Gość: elisia
IP: 83.224.242.*
17.04.07, 13:46
Dwa dyplomy magistra, jeden jezyk biegly (maz obcokrajowiec) i dwa na
poziomie komunikatywnym. Dziesiątki kursow, kursikow i innych zjadaczy czasu
i pieniędzy.
Lata spedzone na uniwersytecie i… bezrobocie.
I pytam: po co to komu? Po po komu studia? Nie prościej było ukończyć
technikum fryzjerskie, pożyczyć tu i tam troche gotowki i otworzyc wlasny
salon?
Na co komu studia? Po to by wyjechac do Anglii i czyscic mieszkania
londyńczyków bez matury?
Powiedzcie. Po co studiowac? Bo jest się bardziej oczytanym, obytym, bo… No
wlasnie. Bo co? Studiowac po to by potem stac w kolejce do pośredniaka i
dumnie składać podpis na idiotycznym swistku?
Po co studiowac kochani? Przekonajcie mnie proszę, ze lata spedzone na
uniwersytecie nie poszly w piach…