Po bardzo długiej przerwie pomiędzy Bożym Narodzeniem a feriami zimowymi znowu reaktywowałyśmy nasze DP i zgodnie z kalendarzem KP w tym tygodniu na tapetę wzięłyśmy wodę. Temat rzeka

, pomysłów mnóstwo, dlatego rozbiłyśmy go na dwa spotkania.
Zaczęłyśmy od balonu, napełnionego wodą i pytań do dzieci: co może być w środku, jak to coś stamtąd wydostać. Dzieci dostały do łapek wykałaczki i miały przyjemność przekłucia balonu, który w jednym momencie pękł (a w opisie było podane, że woda będzie sobie pięknie tryskała przez dziurki....) - także uwaga, spora miska i ręcznik niezbędne.
Pławiąc łapki w wodzie zaczęliśmy pogadankę, jaka woda właściwie jest, przy czym świetne było gadanie o wodzie i jednoczesne bawienie się nią.
Z naszej strony padały pytania o kolor, zapach,
Tu moment intensywnego wąchania i stwierdzenie, że woda pachnie wodnisto:
właściwości (dzieci wiedziały, że woda może służyć za lupę), konstytencja (padło pytanie, dlaczego woda nie utrzymuje się na dłoni i przelewa się przez palce, a np. kapeć można spokojnie na dłoni ustawić). Przy smaku zrobiliśmy eksperyment: najpierw dzieci łyknęły zwykłą wodę i stwierdziły, że nie ma ona smaku, potem dostały do wypicia dość słoną wodę i jako trzecią znowu zwykłą - i tu spodziewane odkrycie, że zwykła woda nagle wydała się dość słodka.
W trakcie rozmowy wyszedł temat różnych stanów skupienia wody, więc przeszliśmy do kuchni, wyjęliśmy z zamrażarki kostki lodu, obejrzeliśmy je dokładnie, wsadziliśmy do garnka i zaczęliśmy rozpuszczać. Po chwili woda zaczęła się gotować, sprawdzaliśmy działanie pary wodnej na rękach, przykrywaliśmy garnek przykrywką i w ten sposób stworzyliśmy zamknięty obieg wody i niezłą, domową ulewę.
W kolejnym etapie zastanawialiśmy się, gdzie woda występuje w środowisku naturalnym, dzieci dostały zdjęcia (ocean, morze, rzeka, jezioro, staw, kałuża - można było dodać jeszcze źródło, wodospad, lodowce, góry pokryte śniegiem) i rozmawialiśmy o nich (ważne dla dzieci dwujęzycznych, by poznały te określenia). Potem podeszliśmy do dużych map ściennych, szukaliśmy na nich oceanów, mórz, a na mapie Polski odszukaliśmy Bałtyk i Wisłę (wodziliśmy palcem od ujścia do źródła i z powrotem), śmialiśmy się z dziwnych nazw rzek (Warta - nic nie warta, Wieprz), poznaliśmy słowo "dopływ rzeki".
W drugiej części zastanawialiśmy się, po co woda właściwie jest i co się dzieje, gdy wody zabraknie. Obejrzeliśmy grafikę przedstawiającą ilość wody w ludzkim organizmie

to nie dokładnie ta, którą miałyśmy, ale akurat nie mogę jej znaleźć, a powyższa w sumie dokładnie to samo oddaje
źródło:
www.quora.com/What-percent-of-water-is-present-in-our-body
i zabawiliśmy się w detektywów, szukając tej wody w nas - dotykaliśmy naszych ciał i zastanawialiśmy się, co oznacza taka ilość wody w organizmie, a potem dzieciaki same wpadły na to, że wodę ludzkiego ciała można zobaczyć we łzach, pocie, ślinie, siuśkach i we krwi. Padło pytanie, jakie są różnice między młodym a starym człowiekiem, naprowadziłyśmy dzieci na zmarszczki na skórze (czyli m.in. wskutek mniejszej zawartości wody) i w tym momencie porównaliśmy wygląd plastra świeżego i suszonego jabłka i pomidora (analogiczne zmiany w wyglądzie na skutek innej zawartości wody).
Dużą frajdę sprawiło wyciskanie pomidora.
W przyszłym tygodniu chcemy zająć się użytkową stroną wody i jej sensownym wykorzystaniem i ochroną: w planach mamy informacje o tym, jakim sposobem woda dociera do mieszkania, ile wody marnujemy przy codziennych czynnościach i jak ją możemy oszczędzać, będziemy robić filtr do uzdatniania wody - o szczegółach napiszę w weekend.
I jak zwykle będę bardzo wdzięczna za Wasze komentarze i pomysły do tematu - serdeczności - laemmchen.