Forum Dom Dom
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Więcej światła

    IP: 195.117.227.* 28.06.04, 16:21
    Bardzo się cieszę, że udało mi się namówić "Wysokie Obcasy" do umieszczenia
    materiału na temat wystawy, która zrobiła na mnie duże wrażenie. Prawdę,
    mówiąc już nie pamiętam kiedy wystawa sztuki współczesnej sprawiła mi tak
    ogromną radość i niespodziankę. Szkoda, że relacja została zredukowana, do
    czasem chyba trudno zrozumiałych, ze względu na swą skrótowość podpisów. Na
    szczęście jest internet. Oto pełny tekst:

    Czy nie jest zastanawiające, że zwykle urządzając nasze mieszkanie
    najpierw zastanawiamy się nad rozmieszczeniem wszystkich rzeczy, a
    dopiero później myślimy o tym jak należałoby je oświetlić? Wyjątkiem
    jest biurko. Tu zwykle pamięta się o tym, żeby stało pod oknem i żeby
    światło padało z lewej strony. A gdyby odwrócić kolejność i najpierw
    pomyśleć o świetle i to w całym domu, a nie tylko w jego małej części,
    a dopiero później o tym co miałoby przez nie zostać oświetlone? Kto
    wie, być może udałaby nam się na małą skalę rewolucja, taka jak ta,
    którą wywołał opat Suger swoim wieńcem kaplic o ogromnych oknach w
    Chartres. Wpuszczając światło do wnętrza, a właściwie budując dla
    światła stworzył nowy styl. Świadomość znaczenia światła cechowała od
    tej pory wszystkich najwybitniejszych architektów, a brak dbałości o
    właściwe oświetlenie był świadectwem braku podstawowych umiejętności
    architektonicznych. Jednym z zapomnianych już przejawów peerelowskiej
    marności było ochydne światło świetlówek z zakładów imienia Róży
    Luksemburg. Umiejętność kształtowania przestrzeni światłem bardzo
    długo pozostawała "wiedzą tajemną", której nie poświęcano zbyt wiele
    miejsca na uczelniach artystycznych i politechnikach. Dopiero w tym
    roku najpoważniejsza w Wielkiej Brytanii i być może w Europie
    instytucja powołana do artystycznego kształtowania i dokumentowania
    produkcji przemysłowej, to jest Victoria & Albert Museum w Londynie,
    po raz pierwszy w swej historii poświęciło oddzielną wystawę światłu i
    oświetleniu. Być może warto było czekać, bowiem najnowsze tendencje w
    projektowaniu oświetlenia stanowią zapowiedź, jeżeli nie rewolucji to
    na pewno zbliżającej się nieuchronnie zmiany w podejściu do roli
    światła we wnętrzach. Mimo tego, że konstruktywistyczne nurty
    przeżywają w tej chwili renesans to na wystawie w V&A niewiele było
    prac nawiązujących do tego nurtu. Kwestia wystarczającego oświetenia
    dowolnej przestrzeni nie stanowi w tej chwili problemu technicznego.
    Zmieniają się natomiast nieustannie źródła światła, pojawiają nowe
    technologie i materiały, które artyści z entuzjazmem stosuj a w swoich
    pracach. Pierwszym wrażeniem, jakie dominowało po obejrzeniu
    ekspozycji, było zdziwienie bogactwem pomysłów i rozmaitością
    uzyskiwanych przy pomocy światła efektów. Mogły one często kojarzyć
    się z filmem lub z teatrem, Już pierwsza sala zapowiadała, że
    poszukiwanie odpowiedniego oświetlenia to w dużej mierze poszukiwanie
    nastroju. Zwłaszcza teraz, gdy coraz bardziej osaczają nas wszelkiego
    rodzaju natrętne światełka migających diod, paneli sprzętu audio i
    video, ekranów telewizorów i monitorów komputerowych potrzeba we
    wnętrzach światła, które nie będzie agresywne i dezorientujące.
    Autorom prac pokazanych na wystawie często zależało bardziej na
    zróżnicowaniu przestrzeni przy pomocy światła, niż na jej jednolitym
    oświetleniu. Jane Pavitt w towarzyszącej wystawie książce cytuje
    autora eseju "Pochwała cieni" Junichiro Tanizaki, który pisał w 1933,
    że ,,gdyby nie było cieni, nie byłoby piękna''. I dzisiejsi
    projektanci zdają się doskonale to rozumieć. Tord Broontje, którego
    prace otwierały wystawę zadziwia bogactwem i zawiłością nakładających
    się na siebie roślinnych motywów. Jego Wednesday Light, przykuwające
    uwagę swoim abażurem, jakby utkanym z kwiatów, który wykreśla
    arabeskowe wzory w otaczającej przestrzeni. Od razu na wstępie
    zostajemy wprowadzeni w niezwykłą atmosferę i zaczynamy zauważać, że
    lampa to przedmiot magiczny, a nie jedynie sprzęt codziennego użytku.
    Autor nazwał swoje dzieło "Wednesday Light", dlatego że środa
    najbardziej kojarzy mu się z codziennością. Ale może chodzi o to, aby
    odmienić codzienność niezwykłym światłem jego lampy. Światło w domu
    musi przede wszystkim tworzyć przyjazną atmosferę, a dopiero później
    służyć bardziej przyziemnym celom. To wcale nie oznacza, że lampa
    powinna spełniać rolę przytulanki. Właśnie lampa może być tym
    najbardziej szalonym i niezwykłym elementem we wnętrzu, które bez
    takiego dodatku wydałoby się mdłe i nijakie. Na przykład taka, jak
    fascynujące swoim zimnym brązowofioletowym światłem ciemne bulwy
    neonów Paula Cocksedge'a. Te niezwykłe pojemniki z gazem są także
    akumulatorami elektryczności. Zostały naładowane przez autora i teraz
    świecą w ciemności. Sposób wykonania staje się też częścią dzieła
    sztuki, trochę tak jak w happeningu, z tym że ten happening pozostawia
    po sobie dzieło sztuki I z pewnością trzeba być artystą, aby przy
    pomocy zwykłych czarnych plastikowych pasków używanych do spinania
    wiązek przewodów stworzyć kulę naśladującą abażur z... kabla na
    którego końcu znajduje się oprawka z żarówką. Artysta może nabrać
    widza, który może wziąć jego dzieło za wynik niezwykle skomplikowanego
    procesu, gdy w rzeczywistości jego praca jest efektem czynności
    wykonwanych codziennie przez tysiące czy miliony ludzi. Tak jest w
    wypadku Top Secret Hectora Serrano. Sam tytuł jest częścią tej gry z
    widzem, bowiem do zrobienia tej lampy została użyta zwykła biurowa
    niszczarka dokumentów, której sensem istnienia jest utrzymywanie
    tajemnicy. Tą tajemnicą w tym wypadku jest przeistoczenie zwykłych
    nikomu niepotrzebnych ścinków folii w fascynujące aurą luksusu
    dzieło. Niestety zabrakło na wystawie innego dzieła Torda Brootje,
    "Blossom chandelier" - kryształowego żyrandola Torda Brootje
    wykonanego dla nowej kolekcji Swarovsky'ego. W tym wypadku artysta
    również wykorzystał motyw gałązek pokrytych liśćmi, tak jak w
    pokazanym na wystawie "Wednesday Light". Można przypuszczać, że efekt
    takiego zabiegu jest zupełnie bajkowy, ale czy na pewno bardziej
    "luksusowy" niż w "Top Secret"? Równiez dla Swarovsky'ego Brootje
    wykonał kryształowe oprawki dla świecących diod, które można
    umieszczać w dowolnych konfiguracjach na ścianach i sufitach.

    Lampa to przede wszystkim intrygującym obiektem, który niejako przy
    okazji świeci. Trochę podobnie jest z realizacjami Buro fur Form. Ich
    "Flapflap" na pierwszy rzut oka może się wydać uproszczoną do maximum
    lampką nocną z mlecznego plastiku, gdyby nie fakt, że ta lampka
    lewituje w powietrzu i tylko kabel zasilający opada na ziemię.
    Dopiero po chwili zaczynamy dostrzegać, że wystąpił on w niezwykłej
    dla niego roli podstawki. Zaskoczenie i niespodzianka to bardzo
    teatralne efekty i rzeczywiście, teatr jest bardzo bliski twórcom
    pokazanych na wystawie prac. Arik Levy współpracuje z Batcheva Dance
    Company, Sharon Marston, autorka "Autumn Light" razem z choreografem
    Yolande Snaith tworzy performance. Wspomniane "Autumn Light" to
    spływający z góry strumień mieniących się żółciami i oranżami
    światłowodów trochę na granicy kiczu, nawiązujący do estetyki lat
    siedemdziesiątych. Sharon Marston wprowadziła swoje wzory do masowej
    produkcji, choć wyają się one być zaprzeczeniem tego co zwykle uważa
    się za lampę. Okazuje się że z włókien przewodzących światło można
    tkać kształty, które wyglądają jak gdyby były zrobione na
    drutach. "Bobbin lace" Nielsa van Eijka wygląda jak robótka gospodyni
    domowej. Trudno sobie wyobrazić, żeby można było oświetlić pokój taką
    lampą tymczasem jest
    Obserwuj wątek
      • Gość: Piotr Kopszak Re: Więcej światła IP: 195.117.227.* 28.06.04, 16:25
        ... tymczasem jest to zuełnie funkcjonalne źródło światła o mocy 100
        watów. Trudno uwierzyć, że artysta użył 500 metrów światłowodu na
        wykonanie tej pracy.

        Światłowody i diody opuściły sferę czysto technicznych zastosowań i
        zdają się zdobywać coraz bardziej serca projektantów. Dzieła klasyka
        oświetleniowego wzornictwa Ingo Maurera (to on właśnie wymyślił
        umieszczanie małych reflektorków na rozpiętych stalowych drytach)
        wykorzystywały wyłącznie świecące diody. Jego "LED bench" z pewnością
        doskonale sprawdziłaby się jako część scenografii operowej. Może
        trudno sobie wyobrazić taki sprzęt w domu, ale gdyby ktoś chciał
        spróbować, to bez wątpienia zrobiłby niezwykłe wrażenie na swoich
        gościach. Maurer wkleił odpowiednio rozmieszczone diody pomiędzy dwie
        sklejone szyby. Najbardziej udane realizacje przykuwają uwagę twórczym
        podejściem do tego co wydaje się kwintesencją "domowości". [Uncanny] W
        rękach Gitty Gschwendtner całkiem zwykłe abażury, wykonane z
        plisowanego materiału ożywają i zaczynają pełzać po podłodze i po
        ścianach albo nagle dzielić się, niczym komórki macierzyste, z których
        za chwilę powstaną nowe osobniki. "Superpatata" Hectora Serrano
        wyglądały jak jakieś niepokojąco rozrosłe egzotyczne owoce. Wydawało
        się że te obłe, żółte i czerwone bulwy zostały wykonane z kolorowego
        plastiku, niespodzianka czekała po dotknięciu, gumowa powierzchnia
        dawała się ugniatać, lekko przy tym chrzęszcząc. Artysta wykorzystał
        kolorowe balony, które napełnił solą wewnątrz której umieścił
        żarówkę. Światło wypełniło życiem te organiczne formy. I właśnie to
        "ożywiające" działanie światła sprawiało że formy tylko dziwaczne, być
        może ciekawe dla krytyków, ale obojętne w swojej geometrycznej
        powtarzalności dla przeciętnego widza, nagle zaczynały intrygować,
        przyciągać uwagę, kusić. Tak było z "Huup Huup" Bertjana Pota i
        Daniela White'a czyli Monkey Boys. Kolorowe bąble doskonałe do
        awangardowej galerii, ale na pewno jeszcze większy efekt wywołujące w
        zwykłym domu i to niekoniecznie awangardowo urządzonym. A gdyby, choć
        to mało prawdopopdobne, ktoś w pewnym momencie miał dosyć swojej
        najnowszej, ekstrawaganckiej lampy? Wystarczy ją wyłączyć. Chociaż
        tutaj czasem możemy napotkać problemy. B.L.O. z pozoru jest tylko
        elektryczną wersją lichtarzyka na świecę z kółkiem na palec i
        talerzykiem na kapiący wosk, z tym że zamiast świecy jest żarówka w
        kształcie płomienia. I nic by nie było w tym dziwnego, gdyby nie to
        że, aby wyłączyć należy ją... zdmuchnąć!

        PK

        P.S.
        Pełny tekst jest również dostępny na stronie:
        kopszak.mnw.art.pl/lampy01.html
        Pełna wersja podpisów do zdjęć:

        kopszak.mnw.art.pl/lampy02.html
        • Gość: td Re: Więcej światła IP: 195.117.242.* 29.06.04, 12:06
          ..i ja sie ciesze z tego powodu. Dzieki.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka