Coś dla relaksu (przypadkiem jestem).
Jestem 55-latkiem, ale z młodymi (dorosłymi młodymi!) dobrze się dogaduję

Mam młodego sąsiada (obecnie w Irlandii), który zawsze w windzie lubiał
pogadać (bajer taki puścić). Ja z 10 a on wsiadał na 6-tym piętrze, to chwila
była. Zawsze jak wchodził i zobaczył mnie w środku, buzia mu się uśmiechała i
taki tekst:"... a, witam sąsiada! Jak zdrówko?". I ciągle taki uśmiechnięty,
cieszy się czegoś. Do lustra patrzę (może ze mnie?). Nic, normalnie jest. Razu
jednego (deczko wq...ny byłem) - jest! Włazi, cieszy się i ten swój tekst.
Rękę podałem, złym okiem łypnąłem i wrzasnąłem:"A co to pana obchodzi!!! To
MOJE zdrówko". Facet zbaraniał, pobladł. zesztywniał. Na wszelki wypadek jego
ręki nie puściłem...nic nie wiadomo

)) Zdążyłem jeszcze burknąć: spadkobierca
się psiakrew znalazł. Byliśmy na dole. Wyrwał jak szatan! Ja za nim. Krzyczę:
Sąsiad! Żartowałem! Stanął...spojrzał...i się skręcił. Ze śmiechu! Ja też.
Kumplom swoim opowiadał. I rodzicom. Dobrze jest, ma się mir i szacuneczek

Uciekam bo "Diablo" walczy. Pozdro