vampi_r
03.04.03, 13:28
Co do cholery z tą ulgą remontową w świetle ostatnich rewelacji Min. Fin?
Takiego bałaganu w interpretacji prawa podatkowego nie ma chyba w innej
dziedzinie. A może jest. Wszystko co napisze tyczy się mieszkań nowych (tzn.
kupionych na rynku pierwotnym).
Po 1 - ulgę remontową można mieć od czasu zasiedlenia mieszkania (inaczej -
ulga budowlana, jeśli ja ktos miał, kończy się z chwila zasiedlenia
mieszkania).
Tyle że nikt w fiskusie nie wie co oznacza termin "zasiedlenie" i w róznych
US są różne interpretacje.
Po 2 - aby mieć ulgę remontową trzeba mieć prawo do jakiegoś lokalu. Tu
również sam fiskus nie wie jaki dokument stwierdza takie prawo. Różne US-y
różnie to interpretują. Mój US stwierdził, że takim dokumentem jest tylko i
wyłącznie akt notarialny.
Po 3 - wychodzi jakieś określenie "wykończenie mieszkania". Cóż to do cholery
jest? Czy jest jakaś prawna definicja "wykończenia mieszkania"? Czy jakiś
przepis określa kiedy i jak mam takie mieszkanie wykończyć? Czy ktos z
fiskusa sprawdzi czy mieszkanie mam wykończone? Czy nie wolno mi mieszkać na
betonie i bez wanny i glazury?
Po 4 - dochodzi jakieś określenie "nowe mieszkanie". I znów - jaki przepis
określa mieszkanie nowe. Kiedy mieszkanie przestaje być nowe?
Może jak je wykończę?
A jeśli mieszkania nie wykończę przez 20 lat to dalej będzie nowe?
Po 5 - w swojej mglistej interpretacji MinFin powołuje się na jakieś
orzeczenie NSA sprzed 5 lat. Przed dwoma laty powołali się na inne orzeczenie
NSA i stwierdzili, że budując z developerem nie ma ulgi na grunt. Potem
okazało się, że ów wyrok NSA mówił o czym innym, a urzędnicy fiskalni źle
zrozumieli. Wszystko było odkręcane.
Z drugiej strony jak ja powołałem się na orzeczenie NSA w sprawie garaży
podziemnych (że moga być traktowane jako część mieszkania, więc obłożone
takim samym VAT), to mi odpisali że wyroki NSA nie są wykładnia prawa w
Polsce.
*****
A wszystko jest takie proste:
- do czasu zasiedlenia mamy ulge budowlaną, więc jeśli przed zasiedleniem
kupujemy wannę, klepkę i farbę, to możemy odliczać to w ramach ulgi
budowlanej.
- przez zasiedlenie uznać tylko i wyłącznie akt notarialny lub dokument
przekazania mieszkania przez spółdzielnię.
- od czasu zasiedlenia mamy prawo juz do ulgi remontowo-modernizacyjnej; tym
bardziej, że poprzez akt notarialny mamy prawo własności lokalu mieszkalnego.
Takie rozumienie zasiedlenia jest oczywiste i jak najbardziej naturalne.
Okeśla dokładną datę "zasiedlenia". Definiuje to jednoznacznie.
W zasadzie by nikomu to zasiedlenie nie kojarzyło się z zamieszkaniem, mozna
zmienić ten termin na "otrzymanie prawa do lokalu" lub jakos podobnie.
Obecnie jako zasiedlenie określa się m.in.
- zameldowanie (a jak mam kilka mieszkań to co?),
- wykończenie mieszkania (a co to znaczy? kto mi zdecyduje że już
wykończyłem?),
- faktyczne zamieszkanie (co znaczy mieszkać? jak mam kilka mieszkań, to
muszę w każdym z nich mieszkać po kilka dni? bo naraz się nie da; chyba że
pól nocy śpie w jednym a drugie pół w drugim).
Obecna jakaś tam interpretacja fiskusa, że na nowe mieszkanie nie ma ulgi
remontowej na wykończenie, jest jak najlepszym przykładem na to, że
dyletanctwo i arogancja w Min. Finansów są czymś normalnym. Jest to podstawa
do skargi u RPO i w trybunale. Bo oto dwaj podatnicy mający prawa do lokalu i
kupujący takie same materiały budowlane, na podstawie tych samych przepisów,
mają różne prawa podatkowe. Paranoja.