Gość: dr Murek
IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl
24.02.03, 16:52
Profesor Supady, o którego nominacji belwederskiej było w
sobotę w łódzkim dodatku Wyborczej, ma podwójną moralność. Wymusza na
studentach kupowanie
swoich książek - na egzamin przychodzi się z nowiutkimi
egzemplarzami, podaje się profesorowi, on podpisuje i dopiero
zaczyna się egzamin. Cennik jest jasny: bez książek - oblanie lub
odesłanie, 1 książka- trójka i ciężki egzamin, 2 książki- piątka i
łatwe pytania. Cały rok ma w indeksach obok oceny z egzaminu z
historii medycyny tę samą datę, co przy autografach w książkach.
Jest o co walczyć, bo na jednym roku UM studiuje ok 300 osób i
każdy musi kupić dla siebie obydwie książki.Cały nakład tej
nędznoty schodził na przełomie grudnia i stycznia, czyli tuż przed
sesją egzaminacyjną...Nawiasem mówiąc książki te są kiepskiej
jakości: "Życie i śmierć w łagrach sowieckich to w 3/4 przypisy i
cytaty z Sołżenicyna i Grudzińskiego, "Geneza łódzkiej szkoły
pediatrycznej" to z kolei głównie tabele ze statystykami i
archiwalne zdjęcia. Jeśli to jest "dzieło życia"pana profesora, to
strach pomyśleć o jego mniej istotnych pracach.A wykłady pan prof.
poprowadził na temat "Jak żyć, żeby być szczęśliwym" i przez 1,5 h
omawiał dekalog, wspomagając się złtymi myślami w stylu "ludzie z
bloków są prości=prymitywni", "dzisiejsza młodzież w ogóle nie
czyta, tylko pije, pali i uprawia seks". Każdy wykład zaczynał od
informacji gdzie i za ile należy kupić jego książki. Teraz
te "dzieła" można znaleźć w antykwariatach, wszystkie z
autograsfami i datami z przełomu stycznia i lutego...