lezbimbella_veganella
16.02.23, 05:55
Pomyślałam, jak bardzo Neożycjada jest coraz gorzej i coraz straszniej XIX-wieczna, ale wtem dotarło do mnie, że XIX wiek zaczął się u MM już wcześniej. Dużo wcześniej. I to nie tylko zrzynanie z Prusa, LMM czy Austen, ale i wprost ze starych bajek o królewnach i krasnoludkach.
Już nawet 6 klepka jest skażona!
Czemu to taką życiową ambicją u pierwszorocznej studentki ASP to zdobycie męża? Hiszpańska gwiazda filmowa niby to latała z randki na randkę, ale z mamą Żak pichci zupki fhancuskie i gruszki, żeby tylko Zdobyć i Zaklepać narzeczonego na wieki wieków. Bo przez żołądek do serca, tak się mężczyznę skutecznie łapie.. Przecież to jeszcze nastolatka (albo ledwo 20tka), nie poszła na studia tylko po to aby męża łapać jak u LMM. Taki piękny lachon z takim powodzeniem przecież by mógł swobodnie dalej randkować, chadzać na prywatki czy koncerty, podróżować po demoludach albo chociaż po jeziorach, ze studentami węgierskie wino łoić, malować, tworzyć, dyplom zdobyć, zarabiać na sztuce jak już teraz robi zlecenia, a nie natychmiast zaobrączkować i do garów..
Czemu to Julia po ukończeniu jakiegoś progu wiekowego nagle musi być inicjowana we "wszelkie te przykre" obowiązki domowe, "które są odwiecznym losem kobiety" [sic]. Wtf. Przecież to studentka, ma zaliczać egzaminy, przecież w 1976 nie będzie prowadziła dworku ziemiańskiego i ucierała własnoręcznie powideł na zimę, jak to gospodarnej żoneczce przystoi.
XIX wieczni Żaczkowie całą rodziną robią za przeproszeniem w pantalony, bo ten cały absztyfikant tożto jakaś lepsza sfera, wytworny lord Tolo! Szlachcic najpewniej rodowy, po prostu świetna partia dla Juleczki 20-latki. I to jego rodziców muszą obłaskawić na proszonym obiedzie z porcelaną, nie byle fajansem, coby nie mieli wątów, że panicz mezalians popełnia z takimi inżynierami fabrycznymi i bohemą z małym wianem..
XIX Wiesia po rozwodzie "wraca do rodziców chaty" zamiast mieszkać samodzielna z dzieckiem. Miałaby przecież przydział mieszkaniowy na siebie i Bobcia, jej były nie posiadał też chałupy, z której ją przepędzał na taczce z gnojem. Mogłaby żyć w spokoju w kawalerce albo i czymś większym w blokach z centralnym ogrzewaniem i zakładowym przedszkolem. Nie, wcale nie musi się gnieździć się kupą mości panowie u łojca atamana, walczyć o łazienkę i ciepłą wodę z 6 osobami i jeszcze gotować i sprzątać po nich wszystkich, jednocześnie pracując w zakładzie na zmiany.
Do tego chlipie nieboga, bo "los nie szczędził jej rozczarowań", zuy mąż "się rozwiódł" czyli porzucił XIX wieczną na pastwę okrutnego losu, jej posłusznej i tak gospodarnej życie zniszczył, hańbą rozwodu przed całą parafią okrył, miast pokornie do śmierci ciągnąć ten wózek widłowy z niekochaną ale zawsze żoną...
W ogóle gdzie tam miejsce, jest pracownio-sypialnia Żaczków, sypialnia dziadka, pokój dziewczyn, salon z Kossakami i co? Piąty pokój dla Wiesi czy służbówka przy zimnej kuchni?
I do tej ciasnoty jeszcze się wtarabania młode małżeństwo z dzieckiem, oni z tego samego roku co Julia. Też trochę XIX bo po co się hajtali już na pierwszym roku? (wpadunia, znaczy?) I dlaczego wbijają do Żaczków a nie do swoich rodziców? Co to, Korczyn, że wszelkie życiowe przegrywy, stare panny i rozwódki tam znajdują przystań? Na dworku wiejskim nad Niemnem to by miało sens, bo miejsca dużo, żywności pełno..
Sama zaś książka kończy się tak, że królewna Cesia dosłownie zamyka się na wieży i hajduk, czyli lokaj magnacki lub żołnierz, Jureczek XIX sierota zdobywa pannę.. a XIX pacholę Bobcio cieszy się, bo tyle absztyfikantow i tortów weselnych w przyszłości już widzi. Pierwszy chłopak szesnastolatki i już jakieś torty weselne tam majaczą?
Aniela, półsierota, córka surowego wdowca, prowadzi mu dom, on zaś zamyka ją w lochu, tfu, w mieszkaniu, coby bez ślubu z jakimiś gogusiami nie uciekała. Ucieka do winkszego miasta i tam idzie na służbę u dyrektorowej, i komorne płaci srogiej ciotce-kamieniczniczce, całkiem jak w XIX wieku. Bo lekarz chirurg w willi nie ma wolnej kanapy dla krewnej - ani przydziału na siebie z dziećmi - tylko tak kątem na stryszku przy ciotce mieszka, a ona tak buja sama i do tego wynajmuje na czarno. Potem w Brulionie jako 26-latka stara panna rozpacza, bo wszystkie rowiesniczki już mężate, przymknęły tylko oko na zdrady i puszczalstwo i już mają do końca życia dom i wikt zapewnione. Dała kosza jedynemu adoratorowi, a on odrzucony, ohajtał się natychmiast z pierwszą, która go chciała, zupełnie jak u LMM.
Natomiast Dmuch robi z uczniami przedstawienie szekspirowskie, tak jak nauczycielka Ania z Szumiących Topoli.
Borejki tak żyją właśnie idiotycznie jak na dzisiejsze czasy, bo zupełnie jak w XIX wieku. Jedna pensja mężowska utrzymuje cały dom ubogi a rzewny jak u Dickensa. Ubodzy, bo z miłości prawdziwej - panna Mila nie miała widać posagu, z którego mogliby mieć coroczny procencik. Wszyscy krewni im wymarli na epidemie cholery i ospy. Mila młoda poszła niby na jakieś przypadkowe studia, gdzie szybko męża złapała i już te studia niepotrzebne mogła rzucić i rodzić czwórkę, jak u LMM czy Austen. Przecież nie będzie pracowała poza domem, kiedy to w domu tyle roboty, całe jedzenie ręcznie trzeba oskrobać, wykarmić czeredę I ręcznie wszystko prać na tarze w rzece. Tutaj się rozjeżdża koncepcja, bo przy mężu łacinniku-urzędniku-bibliotekarzu nawet najuboższa pani domu byłaby w stanie zgodzić służącą ze wsi za grosiki, wikt I opierunek, albo chociaż do każdego prania najmować praczki. Tutaj natomiast tak ubogo, że sama balię szoruje i dziatwa niedożywiona nie mają nigdy dość jedzenia, chociaż pani matka bierze do domu zlecenia dziewiarskie, czyli chałupnictwo. Ale wszystkie 4 córy za to bezużyteczne, nic w domu nie robią ani nie pracują, a tego typu uboga klasa robotnicza bez manier przy stole zaraz po 4 klasie SP szłyby do manufaktury Cegielskiego czy na służbę czy jako praczki po domach. MM przegięła bo jednocześnie chciała 4 córki Bennet i ich przemiłego ojca, i piszczącą biedę Dickensa zarazem. Tylko Bennetowie to przecież ziemianie i nic własnymi rękami nie robią, tylko klawesyn, bo ojciec to drobny dziedzic..
XIX wiek tłumaczy wszelkie idiotyzmy u Borejków - 30 lat traumy po hańbie rozwodu, wymóg łaciny jako jedynej edukacji, zaręczyny 16-latki w stogu siana, pierwszy adorator licealny już na drugiej randce musi prosić dziada Boreja o rękę panny na wydaniu, kinderkluchekirche forever...
W IS jaśnie pan Paszkiet samotny (wdowiec kolejny?? Bo przecież nie shańbiony rozwodem) potrzebuje szlachetnie urodzonej "damy do towarzystwa" czyli czegoś w rodzaju guwernantki, bo jakaś tam kuchta Basia ma znać swe miejsce i to żadne towarzystwo dla niego, chociaż z nim mieszka (za wikt I opierunek?). Grupa ESD zaś okazuje się XIX patriarchatem a młode nowicjuszki z zakonu tfu, tfu dziewczęta z grupy strzygą swe kobiece fioki, a by od nich nie można było wymagać obsługi kuchenno-pomywaczkowej.
Dmuchawiec, jego trucie sempiterny i ocena postawy moralnej u gównażerii zamiast konkretne przerabianie lektur z polskiego i ocena wypracowań, to taki straszny dziaders 'nauczyciel" z Emancypantek, tak samo moralizator i "mentor" dla młocieshy, tylko że otwarcie religijny i jego kazania są po prostu teologiczne. To ten co u Prusa tak nudzi i nudzi w kółko, że tylko wiara zbawi i nauki przyrodnicze dowodzą stworzenie wszechświata przez panoczka boga łojca demiurga itd itd. Nie pamiętam jego imienia, może to był nawet Ignacy (fuj, na zawsze zatrute imię, dzięki MM). W ancypantkach oznajmia on chełpliwie, że "wyszło spod mojej ręki kilka pokoleń idealistów". Dokładnie to zdanie bez żenady przepisała MM w OwR, kiedy Gaba przychodzi do Dmucha a on jej to właśnie mówi.