje,że kupiłam kradzione
      auto,albo sama ukradłam.
      >Musiałam dojść do tego o co chodzi w całej tej sprawie,żeby wiedzieć o co
      pytać i czego się domagać.
      >Po dwóch tygodniach nerwów i bieganiny dostałam decyzję ,zrobili nową
      tabliczkę i zapytali gdzie sobie życzę ją przykleić.
      >W między czasie u przedstawiciela Renault na Polskę napisałam krótkie podanie
      do f-my Renault we Francji o przysłanie takiej tabliczki do takiego samochodu.
      >Przysłali,przykleili i po sprawie.
      >Kochane nasze urzędy,urzędniczki i urzędnicy gubią się w gąszczu
      przepisów,które nikomu nie służą.Ludziska coś tam robią, stwarzają pozory pracy
      i utrudniają innym życie.
      >Teraz jestem posiadaczką dwóch tabliczek znamionowych,podobno od przybytku
      głowa nie boli.
      • natla Re: Coś Wam opowiem..... 10.01.05, 19:08
        Włosy dęba stają. Dzięki Tobie przypomniałam sobie o najważniejszych życzeniach
        noworocznych.smile)
    • mada50 Re: Coś Wam opowiem..... 10.01.05, 19:22
      Mam jeszcze opowiastkę o tele2 i tp.S.A,ale też dołującą więc daruję sobie.
      >Jak mi się przypomni coś wesołego (właśnie dlaczego nic nie przychodzi do
      głowy?)napiszę.
      • natla Re: Coś Wam opowiem..... 10.01.05, 19:29
        Właśnie! smile) Ale napisz te dolujące opowistki. Przy nasze dozie optymizmu, to
        nie zaszkodzi. Mamy humor Miry i opowieść o jądrach chomików na "naszych
        zwierzetach". smile))
        • lilimarlene1 Re: Coś Wam opowiem..... 11.01.05, 12:26
          Nastluś!
          z tymi chomikami było dobre.Śmiałyśmy sie z córą dwa dni.big_grin
    • nitka3 Re: Coś Wam opowiem..... 10.01.05, 19:58


      ................................................................................
      ..............................................
      MÓJ WSPANIAŁY WYCZYN
      !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      wyczyniony w styczniu 2005 roku
      * * *
      miejsce akcji: moje mieszkanie ,pokój i korytarz
      elementy akcji:JA,komputer,monitor,głośniki,klawiatura,stół,gniazdko
      elektryczne,gniazdko telefoniczne,router,dwa telefony,(poza tym cała reszta
      mebli w miarę potrzeby ich przesuwania i odsuwania)dywan,drzwi,dziura w
      ścianie miedzy korytarzem a pokojem...może cos zapomniałam!
      Warunki wstępne: 1. ja sie bardzo boję prądu!!
      2.jestem roztargniona i zawsze czegoś zapomnę lub poplączę!!!!!!!!!!!!!!
      o co chodzi???
      No wiec rzecz jest następująca-Pokój ma okno,gniazdko do prądu jest przy
      oknie,gniazdko telefoniczne i do neostrady jest w korytarzy przy
      drzwiach.....pomiędzy tym 6 metrów od neostrady i około 4 metry od prądu stoi
      komputer,monitor,głośniki klawiatura..Od gniazdkaelektrycznego idzie
      przedłużacz w stronę komputera ,który ma 8 oczek i nigdy niegasnącą lampkę..od
      tego przedłużacza idzie przedłużacz do tego routera co jest w korytarzu( bo w
      korytarzu w ogóle nie ma żadnego kontaktu elektrycznego!) a router z tym
      przedłużaczem jest połączony taka jakąś kostka,a sam jest połaczony z
      gniazdkiem telefonicznym..z korytarza przez ten router idzie przewód
      naeostrady, i przewód do telefonu(telefon w pobliżu okna!)Z monitora idzie
      przewód do komputera i do przedłużacza,z głośników do komputera i do
      przedłużacza po dwa z każdego (chyba?)z komputera do klawiatury,z neostrady do
      komputera przez dziurkę w ścianie miedzy pokojem i korytarzem i pod
      dywanem,ale z przedłużacza do routera na dywanie i pod drzwiami (specjalnie
      podcięte!) przestaliście rozumieć ????Nie martwcie sie ,ja nigdy tego nie
      rozumiałam!!!!!!
      No i to wszystko kłębiło mi sie pod stołem na którym stoi komputer i ta cała
      cholerna reszta!!! Wraz z ogromnymi naelektryzowanymi Kotami z kurzu!Od wielu
      miesięcy!!Te wszystkie przewody splatane z sobą ,idące w przeróżnych
      kierunkach,pod różnymi kątami,do i od czegoś ,powtykane w przeróżne tajemne
      dziurki,
      i co najgorsze mruczące i szumiące z cicha -jak żywe!
      no i wiecie co?Wczołgałam sie tam dzisiaj,rozplątałam(żeby rozplątać musiałam
      powyciągać to cholerstwo z tych dziurek i cały czas pamiętać w której dziurce
      co było....!)Złapałam to w specjalne zagraniczne "łapki" które przed rokiem
      dostałam w tym celu od przyjaciółki i w których to mniej więcej poukładałam te
      przewody,włożyłam to wszystko w kosz wiklinowy który przed rokiem kupiłam i
      przed pół rokiem nawet pomalowałam na biało,ten kosz pięknie wsunęłam pod
      stół.............
      no ........i co .....wy na to ????
      oto moje bohaterstwo dnia codziennego
      pozdrowienia
      • tesunia Re: Coś Wam opowiem..... 10.01.05, 20:10
        o rany niteczko!!!!!!!!!!!!!!
        ja czytajac toto poplatalam sie sama jak Twe kablewink))))))))))))
        ale medal przydzielma co prawda,
        bylas dzielna....

        ja tez pradu sie strasznie boje i w dodatku jestem nietechnicznawink)
      • natla Re: Coś Wam opowiem..... 10.01.05, 21:30
        smile))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))DO ŁEZ!
      • lilimarlene1 Re: Coś Wam opowiem..... 11.01.05, 12:35
        Nitko!
        nigdy bym się za to nie wzieła.
        Od początku musiałoby to całe okablowanie być w jednym plastikowym
        tunelu.Jestem leniwcem i zawsze żądam od wykonawców wszelkich robót,aby tak to
        wykonali,żeby było prosto,bezpiecznie i jak najmniej uciązliwe w codziennym
        życiu.
        A jakie pole elektromagnetyczne,w czasie burzy to bym chyba ze strachu umarła.
    • mada50 Re: Coś Wam opowiem..... 10.01.05, 20:22
      nitka,jesteś bardzo dzielna.
      Nie pogubić się w tej "technice pod napięciem" to nie lada wyczyn.
      Też mam niezłe kłębowisko pod biurkiem, ale ja tam nie zaglądam.
      Robi to tylko mój odkurzacz przy pomocy długiej rurki i włochatej szczotki.
      To też elektronika więc się jakoś dogadują.
      • maryna04 Re: Coś Wam opowiem..... 10.01.05, 20:41
        Ktoregos dnia mam gdzies jechac autem naciskam pilota, azeby otworzyc drzwi,
        cisza - nic nie kliknelo. Ponawiam proby i cisza - szarpie, drzwi zamkniete.
        Groza, nie tylko nie dojade, ale za pol godziny jest sprzatanie ulicy
        (zgodnie z rozkladem na znaku drogowym) jak nie usune auta - to mandat. Ukladam
        plany strategiczne w glowie, nadchodzi moja sasiadka z pietra. Pyta - co sie
        dzieje. Wyjasniam, ona na to pyta cichutko (aktualnie nie ma auta - to zapewne
        nie byla pewna swojej wiedzy), a nie mozna ich otworzyc za pomoca kluczyka w
        zamku? Ano mozna. Potem okazalo sie,ze bateryjke do pilota mialam w kieszeni.
        Kiedy poltora roku temu wysiadlo w polowie Ameryki Pln swiatlo amerykanski
        czlonek mojej rodziny zmartwil sie - no i jak teraz zapalimy gaz. Zapalkami,
        zapalkami - kochanie. (W amerykanskich kuchenkach zapala sie na iskre
        elektryczna, a w starych na plomyczek gazowy). Opowiedzialam to moim
        amerykanskim znajomym jako anegdote. Okazuje sie, ze im nie mial kto
        podpowiedziec o tych cudownych wlasciwosciach zapalek i gazu nie uzywali przez
        dwa dni. Na dodatek mimo, ze mieszkaja na 20-tym pietrze nie przyszlo im do
        glowy, ze pompy wysiada i nie bedzie wody. Na to z duma powiedzialam, ze w
        moim miescie, w dawnych czasach, gdy czesto swiatlo gaslo - pierwsze co robili
        mieszkancy? Lecieli "nalapac" wody.
        • natla Re: Coś Wam opowiem..... 10.01.05, 21:35
          Jadnak wolę Polaków, my sobie w każdej sytuacji damy radę. A jak u Amerykanów
          z inteligencją wrodzoną? smile))
          • maryna04 Re: Coś Wam opowiem..... 10.01.05, 22:17
            Ale to ja , Polka, zapomnialam, ze mozna otworzyc auto przy pomocy kluczyka a
            pamietala o tym czystej krwi Amerykanka. Unikajmy stereotypow. My mamy zdolnosc
            przetrwania, wskutkiem takich czy innych zaszlosci dziejowych, Amerykanie nie
            musieli uczyc sie przetrwania. My jestesmy zaradniejsi, ale za to przecietny
            Amerykanin jest o cale niebo uczciwszy i on wcale nie widzi powodu do wstydu,
            ze zginalby w polskim balaganie, jesliby na takowy natrafil. Nie wiem
            dokladnie, czym sie objawia inteligencja wrodzona, na pewno jest prawda, ze
            najzdolniejsi, najambitniejsi to dzieci pierwszego pokolenia emigrantow.
            Zwlaszcza dzieci emigrantow z dalekiej Azji oraz Zydow z Rosji, ktore stanowia
            obecnie wiekszosc w najlepszych szkolach srednich i wyzszych stanow, gdzie
            osiedlaja sie emigranci. Polacy tez sie staraja, ale chyba mogliby duzo wiecej.
            • natla Re: Coś Wam opowiem..... 10.01.05, 22:47
              Maryniu, masz racje, to była tylko taka luźn, skrótowa i zartobliwa uwaga.
              Niegdy niczego nie wolno generalizować, a tym bardziej ludzkich charakterów. smile
              Znam tylko Amerykanów z filmów i spotkań zagranicznych. I to albo sa herosi,
              albo mocno ograniczeni, bezmyślni ludzie. Jak w kazdym narodzie. Co do
              porównania uczciwosci, to niestety Ty masz racje -chyba. Ale znów nie można
              generalizować. Itd. smile)
    • axsa Re: Coś Wam opowiem..... 11.01.05, 12:54
      Zdarzyło się to kilka lat temu,
      ale do dziś wybuchamy śmiechem,
      gdy ktoś mówi latem o przeziębieniu,
      albo o zimie stulecia.

      Było upalne lato.
      Zatelefonowała znajoma, żeby zaprosić nas na spotkanie na działce.
      Powiedziałam, że nie przyjedziemy, bo mój mąż jest przeziębiony.
      -Przy takim upale? Jak to możliwe?
      Ja na to palnęłam bez zastanowienia:
      -Zaziębił sie przez telewizję.
      -???
      -No cóż – siedział na kanapie, ubrany tylko w krótkie spodenki
      i przez dwie godziny oglądał film, którego akcja toczyła się podczas
      zimy stulecia.
    • mada50 Re: Coś Wam opowiem..... 11.01.05, 17:10
      Taka niezręczność mi się przytrafiła.
      >Byłam z facetem i jego siostrą w herbaciarni.
      Nastrój jak lubię,przyciemnione światła,małe lampki na stolikach.
      >Usiedliśmy,ale ja nie mogę przeczytać co w karcie,bo nic nie widzę.
      Odezwałam się do swoich dość głośno:"ciemno tu jak w d.... u murzyna".
      >Nie zauważyłam,że obok przy stoliku siedziała para,a on czarny jak heban.
      Moje towarzystwo jak na komendę chrząkało i dawało rozpaczliwe znaki.
      >Chciałam ze wstydu zapaść się pod ziemię.
      • ada296 Re: Coś Wam opowiem..... 12.01.05, 00:00
        z d..ą murzyna też się spotkałam smile
        Murzyn był kolegą ze studiów
        wspólna impreza i mój przyszły doszły też tak palnął coś opowiadając

        ja zrobiłam też niezły numer
        był znajomy ale dalszy
        rozmowa o niczym
        zeszło na komórki
        pokazywał mi jakie ma dzwonki w telefonie
        jeden totalnie fikuśny: drin, drin
        potem się znowu spotkaliśmy
        miły pan spytał czy go poznaję
        odpowiedziałam: oczywiście poznaję pana po dzwonku
        najpierw powiedziałam
        potem do nas sens dotarł smile

        pozdrawiam smile
        • maryna04 Re: Coś Wam opowiem..... 16.01.05, 17:42
          Wydarzenie sprzed kilku dni, nie tak calkiem moje, ale jestem tez
          jego "bohaterka". Moja corka pracuje na oddziale intensywnej terapii w szpitalu
          na Manhattanie. W czwartek rano jak zwykle przejrzala liste nowoprzyjetych
          pacjentow. Czyta - Radowski, zeby nie bylo imie Ewelina - mysli (jak wiemy za
          granica nie odmienia sie nazwisk), jest - Ewelina, zeby nie byla z 1914 r.;
          jest- z 1914r. Wiec wlasciwie jest juz pewna, kiedy wchodzi do zaintubowanej,
          nieprzytomnej pacjentki pytaja, czy cos sie stalo, bo jestes taka
          zdenerwowana. Corka; stalo sie, ta starsza pani jest przyjaciolka mojej babci z
          dziecinstwa, mlodosci i lat doroslych. Nigdy jej nie znala, gdyz pani ta
          wywedrowala do Ameryki wraz z rodzina przed jej urodzeniem, ale znala ja z
          opowiadan, listow do babci. Teraz spotkala tak przypadkowo kogos, kto znal jej
          ukochana, dawno zmarla babcie jeszcze w dziecinstwie. Dobrze starsza pani
          miala zawal. Stan ciezki, ale stabilny. Ktos mowi: jej syn jest obok w
          poczekalni. Idzie, a tam spi na fotelu dwoje ludzi, oczywiscie juz starszawych.
          Najpierw mowi o stanie matki, nastepnie przechodzi na polski i mowi, a ja
          jestem wnuczka p.K....Oslupienie tamtych (to corka i syn), oni tez oczywiscie
          doskonale pamietaja babcie. Ponadto, zdazyli ukonczyc szkole srednia ( a
          kobieta jeszcze studia we Wroclawiu) ta samo co moje rodzenstwo. W tej smutnej
          sytuacji zaczynaja sie opowiadania, o mnie, o moich rodzicach (czyli dziadkach
          corki), o miescie, ulicach, ktore ona a zna juz niewiele, przepytywania,
          wspolne znane nazwiska. Corka ma potem do mnie zal - czego tak malo mowisz o
          sobie, o swojej mlodosci. Acha, ta rodzina to Zydzi , mowia absolutnie
          nienaganna polszczyzna i mimo wielu lat w Ameryce sa tacy polscy. Syn
          przepytuje, gdzie tu mozna kupic dobre ciasteczka i kawe, zaraz leci kupic -
          zeby personel sie pozywil, zadnemu Amerykaninowi nie przyszlo by to do glowy.
          Nastepnego dnia, przylecial samolotem maz corki tej starszej pani, koniecznie
          chce spotkac moja corke, on jest tez z tego samego liceum z Polski. Wspolnych
          spraw coraz wiecej. Moze pani odzyska przytomnosc i zobaczy wnuczke swojej
          przyjaciolki? Moja corka strasznie to przezywa, mowi - to wiecej niz zbieg
          okolicznosci.
          • tesunia Re: Coś Wam opowiem..... 16.01.05, 18:24
            ..maryniu
            ale jestem pod wrazeniem...czytajac az gesiej skorki dostawalam,
            trzymam kciuki za zdrowie "przyjaciolki"
            i mysle,ze bedzie cd.opowiadania w krotkim czasie

            pozdrawiam ciepluko.
        • tesunia Re: Coś Wam opowiem..... 16.01.05, 18:25
          ada296 napisała:

          > z d..ą murzyna też się spotkałam smile
          > Murzyn był kolegą ze studiów
          > wspólna impreza i mój przyszły doszły też tak palnął coś opowiadając
          >
          > ja zrobiłam też niezły numer
          > był znajomy ale dalszy
          > rozmowa o niczym
          > zeszło na komórki
          > pokazywał mi jakie ma dzwonki w telefonie
          > jeden totalnie fikuśny: drin, drin
          > potem się znowu spotkaliśmy
          > miły pan spytał czy go poznaję
          > odpowiedziałam: oczywiście poznaję pana po dzwonku
          > najpierw powiedziałam
          > potem do nas sens dotarł smile
          >
          > pozdrawiam smile
          >
          hi,hi,..mozna to jako kawla dnia nazwacwink))))))))
          • august2 Re: Coś Wam opowiem..... 16.01.05, 18:36
            Maryna,
            To zdarzenie to juz gotowy scenariusz..

    • mira54 Re: Coś Wam opowiem..... 16.01.05, 19:53
      Wczoraj mialam przykra sytuacje. Otoz po Przegladzie Koled i Pastoralek od
      godziny 12.30 dla wszystkich Seniorow, a bylo 160 osob, odbyl sie wspolny obiad
      w restauracji i szybko zorganizowalam dodatkowo tance. Karnawal jest krotki w
      tym roku, a Seniorzy lubia sie bawic, wiec postanowilam chociaz w ten sposob
      umilic im wieczor. Wszystko sie udalo, bylo fajnie, ludzie sie bawili, a ja
      przezylam troche strachu. Otoz jedna z Seniorek z Radomia siedzac za stolem
      zaslabla. Przenioslysmy ja do salki, gdzie bylo duzo miejsca, ulozylysmy na
      krzeselkach, nogi w gore na oparciu. Robila sie coraz bledsza i tracila
      przytomnosc. Szybko wezwalam wiec katretke Pogotowia. Bylam w strasznym
      stresie, balam sie, zeby tylko nie zdarzylo sie nic zlego. Kobietka ma 53 lata
      i okazalo sie, ze ma klopoty z sercem. Jest na rencie od wielu lat, dziura w
      sercu. Karetka jak zwykle, kiedy potrzeba, jedzie dlugo, czas mi sie bardzo
      dluzyl, az wreszcie po 15 minutach przyjechala. Lekarz szybko zbadal cisnienie
      80/40. Zabrali ja na noszach do szpitala. Za karetka pojechala przewodniczaca
      Klubu Seniora z Radomia. Ta kobieta rowniez przezyla niesamowity stres. Ja
      pozostalam dalej na sali ze wszystkimi. Bylam organizatorem i nie moglam
      wczesniej zakonczyc imprezy. Ludzie sie bawili i nawet nie zauwazyli, kiedy na
      noszach wynoszono ich kolezanke. Byla to godzina 15-ta. Bawili sie do 16-tej,
      zachecajac do zabawy, zapraszajac do tanca. Nie moglam juz sie bawic, caly czas
      myslalam co z ta dziewczyna sie dzieje. W koncu towarzystwo sie rozjechalo a ja
      zabierajac do samochodu swoja przewodniczaca Klubu Seniora pojechalam do
      szpitala.
      Nie zaznałabym spokoju, gdybym tam nie pojechala i nie poznala calej tej
      sytuacji. W szpitalu podano kobiecie dwie kroplowki, zrobiono EKG i pod opieka
      lekarza karetka Pogotowia zawiozla ja juz przytomna do szpitala do Radomia.
      Mowila, ze nie wie co sie z nia dzialo, film jej sie urwal. Dobrze, ze mieli
      jeszcze do dyspozycji samochod osobowy, wiec przewodniczaca z Radomia pojechala
      za karetka.
      Przy jej lozku przesiedzialysmy we trzy do godziny 18-tej. Nie moglam, przew.KS
      z Radomia pozostawic samej w szpitalu w obcym miescie. Na szczescie, chora
      pozostala w szpitalu w Radomiu i tam sie nia zaopiekowali lekarze.
      Ta impreza chyba dlugo pozostanie mi w pamieci. Zdaje sobie sprawe z tego, ze
      mam do czynienia ze starszymi ludzmi i w moim zespole tez moze byc roznie.
      • tesunia Re: Coś Wam opowiem...../mira 16.01.05, 20:05
        ale dzieki Bogu,ze tak sie zakonczylo,
        dostalas "lekcje przygotowawcza" gdy moze i u Ciebie sie cos stac podobnego.

        zycze nastepnych udanych bezincydentowych koncertowsmile)
        • tesunia Re: Coś Wam opowiem...../maryna 16.01.05, 20:09
          tak czytajac twoje opowiadanie,zwrocilam uwage
          na zdanie;ze masz pretesje do Mamy,ze tak malo Ci opowiada
          o zyciu i jej znajomych/przyjaciolach.

          ja swa mame poprosilam by zaczela spisywac swe wspomnienia zycia,
          sa bardzo bogate ,daja nam jakby "spadek po nich"
          my dziedziczymy czesc ich wspomnien.
          • krista57 Re: Coś Wam opowiem...../maryna 16.01.05, 21:55
            Niecierpliwie czekam na cd opowiadania Maryny.

            Jak już zabrakło moich rodziców jestem zła na siebie ,że tak mało wsłuchiwałam
            sie w ich opowieści....przecież to też moja historia.

            Moje zdarzenie często śni mi sie po nocach.....jakies 15 lat zaczęłam pracę na
            granicy,a poniewaz to daleko od domu,musiałam zrobić prawo jazdy i kupić auto.
            Bylam niedoświadczonym kierowcą a samochód do "maluch".Opuszczając po nocnej
            zmianie granicę byłam ledwo żywa ,pracownik strazy granicznej tez ledwo
            żywy....no i wsadził mi szlaban w przednią szybę/kiedyś były szlabany/
            Nic mi sie nie stało,pracownicy do końca wyjęli mi tę szybę,zebym sie nie
            skaleczyła.Jadę do domu bez szyby...ale to rano...żadnego rodzinnego chłopa nie
            ma....trzeba jechać do serwisu po tę cholerną szybę.Jadę..a zaczął padać ulewny
            deszcz...nic nie widzę...nie mogę się zatrzymać na poboczu.Pomijam fakt,że
            jestem mokra..jedyne szczęście,ze było to lato.
            • tesunia Re: Coś Wam opowiem...../maryna 27.01.05, 11:10
              krista57 napisała:

              > Niecierpliwie czekam na cd opowiadania Maryny.
              >
              > Jak już zabrakło moich rodziców jestem zła na siebie ,że tak mało
              wsłuchiwałam
              > sie w ich opowieści....przecież to też moja historia.
              >
              > Moje zdarzenie często śni mi sie po nocach.....jakies 15 lat zaczęłam pracę
              na
              > granicy,a poniewaz to daleko od domu,musiałam zrobić prawo jazdy i kupić
              auto.
              > Bylam niedoświadczonym kierowcą a samochód do "maluch".Opuszczając po nocnej
              > zmianie granicę byłam ledwo żywa ,pracownik strazy granicznej tez ledwo
              > żywy....no i wsadził mi szlaban w przednią szybę/kiedyś były szlabany/
              > Nic mi sie nie stało,pracownicy do końca wyjęli mi tę szybę,zebym sie nie
              > skaleczyła.Jadę do domu bez szyby...ale to rano...żadnego rodzinnego chłopa
              nie
              >
              > ma....trzeba jechać do serwisu po tę cholerną szybę.Jadę..a zaczął padać
              ulewny
              >
              > deszcz...nic nie widzę...nie mogę się zatrzymać na poboczu.Pomijam fakt,że
              > jestem mokra..jedyne szczęście,ze było to lato.

              ojej! ale przygoda....
              • krista57 Re: Coś Wam opowiem...../ tesunia 27.01.05, 15:59
                TESUNIU ......tu juz przesadziłas.............
    • natla Re: Coś Wam opowiem..... 19.01.05, 17:01
      ..... tak a propos dyskusji na wątku o kolędzie.
      Dzisiaj ojciec opowiedził mi wspomnienie z ostatniego dnia wojny w Krakowie,
      czyli właśnie w tych dniach stycznia. Stał przy oknie ( Basztowa 3, parter).
      Cisza, biało. Nagle w tej ciszy zaszumiały motory i pokazały się wozy pancerne
      z ucikajacymi Niemcami. Jechali cichutko, przytuleni do wozów. Jeden z nich
      zobaczył chyba ojca w oknie ( a był zakaz podchdzenia do okien). Podniósł
      karabin i strzelił... w niebo. Smutek tej sceny był tak silny, że mojemu tacie
      zrobiło się żal tych przegranych ludzi. Mówi, że nawet nie pomogło przywołanie
      okrucieństw jakie popełniali. Teraz byli przegrani i warci litości.
      We mnie sie cos zagotowało, ale zaraz skojarzyłam dyskusję na temat katolików
      i chrześcijan. Czy który "prawdziwy" katolik byłby w stanie, choc na chwilę
      przebaczyć?


      • lilimarlene1 Re: Coś Wam opowiem..... 19.01.05, 19:03
        wiesz Natluś,
        moja teściowa(austriaczka urodzona w Lwowie)tez koniec wojny,z matką i synkiem
        spędzaław Krakowie,
        czekając na powrót mężczyzn(brata i męża)ze stalagów.
        Jak to te ludzkie ścieżki się plączą.
        • natla Re: Coś Wam opowiem..... 19.01.05, 19:07
          Ha, moi rodzice też wschód (Stanisławów) i Kraków, babcie też Austryjaczki. I
          stalagi też.
          • takanietaka Re: Coś Wam opowiem..... 20.01.05, 11:34
            RZYGODA Z DUDKIEM.
            Bardzo bardzo dawno temu,studiowałam w warszawie ,byłam juz bardzo dorosła (bo
            to pomagisterskie) i nagle w poczcie na dom studencki dostałam zaproszenie na
            dwie osoby do kabaretu Dudek!Wpadłam w ogromne podniecenie i zadziwienie bo
            wtedy sie jeszcze takie rzeczy nie zdarzały,zeby cos za darmo,a bilety na Dudka
            to w ogółe były nie do zdobycia (sprawa sie nigdy nie wyjasniła!)!Kawiarnia
            Nowy świat to raczej droga kawiarnia ,kolezanka i ja nie miałysmy
            pieniedzy ,ale oczywiscie na jakies tam herbaty żesmy uściboliły no i poszłysmy
            (oczywiście elegancko ubrane ..itd)No to siedzimy ..patrzymy w
            karte .zamowiłysmy dokładnie tyle na ile żesmy miały .No i cudownie
            było ,obśmiałyśmy sie do łez..jak norki!!No i na końcu tego
            wszystkiego ...nagle zdajemy sobie sprawe ze nie mamy na szatnie !
            Strasznie ..sromota itd.Ale nie ma rady ,postanowiłysmy przeczekac
            wszystkich ..i na końcu powiedziec ze ...no przeciez płaszcze i tak nam
            wydadza! !Kolezanka w trakcie tego czekania mówi -pójde jeszcze do
            toalety..Poszła ,wróciła ...stanęła w kolejce ..wzieła płaszcze ,dała
            złotówke ....!!???!!!Skąd miałas złotówke ???No to ona cała zmieszana i
            równoczesnie smiejaca sie do rozpuku "Zobaczyłam spodeczek z pieniedzmi babci
            klozetowej i zamiast dodać swoja złótówke ..wzięłam..po prostu!!!
            No i co mam dalej mówic !!??przez następne lata naszych studiów była to jedna z
            głównych opowiesci jak to moja przyjaciółka przebiegle oszukała babcie
            klozetowa ,a ilekroć przechodziłyśmy koło Nowego Swiatu (codzień prawie) była
            wałkowana sprawa kiedy ona wreszcie zwróci tą złotówke!
            • natla Re: Coś Wam opowiem..... 20.01.05, 15:37
              I co, zwróciała? smile))
              Tak , życie nas czasem zmusza do takich "akcji".
              Myśmy z przyjaciółką nagminnie kradły cukier w 'naszej' kawiarence w Darłówku
              na wakacjach w 1981 roku. Jedna łyżeczka do kawy , 2 na serwetkę i do kieszeni.
              Pod koniec wakacji udało nam się zdobyć kilogram i tuż przed wyjazdem poszłyśmy
              tam z połówką. Pani się uśmiechnęła, powiedziała, że widziała nasze podchody,
              ale cukru mają pod dostatkiem (rzeczywiscie, to była jedyna kawiwrnia, w której
              cukier był w cukierniczkach), a takie fajne jesteśmy, że udawała ślepotę. wink)
              • takanietaka Re: Coś Wam opowiem..... 20.01.05, 15:45
                Chyba nie ..pewmie nie chciała nam psuć żartów!!Ale skojarzenie mam na
                zawszebig_grinudek-NowyŚwiat-złotówka -babcia klozetowa
                • takanietaka Re: Coś Wam opowiem..... 27.01.05, 10:52
                  AHA,przed kilku laty wreszcie kupiłam sobie nowe radio ,bo zmieniali te
                  długości FM i moja "dwójka" miała byc niesłyszalna.Przy okazji oczywiscie było
                  to radio z audio CD (wszyscy mieli płyty kompaktowe tylko ja nie !) no i
                  postanowiłam sobie kupic jakąś płyte aby mieć pełne doznanie nowości!Weszłam do
                  sklepu ,biore do ręki te płyty ....stoję ...oglądam....obracam....nic nie
                  rozumiem.....w końcu podchodzi do mnie młody sprzedawca i pyta czy mi w czyms
                  pomóc (widocznie tak wygladałam - i słusznie!)-na to ja odpowiadam ze i
                  owszem ..bo tak patrze i patrze i widze co jest na stronie "A" ,ale co jest na
                  stronie "B".????? Na to on -????????? smile))))))))))) !!!!!!!!!!!
                  • natla Re: Coś Wam opowiem..... 27.01.05, 11:04
                    smile)))) Miałam identyczną przygodę.
                    • tesunia Re: Coś Wam opowiem..... 27.01.05, 11:08
                      natla napisała:

                      > smile)))) Miałam identyczną przygodę.
                      >
                      hi,hi,...jak ja to znamsmile))))))
                      swiecie ale my czasami do tylu z nowosciamiwink)))))))))))

                      moj syn wstydzi sie kupowac ze mna takie ustrojstwa,
                      bo zadaje glupie pytania,
                      mowi..."mama zostan w domu,ja ci to kupie"
                      i usmiecha sie pod nosemwink)))))))))))
                      • maryna04 Re: Coś Wam opowiem..... 01.02.05, 00:23
                        Czy pamietacie moja opowiesc na tym watku sprzed dwoch tygodni. O tym jak moja
                        corka spotkala w szpitalu na Mahnattanie, gdzie pracuje przyjaciolke od
                        dziecinstwa swojej babci, czyli mojej mamy. Zydowke. A oto ciag dalszy historii:
                        Stan zdrowia 90--letniej pani po zawale nie poprawial sie, caly czas pod
                        rozliczna aparatura utrzymujaca i kontrolujaca zycie. Ona sama w stanie
                        spiaczki, (stosowana teraz powszechnie metoda utrzymywania we snie w stanach
                        ciezkich), dwoje doroslo - starych dzieci koczowalo przy matce caly czas. Po
                        tygodniu nadzieji, ze moze uda sie wiekowa pania odintubowac nadzieje spadly. W
                        miedzyczasie moja corka i jej dzieci zaprzyjaznili sie ogromnie. Codziennie
                        dostawalam nowe komunikaty, nowe nazwiska z miasta naszej mlodosci, ktore moja
                        corka znala wiecej z opowiadan, ja dostarczalam im swoje wiadomosci.
                        Zwierzenia, smutek, anegdoty, w ostatni czwartek za zgoda rodziny zebrala sie
                        rada etyczna szpitala - pani zgodnie z amerykanska praktyka miala spisana wole
                        zgodnie z ktora jesli nie ma szans na powrot do zycia bez aparatury
                        podtrzymujacej nalezy ja odlaczyc. Nastapilo to w sobote. Dzis w poniedzialek
                        bylysmy na uroczystosci pogrzebowej. Praktycznie wszyscy znali jezyk polski,
                        chociaz niekoniecznie mowili. Prowadzaca kobieta - rabin odmowila modlitwe,
                        nastepnie corka zaczela czytac wspomnienia o mamie, dokonczyla rabin, ktora
                        odczytala chwilami wzruszajace, chwilami wesole wspomnienia syna, ktory sam nie
                        byl w stanie tego zrobic, rowniez milo wspominal babcie 39- letni wnuk
                        (powiedzial, azeby odprezyc zebranych) ze kazdego roku babcia na urodziny
                        przysylala mu czek na ilosc lat plus dwa zera. Po odspiewaniu modliwty za
                        umarlych tzw. Kadisz przez rabin poinformowano, ze nastepnie trumna i goscie
                        pojada na cmentarz, gdzie zwloki zostana spopielone. Trumna w zwiazku z tym
                        byla prosciutenka z niemalowanego drzewa. Kiedy skladalysmy kondolencje corka
                        powiedziala - stracilismy mame, ale zyskalismy przyjaciol. A z dwoma jej
                        przyjaciolkami z Polski, ktore pamietaly mnie z obozow harcerskich zdazylazmy
                        wymienic tyle cieplych wspomnien. Na pewno na tym nasza znajomosc sie nie
                        skonczy. Prosto, wzruszajaco - kazdemu zyczyc tak pelnego i interesujacego
                        zycia, sprawnosci do ostatniej chwili(w listopadzie dziewiedziesiolatka
                        poleciala sama do corki samolotem do Waszyngtonu), odejscia w otoczeniu
                        kochajacych dzieci.
                        • krista57 Re: Coś Wam opowiem..... 01.02.05, 09:24
                          ...piękna,wzruszająca i prawdziwa historia...i że tez Rodzina potrafi tak sie
                          kochać i wzajemnie szanować .Szczęśliwa Babcia,która odeszła z tego swiata
                          otoczona miłościa.
                          Czy jest cos wazniejszego w naszym zyciu niż miłość najbliższych ?
                          • tesunia Re: Coś Wam opowiem..... 01.02.05, 17:53
                            martyno
                            pamietam Twa opowiesc,
                            niesamowite zakonczenie,
                            smutne a zarazem pelne respektu i milosci.
                        • natla Re: Coś Wam opowiem..... 01.02.05, 17:25
                          I jeszcze na koniec zdołała zaprzyjaźnić następne pokolenie. Piękne
                          i wzruszające.
          • ga10 Re: Coś Wam opowiem..... 06.03.05, 14:00
            Mój ojciec urodził się w Stanisławowie!!
            GA
    • axsa Coś Wam opowiem..... 05.02.05, 21:34
      Jak zaczęłam pracować,
      miałam mało pieniędzy i mało ciuchów.
      Dłubałam więc coś na drutach, nawet nie najgorzej.
      Pracowała ze mną taka bogata paniusia,
      której ktoś przysyłał z Niemiec
      Schick&strick /pisowni nie pomnę/.
      Kiedy już dostała pisemnko,
      wkraczała z nim i z wyższościa oznajmiała
      który sweterek bedzie niedługo miała.
      Robił jej ktos te sweterki
      i rzeczywiście prezentowała je potem.
      Opowiedziałam to kiedyś siostrze,
      a ona wymyśliła taki numer.
      W KMPiK-u były te czasopisma.
      My tam szłyśmy
      i zupełnie nie zajmowałyśmy się tym
      co zawierał aktualny numer, którym owa pani machała wszystkim przed nosem,
      poza ostatnią stroną,
      gdzie była "zajawka" zawartości następnego numeru.
      Ogladałyśmy to przez lupe, robiłyśmy zapiskii niejednokrotnie wracałyśmy tam,
      żeby coś "dopatrzeć" i robiłyśmy 2 sweterki na podstawie tych obserwacji i
      zapisków.
      Po co tak się trudziłyśmy?
      Generalnie, żeby utrzeć nosa nieprzyjemnej paniusi nosa, ale tez, żeby mieć
      nowe ciuchy.
      Jak to działało?
      Jedna z nas produkowała sweterek z okładki
      tego numeru, który miał wyjść dopiero za trzy tygodnie,
      a druga taki jaki jeszcze był pokazany.
      Kiedy owa pani wkraczała z żurnalem,
      ja miałam na sobie "okładkowy" sweterek,
      a następnego dnia drugi.
      Głupie to było, ale wszystkich niezmiernie cieszyło zdziwienie,
      zdunienie i pioruny w oczach tej pani, ktora ani w ząb nie była w stanie
      zrozumiec jak to sie dzieje.
      ni A mnie dodatkowo cieszyło to , ze mam nowy ciuch.


      • takanietaka Re: Coś Wam opowiem..... 05.02.05, 21:39
        Fajne!!też umiem na drutach i w czasach gdy trzeba było samemu robic
        nadzwyczajne kreacje ,bo sklepach nic nie było, to robiłam ja i kolezanku
        cudownosci z włóczek-tylko trzeba je było kupic(!!) ,albo przywieźć z jakiegos
        zagranicznego wyjazdu. Ale potem ..duza satysfakcja!
        • axsa Re: Coś Wam opowiem..... 05.02.05, 21:49
          Albo trzeba było spruć cos używanego, wyprostować i "napuszyć" włóczkę.
          • natla Re: Coś Wam opowiem..... 18.02.05, 20:13
            Klara ćwiczy, reszta śpi więc coś Wam opowiem.
            To było jakieś 20 lat temu.
            Pojechałam w lutym na tydzień do Zakopanego. Tak się złozyło, że stare kwatery
            były zajęte, więc poszukałam nowej. Śliczna, zadbana willa na Orkana.
            Właściciel starszy, przystojny i samotny pan. Miłe wejście, cena troche
            wygórowana ale warunki bdb i 7 wieczór, więc sie nie zastanawiałam. Oczywiście
            łaziłam po ośnieżonych górach. Najpierw po dolinkach i reglach , potem
            zaryzykowałam wyżej, ale nie za wysoko, bo to w końcu zima.
            W trzecim dniu, po kolejnej wycieczce, wlazłam wieczorem do łóżka. W domu byłam
            tylko ja i właściciel. Najpierw słyszałam przez dobra godzinę. jak pan sie
            pluskał w łazience, podspiewując całkiem głośno i fałszywie. Potem zaczęło się
            pukanie do dzrwi. Udawałam, ze śpie, ale ile można udawać, więc go odgoniłam.
            Były prośby, groźby i szantaz, że od jutra mam sobie poszukac nowego lokum.
            Pan się obraził i chwała Bogu. To tak na marginesie.
            Na drugi dzień była piekna pogoda. Pojechałam do doliny Chochołowskiej
            i poszłam do jej odnogi, dol. Starorobociańskiej. Jest to dol. z prześliczną
            halą pnącą sie az pod szczyty Starorobociańskiego i Ornaku.
            Szłam oczywiście tylko do samej hali, w śniegu po kolana. Pogoda jak z basni:
            granatowe niebo, bielutki śnieg, zielone iglaki no i słońce, a na hali szałasy.
            Kompletna cisza. Byłam samiutka. Wprost rewelacja. na hali sobie posiedziałam
            trochę, ale było dopiero ok. 11-tej, więc zaczęłam iść halą troszeczkę wyżej.
            Tak i się dobrze szło,że nie zauwazyłam, iż hala robi sie coraz stromsza. Kiedy
            to w końcu do mne dotarło, było juz za późno. Zejście w dół wydawało mi sie
            niemożliwe., a i w górę zaczęło byc slisko, gdyż śnieg był pokryty lodem. Cóż
            miałam zrobić? Wyjęłam krem Niwea, zdjełam jego "metalową" pokrywkę i wyrąbując
            nią uchwyty i stopnie wylazłam na przełęcz. Było po drugiej. Widoki
            nieprawdopodobne. Do opisanych barw doszedł jeszcze silny róż zachodzącego
            słońca na olbrzymim masywie Czerwonych wierchów. Stałam jak urzeczona. Nagle do
            mnie dotarło, że za troszkę ponad godzinę zajdzie słońce. Więc aczkolwiek
            niechetnie ruszyłam dalej. Jedyna droga przez szczyt Ornaku okazała sie nie do
            przejścia. Wróciłam na przełęcz, szukając drogi obejścia szczytu, Znalazłam
            ale.....musiałam zrobić trawers ok. 10-metrowy na zboczu prawie ponowym (w
            zimie piony sę zwiększają). Doszło do mnie, że nie dam rady. Zaczęła do mnie
            docierać groza i moja osobista głupota. Zaczynałam trawers trzykrotnie
            i trzykrotnie się wracała ze spodniami pełnymi strachu. Zaczęłam kombinowac,
            czy uda mi się przenocować. Doszłam do wniosku, że przy moim ekwipunku (szłam
            w koncu na mały spacer) i 20- stopniowym mrozie, jest to niemozliwe. Miałam
            więc do wyboru: albo zamarznięcie, albo ekspresowe ladowanie w dol. Kościelisk,
            albo szczęście w przjściu przez zbocze. Te wszystkie możliwości kotłowały się
            w mojej mózgownicy, w okropnej panice. Wiedziałam, że w tym stanie nie mogę nic
            zrobić. Znalazłam sobie dogodny głaz, zasiadłam na kurtce i zaczęłam płakać,
            najpierw cichutko , potem coraz głośniej. Trwało to chyba dobrych kilkanaście
            minut .......
            cdn (lecę , bo goście).smile)
            • yoanna Re: Coś Wam opowiem..... 18.02.05, 20:32
              Natla!!!
              gdzieżeś????
              czekam na c.d !!!
              przecież nie wiem czy przeżyłaś...? smile)))

              może jednak ... bo goście jacyś...wink))
            • krista57 Re: Coś Wam opowiem..... 18.02.05, 20:35
              wiesz co Natla,czy Ty wiecznie musisz si gościc,czy znajomi nie powinni zapukac
              do innych drzwi...i znowu musisz siedziec w kuchni aby to towarzystwo nakarmic
              i napoic?
              A juz miałam zacząc rozmyslania na temat przydatności kremu Nivea!

              Uratował Cie rycerz na białym rumaku...jak w romansach ?
              • a000000 Re: Coś Wam opowiem..... 18.02.05, 21:15
                Chyba jednak nie przeżyła, bo się nie odzywa......
                • yoanna Re: Coś Wam opowiem..... 18.02.05, 21:17
                  przeżyyyyła... wink
                  odgrażała się przed momentem...,że wraca do kompa wink)))
                  • natla Re: Coś Wam opowiem..... 18.02.05, 21:25
                    Nie macie dla mnie litości, ja o takich poważnych przeżyciach, a Wy mnięę
                    rozśmieszacie.
                    Czy przeżyłam to nie wiadomo!!! Wierzycie w duchy???? Auuuuuuuuuuuuuuuuuu....
                    .....uuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu witam Cię u nas A0000000000 (kurcze, nie
                    policzyłam tych "0") ale wiesz, ze to o Ciebie chodzismile ...uuuuuuuuuuuuuuuuuuuu
                    • a000000 Re: Coś Wam opowiem..... 18.02.05, 21:34
                      zer jest SZEŚĆ. Jak w milionie. Nieosiągalnym, prawie jak zejście ze stromej
                      góry zimową porą.
                      Witam, witam, drogie koleżanki. Na forum już niedługo dwa lata jak siedzę. Ale
                      nie wszędzie, nie wszędzie. Tutaj pierwszy raz zajrzałam.

                      A ja się duchów nie boję!! hehehe
                      • krista57 Re: Coś Wam opowiem..... 18.02.05, 21:53
                        Cudnie ,ze taka weteranka internetowa nas znalazła.Dopiero skonczone mamy /10/
                        4 miesiace i bawimy sie dobrze ja przystało na 50 +.
                        Zostan z nami !
                        Witam!
                      • yoanna Re: Coś Wam opowiem..... 18.02.05, 21:55
                        Witaj a00... smile)))
                        Miło Cię spotkać smile))
                      • natla Re: Coś Wam opowiem..... 18.02.05, 22:31
                        No to dla mnie bedziesz już Milionem. smile)
                        Rany, kobieto jak Ty zyjesz? 2 lata na forach??? Ja dopiero od października,
                        a juz się o siebię boje. Widzisz, juz strasze...a co będzie dalej?smile)
                        Weteranka sie nam tu bardzo przyda, więc zostań i nie łaź "byle gdzie". My tu
                        mamy salonik czatowy, organizujemy przyjęcia z przepysznym papusiu, obchodzimy
                        urodziny i inne swieta narodowe, i w ogóle jest wesoło, przytulnie i cieplutko.
                        • a000000 Re: Coś Wam opowiem..... 19.02.05, 10:14
                          Na forach zwią mnie Azerką. Jak żyję? W poczuciu uzależnienia. Ten wirtualny
                          świat strasznie wciąga. Widać odczuwamy jakiś niedostatek w realu. I nie ma w
                          tym niczego nadzwyczajnego, pod uwagę wziąwszy nasze "życiowe doświadczenie" no
                          i fakt, że nasze dzieci już dawno z gniazdek wyfrunęły. Dziwi mnie, że na
                          forach najwięcej jest osób około 30, które życie powinny mieć wypełnione do
                          ostatniej sekundki dniem bieżącym, dziećmi, pracą.....Rozumiem zaś tych, którzy
                          nadają z obczyzny - choć na chwilkę wpadają do domu ojczystego pogadać.
                          Idzie wiosna, trzeba będzie ograniczyć krzesłogodziny.
                          • natla Re: Coś Wam opowiem..... 19.02.05, 10:58
                            Ty Sumo Olbrzymia, staram się jak mogę ograniczyć przyklejenie do krzesła, ale
                            potem nie mogę zdążyć z czytaniem i odpisywaniem. Jednak trzeba będzie coś
                            wymyślić, bo w domu bałagan, znajomi dziwne miny mają, a ja wpadam w słowotok.
                            smile)
                            • yoanna Re: Coś Wam opowiem..... 19.02.05, 12:57
                              natla napisała:

                              > potem nie mogę zdążyć z czytaniem i odpisywaniem. Jednak trzeba będzie coś
                              > wymyślić, bo w domu bałagan, znajomi dziwne miny mają, a ja wpadam w słowotok.

                              Coś znajomo to brzmi...wink
                              Zaraz jakaś chyba...wink)))
                              • yoanna Re: Coś Wam opowiem..... 19.02.05, 12:59
                                Zaraza miało być...
                                choć zaraz pewnie bardziej dokuczliwy ... bo rodzaju męskiego wink))))

                                A teraz pewnie po głowie od płci płaskiej dostanę wink)

                                pozdrawiam okrągłosmile
                                • natla Re: Coś Wam opowiem..... 19.02.05, 13:16
                                  ....znowu piłaś??? wink))) Zaraz przyjadę na inspekcję, bo mi się personel
                                  biesi!! smile))))
                                  • yoanna Re: Coś Wam opowiem..... 19.02.05, 15:46
                                    natla napisała:

                                    > ....znowu piłaś??? wink))) Zaraz przyjadę na inspekcję, bo mi się personel
                                    > biesi!! smile))))
                                    >
                                    co Ty podglądasz cy cóś ?smile))
                                    Jeszcze nie piłam ale zamierzaM smile)))
                                    Potem wezmeę druk czerwony na okoliczność nieobecności... bo pewnie zaszkodzi mi
                                    ta rozpusta .smile)))
                                    • natla Re: Coś Wam opowiem..... 19.02.05, 16:12
                                      A idziesz Ty na Małysza???!!!!!!
                    • yoanna Re: Coś Wam opowiem..... 18.02.05, 21:46
                      Natusiu... pozwolisz,że powiem tak słodko...?smile))
                      Przestań liczyć, skończ wyć.....
                      i zacznij opowiadać ....smile))
                      krem nivea marznie ...
                      please wink
                      • natla Re: Coś Wam opowiem..... 18.02.05, 22:34
                        A własnie! Co się stało z kremem??? Nie wiem, chyba zaśmieciłam Tatry. Może tam
                        gdzies jeszcze leży zardzewiałe pudełeczko.
            • natla Re: Coś Wam opowiem..... 18.02.05, 22:19
              No dobra, zastój jakiś, więc dokańczam tę krew w zyłach mrożącą histerię tj
              historię.

              Tak, to był na pewno napad histerii. Wyryczłam się, wypaliłam 3 papierosy
              i "raz kozie śmierć".
              Oblodzony stromy, wschodni stok Ornaku przeszłam leżąc prawie oparta na prawym
              boku. Raz mi sie noga "omskła"(jak w każdym katastroficznym filmiesmile, ale na
              szczęście natrafiłam na jedyny minimalnie wystający kamol.
              Nie bede Was już dłużej trzymać w niepewności. Przeszłam i wyszłam w swiatło
              zachodzącego czerwonego słońca na płaski szczyt Ornaku. Na odmiane wpadłam
              w krótkotrwałą euforię i idąc grzbietem góry śmiałam się jak wariatka (ale
              cichutko) Zobaczyłam nawet ludzi, ale tak nisko i daleko, że nie próbowałam
              wołać. Zresztą byłoby mi wstyd. A jakbyście mnie zobaczyli....Byłam ubrana
              w buty na grubej podeszwie, ale gładkiej (bo to miał byc tylko malutki
              spacerek), dzinsy, koszulke na ramiączkach. Średnio gruby golf i letnia kurtka
              ortalionowa były zawiązane w pasie.
              No i tak szczęśliwa idę sobie do zejścia ze szczytu. Cicho , tylko snieg coraz
              bardziej zmrożony chrzęści. I nagle słyszę jakis hałas za mną. Oglądam się,
              a tu olbrzymi kawał śniegu, który okazł sie nawisem i na którym były moje
              slady , zaczął odrywac się i leciec do Koscieliskiej. Stanełam jak wryta, serce
              poleciało w kosmos, a za to wracać zaczął rozsądek.
              Zanim doszłam do zejscia, znikł rózowy kolor. Schodzić zaczęłam do Iwaniackiej
              przełeczy juz w szarudze. Wtedy zdałam sobie sprawę, że jestem w naprawde
              trudnej sytuacji. Za chwile bedzie ciemno, zejście w lecie strome, w zimie robi
              wrażenie prawie prostopadłego, drogi żadnej nie widać i zbocze oblodzone.
              Miałam szczęście. Przede mną kiedyś tam musiał iść ktoś z kijkiem narciarskim.
              Siadłam więc na śniegu, wbiłam wskazujący palec prawej ręki w dziurę po kijku,
              lewą pietą wyrąbałam oparcie w lodzie i kawałek zjechałam, wbiłam, wyrąbałam
              zjechałam....i tak az do przełęczy. Stanełam na własnych, trzęsacych sie ze
              zmeczenia nogach opierajac sie o drzewo. Było juz ciemno, noc bezksięzycowa,
              śniegu coraz mniej, ale za to lód. Do tej pory tak zajeta byłam schodzeniem na
              4 literach i palcu, że dopiero teraz zdałam sobie sprawe, że to tylko pół
              drogi. Teraz zaczęłam bać sie swojego zmeczenia i złamania czegokolwiek.
              Oszczędzę Wam już szczegółów , a było wiele chwil grozy.
              Znalazłam się wreszcie na hali Pisanej (dalej w koszulce bez ramiączek )
              i dopiero tu po chwili odczułam zimno. Tak mocno przez cały czas grzały mnie
              emocje. Ubrałam sie w to com miała i potwornie zmeczona zaczełam isć te kilka
              km w kierunku wylotu doliny. Jedynym jasniejszym odcieniem na tle czerni był
              śnieg i lód. To one "oświetlały" mi drogę.
              Tak się zmeczyłam tym zejściem, że musze odpocząć, bo to jeszcze nie
              koniec.....smile) Ale zawsze możecie się przespac lub zamknąć kompa. smile)
              • takanietaka Re: Coś Wam opowiem..... 19.02.05, 14:36
                NIE MOGE SIEE DOCZEKAĆ!mÓWŻE..PISZŻE! NO I CO???
                • august2 Re: Coś Wam opowiem..... 19.02.05, 16:33
                  Tak pisz dalej Natlo..

              • natla Re: Coś Wam opowiem..... 19.02.05, 20:15
                dobra. Odpoczęłam i lecę dalej.

                Na hali Pisanej przez lata stały dorozki, którymi zmęczone cepry mogły wrocić
                do wylotu doliny. Ja oczywiscie nigdy nie "zbrukałam" sie taka jazdą.
                Wstdziłabym się, taka taterniczka.smile))))) Ale ile razy o tym marzyłam, po
                przeżyciu całego dnia wysoko w górach, to tylko ja wiem.smile

                Otóż powłócząc nogami lazłam w dół hali i nagle tuż przy uchu usłyszałam rżenie
                konia. Zamarłam, bo wiedziałam, że tam już dawno nie ma postoju, zreszta na
                pewno nie o tej porze w zimie. Bardzo powoli zaczęłam się rozglądać. Zadnego
                konia nie było. Do dziś nie rozumiem tego zdarzenia. Rżeninie było tak
                wyraziste i głośne i tak blisko, że mogłabym przysięgać, iż koń musiał być tuż
                obok mnie. Ale nie, nie było. Wiecej sie to nie powtórzyło. Zawsze myslałam
                i myslę do dziś, że całkowicie panuję nad swoim umysłem, a jednak wtedy musiała
                zadziałać podświadomość. Podświadome marzenie o transporcie, podświadome, bo na
                jawie mi to nawet do głowy nie przyszło,jako rzecz nierealna.
                Muszę przyznac, że w tym momencie dostałam lekkiego przyspieszeniasmile)
                Po kilkudziesięciu krokach zobaczyłam w odległości kilkudziesięciu metrów, po
                drugiej stronie potoku, olbrzymia zajawę, białego ducha, ku któremu zmierzałam.
                Serce znów powędrowało gdzieś sobie, ale nogi nie zwolniły, było mi wszystko
                jedno, w duchy nie wierzę i choć się przestraszyłam, myslałam racjonalnie,
                broniąc sie tym przed zwidami. Po kilku krokach zorientowałam się, że to
                zamarznięty wodospadzik. smile))
                Ale szłam zdenerwowana, rozglądając sie, czy znów mnie coś nie zaskoczy. Tak
                gdzieś w połowie doliny usłyszałam tupot konia i trzeszcznie sań. Po sekundzie
                przerazenia , zorientowałam się , że jedzie dorożka. Zatrzymała się, dorozkakrz
                i bardzo przystojny pasażer zaniemówili na mój widok. "Co pani tu robi?". Nie
                puscili mnie, namówili na jazdę do schroniska, do którego jechał pasażer na
                towarzyskie spotkanie. Po drodze opowiedziałam w skrócie swoje przygody,
                wysłuchałam kazania dorożkarza ( a gdzie ma pani plecak, chciałam skłamac, że
                zgubiłam, ale się przyznałam , że nie mam nic innego przy sobie, poza odzieżą),
                i zaczęły się opowiesci pasażarera. Otóż ten pan też przezył w tym dniu niezłą
                przygodę. Jechał samochodem i nadział się na dyszel wozu w ten sposób, że
                przebił on przednią szybę i przeleciał tuz obok prawego jego ramienia, "lekko"
                o nie zahaczając. Potem policja, szpital, ale ze spotkania nie chciał
                zrezygnować. W czasie tych wszystkich opowiesci wypilsmy pirsióweczkę, bo zimno
                było jak cholera (nawet mniesmile) Pasażer jechał zaopatrzony na spotkaniesmile).
                W schronisku towarzystwo (najlepsze, bo taternickie, to wspaniała rasa ludzi)
                zatrzymywło mnie , namawiało do wspólnej zabawy, ale z żalem musiałam odmówić,
                gdyż bałam się, że mój gospodarz w Zakopanem zawiadomi policję. Jak sie później
                okazało, miał taki zamiar.
                Wsiadłam z powrotem w sanie i wróciłam do wylotu doliny. Kiedy dojeżdżaliśmy,
                widziałam, że na przystanku stoi autobus do Zakopanego, więc pędem rzuciłam sie
                w jego kierunku, gdyż nastepny mógł byc nie widomo kiedy. Ulica była czarna
                i sucha. Kierowca widząc mój rozpaczliwy bieg i machanie rekami , zaczekał.
                Dopadłam przednich drzwi, otworzyłam je i znalazłam się ...pod autobusem. Po
                raz drugi tego dnia sie serdecznie rozpłakałam, raczej ze złości i z komicznej
                sytuacji też. Nie mogłam się przez dłuższą chwile podnieść, bo na tej czarnej ,
                suchej drodze, była jedyna ok. metrowa tafla lodu i to akurat tam, gdzie ja
                wsiadałam do autobusu.smile)
                Przyjechałam w końcu do Zakpanego, ale na dworzec, więc musiałam jeszcze
                przejść całe miasto, żeby wylądować w domu.
                Zadzwoniłam, w drzwiach pokazał sie zdenerwowany gospodarz, pachnący,
                śliczniutki, w garniturku, jakby na pogrzeb się wybierał i natychmiast poprosił
                mnie do swojego pokoju. Poszłam , bo w międzyczasie, juz ktoś w domu poza mną
                zamieszkiwał. Zdębiałam. Stół nakryty, żarcia na kompanię wojska, koniaczek
                też, a jakże. Ponieważ cały dzień nic nie jadłam, więc rzuciłam się na to
                wszystko, jak dziki pies, w przerwach kłapiąc dziobem o swoich przygodach. Na
                koniec łyknęłam kielonka, podziękowałam za pyszną kolację i zaczęłam się
                zbierac do swojego pokoju. Na to pan powiedział, że taką kolację
                należy "odpracować towarzysko", chciał zamknąć drzwi na klucz, ale
                powiedziałam, że będe tak wrzeszczeć, że pół Zakopanego sie dowie co z niego za
                drań. Udało mi się wyrwać. Zamknełam się na klucz w moim pokoju. Chyłkiem
                przemknęłam do łazienki i tak też wróciłam do siebie. Otwieram drzwi, a to
                podstarzałe męskie pudło, leży w moim łóżku w pachnącej wyprasowanej piżamie.
                Dostałam takiego napadu szału, że chłop wylądował z zaczerwienionym policzkiem
                na korytarzu, wrzeszcząc , że jutro mnie tu nie chce widzieć. Uspokoił się
                w chwili, w której z pokoju wylazła młoda kobieta z wałkami na głowie i prośbą
                na ustach o spokój. Na drugi dzień wyjechałam zostawiając panu kartkę
                o treści "za kolację", w którą zawinęłam odpowiednią sumkę pieniędzy. Kolejne 3
                dni zamieszkiwałam u bardzo sympatycznej pani.
                Nigdy przedtem, ani nigdy potem nie miałam takigo dnia. Nazywam ten dzień "moim
                życiowym dniem". Nauczyłam się bardzo wiele, a bliskość śmierci pozwoliła mi
                inaczej spoglądać na życie.
                Każdemu młodemu człowiekowiekowi należy zyczyć takich przygód, ze szczęśliwym
                końcem.
                A do widoków z tego dnia wracam zawsze w trudnych i nie tylko , chwilach. Te
                kolory, kształty i widoki......smile)
                No, już Wam daje odpocząć. smile Pardon, ale chętnie o tym opowiadam, przezywając
                wszystko jeszcze raz.
                • yoanna Re: Coś Wam opowiem..... 19.02.05, 20:26
                  Świetnie opowiedziałaś Natlo...rób to częściej smile
                  Pewnie tam w górach...było Ci odpuszczone, a Twoje barwne opowieści są pokutą...wink)
                  Takie przeżycia ... uczą pokory ...to prawda.


                  A gospodarzowi trzeba było wlać bardziej smile))
                  • natla Re: Coś Wam opowiem..... 19.02.05, 22:12
                    Mam nadzieję, że to nie kurtuazja z Twojej strony. wink)))) Przeczytałam całość
                    i stwierdzam, że z tym "świetnie" to przesada, choć łechce przyjemnie.
                    Jak nie zasnęłaś to juz mi wystarczy. smile)))))))))))))))))))))))
                    A gnojkowi więcej nie wlałam, bo równocześnie wyładowywałam się wrzeszcząc
                    i "wysypując" go z łózka metalowego. Chyba w to cała energia poszła no
                    i jeszcze na zakończenie w jego policzek.smile)))))
                    • yoanna Re: Coś Wam opowiem..... 20.02.05, 00:07
                      natla napisała:

                      > Mam nadzieję, że to nie kurtuazja z Twojej strony. wink)))) Przeczytałam całość
                      > i stwierdzam, że z tym "świetnie" to przesada, choć łechce przyjemnie.

                      To nie przesada..smile))
                      Niech łechce ... może cos jeszcze skrobniesz smile))
                      Dobrze sie to czyta smile)))
                      Mówię poważnie smile
                      Dobrej nocki smile
                      • natla Re: Coś Wam opowiem..... 20.02.05, 00:22
                        Kurczę, czuję bąbelki w głowie.smile)))) Śpij dobrze.smile
                        • krista57 Re: Coś Wam opowiem..... 20.02.05, 14:50
                          No przestać Natla tak sie krygowac ...masz wielki dar pisania i wenę tworczą,
                          zawsze z przyjemnośćia czytam Twoje opowiadania , opowiastki czy historyjki.

                          Zresztą wiele osób z naszego forum ten dar posiada,prawda ?

                          No...cóż,nie kazdemu Bozia "to cos " dała...naturalnie myślę o sobie.
                          • natla Re: Coś Wam opowiem..... 20.02.05, 19:23
                            Krista, to nie jest chyba krygowanie. Ja po prostu nie wiem , czy potrafię
                            pisać. Sprawia mi to dużą przyjemność, natomiast ocenić się nie potrafię.
                            Potrafię oczywiście innych i właściwe na forum mamy bdb "póra" np. Toskania,
                            prześmieszna Owaka, Mada .....i jeszce kilka. Reszta nie dała się poznać, bo
                            piszą krótko.
                            W każdym razie jest mi miło , że w ogóle kogoś potrafię zainteresować swoimi
                            historyjkami. smile)))
    • natla Re: Coś Wam opowiem..... 23.02.05, 22:35
      Za dobrych czasów gierkowskich smile, pojechałyśmy z Mamą do Egiptu w wycieczce
      orbisowskiej.
      O przelocie samolotem nie będę pisać, choc mnie korci. Te widoki.... mogłabym
      latac całe życie.
      Międzylądowanie w Nikozji na Cyprze i pierwsze wrażenia. Wyjście z samolotu
      i przejście do portu, w szpalerze uzbrojonych po zęby mężczyzn. Zrobiło to na
      mnie strasznie wrażenie. Również zaskakujące było fizyczne uderzenie gorącego
      powietrza W porcie mielismy przeczekać ok. 1 godz.Okropne sie wszystkim
      chciało pić , a nikt (przynajmnie) oficjalniesmile) nie miał przy sobie
      pieniędzy. Jeszcze jako naród bylismy conieco onieśmieleni i nikt nie ruszył
      się za jaimś napitkiem. Poniewaz ja jestem bardzo nieodporna na pragnienie,
      więc po kilkunastu min.podeszłam do baru (lotnisko było duże i puste)
      i poprosiłam barmana o szklanke wody z kranu. On niezadowolony, koniecznie
      chciał, żebym kupiła jakiś sok, ale mu wytłumaczyłam, że nie mam i nikt
      z obecnych nie ma przy sobie pieniędzy. Woda była wspaniała i lodowata.
      Po moim odwaznym kroku, cała grupa ruszyła po to
      samo, a barman bardzo cierpliwie "wydawał" tą wode z kranu. Ja oczywiście
      starałam sie go cały czas bajrować.smile Kiedy zaczęliśmy iść do samolotu,
      wyleciał za mną i dał mi oszronioną butlę coca-coli.
      Pierwszy tydzień spędzaliśmy w Kairze. Oczywiście zwiedzanie. I ten potworny
      upał. Na każdym kroku, przy wejściach do muzeów, restauracji i innych lokali
      stały worki z piaskiem. Też bardzo niesympatyczne wrażenie wojny i czyhającego
      niebezpieczeństwa. Przy posiłkach w pieknym ukwieconym patio, cichutko krążyli
      koło nas kelnerzy w galabijach, a od pierwszej kolacji pokazywał się też jakiś
      jegomość wzrostu siedzacego psa (Chmielewska), ubrany prawie w łachmany,
      robiacy wrażenie brudnego. Myslałam, że to żebrak. Jak kolejny wieczór podszedł
      do naszego stolika i zaczął zagadywać, dałam mu polska monetę, którą przyjął
      z uśmiechem i entuzjazmem. Poogladał, schował do kieszeni i poszedł. O tym
      incydencie opowiedziałam naszemu egipskiemu przewodnikowi ( mówił perfekt po
      polsku) na wieczornym winku w naszym pokoju. I on nas uswiadomił. Ten człowiek
      o wygladzie zebraka był jednym z najbogatszych Egipcjan. Olbrzymia sieć hoteli
      i cała flota pływajaca po Nilu to jego własność. Chyba to była pierwsza nuczka,
      że człowieka nie ocenia sie po wyglądzie. W przedostatnim dniu naszej bytności
      w Kairze, pan ów zaproponował nam (4 osobom) przejażdżkę po Nilu, w czasie
      zachodu słońca i miasta w światłach. Wrażenia nie do opisania. Pod koniec tej
      przejażdżki, pan poczestował mnie jakimś proszkiem. Wysypał go sobie u nasady
      kciuka i kazał mi powachać, ale mocno wciagając powietrze. Nic nie
      podejrzewałam. To była tabaka, której w życiu nie widziałam. Pociagnęłam!!!
      Dobrze, że zrobił mi tego psikusa pod koniec, bo straciłabym całą przyjemność
      z widoków. Przestałam płakać późnym wieczorem w pokoju. Na drugi dzień dostałam
      przepiekny bukiet egzotycznych kwiatów. Myślałam, że to przeprosiny, a to były
      oswiadczyny ojca w imieniu jednego z 4 synów (nie widziałam ani jednegosmile)).
      Na prędce wymysliłam kochającego męża w Polsce, na co on mi pokazał zdjecie
      swojego syna. Fakt, dech mi zaparło. Niemożliwe aby on był ojcem.smile))
      W czasie pobytu w Kairze, oczywiście było ogladanie piramid i Sfinksa,
      spektaklu swiatło i dźwięk pod piramidami, dzienna i nocna (piramidy
      podświetlone od tyłu księżycem w pełmi) przejażdżka wielbładem, wszechobecny
      bakszysz i powtarzaną na okragło przez dzieci i dorosłych Bolandą (Polska),
      zapachami itp.
      Po tym tygodniu autokar zawiózł nas do kurortu pod Aleksandrią, gdzie
      byczyłyśmy sie 2 tygodnie i gdzie przezywałam chwile wstydu, radosci i zabawy.
      Ale to juz jutro. smile
      • yoanna Re: Coś Wam opowiem..... 24.02.05, 20:26
        natla napisała:

        > Ale to juz jutro. smile

        Przypominam uprzejmie, że jutro mija...smile))
        • natla Re: Coś Wam opowiem..... 24.02.05, 21:58
          Nie dam rady "łapaczko za słoa", a poza tym czekam, aż Hańcza wroci do
          opowieści. smile)))))
          • yoanna Re: Coś Wam opowiem..... 25.02.05, 22:32
            natla napisała:

            > Nie dam rady "łapaczko za słoa", a poza tym czekam, aż Hańcza wroci do
            > opowieści. smile)))))
            Usprawiedliwienie chwilowo przyjęte....zasługi przeważyły smile)))
            • natla Re: Coś Wam opowiem..... 25.02.05, 22:58
              smile))))))))
              • maladanka Re: Coś Wam opowiem..... 26.02.05, 23:03
                Dawno temu wybrałam się z koleżanką w Tatry.Czekałam na nią na jednej z ławek
                przy parkingu pod kolejką na Kasprowy - koleżanka poszła w ustronne miejsce.
                Po 3-godz.jeździe autobusem trochę mnie siedzenie bolało więc wstałam i oparłam
                się o ławkę,a buzia do słoneczka i oczy zamknięte.Nagle poczułam gwałtownego
                klapsa w pupę! Odwracam się - a tam rozpromieniona twarz górala i pada pytanie -
                Pani,co robicie,zeście tako gruba?
                • natla Re: Coś Wam opowiem..... 26.02.05, 23:10
                  smile)))))))))))))))))))))))))))))
                  Zgadza sie ich szczerość jest zniewalająca.
      • natla Re: Coś Wam opowiem..... 05.03.05, 19:34
        Mieszkałysmy w ślicznym hotelu, na skraju plaży, z wyjściem z osobistego tarasu
        po paru schodkach prosto na na szeroką, bezkresną plażę o nieco szarawym
        piasku. Plaża była półpusta, właściwie tylko dla naszej grupy. Pokój codziennie
        sprzątał "niańka", jak nazwałyśmy go z Mama. Niańka dbał o nas niesamowicie,
        Pokój i łazienka były utrzymane we wzorowej czystości, codziennie świeże
        kwiaty, dobre rady m.in. jak uchroić się przed karaluchami, które czasem się
        pojawiają. Pamiętam, że w nocy nie spałam tylko nasłuchiwałam szelestu. Nianka
        bywał u nas kilka razy dziennie i sprawdzał czy wszystko w porządku, musiałyśmy
        uważać, żeby nie zostawić brudnej bielizny, czy ubrań na wierzchu, bo zaraz
        prał i.... perfumował. A przy tym był bardzo dyskretny, cichutki, uśmiechnięty
        i nie właził do pokoju jak mysmy w nim były. Nieraz w życiu marzyłam potem
        o takim Niańce w domu. smile)) No i cóż Wam tu będe opowiadać. Dolce farniente.
        Rano po wspaniałym śniadaniu, plaża z atrakcjami, zabawami, wygłupami. Po
        obiedzie plaża, potem "strojenie się " na kolację, no i na ogół dyskoteka.
        Miałam świetne towarzystwo, 2 medyków na poziomie, więc szaleliśmy prawie co
        wieczór, obsrwując przy tym zwyczaje zabawowe Egipcjan.
        Spędzaliśmy też urocze wieczory na tarasie, z winkiem i do późnej nocy
        toczyliśmy nocne Polaków rozmowy. Nastrój tych wieczorów był niepowtarzalny, bo
        mieliśmy w grupie wielu ciekawych ludzi, m.in. poetkę -matematyczkę, komika
        prawie zawodowego, rzeżbiarza, nade wszystko historyka zajmującego się
        starozytnością i jedną czarna owcę, którą wszyscyśmy dokładnie obgadywali. )))
        Ponieważ byłam wtedy jasną, wypłowiałą już w słońcu blondynką, to musiałam
        wszędzie chadzać z asystą, a po ostrzeżeniu od bardzo przestraszonego piota, że
        szykują sie na porwanie mnie, moi medycy pojechali po nóż sprężynowy do
        Aleksandrii i nie odstępowali mnie na krok. Muszę powiedzieć, że miałam pietra,
        choć dodało to troche pieprzyka do wakacji.
        Wprowadzić Egipcjan w zachwyt jest bardzo łatwo, wystarczą blond włosy
        i jasne oczy, reszta sie nie liczy za bardzo. W życiu (poza moja pracą) nie
        dostawałm tylu kwiatów co tam. A co najsmieszniejsze, były to na ogół kwiaty
        kradzione z przepięknych ogrodów, przepięknych wilii bogaczy.
        Moja Mama, która wtedy była mniej więcej w naszym wieku, ze swoimi prawdziwymi
        jsnozłocistymi włosami, też chodziła cały czas w asyście przemiłego małżeństwa.
        Oczywiście nie byczyłyśmy sie tylko na plaży. Jeździłyśmy na tzw. wycieczki
        fakultatywne. M.in el Alamain czy Aleksandria. Nie pokuszę sie o opisywanie
        ich, bo po tych wielu latach zostały tylko wrażenia i duże przeżycia .
        Upał nad morzem w ogóle nie doskwierał, gorzej było w miastach, a najgorzej
        w autokarach, chyba bez klimatyzacji. Pamietam, że zawsze miałyśmy mokre
        ręczniki, które lądowały na dermowych siedzach i dzięki temu nie przyklejałysmy
        sie do nich.
        Grobowce faraonów, wiek ruin, historia robiły na mnie niesamowite wrażenie.
        Chodziłam jak zaczarowana, w jakims nierealnym świecie.
        Pod koniec pobytu w Egipcie nauczyłam się trochę ich języka, a jakim cudem?
        Napiszę. smile
        • natla Re: Coś Wam opowiem..... 06.03.05, 19:16
          Otóz pewnego dnia, po obiedzie pojechalismy "na zwiedzanie" po raz 2
          Aleksandrii.
          Wysiedliśmy w centrum na olbrzymim placu. Na prośbę kilku osób , pilot zgodził
          się na 3 h czasu wolnego.
          Szliśmy grupą szeroka ulicą.
          Tu musze powiedziec jak byłm ubrana. Biała mini sukienka, no nie taka jak
          dziesiaj, ale zawsze, duży dekold w szpic z przodu i z tyłu. No w koncu upał
          prawie 40 st., na nogach szpilki, bo całe lata w nich chodziłam. Makijażu 0,
          długie włosy upięte.
          Po kilkunastu metrach przejścia z grupą jakąś dużą ulicą, zostałyśmy nagle
          z Mamą same. Rodacy po angielsku urwali sie na handelek. Pilot też się
          zawieruszył. Szłysmy sobie jeszcze chwilę,szukając kafejki
          i pilota, oraz słysząc dookoła siebie powtarzane słowo "szarmuta" (piszę
          fonetycznie). Jak tej szarmucie zaczęły towarzyszyć śmiechy, zaczepki, łapanie
          za rece i w ogóle ogólne podekscytowanie, stwierdziłyśmy,że wrócimy do
          autokaru. Zorientowałyśmy się, że chodzi o mój ubiór, a głównie o długość
          sukienki.
          Wszysto skończyłoby sie tylko na zmarnowanym popołudniu, gdyby nie to, że
          autokar sobie pojechał i miał wrócić na plac po 2 h, o czym nie wiedzałyśmy.
          W kazdym razie nie było go.
          Siadłysmy więc na centralnym skwerze na ławce. Za chwile zaczął sie zbierać
          tłumek. W przeciagu kwadransa otaczało nas koło Arabów, głównie płci odmiennej
          i wszyscy sie śmiali, gadali i gestykulowali pokazując na nas palcami. Moja
          Mama jakby mogła , to by mnie zabiła. W furii wyciągnęła z torebki "Przekrój"
          i zakryła mi nim kolana, a na ramiona narzuciła mi siatkę na zakupysmile)
          Siedziałysmy tak prawie 2 h, a szpaler ludzi sie poszerzał i otaczał, tworząc
          zamkniete koło w odległości ok. 5 m. No i ciagle wyławiałam to
          słowo "szarmuta". Siedziałam przerazona, skruszona i wściekła. A że moja
          Mama nie pękła to cud.
          W pewnym momencie zauważyłam, że przez szpaler ludzi przepycha się policjant.
          Odetchnęłysmy z ulgą. A on jak stanał przed nami, zaczął sie też śmiać
          i gestykulować. To chyba był najgorszy moment.
          Na szczęście niedługo po tym incydencie przepchał sie do nas kierowca autokaru,
          bardzo zdenerwowany nawrzeszczał coś na najbliższych Arabów i biegiem, torując
          nam drogę, przeprowadził nas do autokaru, co nie było proste, bo plac duży i ze
          środka trzeba było sie dostać na obwód. Część obserwatorów leciała za nami.
          Wskoczylismy do autokaru, kierowca zamknął go natychmiast i kazał sie nam
          położyć na tylnych siedzeniach. I tak leżałysmy z pół h, do przyjscia grupy
          i rozlezienia się gapiów. Oczywiście na początku tej pół godziny Mama zaczęła
          kazanie, ja słuchałam skruszona, wyryczałam się, chyba bardziej "z narwów", ale
          jak się nasi pokazali, to nam przeszło.
          Pilot sie bardzo kajał , że to jego wina. W końcu zrobiło się wesoło, wszyscy
          sie ubawili nasza przygodą.
          Oczywiście jak opowiadałam pilotowi, to nie omieszkałam się zapytać co to
          znaczy "szarmuta". On stwierdził, ze to nie wazne, ale jak naparłam to sie
          dowiedziałam, że to znaczy "panienka lekkich obyczajów". Podróże kształcąsmile)
          Od tego czasu słowo to funkcjonuje w naszej rodzinie, bo i tak nikt obcy nie
          zna jego znaczenia. smile))))) Teraz poza Wami. Ale Wy już nie obcy. smile
          Były to jedne z najdłuższych 2 godzin w moim życiu. Pamiętam jak bałyśmy się
          tego tłumu, nie wiedziałyśmy co oni mogą wymyśleć.
          Teraz wiem, ze oni się tylko świetmne bawili naszym kosztem, ale wtedy
          przychodziło nam na myśl porwanie, ciąganie siła po ulicach i takie tam. smile)))
          • krista57 Re: Coś Wam opowiem..... 06.03.05, 22:43
            przygoda niesamowita i pouczajaca,dobrze,ze dzisiejsze panienki chodza tylko w
            spodniach i nic złego a krajach arabskich je nie spotka,
            a moze zmienisz nick z natli na szarmuta smile)))))))
            • natla Re: Coś Wam opowiem..... 06.03.05, 22:59
              ....hmmm..... własciwie nikt mnie nie zna......no pomysle. Tylko jak się jakiś
              Arab pokaże to co? Będę mieć propozycje nie do odrzucenia.? smile))))
              • yoanna Re: Coś Wam opowiem..... 06.03.05, 23:06
                No tak ..teraz kiedy słyszymy Natla możemy trafić np. tutaj...
                natla.dominant.ru/
                Gorzej gdybyśmy szukali adresu dla "szarmuta".... smile)))
          • yoanna Re: Coś Wam opowiem..... 06.03.05, 22:57
            maxi emocje z mini powodu....?
            Dobre Natlo...wink))))
            • maladanka Re: Coś Wam opowiem..... 26.04.05, 00:29
              ...podrzucam, ponieważ czytałam jak Natla w górach szalała!
              • natla Re: Coś Wam opowiem..... 10.07.05, 18:11
                No poopowiadajcie coś......z życia......tyle lat już przeżyliście i nie macie
                o czym opowiedzieć? Nie wierzę......to tylko lenistwo.....
                • august2 Re: Coś Wam opowiem..... 10.07.05, 18:32
                  ...moze to nie lenistwo ... moze pamiec
                  juz nie taka..
                  • natla Re: Coś Wam opowiem..... 10.07.05, 19:33
                    Może już mamy sklerozy ciut ciut, ale bez przesady. Ty też miałe ś barwne życie
                    i co ? nie pamiętasz? nic? smile))))))) Choć prawdę powiedziwszy, to Ty akurat
                    dużo opowiadasz z terazniejszości.......ale na pewno jeszcze cos byś znalazł.
                    • natla Re: Coś Wam opowiem.....Osterwa, Sapieha 12.07.05, 17:19
                      Dzisiaj ojciec przypomniał mi pewną historię rodzinną. Mam nadzieję, że tego
                      Wam nie opowiedałam gdzieś tam, a jeżeli to trudno.....nasz wiek swoje prawa ma.
                      Otóż w 1942 lub 43 roku ojciec jako początkujący lekarz w szpitalu Bonifratrów
                      w Krakowie zosał poproszony przez swojego szefa o nocne dyżury przy żonie
                      Juliusza Osterwy. Miała jakieś komplikacje poporodowe i musiał być przy niej
                      stale lekarz.
                      Od tego czasu aż do końca wojny J. Osterwa był codziennym, tak codziennym
                      gościem w domu mojego ojca. Mieszkał niedaleko i przychodził albo dzięki
                      przepustce, albo z narażenieim życia (tego ojciec nie pamięta).
                      Jego pani nigdy nie zaszczycła domu ojca, prawdopodobnie za niskie progi
                      (z domu Sapieha, bratanica abepe Sapiehy).
                      Panowie przegadali dziesiątki godzin na temat teatru i życia.......piękne czasy
                      mimo, że wojna....ale nie było TV i innych fast food'ów......

                      Przy oazji dowiedziałam się, że Franck zaszczycił dom Sapiehy. Gospodarz
                      przyjął go zbożową kawą i przydziałowym chlebem. Franck zaproponował lepsze
                      kartki i inne udogodnienia, za co A.Sapieha grzecznie podziękował i powiedział,
                      że woli żyć jak wszyscy Polacy..........
                      • natla Re: Coś Wam opowiem Danuśka, opowiadaj 24.07.05, 09:52
                        Jak było?
                        • natla Re: Coś Wam opowiem Danuśka, opowiadaj 24.07.05, 10:14
                          No co jest! "Zatkło" Cie??? wink))) Nogami przecież nie piszesz, wiec mocz je
                          sobie do woli, a rączki do roboty......
                          • maladanka Re: Coś Wam opowiem 06.10.05, 12:29
                            Podrzucam - ponieważ mysle,że gośka na pewno ma masę przygód do opowiedzenia,a
                            i może się coś komuś przypomniało?
                            A ja miałam ostatnio tak:

                            w kraju serów,gdzie byłam ok.6 tyg. wszystko prawie jest tak,ze sie samo
                            otwiera, albo wysuwaja schodki, albo inne takie bajery,zeby człowiekowi było
                            wygodnie.W trakcie poróży powrotnej był krótki postój autokaru,chciałam wejśc
                            do sklepiku na stacji benzynowej i nic - stoje,drzwi zamkniete, ludzie w
                            środku, gość cos zza szyby macha, a ja nic ..wreszcie ktoś za mną po prostu
                            poszedł i pociągnął za uchwyt przy drzwiach i drzwi sie rozsuneły, a ja ...no
                            cóż, rumieniec po same włosy ...
    • goskaa.l Re: Coś Wam opowiem..... 06.10.05, 12:50
      Danusia tak ładnie prosi...

      Wklejam treść korespondencji z jedną panią redaktor za miejscowej (niemałej
      gazety. Nazwiska i inne namiary wycięłam.

      Dzień dobry Pani.
      Wczoraj ktoś pokazał mi Pani artykuł "Groźny szlak" (GS, 20 lipca
      2005). "Czterej młodzi mężczyźni", którzy skarżyli się na okropności, które
      spotkały ich na Ploni, są ludźmi bez wyobraźni. Ich "spore doświadczenie
      kajakowe" to prawdopodobnie rzeki takie jak Krutynia lub Czarna Hańcza - tylko
      w ten sposób mogę wytłumaczyć ich opis. Pływam Płonią przeciętnie 1 - 2 razy w
      roku, o różnych porach (zdarzało się zimą - w styczniu, wiosną - w kwietniu,
      latem - w lipcu i jesienią - w listopadzie). W lipcu ubiegłego roku płynęła ze
      mną grupa stargardzkich muzealników (w tym w jednym kajaku dwie kobiety, dla
      których było to pierwsze w życiu doświadczenie kajakowe). Rozpoczynaliśmy spływ
      z jazu za Miedwiem i w ciągu dwóch dni dopłynęliśmy do Stanicy
      kajakowej "Międzyodrze" przy kąpielisku Dziewoklicz (razem 35 km). Pierwszego
      dnia dopłynęliśmy do ośrodka szkolno-wychowawczego na ulicy Przylesie (14 km),
      a drugiego do Stanicy. I te dwie kobiety dały sobie radę! Nie łamaliśmy krzaków
      i nie przesuwaliśmy zwalonych konarów (a tak ponoć robili bohaterowie). Jeżeli
      rzeka jest oznaczona jako dostępna dla kajaków, nie należy wyobrażać sobie, że
      przepłynie się ją bez wysiadania z kajaka (tym bardziej Płonię, która płynie
      przez teren Puszczy Bukowej, a w dodatku są na niej (oprócz wspomnianego jazu)
      4 stałe przeszkody - już na terenie Szczecina. Pomimo niezbyt wartkiego nurtu,
      rzeka ta jest świetnym "poligonem", gdzie niezbyt doświadczeni ludzie mogą
      posiąść umiejętności, które w przyszłości przydadzą się im na bardziej
      wymagającej rzece (np. odcinku Drawy płynącym przez Park Narodowy). I chwała
      jej za to! W ostatnich latach prace regulacyjne na końcowym odcinku rzeki
      odebrały jej sporo z tego uroku (koryto "posprzątane" z konarów nie sprawia
      miłego wrażenia, choć zapewne tym panom to właśnie odpowiadałoby najbardziej),
      ale nadal pozostaje piękną rzeką. Szczególnie urokliwy jest jej odcinek za
      Kołbaczem, a później właśnie ten prowadzący przez Szczeciński Park
      Krajobrazowy. Dziwię się tym doświadczonym kajakarzom, że popłynęli rzeką bez
      zapoznania się z jej opisem lub choćby podjechania samochodem i spojrzenia w
      kilku miejscach (domyślam się, że są mieszkańcami naszego miasta). Tym
      bardziej, że opis rzeki można nawet znaleźć w internecie:
      www.cit.stargard.com.pl/glowna.php?id=kajakarstwo (jestem jego autorką).
      Aby mogła Pani w pełni ocenić urok tej rzeki, zapraszam Panią z osobą
      towarzyszącą do uczestnictwa w organizowanym przez Szczeciński Klub Turystyki
      Kajakowej "Płonia" Ogólnopolskim Spływie Kajakowym "Szczecińskie Liście
      Platanowe", który odbędzie się w dniach 26 - 28 sierpnia. Właśnie 27 sierpnia
      popłyniemy Płonią z mostu w Jezierzycach. Klub oferuje Pani uczestnictwo
      gratis - jeśli nie może Pani poświęcić 3 dni, zapraszamy na 2. i 3. (ostatniego
      dnia popłyniemy przez port i wzdłuż Wałów Chrobrego, a to naprawdę niecodzienne
      widoki!

      W imieniu SKTKaj "Płonia"

      (ja)


      Witam serdecznie i dziękuję za list.
      Niestety, nie mogę się zgodzić z tym, co Pani pisze. Przede wszystkim nie byli
      to ludzie bez wyobraźni. Nie wiem, na jakiej podstawie wyciąga Pani takie
      wnioski, nie znając tych osób, ale podobnym stwierdzeniem najzwyczajniej je
      Pani obraża. Nie jest tak, że ludzie ci wyruszyli na spływ bez doświadczenia i
      bez zapoznania się z trasą (z mapą i z przewodnikiem). Wspomniała Pani o tym,
      że uczestniczyła Pani w spływie Płonią wraz z grupą muzealników. Tyle tylko, że
      w ubiegłym roku. Jak sama Pani zapewne wie, przez rok stan rzeki może ulec
      sporej zmianie. Jest Pani miłośniczką turystyki kajakowej o zapewne ogromnym
      doświadczeniu, ale proszę sobie wyobrazić, że na spływy wybierają się także
      zwykli ludzie, często całe rodziny, które aż tak ekstremalnych przeżyć nie
      poszukują. O tym, że przeżycia nazwałam właśnie ekstremalnymi, świadczy relacja
      cytowanych osób. Mężczyźni ci nie zgosiliby się do mnie, gdyby trasa była
      chociażby o średnim stopniu trudności. Niepokoi także to, że opis trasy z
      przewodnika nie jest na bieżąco sprawdzany ze stanem faktycznym. Moim zdaniem
      sporządzenie raz opisu nie wystarczy, by był on aktualny. A o tym, że trasy nie
      są na bieżąco sprawdzane, poinformował mnie rozmówca z SKTKaj "Płonia", którego
      cytowałam w artykule. Przyznał on, że dopiero w sierpniu na trasę wyruszy ktoś,
      by sprawdzić, w jakim stanie jest rzeka i usunąć zbyt duże przeszkody. Ma to
      związek właśnie z planowanym spływem kajakowym. To mówi chyba samo za siebie.
      Jeszcze raz dziękuję za ten list. Mam nadzieję, że moja odpowiedź pozwoli Pani
      wyciągnąć właściwe wnioski z opisanej przeze mnie historii.
      Pozdrawiam (dziennikarka)


      Witam ponownie i kontynuuję polemikę.
      Jednak nadal twierdzę, że panowie tym brak wyobraźni i nie potrafią przygotować
      się do spływu. I wcale nie obrażam ich tym stwierdzeniem. Nigdy nie
      popłynęłabym w "nieznane", bez wcześniejszego szczegółowego rozpoznania trasy.
      Prawdą jest, że stopień uciążliwości (bo mylnie mówi się o trudności szlaku) to
      zupełnie inne pojęcie) rzeki zmienia się wraz ze zmianą poziomu wody, ponadto
      fakt, że płynie ona przez tereny leśne (Puszcza Bukowa) przyczynia się do tego,
      że należy się spodziewać nieoczekiwanych przeszkód w korycie. Jak Pani zapewne
      zauważyła, w moim opisie na spływ jednodniowy polecałam odcinek "miejski", a to
      tylko ok. 14 kilometrów. Odległość ok. 25 km w jeden dzień to norma dla
      przeciętnego spływowicza na rzece z wyraźnym nurtem, wymagającej jedynie
      umiejętności omijania pojawiających się gdzieniegdzie przeszkód (np. na Brdzie
      lub Wdzie). Płonia należy do rzek o dość wysokim stopniu uciążliwości, nawet
      wtedy, gdy poziom wody jest wysoki (a poziom wody można sprawdzić pod adresem:
      www.imgw.pl/wl/hydro ). Zdarzyło mi się spływać Płonię na wspomnianym
      odcinku podczas wyjątkowo niskiego stanu wody, ale takich historii jak opisani
      panowie nigdy nie przeżyłam. Po prostu wiedziałam, czego można się spodziewać
      po rzece.
      Mniemam, że panowie ci nie potrafią manewrować kajakami, a wtedy faktycznie
      można przeżyć horror. I nadal zapraszam na splyw, aby mogła Pani naocznie
      ocenić piękno rzeki, która choć okiełznana (Płonia jest rzeką uregulowaną), ma
      wiele z uroków dzikiej rzeki nizinnej. Czytając opis i mapę można wyciągnąć
      wiele wniosków. Mapa pokazuje np. miejsca przełomów (na to wskazuje
      zacieśnienie poziomic), pokazuje, czy rzeka płynie prosto, czy też wije się
      wieloma meandrami, czy pokonuje tereny leśne, czy też płaskie łąki. Zgadzam się
      z tym, ze mam duże doświadczenie. A po prawdziwie ekstremalne przeżycia
      zapraszam panów np. na Mołstowę (dopływ Regi - też jest zaznaczona na mapach
      jako szlak kajakowy, i także przepłynęłam ją osobiście), albo Ukleję(też dopływ
      Regi). Jeszcze raz powtarzam, ze trasa o której mówimy, nie jest trasą trudną
      (oto, co oznacza trudność szlaku:
      kajak.org.pl/wiedza/bezpieczenstwo/baza/b2/ ). Po prostu panowie mają
      niewielkie pojęcie o tym, czym jest pływanie kajakiem. I naprawdę nie mam
      zamiaru obrażać ich ani nikogo tym stwierdzeniem.
      Pozdrawiam serdecznie - (ja)

      Dziękuję za zaproszenie na spływ. Niestety, nie skorzystam, ponieważ w tym
      czasie wybieram się na urlop. Polemiki nie zamierzam kontynuować, ponieważ
      znacząco różnimy się w zdaniach i nie sądzę, aby dyskusja ta prowadziła do
      czegoś konstruktywnego. Jeszcze raz dziękuję Pani za opinie w tej sprawie.
      Życzę przyjemnego spływu
      Z pozdrowieniami (dziennikarka)


      Szkoda, że Pani nie może popłynąć z nami. Życzę miłego wypoczynku, a ofertę
      pokonani
      • goskaa.l Re: Coś Wam opowiem..... 06.10.05, 12:53
        ciąg dalszy:

        Szkoda, że Pani nie może popłynąć z nami. Życzę miłego wypoczynku, a ofertę
        pokonania opisywanego przez bohaterów artykułu odcinka Płoni pozostawiam
        otwartą. Kiedy tylko będzie miła Pani czas i ochotę, podejmuję się popłynąć z
        Panią i to będzie najlepsza weryfikacja zdań mojego i tych panów.
        Z pozdrowieniami - (ja)

        Po pewnym czasie...

        Zadzwonił do mnie jeden "czterech młodych męźczyzn", przedstawiając się z
        nazwiska. Tak, jak można było przypuszczać, dziennikarka jest ich znajomą.
        Pan ten najpierw przepytał mnie na okoliczność znajomości rzeki, po czym
        podtrzymywał swoją opinię na jej temat. Nie dość na tym: jeden spośród nich
        właśnie wrócił z opisywanej przeze mnie Drawy i stwierdził, że to mały pikuś
        (cytuję) w porównaniu z Płonią.
        Rozstaliśmy się trwając każde przy swoim zdaniu.
        A jak wygląda ta rzeka, możecie zobaczyć na
        www.kamils.lap.pl/galeria.php?id=80&rok=2005
        a tych, którzy chcą osobiście sprawdzić, zapraszam do Szczecina.
        • natla Re: Coś Wam opowiem..... 06.10.05, 19:03
          A wystarczyłoby gdyby pani dziennikarka sprawdziła osobiście, wtedy i łatwiej
          pisać i łatwiej polemizować.
          • natla Coś Wam opowiem.....moment strachu i bezczelność 14.11.05, 22:47
            Wracam dziś do domu przed południemz z moim psem, głowę mam zajętą planowaniem,
            automatycznie otwieram drzwi, wchodzę i......w tym momencie słyszę okropny
            rumor w jednym pokoju. Zamarałam....mój pies obronny (przypominam, prawie
            doberman wink)natychmiast znikł, a ja zostałam sama w pustym domu z......głównie
            ze strachem panicznym, ale też z kilkoma myslami co to może być....najbardziej
            mi przypasowało - włamywacz. Drzwi na korytarz zostawiłam otwarte, zrobiłam 2
            kroki i kuknęłam do pokoju. Stanełam jak wryta. Na środku pokoju stoją dwa
            gołębie, które w momencie otwierania drzwi sie przestraszyły i narobiły łomotu.
            Powiecie, kurcze, ona znowu o gołębiach,ale.....drzwi balkonowe zamknięte, okna
            też, wiec skąd? Zamknęłam drzwi wejściowe, delikatnie podeszłam do dzrzwi
            balkonowych, na co gołębie zareagowały popłochem i zaczęły się rozbijać
            o wszystko, głównie o ściany i szyby. Stanęłam, a one zawisły na najmniejszy
            w tym pokoju obrazku, z cieniuteńkimi ramami. Bałam się ruszyc. Wreszcie
            sięgnęłam do klamki i otworzyłam te drzwi na balkon, a ci dwaj włamywacze,
            cykory jak mój pies, znów dostały amoku i we wszystko trafiały, tylko nie
            w otwartą przestrzeń.
            Patrzyłam ze zgrozą jakie to mi straty jeszcze, poza biologicznymi flekami na
            podłodze i dywanie zrobią. W końcu jakimś cudem nie zabiwszy się
            wyleciały......z ulgą zamknęłam szybko drzwi. W tym momencie mój cykor stanął
            w progu drzwi z wojowniczą miną i zaczął szczekać.....chyba na mnie wink)
            Zamieniłam się w detektywa.....jak te ptaki dostały się do domu. Przeszłam, w
            towarzystwie "bojowo" nastawionego psa wszystkie pokoje....okna
            pozamykane...jedynie w moim jedno uchylone na 15 cm. Na parapecie zewnętrzym
            czujka.....trzeci, do tego rudy gołąb.
            No i wyszło szydło z worka....te bezczelne ptaszyska wlazły przez te 15 cm,
            rozwalając przedmioty na parapecie, zanurkowały pod firankę i włamały się do
            domu. Oblazły całe mieszkanie....ciekawe czego szukały, w każdym razie nic nie
            zginęło, spłoszyłam je swoim wejściem.
            Aaaa,nie były to moje rozmnożone w lecie na balkonie gołębie....zupełne obce
            huligany.
            Wychodzi na to, że nie mogę zostawiać otwartych okien i że grozi nam
            niedotlenienie. Przestaje powoli lubić gołebie, a juz na pewno nie pozwole, aby
            z mojego balkonu na wiosnę zrobiły sobie dom schadzek.
            • regine Re: Coś Wam opowiem.....moment strachu i bezczeln 14.11.05, 23:08
              Ale się uśmiałam, zwłaszcza z Twego "obronnego dobermana" i z Twojego,
              chichi...." A kuku...????" smile)) smile))
              No to teraz uważaj na tych "włamywaczy" smile)
              • natla Re: Coś Wam opowiem..... 20.11.05, 17:32
                O, tu piszcie smile
                • natla Re: Coś Wam opowiem..... 22.11.05, 22:31
                  No??? Poopowiadajcie coś, przecież przeżyliście ponad 50 lat....i co, i nic
                  ciekawego się nie zdarzyło?
                  • regine Re: Coś Wam opowiem..... 22.11.05, 23:15
                    No już trochę i późno i jakoś tak z pamięcią nie "halo" się robi....
                    Starość nie radość, jakby nie było, pół wieku minęło....
                    • b_ska56 Re: Coś Wam opowiem..... 23.11.05, 20:01
                      A może być, póki co,bajka?
                      Jak zrobię remanent w pamięci ,
                      to może coś ciekawego sobie przypomnę..smile
                      • maladanka Re: Coś Wam opowiem..... 23.11.05, 20:51
                        czasem mój slubny kuka mi przez ramię, co też ja ciekawego czytam na naszym
                        forum i niedawno przeczytał opis Natli,jak gołebie sie włamały jej do domu, a
                        Cykor szczekał potem...no i minęło te kilka dni, dzis w środku nocy budzi mnie
                        chichot mego męża - pytam rozespana co go tak smieszy, a on mi na to,że wie na
                        co szczekał Cykor - no na co? pytam zaspana -
                        - Na ptasią grypę!-
                        • natla Re: Coś Wam opowiem..... 23.11.05, 21:33
                          Popłakałam się ze śmiechu wink)))))))))))
                          • regine Re: Coś Wam opowiem..... 23.11.05, 21:59
                            O matko, Danusiu, aż mi łzy z oczu ze śmiechu poleciały...smile))))))
                            Ale masz męża super...Nie mógł spać, tak myślał....smile))))))
                            Już widzę Was, jak siedzicie oboje na łóżku, i trzymacie się za boki, bo
                            śmiechu było pewnie co nie miara....smile)
                            • natla Re: Coś Wam opowiem..... 13.01.06, 00:46
                              Poopowiadajcie coś jeszcze smile
                              • natla Re: Coś Wam opowiem.....opowiadanie Aatamm 20.01.06, 11:19
                                Autor: aatamm
                                Data: 20.01.06, 11:03

                                Dzien dobry wszystkim.
                                Piekne powitanie-"Blekit jeziora dokola
                                a tam w oddali gdzies biel....
                                W takich klimatach spedzilam ostatnia sobote.Pojechalysmy z kolezanka w Bory
                                Tucholskie,od momentu wjechania w lasy byla to przygoda ekstremalna.Z grubsza
                                odsniezone przez sluzby lesne,a to co zostalo na drodze zamienilo sie w
                                lod.Mialysmy mniej wiecej lekko z gorki(ok 10km),wiec jadac "kujawiakiem"-
                                niebezpiecznie zblizajac sie raz z lewa,raz z prawa do stojacych przy drodze
                                drzew(w koncu Bory)dotarlysmy na miejsce.I bylo jezioro,co prawda blekit
                                zamienil sie w szarosc lodu,za to drzewa wokol wygladaly przecudnie.Jak w basni
                                o Krolowej sniegu.I widzialysmy sarenki i zajaczka.
                                Grzejnikami udalo nam sie uzyskac temperature wewnatrz domu +5!!,co przy zimnie
                                na zewnatrz wydawalo sie luksusem.A jak smakowala herbatka i bigosik.
                                Jako roczniki z lat 50-tych,nie mogac dostac sie do pomieszczenia gospodarczego
                                (zamarzniete klodki)celem zabrania lopaty i piasku na droge powrotna(pod gorke)
                                wzielysmy siekiere i piaseczek,w ktory jesienia kotek,no wiecie...Nie wszystko
                                musi pachniec.
                                We krwi chyba mamy wszystkie radzenie sobie w naglych sytuacjach tzw
                                materialami zastepczymi.
                                Tu prosze o przyklady z Waszego zycia.
                                Pozdrawiam.


                                • tofika Re: Coś Wam opowiem.....opowiadanie Aatamm 20.01.06, 14:29
                                  > W takich klimatach spedzilam ostatnia sobote.Pojechalysmy z kolezanka w Bory
                                  > Tucholskie,od momentu wjechania w lasy byla to przygoda ekstremalna.Z grubsza
                                  > odsniezone przez sluzby lesne,a to co zostalo na drodze zamienilo sie w
                                  > lod.Mialysmy mniej wiecej lekko z gorki(ok 10km),wiec jadac "kujawiakiem"-
                                  > niebezpiecznie zblizajac sie raz z lewa,raz z prawa do stojacych przy drodze
                                  > drzew(w koncu Bory)dotarlysmy na miejsce.I bylo jezioro,co prawda blekit
                                  > zamienil sie w szarosc lodu,za to drzewa wokol wygladaly przecudnie.Jak w
                                  basni
                                  >
                                  > o Krolowej sniegu.I widzialysmy sarenki i zajaczka.
                                  > Grzejnikami udalo nam sie uzyskac temperature wewnatrz domu +5!!,co przy
                                  zimnie
                                  >
                                  > na zewnatrz wydawalo sie luksusem.A jak smakowala herbatka i bigosik.
                                  > Jako roczniki z lat 50-tych,nie mogac dostac sie do pomieszczenia
                                  gospodarczego
                                  > (zamarzniete klodki)celem zabrania lopaty i piasku na droge powrotna(pod
                                  gorke)
                                  > wzielysmy siekiere i piaseczek,w ktory jesienia kotek,no wiecie...Nie
                                  wszystko
                                  > musi pachniec.
                                  > We krwi chyba mamy wszystkie radzenie sobie w naglych sytuacjach tzw
                                  > materialami zastepczymi.
                                  > Tu prosze o przyklady z Waszego zycia.
                                  > Pozdrawiam.
                                  >
                                  >
                                  > smile)))))))))))))))))))))))))
                                  jadac 'kujawiakiem"
                                  nie moge nic naklikac bo ze smiechu paluchy mi inaczej skacza....

                                  >
                                  to slowa specjasne do jazdy" Kujawiakiem"
                                  to tak sie to nazywa,kurcze jak ja zdam na prawko,jak przypomni mi sie
                                  ten"kujawiaczek""..............
                                  "KUJAWIAK <KUJAWIACZEk,oberek ,obereczek ...lalala...
                                  --mamy soli,mamychleba,mamy wszystko co potrzeba,,
                                  Wiktorio.. masz dar,,szukania ,,nie moge przypomniec slow ..z kl 3 Muzyki..
                                  pt ,Kujawiak..."




                                  • tofika Re: Coś Wam opowiem.....opowiadanie Aatamm 20.01.06, 14:47
                                    co mam opowiedziec o wszedobylskiej mnie?
                                    mialam 5l i sliczna z falbankami sukienke nowiutka,
                                    ale przeciez ploty wszedzie i wszystkie byly moje...
                                    wiec ...
                                    niestety zostalam sama w domu i troche bawilam szmacianymi lalakami,troche
                                    kamyczkami czy trafie do doleczka, troche poszalalam na lacebiegajac,zbierajc
                                    Mamuni kwiaty na bukiet ..chyba nie mialam w co wstawic,,moze wody nie bylo
                                    nawet w wiadrze,,a do studni Bron Boze nie zagladalam ,bo mamus mowila ze baba
                                    jaga cie tam wciagnie raz DWA,,to, to chociaz przestrzegalam z prosb matenki,

                                    ALE!!!ile mozna czekac ,,na mame samej ,,zbadane podworko kurki pogniane do
                                    syta..az kogut ,,krzyczal ,,co to takiego? co to takiego? .....byl bardzo
                                    zdziwiony moim natrectwem pedzania ..jego kokosz..
                                    tak ..bylo...ale
                                    trzeba bylo posprawdzac wszystkie ploty...
                                    bylo dobrze niektore troche slabe mialy sztachetki gwozdzie ruszaly... az
                                    doszlam do ploty do pastwiska ,tam byly zerdzie tzw,,,
                                    i robilam przechodzenie raz dolem brzuchem po trawie innym razem gora i takie
                                    tam slalomy ,, teraz bym nazwala,,,
                                    i trafilo.....
                                    kto by mogl przewidziec ze gora przelazac bedzie pewna zredz polaczona drutem
                                    kolczstym,, ja nie,,na pewno nie moglam majac 5 l o tym wiedziec
                                    ----sluchajcie czar slalomow prysl,bo idac gora nagle uwislam czyms zaczepiona
                                    do dolu glowa ,,jak bylo ? wiem,,ze sukienki nijak nie moglam wyczepic z drutu
                                    kolczastego i tak zawislam w nierucomosci wiszac na plocie ,,az matenka zkads
                                    wrocila..co robilam wiszac?

                                    spiewalam,badalam jak swiat do gory nogami wyglada,liczylam chmurki,
                                    mysle ze Mamus szybko wrocila,,tylko zal najbardziej mi bylo sukienki....
                                    porwana i tak zniszczona po 1 razie zalozenia... ale ..co mi tam....
                                    • del.wa.57 Re: Coś Wam opowiem.....opowiadanie Aatamm 20.01.06, 16:31
                                      Aatammm!!!! Twoj /kujawiak/zrobił furorę,mnie tez sie podoba,ale miałyscie
                                      wspaniała przygodęsmile))
                                      • aatamm Re: Coś Wam opowiem.....opowiadanie Aatamm 20.01.06, 18:23
                                        Toficzku,skoro motywem przewodnim ma byc sukienka z falbankami a miejscem akcji
                                        wies.Tu polozona za miasteczkiem osada kolejowa,miejsce, gdzie wychowywal sie
                                        moj tata i do konca swego zycia mieszkala babcia.Jezdzilismy tam raz do roku,
                                        na wakacje.Nieopodal osady byly laki z pasacymi sie krowami gospodarskimi i
                                        brzezinami pelnymi rydzy.Wszedzie tez roslo mnostwo poziomek.
                                        Ja mialam 7lat i sliczna sukienke,suto marszczona w pasie,z obowiazkowo
                                        wywiazana kokarda z tylu.On(Rysiu)mial z 9 lat,blond czupryne,niebieskie oczy i
                                        sliczny usmiech.Jaka bylam zakochana.Poszlismy na poziomki i rydze.Bylam w
                                        stanie takiej euforii,ze gdy w ramach odpoczynku mielismy posiedziec na
                                        trawce,ja nie rozgladajac sie za wiele siadlam.Siadlam w sam srodek swiezego
                                        krowiego placka!!!.Do konca zycia nie zapomne.
                                        Tu nauka-w kazdej sytuacji trzeba dopatrywac sie pozytywow.Po pierwsze,mysle,ze
                                        musialo byc mi mieciutko i cieplutkosmilePoki nie zorientowalam sie w czym siedze.
                                        Po drugie-w roznych relacjach damsko-meskich juz nic gorszego mnie nie spotkalo.
                                        • natla Re: Coś Wam opowiem.....opowiadanie Aatamm 20.01.06, 18:40
                                          Aleście mnie rozbawiły smile'Myśle więc, co ja takiego przeżyłam w wieku
                                          przedszkolnym, ale nic mi do głowy niestety nie przychodzi....sad
                                          Po drzewach i płotach chodziłam długie lata i nawet prawie zawisłam na
                                          zardzewiałym gwoździu ( potem pierwszy zastrzyk przeciwtężcowy), a w krowich
                                          plackach nie siadywałam, nawet jak obok mnie był przysojny zadatek na
                                          mężczyznę wink))
                                          • graga21 Re: walentynkowo... 14.02.06, 11:14
                                            W piątej klasie pojawiły się nowe przedmioty, a razem z nimi nowe panie, wśród
                                            których pani Agnieszka stała się punktem docelowym wszystkich jego poczynań.
                                            Nie wiedział, dlaczego tak dzieje się, ale na jej lekcjach zawsze rozsadzała go
                                            energia niepozwalająca mu skupić się, utrzymać języka za zębami, ani spokojnie
                                            usiedzieć w ławce. A kiedy pani w końcu za karę stawiała go w kącie, czuł się
                                            jak chwat, jak zdobywca, jak macho, za co chętnie byłby ją ściskał.
                                            W klasie siódmej rozumiał już, że kocha panią Agnieszkę nad życie, a w klasie
                                            ósmej na samą myśl o rychłym opuszczeniu szkolnych murów wpadał w czarna
                                            rozpacz.
                                            Podstawówkę ukończył w terminie, zaliczył szkołę średnią, rozpoczął pracę
                                            zawodową i poznał miłą dziewczynę, z którą ożenił się. Nie byli jednak długo
                                            razem, rychło rozwiedli się, sam nie wiedział dlaczego i z czyjej winy…
                                            Któregoś dnia uległ poważnemu wypadkowi. Rekonwalescencja trwała wiele
                                            miesięcy, stracił pracę. Komisja lekarska przyznała rentę, za którą trudno było
                                            związać koniec z końcem, dlatego imał się zajęć dorywczych, lekkich dla
                                            sfatygowanego kręgosłupa.
                                            Pewnego dnia dowiedział się, że w jego dawnej szkole jest wakat konserwatora.
                                            Zgłosił się…
                                            ---------------
                                            ------
                                            Odkąd została dyrektorem szkoły, nie miała wiele czasu dla siebie. Ostatnio
                                            łapała się nawet na tym, że zaczyna odczuwać zmęczenie i nachodzą ją chwile
                                            zniechęcenia, że piękne balzakowskie lata ma już za sobą i coraz częściej
                                            odczuwa upływ czasu. Uczucie samotności potęgował brak przyjaciółek, które
                                            poświęciły się swoim wnukom bardziej niż kiedyś własnym dzieciom i nie spędzały
                                            z nią już swoich wolnych chwil…
                                            A w szkole ciągłe problemy. Dobrze, ze przynajmniej odpadła sprawa
                                            konserwatora. A może Krzyś, przecież dawny uczeń tej szkoły, będzie doglądał
                                            wszystkiego lepiej, niż robił to jego poprzednik? Ach, jak ten czas leci!
                                            Jeszcze tak niedawno był małym chłopcem, który sprawiał same kłopoty, wszędzie
                                            było go pełno i nigdy nie dawał się utemperować. Dzisiaj ma już pojedyncze siwe
                                            włosy i trochę zmarszczek na twarzy. A jak ucieszył się ze spotkania! Aż ciepło
                                            zrobiło się na sercu…
                                            ---------------
                                            --------
                                            c.d.n.

                                            • natla Re: walentynkowo... 14.02.06, 11:32
                                              Dawaj cd. Mozna sie wprawdzie domyśleć, co było potem, ale fajnie się czyta wink))
                                              • graga21 Re: walentynkowo... 14.02.06, 12:17
                                                Najpierw pocwicze na stoczku i zastanowie sie, ile "potemszego" mozna przekazac
                                                i jak go przekazac. By!
                                                • wloba07 Re: walentynkowo... 14.02.06, 19:09
                                                  przeczytałam Wasze opowieści, są naprawdę świetne,
                                                  może też coś dorzucę, tylko muszę się nastroić

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka