bupu
25.01.22, 17:09
Tak sobie dumam, przy okazji wątku "Co wolno wojewodzie" na temat postaci Idy w ostatnich tomach. Owszem, jest ona przedstawiana konsekwentnie jako cokolwiek postrzelona, a jej tyrady zdrowotne, przynajmniej niektóre, mają w założeniu stanowić element komiczny, niemniej jednak...
Niemniej jednak treść tych tyrad wpisuje się w ogólne tryndy od jakiegoś czasu obecne w Sadze. Główny bowiem element tych tyrad stanowi galopująca fatfobia rudej doktor, która wszędzie widzi tłuszcz i zgrozę. Otóż z postrzeganiem osób z nadwagą jest od dawna w Jeżycjadzie bardzo źle. Jak gruby to tępy, ociężały, nieapetyczny, wulgarny i w ogóle be. Pierwszy taki moment pojawił się w BBB, gdy u Bitnerów zjawiła się Izabela, chcąca odzyskać pożyczone przez Kozia pieniądze. Izabella, w gruncie rzeczy niewinne dziecko i ofiara cholernego Kondradka, jest tam opisana w obrzydliwy sposób, zresztą podobnie jak w scenie powrotu z kolonii, gdzie pojawiła się pierwszy raz. Czerwonolica grubaska o żabich oczach i skrzekliwym głosie. Brrrrr.
Potem było już tylko gorzej, jak dobrze wiecie, a ostatnio nawet nie trzeba być grubym, żeby dostać się pod fatfobiczny walec. Wystarczy być zaokrąglonym tu i ówdzie i lubić frytki. Jest przy tym ta fatfobia co najmniej dziwaczna, bo tradycyjne jedzenie może być tłuste i słodkie do woli, nikt nie mrugnie okiem, nawet ruda małgerytka będzie zapychać nim sobie dziób, jednoczesnie tokując o niezdrowym żarciu. Wrogiem publicznym jest tylko jedzenie, że tak powiem, popularne. Frytki, pizza, chipsy, te sprawy. Zauważyliście, że dzieciątka u Borejków et consortes nie jadają rzeczy typowo uwielbianych przez dzieci? Żadnych chipsów, chrupek, ciastek (no chyba, że domowej roboty), batoników, pianek, cukierków. Ostatnimi normalnymi gastronomicznie dziećmi były Pyza i Tygrysek, po nich mamy tylko zdziwność i zdziwność. No owszem, Karolek żuje gumę, ale Karolek jest be i nieodrodne dziecię Robofryca wszakże.
I nie, to nie dlatego, że dzieci w Jeżycjadzie karmione są zdrowo. Na ten przykład na sylwestrowym kinderbalu w JT mamy takie menu:
Były tam smażone kiełbaski i sałatka z majonezem, pepsi, truskawkowy koktail, oraz fura bułeczek z cebulką. Były też francuskie gniazdka z wiśniami i bitą śmietaną.
Niezbyt zdrowotne menu. Tym bardziej dziwne, że wszelkie śmieciowe przekąski, uwielbiane przez dzieci, z kart powieści znikły.
Wracając do meritum, mam wrażenie, że mimo robienia za Element Komiczny (boki rwać jak świeże wiśnie) Ida jest też w pewnym stopniu tubą poglądów narratorskich (a może wręcz autorskich) na żywienie i nadwagę. I nie tylko na to, również, na ten przykład, na kobiety uprawiające sport.