Dodaj do ulubionych

MM jak LMM czyli Anachronizmy pąsowej Pyzy

16.02.23, 05:55
Pomyślałam, jak bardzo Neożycjada jest coraz gorzej i coraz straszniej XIX-wieczna, ale wtem dotarło do mnie, że XIX wiek zaczął się u MM już wcześniej. Dużo wcześniej. I to nie tylko zrzynanie z Prusa, LMM czy Austen, ale i wprost ze starych bajek o królewnach i krasnoludkach.

Już nawet 6 klepka jest skażona!
Czemu to taką życiową ambicją u pierwszorocznej studentki ASP to zdobycie męża? Hiszpańska gwiazda filmowa niby to latała z randki na randkę, ale z mamą Żak pichci zupki fhancuskie i gruszki, żeby tylko Zdobyć i Zaklepać narzeczonego na wieki wieków. Bo przez żołądek do serca, tak się mężczyznę skutecznie łapie.. Przecież to jeszcze nastolatka (albo ledwo 20tka), nie poszła na studia tylko po to aby męża łapać jak u LMM. Taki piękny lachon z takim powodzeniem przecież by mógł swobodnie dalej randkować, chadzać na prywatki czy koncerty, podróżować po demoludach albo chociaż po jeziorach, ze studentami węgierskie wino łoić, malować, tworzyć, dyplom zdobyć, zarabiać na sztuce jak już teraz robi zlecenia, a nie natychmiast zaobrączkować i do garów..

Czemu to Julia po ukończeniu jakiegoś progu wiekowego nagle musi być inicjowana we "wszelkie te przykre" obowiązki domowe, "które są odwiecznym losem kobiety" [sic]. Wtf. Przecież to studentka, ma zaliczać egzaminy, przecież w 1976 nie będzie prowadziła dworku ziemiańskiego i ucierała własnoręcznie powideł na zimę, jak to gospodarnej żoneczce przystoi.

XIX wieczni Żaczkowie całą rodziną robią za przeproszeniem w pantalony, bo ten cały absztyfikant tożto jakaś lepsza sfera, wytworny lord Tolo! Szlachcic najpewniej rodowy, po prostu świetna partia dla Juleczki 20-latki. I to jego rodziców muszą obłaskawić na proszonym obiedzie z porcelaną, nie byle fajansem, coby nie mieli wątów, że panicz mezalians popełnia z takimi inżynierami fabrycznymi i bohemą z małym wianem..

XIX Wiesia po rozwodzie "wraca do rodziców chaty" zamiast mieszkać samodzielna z dzieckiem. Miałaby przecież przydział mieszkaniowy na siebie i Bobcia, jej były nie posiadał też chałupy, z której ją przepędzał na taczce z gnojem. Mogłaby żyć w spokoju w kawalerce albo i czymś większym w blokach z centralnym ogrzewaniem i zakładowym przedszkolem. Nie, wcale nie musi się gnieździć się kupą mości panowie u łojca atamana, walczyć o łazienkę i ciepłą wodę z 6 osobami i jeszcze gotować i sprzątać po nich wszystkich, jednocześnie pracując w zakładzie na zmiany.
Do tego chlipie nieboga, bo "los nie szczędził jej rozczarowań", zuy mąż "się rozwiódł" czyli porzucił XIX wieczną na pastwę okrutnego losu, jej posłusznej i tak gospodarnej życie zniszczył, hańbą rozwodu przed całą parafią okrył, miast pokornie do śmierci ciągnąć ten wózek widłowy z niekochaną ale zawsze żoną...

W ogóle gdzie tam miejsce, jest pracownio-sypialnia Żaczków, sypialnia dziadka, pokój dziewczyn, salon z Kossakami i co? Piąty pokój dla Wiesi czy służbówka przy zimnej kuchni?
I do tej ciasnoty jeszcze się wtarabania młode małżeństwo z dzieckiem, oni z tego samego roku co Julia. Też trochę XIX bo po co się hajtali już na pierwszym roku? (wpadunia, znaczy?) I dlaczego wbijają do Żaczków a nie do swoich rodziców? Co to, Korczyn, że wszelkie życiowe przegrywy, stare panny i rozwódki tam znajdują przystań? Na dworku wiejskim nad Niemnem to by miało sens, bo miejsca dużo, żywności pełno..

Sama zaś książka kończy się tak, że królewna Cesia dosłownie zamyka się na wieży i hajduk, czyli lokaj magnacki lub żołnierz, Jureczek XIX sierota zdobywa pannę.. a XIX pacholę Bobcio cieszy się, bo tyle absztyfikantow i tortów weselnych w przyszłości już widzi. Pierwszy chłopak szesnastolatki i już jakieś torty weselne tam majaczą?

Aniela, półsierota, córka surowego wdowca, prowadzi mu dom, on zaś zamyka ją w lochu, tfu, w mieszkaniu, coby bez ślubu z jakimiś gogusiami nie uciekała. Ucieka do winkszego miasta i tam idzie na służbę u dyrektorowej, i komorne płaci srogiej ciotce-kamieniczniczce, całkiem jak w XIX wieku. Bo lekarz chirurg w willi nie ma wolnej kanapy dla krewnej - ani przydziału na siebie z dziećmi - tylko tak kątem na stryszku przy ciotce mieszka, a ona tak buja sama i do tego wynajmuje na czarno. Potem w Brulionie jako 26-latka stara panna rozpacza, bo wszystkie rowiesniczki już mężate, przymknęły tylko oko na zdrady i puszczalstwo i już mają do końca życia dom i wikt zapewnione. Dała kosza jedynemu adoratorowi, a on odrzucony, ohajtał się natychmiast z pierwszą, która go chciała, zupełnie jak u LMM.
Natomiast Dmuch robi z uczniami przedstawienie szekspirowskie, tak jak nauczycielka Ania z Szumiących Topoli.

Borejki tak żyją właśnie idiotycznie jak na dzisiejsze czasy, bo zupełnie jak w XIX wieku. Jedna pensja mężowska utrzymuje cały dom ubogi a rzewny jak u Dickensa. Ubodzy, bo z miłości prawdziwej - panna Mila nie miała widać posagu, z którego mogliby mieć coroczny procencik. Wszyscy krewni im wymarli na epidemie cholery i ospy. Mila młoda poszła niby na jakieś przypadkowe studia, gdzie szybko męża złapała i już te studia niepotrzebne mogła rzucić i rodzić czwórkę, jak u LMM czy Austen. Przecież nie będzie pracowała poza domem, kiedy to w domu tyle roboty, całe jedzenie ręcznie trzeba oskrobać, wykarmić czeredę I ręcznie wszystko prać na tarze w rzece. Tutaj się rozjeżdża koncepcja, bo przy mężu łacinniku-urzędniku-bibliotekarzu nawet najuboższa pani domu byłaby w stanie zgodzić służącą ze wsi za grosiki, wikt I opierunek, albo chociaż do każdego prania najmować praczki. Tutaj natomiast tak ubogo, że sama balię szoruje i dziatwa niedożywiona nie mają nigdy dość jedzenia, chociaż pani matka bierze do domu zlecenia dziewiarskie, czyli chałupnictwo. Ale wszystkie 4 córy za to bezużyteczne, nic w domu nie robią ani nie pracują, a tego typu uboga klasa robotnicza bez manier przy stole zaraz po 4 klasie SP szłyby do manufaktury Cegielskiego czy na służbę czy jako praczki po domach. MM przegięła bo jednocześnie chciała 4 córki Bennet i ich przemiłego ojca, i piszczącą biedę Dickensa zarazem. Tylko Bennetowie to przecież ziemianie i nic własnymi rękami nie robią, tylko klawesyn, bo ojciec to drobny dziedzic..
XIX wiek tłumaczy wszelkie idiotyzmy u Borejków - 30 lat traumy po hańbie rozwodu, wymóg łaciny jako jedynej edukacji, zaręczyny 16-latki w stogu siana, pierwszy adorator licealny już na drugiej randce musi prosić dziada Boreja o rękę panny na wydaniu, kinderkluchekirche forever...

W IS jaśnie pan Paszkiet samotny (wdowiec kolejny?? Bo przecież nie shańbiony rozwodem) potrzebuje szlachetnie urodzonej "damy do towarzystwa" czyli czegoś w rodzaju guwernantki, bo jakaś tam kuchta Basia ma znać swe miejsce i to żadne towarzystwo dla niego, chociaż z nim mieszka (za wikt I opierunek?). Grupa ESD zaś okazuje się XIX patriarchatem a młode nowicjuszki z zakonu tfu, tfu dziewczęta z grupy strzygą swe kobiece fioki, a by od nich nie można było wymagać obsługi kuchenno-pomywaczkowej.

Dmuchawiec, jego trucie sempiterny i ocena postawy moralnej u gównażerii zamiast konkretne przerabianie lektur z polskiego i ocena wypracowań, to taki straszny dziaders 'nauczyciel" z Emancypantek, tak samo moralizator i "mentor" dla młocieshy, tylko że otwarcie religijny i jego kazania są po prostu teologiczne. To ten co u Prusa tak nudzi i nudzi w kółko, że tylko wiara zbawi i nauki przyrodnicze dowodzą stworzenie wszechświata przez panoczka boga łojca demiurga itd itd. Nie pamiętam jego imienia, może to był nawet Ignacy (fuj, na zawsze zatrute imię, dzięki MM). W ancypantkach oznajmia on chełpliwie, że "wyszło spod mojej ręki kilka pokoleń idealistów". Dokładnie to zdanie bez żenady przepisała MM w OwR, kiedy Gaba przychodzi do Dmucha a on jej to właśnie mówi.
Obserwuj wątek
    • bupu Re: MM jak LMM czyli Anachronizmy pąsowej Pyzy 16.02.23, 07:24
      Na przydział trzeba było niekiedy poczekać, natomiast Julia się w Toleczku zwyczajnie zakochała. A że Żaków, w przeciwieństwie do Borejkow, dzieci żywo obchodziły, przeto chcieli na rodzicach Toleczka wywrzeć jak najlepsze wrażenie wywrzeć, żeby jej prospektów na szczęście nie psować. Ludzka rzecz. Mniemanie zaś, że baba do garów było onego czasu w naszym kraju normą. Mnie zatem to co wydłubałaś nie razi, szczególnie że wtedy model XIX wieczny nie był w J jedynie słuszny

      Problem się zaczął kiedy autorka odwróciła się zupełnie tyłem do współczesności, epokę wiktoriańską chwytając w objęcia. I zaczęły się kwiatuszki, jak Robroj, co romanse z Nutrią chciał zaczynać od oświadczyn, a potem dyzgustem go napełniło iż Nerwus Nutrie uprowadził z przyjęcia bez zgody jej rodziców, jak te wszystkie turboromanse i zaręczyny w stogach, wypełnienie ramion jako jedyna słuszna kariera dla kobiety i ubogie sierotki Derotki w drewniakach po matuli. To wszystko w mdlącym dydaktycznym sosie, promującym dziewiętnastowieczni SC jako jedyną słuszną opcję, siedź dzieweczko pod katalpą z książką, czekaj na absztyfikanta, a gdy się zjawi to do ołtarza i wypełń ramiony, he he. Blargh.
      • lezbimbella_veganella Re: MM jak LMM czyli Anachronizmy pąsowej Pyzy 16.02.23, 23:50
        bupu napisała:
        > Na przydział trzeba było niekiedy poczekać,

        Owszem. Ale ciocia Wiesia już dawno miała przydział i meldunek gdzieś indziej,
        skąd się przeprowadziła do ojca.
        Po co wymeldowała się z Bobkiem z powiedzmy blokowej kawalerki z łazienką
        i utraciła bezcenny przydział, aby gnieździć się w kołchozie u ojca i brata? I gdzie ona z Bobciem śpi?
        Jeśli zameldowałaby się na powrót u ojca, powinna wtedy była z Bobciem dostać pokój dziewczyn,
        ewentualnie go dzielić z Julią, która potrzebuje dużego stołu do prac malarskich na ASP.
        Wtedy to Cesia spałaby w salonie pod Kossakami, bo chyba nie z emerytowanym dziadkiem w jego jaskini.
        Kiedy Wiesia się rozwiodła,
        to jej były monsz nie był w stanie jej wyrzucić z meldunku ani odebrać jej przydziału na tę kawalerkę,
        zwłaszcza jako matce z dzieckiem, z książeczkami mieszkaniowymi itd.
        Monsz nie posiadałby takiego mieszkania na własność, tylko spółdzielnia mieszkaniowa by tam decydowała.
        Ani spółdzielnia ani państwo-miasto nie wyrzuciliby matki z czterolatkiem, zostawiając faceta jako samotnego króla
        na kawalerce. Tylko wręcz odwrotnie, rozwiedziony facet miałby sobie o wiele łatwiej jako singiel znaleźć kąt gdziekolwiek na mieście.

        A także rzeczywistości Wiesia może być stosunkowo młoda, może mieć zaledwie 30-35 lat,
        mimo przygaduszek pozornie ja postarzających (Żaczek, ona sama).
        Wtedy jeszcze mogłoby być tak, że nie zdążyła się doczekać tego przydziału, czyli nigdy nie wyprowadziła się od ojca. W międzyczasie ohajtala się i narodziła Bobkowca z jegomościem Górskim. Ale wtedy to nadal były mąż wyprowadziłby się ze Słowackiego, a nie ona "wracałaby" do ojca. Wtedy kołchoz byłby nieco inaczej wyglądał.

        W praktyce mogłaby Wiesia po prostu podrzucać Bobka do bratowej, kiedy szła na nockę do tyry, ale nie mieszkałaby tam na stałe, bo po co?
        Dlatego to "wracanie rozwódki lub wdowy do ojców zagrody" po rozpadzie małżeństwa jest XIX-wieczne. Korczyn nad Niemnem, pani ja kogo :-]

        MM potrzebowała do fabuły pacholę kilkuletnie, które jako błazenek komentuje wspaniale i odzywa się w najmniej odpowiednich momentach, podpala mieszkanie, i ma różyczkę coby Cesia mogłaby pediatrzyć.
        Tylko nie wiedzieć czemu nie chodzi ono pacholę do przedszkola, np zakładowego Wiesi przysługującego. Na co dzień wujenka i matka jego pracują poza domem, a dziadek przedwojenny raczej nie karmiłby go, skoro w tym XIX domu gotowanie to wyłącznie baby u garów.

        natomiast Julia się w Toleczku zwyc
        > zajnie zakochała.

        No właśnie nie całkiem zwyczajnie, ona z miejsca Tolowi wyznała, że go kocha i ma się on z nią ożenić. Explicite.
        Żaczek jest zszokowany, kiedy Juleczka to mu mówi. Zszokowany właśnie dlatego, że ona ma zaledwie 19-20 lat i jeśli się ohajta, to mogą się pojawić dziatki, a wtedy gdzie to wszystko będzie mieszkać i co ze studiami, czy będzie w stanie Juleczka dotrwać do dyplomu jednocześnie niańcząc, przewijając i piorąc pieluchi itd. Żaczek jednocześnie jest XIX i życiowy zarazem, wie że małżeństwo równa się dzieci i masa problemów.
        To ja dlatego pytam, skąd u Juleczki miastowej młodziutkiej takie parcie na małżeństwo, a nie skończenie studiów i kariera w sztuce, jako obiecującej i domowo leniwej artystce.

        A że Żaków, w przeciwieństwie do Borejkow, dzieci żywo obchod
        > ziły, przeto chcieli na rodzicach Toleczka wywrzeć jak najlepsze wrażenie wywrz
        > eć, żeby jej prospektów na szczęście nie psować. Ludzka rzecz.

        Oczywiście, Żaczki to bardzo ludzkie, sympatyczne i towarzyskie Żaczki, najlepsi rodzice Jeżyc i moi faworyci, mimo że są trochę XIX ;-))))
        Ale - nasza faworyta, wspaniała Irenka Żakowa nie zna Toleczka i dopiero na ten proszony obiad z rodzicami widzi go po raz pierwszy. Czuje wtedy zawód, że to taki krasnoludek do jej ślicznej córki ;-)))
        Ponadto dlaczego się tak przejmują, że aż pożyczają serwis z Desy od sąsiadów, a nie byle jaki fajans z wypożyczalni weselnej? Myślałby kto, że to swaci nieznanego amanta przychodzą zrękowiny umawiać i wysokość posagu planować..
        Przecież 20 latka dopiero się zakochała, czy to realne zaraz się hajtać, zamiast poczekać aż się trochę poznają i czy w ogóle to zakochanie przetrwa do dyplomu?
        Ta nieznajomość amanta przed ślubem plus Juleczkowe parcie na zaślubiny jest takie właśnie XIX a przynajmniej przedwojenne..

        Mnie zatem to co wydłuba
        > łaś nie razi, szczególnie że wtedy model XIX wieczny nie był w J jedynie słuszny

        Mnie też Żaczki faworytne bynajmniej nie rażą, tylko bardzo, bardzo dziwią, czemu tacy XIX
        Razi mnie i wnerwia odrażający moralizator Dmuchawiec. Postaciom zerżniętym z Prusa - Dmuch, Gaba - mówię stanowcze NJET

        > Problem się zaczął kiedy autorka odwróciła się zupełnie tyłem do współczesności
        > , epokę wiktoriańską chwytając w objęcia.

        A to jak najbardziej. Zaczęło się to już w BBB a Dmuch XIX-wieczny był już od 6Klepuni
        • aniadm Re: MM jak LMM czyli Anachronizmy pąsowej Pyzy 17.02.23, 00:13
          Jest jeszcze jedna opcja. Z mężem mieszkała u jakichś jego krewnych albo w mieszkaniu należącym do jego rodziny. Wtedy po rozwodzie naturalny jest powrót do ojca, gdzie jeszcze dziecko będzie dodatkowo zaopiekowane.

          Szczerze mówiąc, trudno mi się oburzyć, za komuny nie takie kombinacje rodzinno-mieszkaniowe bywały. Fakt, że ja nie z Poznania, może tam nie.
          • aniadm Re: MM jak LMM czyli Anachronizmy pąsowej Pyzy 17.02.23, 00:17
            PS. Moja rodzona ciotka, w latach nieco późniejszych, ale nadal za komuny, się rozwiodła z mężem, po czym z dwójką dzieci sprowadziła się z powrotem do matki. Kawalerka w Warszawie została z nim. Jaki był ten układ od strony prawnej, nie umiem powiedzieć, ponieważ byłam wtedy osobą bardzo nieletnią i nie informowano mnie o takich szczegółach.
            U babci była druga ciotka, również z dwójką dzieci tudzież z mężem. Wesoło było. Ale to był domek, nie mieszkanie z wieżyczką.
        • bupu Re: MM jak LMM czyli Anachronizmy pąsowej Pyzy 17.02.23, 07:31
          lezbimbella_veganella napisała:

          > bupu napisała:
          > > Na przydział trzeba było niekiedy poczekać,
          >
          > Owszem. Ale ciocia Wiesia już dawno miała przydział i meldunek gdzieś indziej,
          > skąd się przeprowadziła do ojca.
          > Po co wymeldowała się z Bobkiem z powiedzmy blokowej kawalerki z łazienką
          > i utraciła bezcenny przydział, aby gnieździć się w kołchozie u ojca i brata? I
          > gdzie ona z Bobciem śpi?

          W salonie przecież. Ponadto Wiesia pracuje na zmiany, a eksmąż nie wydaje się być zainteresowany opieką nad Bobciem. Na Słowackiego za to osób do opieki nie brakuje.



          > Kiedy Wiesia się rozwiodła,
          > to jej były monsz nie był w stanie jej wyrzucić z meldunku ani odebrać jej prz
          > ydziału na tę kawalerkę,
          > zwłaszcza jako matce z dzieckiem, z książeczkami mieszkaniowymi itd.
          > Monsz nie posiadałby takiego mieszkania na własność, tylko spółdzielnia mieszka
          > niowa by tam decydowała.

          O ile wiem nie znamy dokładnie okoliczności lokalowo-małzenskich Wiesi Górskiej. Równie dobrze może być tak, że mieszkanie było wyłączną, przedmałżeńska własnością Górskiego. Nie mówiąc o tym, że Wiesia mogła nie mieć ochoty tkwić u niechętnego byłego, dającego znać na wszelkie sposoby, że ani ona, ani Bobek nie są mile widziani.
    • hanuszka189 Re: MM jak LMM czyli Anachronizmy pąsowej Pyzy 16.02.23, 08:39
      Wiem, że to z przymrużeniem oka i fajnie się to czyta. Baśniowość jak najbardziej, z tego wynika zresztą wiele wyolbrzymień, jak w Nutrii i Nerwusie, co miało być takim snem nocy letniej a czytane na sucho okazuje się być przemocowym związkiem (jak większość baśniowych relacji nawiasem mówiąc). Ale mówiąc serio, znów 2022 rok wkracza w czasy o wiele wcześniejsze. Może panie forumowiczki były tak wyemancypowane i dlatego Jeżycjada kłuła już od dawna. Większość młodych dziewcząt nie była. Stąd szczere i oddane grono fanek. Mnie narzekanie Cesi nie uwierało (całkowicie się utożsamiałam), niezależność Gaby podziwiałam, jęczenie Idy było doskonale znane, ba, nawet wczesna Róża była mi bliska. Łącznie z pełnym zrozumieniem dla żalu nad Natalią bez dzidziusia. Niepokój co do losów ładnej dziewczyny lat 28, bez męża i dziecka byłby w latach 90. powszechny. Moja własna dalsza-kuzynka (dekadę później!!) w tym wieku męża już zdobyła, ale na dziecko dwa lata jeszcze poczekali, co przewijało się we wszystkich szerszych spotkaniach rodzinnych.

      Gdy zajrzę do śmiesznego zeszytu, który był pamiętnikiem czasów licealnych znajdę narzekania identyczne jak u bohaterek Jeżycjady. Teraz czy pierwsze było jajko, czy kura? Czy LMM i MM upupiły pokolenie polskich dziewcząt, czy coś samo w duszy grało, że te książki sprzedawały się jak świeże pieczywo? Sądzę, że jednak to drugie, ponieważ, zauważmy, nigdzie na świecie oprócz Japonii LMM nie była tak popularna, jak w Polsce. Po prostu losy bohaterek dawno się już odkleiły od mentalności. U nas nie - bo u nas to domowe ognisko i gromadka dzieci wciąż gdzieś tam w głębi duszy się przewija. Co śmieszne, teraz może to bardziej pragnienie wielu panów, niż pań.

      • lezbimbella_veganella Re: MM jak LMM czyli Anachronizmy pąsowej Pyzy 17.02.23, 01:24
        hanuszka189 napisał(a):
        > Wiem, że to z przymrużeniem oka i fajnie się to czyta. Baśniowość jak najbardzi
        > ej, z tego wynika zresztą wiele wyolbrzymień, jak w Nutrii i Nerwusie, co miało
        > być takim snem nocy letniej a czytane na sucho okazuje się być przemocowym zwi
        > ązkiem (jak większość baśniowych relacji nawiasem mówiąc).

        A zdrajca Pawełek, zdradzający Danusię i prowadzący już samochód Mirafiori ojca, a całujący się z ośmioklasistką i odautorsko zakochany w niej, albo przynajmniej lecący na nią z wizgiem? "Aniela serce mężczyzny straciła"
        To też bajka niby, ale dość szpetna jak się przyjrzeć.
        Coś jak Romeo i Julia, z turbozakochaniem - i oni też byli tak oddaleni wiekowo - Julka tylko 13 a Romeo 18 bodajże.

        I małolata tak zakochana, że po pierwszym całowaniu ucieka z domu do liceum aż w Poznaniu (jak ta gąska z piosnki, za Jasieczkiem aż do Śląska). Tzn pewnie też bym uciekła od łojca przemocowca, srogiego Capuleti i od przetwórni ryb - ale do bliskiego Gdańska prędzej. A najlepiej do Łodzi z nadzieją na filmówkę w przyszłości, skoro to taka aktorka już wybitna..
        Poczem w okresie wakacyjnym Aniela-Julia samodzielnie się do poligraficznego zapisuje, wszelkie papiery załatwia. A już w Poznaniu odmawia tam gratis internatu, który jej przysługuje, woli płacić ciotce Lili aż pincet złotych za pokój (czy to wgl legalne ten prywatny wynajem w PRL i dlaczego Lila tak wycyckuje nieletnią jednocześnie prawiąc jej morały o prawdomówności?)
        Przez co małolata nie dość że się uczyć, to musi jeszcze zarabiać - jako piętnastolatka zapewne kokosy - u dyrektorowej, która to ofc okazuje się macierzą don Romea Mirafiora.
        Tak tak słodkie bajeczki, pani ja kogo...

        >a, nawet wczesna Róża była mi bliska. Łącznie z pełn
        > ym zrozumieniem dla żalu nad Natalią bez dzidziusia.

        Litości, proszę ;-)))))) W 1998 Pyzulska ma już nominalnie 17 lat, a conajmniej 16.
        Już 9 lat minęło od zmiany ustroju, praktycznie dekada zachodniego kapitalizmu i otwarcia na Europę i Jueseje.
        W kulturze polskiej istnieje już MTV, filmy bez cenzury i talk-show, Bravogirl z fotostory, w Filipince itp pismach artykuły seksuologiczne, romantyczne i obyczajowe.
        Jaka 16-17 latka byłaby w 1998 tak serio nieuświadomiona, że dla niej ciotka bez męża w wieku 28 lat to znaczy "bezpłodna" stara panna?? ;-D
        Nie wie, że po 30tce też może ciotka zajść i wcale nie potrzebuje do tego ślubnego kobierca & przysięgi na wieki wieków, a wystarczy ledwie impreza zakrapiana i chwila zapomnienia??
        Pyza z takimi myślami o dzidziusiach i staropanieństwie jest jednocześnie infantylna i przedwojenna zarazem..

        Niepokój co do losów ładne
        > j dziewczyny lat 28, bez męża i dziecka byłby w latach 90. powszechny.

        W latach 90ych XIX wieku, mówisz? ;-))))))))
        Oj chyba nie powszechny w 1998 taki niepokój. To dość przedwojenne, jeśli nie XIX przekonanie, że bez chłopa i dziatwy 28-latka już nie ma przyszłości.
        W 1998 niepokój powszechny byłby raczej o jej pracę i finanse. Czy zarabia, czy ma kontrakt, czy ma dyplom, czy na zasiłku siedzi, czy zlecenia trzaska albo może na saksy już jeździ. i Nutria tu ma nagle karierę jako bystra podróżniczka cypryjska (szkoda, że bezobjawowa).

        > Teraz czy pierwsze było jaj
        > ko, czy kura? Czy LMM i MM upupiły pokolenie polskich dziewcząt, czy coś samo w
        > duszy grało, że te książki sprzedawały się jak świeże pieczywo? Sądzę, że jedn
        > ak to drugie, ponieważ, zauważmy, nigdzie na świecie oprócz Japonii LMM nie był
        > a tak popularna, jak w Polsce.

        Zauważmy też Żelazna Kurtynę, przez którą nie docierały do PRLu hamerykańskie i zgniłozachodnie wytwory literatury powojennej.
        LMM była tak w PRL popularna bo dozwolona, i nostalgiczna za dawno utraconą idyllą wiejską i romantyczną.

        Nie tylko jedna MM pisała w PRLu dla dziewcząt, przecież były też i Siesicka, Ożogowska, Kruger, i dużo dużo innych. Chmielewska też popełniła Tereskokrętkę, już nie mówiąc o jej dorosłych bohaterkach, flirtujących i podrywajacych facetów z wizgiem i bez żadnego małżeństwa ani dzidziusia na koniec ..
        Żadna z tych pisarek nie była aż tak XIX-wieczna jak MM & LMM, nawet Ożogowska opisująca konserwatywne lata 1950...

        Po prostu losy bohaterek dawno się już odkleiły
        > od mentalności. U nas nie - bo u nas to domowe ognisko i gromadka dzieci wciąż
        > gdzieś tam w głębi duszy się przewija.

        To też jak najbardziej możliwe. Ale śmiem twierdzić, że "nie wszystkie* nastolatki polskie dawniej i dziś są czy były aż tak bardzo kinderkuchekirche jak MM
        • pi.asia Re: MM jak LMM czyli Anachronizmy pąsowej Pyzy 17.02.23, 08:58
          lezbimbella_veganella napisała:

          >
          > Nie tylko jedna MM pisała w PRLu dla dziewcząt, przecież były też i Siesicka, O
          > żogowska, Kruger, i dużo dużo innych.

          Przypomniała m się "Godzina pąsowej róży", opisująca lata bodajże 60-te naszego wieku. Nastoletnia Anda jest o wiele bardziej nowoczesna niż Róża pół wieku później. Nie pamiętam dokładnie, ale czy ona się przypadkiem nie dziwi, że jej siostra pcha się za mąż w tak młodym wieku?

          > Żadna z tych pisarek nie była aż tak XIX-wieczna jak MM & LMM.

          O, LMM wcale nie była tak XIX-wieczna! Weźmy jej Joannę/Valancy, która wyprowadza się z domu by zamieszkać z owdowiałym Ablem-alkohlikiem i opiekować się jego "upadłą" córką. To było potworne zgorszenie dla całego miasteczka, a dla rodu Stirlingów w szczególności.
          Potem pierwsza oświadcza się Edwardowi, i to nie tylko dlatego, że koniecznie chce wyjść za mąż, bo kobita bez chłopa to istnieć nie może. Jednym z powodów - wcale nie najmniej ważnym - jest fakt, że po ślubie mają zamieszkać w jego chatce na wyspie. A i tak to wszystko robi wyłącznie dlatego, że jest pewna iż pozostał jej tylko rok życia. Gdy okazuje się że nie - porzuca męża, żeby go nie wiązać ze sobą do końca życia.

          Inne dziewczę - Zosia Sinclair, uczennica Ani (Ania z Szumiących Topoli) codziennie na starej kobyle dojeżdża osiem mil do szkoły. W przyszłości zostanie sławną aktorką. Pamiętajmy, że w tamtych czasach bycie aktorką znaczyło dla ogółu mniej więcej tyle co bycie kurtyzaną.

          Katarzyna/Julianna Brooke otwarcie oświadcza, że nienawidzi mężczyzn i nigdy nie zamierza wyjść za mąż.

          Priscilla (a może Stella) zatrudnia się jako sekretarka. I wyjeżdża ze swoim pryncypałem chyba do Japonii.

          Iza Gordon, arystokratka, umiała postawić się całej rodzinie i wyjść za biednego Jerzego Blake'a, popełniając oczywisty w ich mniemaniu mezalians.

          Flora i Di (czy tez Nan) jadą do Europy jako sanitariuszki.

          Te dziewczyny mają o wiele więcej charakteru i odwagi życiowej niż nasze Borejkówny. Mają cel w życiu, mają aspiracje, są użyteczne. Mimo że żyją 100 lat wcześniej, w baaaardzo purytańskim środowisku.
    • jakgdyby.nigdynic Re: MM jak LMM czyli Anachronizmy pąsowej Pyzy 16.02.23, 11:07
      lezbimbella_veganella napisała:

      > Już nawet 6 klepka jest skażona!
      > Czemu to taką życiową ambicją u pierwszorocznej studentki ASP to zdobycie męża?

      A czemu od razu męża? Julia się po prostu zakochała i chciała "zdobyć mężczyznę", nie od razu męża. Zresztą jej próby uwiedzenia Toleczka poprzez bycie aniołem domowego ogniska są w SK przedstawiane co najmniej z przymrużeniem oka.


      > Czemu to Julia po ukończeniu jakiegoś progu wiekowego nagle musi być inicjowana
      > we "wszelkie te przykre" obowiązki domowe, "które są odwiecznym losem kobiety"
      > [sic]. Wtf. Przecież to studentka, ma zaliczać egzaminy, przecież w 1976 nie b
      > ędzie prowadziła dworku ziemiańskiego i ucierała własnoręcznie powideł na zimę,
      > jak to gospodarnej żoneczce przystoi.


      Konsekwentnie przez całą SK Julia jest przedstawiana jako osoba zaangażowana w pracę i studia. Jeden Murzyn w koszuli wiosny nie czyni (tak, czekam na zarzut rasizmu). Natomiast fraza o "odwiecznym losie kobiety" jest wyraźnie ironiczna.



      > XIX Wiesia po rozwodzie "wraca do rodziców chaty" zamiast mieszkać samodzielna
      > z dzieckiem. Miałaby przecież przydział mieszkaniowy na siebie i Bobcia, jej by
      > ły nie posiadał też chałupy, z której ją przepędzał na taczce z gnojem. Mogłaby
      > żyć w spokoju w kawalerce albo i czymś większym w blokach z centralnym ogrzewa
      > niem i zakładowym przedszkolem. Nie, wcale nie musi się gnieździć się kupą mośc
      > i panowie u łojca atamana, walczyć o łazienkę i ciepłą wodę z 6 osobami i jeszc
      > ze gotować i sprzątać po nich wszystkich, jednocześnie pracując w zakładzie na
      > zmiany.

      Na przydział się czekało. To po pierwsze. Po drugie prawdopodobnie Wiesi zależało na opiece nad dzieckiem, skoro - jak wiemy - pracowała NA ZMIANY w fabryce Cegielskiego.

      > Do tego chlipie nieboga, bo "los nie szczędził jej rozczarowań", zuy mąż "się r
      > ozwiódł" czyli porzucił XIX wieczną na pastwę okrutnego losu, jej posłusznej i
      > tak gospodarnej życie zniszczył, hańbą rozwodu przed całą parafią okrył, miast
      > pokornie do śmierci ciągnąć ten wózek widłowy z niekochaną ale zawsze żoną...

      Niestety, rozstania bywają bolesne. Rozwody są ciągle jednymi z najbardziej stresujących i alienujących wydarzeń życiowych. Ironizowanie na temat Wiesi tego nie zmieni.

      > I do tej ciasnoty jeszcze się wtarabania młode małżeństwo z dzieckiem, oni z te
      > go samego roku co Julia. Też trochę XIX bo po co się hajtali już na pierwszym r
      > oku? (wpadunia, znaczy?) I dlaczego wbijają do Żaczków a nie do swoich rodziców
      > ? Co to, Korczyn, że wszelkie życiowe przegrywy, stare panny i rozwódki tam zna
      > jdują przystań? Na dworku wiejskim nad Niemnem to by miało sens, bo miejsca duż
      > o, żywności pełno..

      Małżeństwa studenckie w latach 70. były bardziej popularne niż dziś. Wpadki się zdarzają nawet teraz, a co dopiero w przypadku zawodnej antykoncepcji PRL. Nie ma co z nich szydzić. Jeśli wrócisz do SK i przeczytasz uważnie, to zobaczysz, że sytuacja mieszkaniowa i życiowa rodziców małej Irenki jest opisana dość dokładnie.

      Reszty nie będę komentować. Przykładasz do realiów sprzed 60 prawie lat miarę dzisiejszej wrażliwości, ideologii, współczesnych możliwości itp. To anachroniczne i nie prowadzi do niczego poza świętym oburzeniem i poczuciem wyższości.

      Oczywiście, że MM lansuje od początku światopogląd konserwatywny. Ma do tego pełne prawo. Dopóki ten światopogląd nie rozsadza narracji, nie staje się własną karykaturą, nie narzuca kompletnie nieadekwatnych ocen rzeczywistości przedstawionej, nie ma w tym nic złego.
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: MM jak LMM czyli Anachronizmy pąsowej Pyzy 16.02.23, 11:54
      >I do tej ciasnoty jeszcze się wtarabania młode
      >małżeństwo z dzieckiem, oni z tego samego
      >roku co Julia. Też trochę XIX bo po co się
      >hajtali już na pierwszym roku? (wpadunia,
      >znaczy?) I dlaczego wbijają do Żaczków a nie
      >do swoich rodziców? (...)

      Było powiedziane, że Wojtek jest z jakiejś zabitej dechami wiochy, więc jakby wbili do jego rodziców, to na zajęcia na ASP musieliby się codziennie teleportować. O rodzicach Krystyny nie pamiętam czy coś było.
      Ale wiadomo, że wcześniej oboje wynajmowali mieszkanie i z powodu tej ciąży właścicielka ich wykopała (to było zgodne z prawem?) i wydźwięk był taki, że idą do Żaczków, bo nie mają dokąd pójść. Być może spośród ich znajomych z roku Julia była jedyną, która ma własny dom w Poznaniu (nie mieszka kątem u kogoś) i może ich bez problemu przyjąć.

      Mi się akurat ten wątek podobał, bo był zupełnie inny niż wpadka Pyzy czy Gaby, bardziej realistyczny - w SK pokazano młodą matkę, która nie ma gdzie mieszkać, nie ma kochającej rodzinki, która we wszystkim jej pomoże, etc. Jednocześnie, w odróżnieniu od wpadkowiczek borejkowskich, nie widzi powodu by rzucać studia, dalej normalnie się uczy.
      • jakgdyby.nigdynic Re: MM jak LMM czyli Anachronizmy pąsowej Pyzy 16.02.23, 12:41

        >
        > Mi się akurat ten wątek podobał, bo był zupełnie inny niż wpadka Pyzy czy Gaby,
        > bardziej realistyczny - w SK pokazano młodą matkę, która nie ma gdzie mieszkać
        > , nie ma kochającej rodzinki, która we wszystkim jej pomoże, etc. Jednocześnie,
        > w odróżnieniu od wpadkowiczek borejkowskich, nie widzi powodu by rzucać studia
        > , dalej normalnie się uczy.
        >
        Tak, to jest doskonały wątek, od początku (gdy Julia zarzuca Żaczkom mieszczaństwo i dulszczyznę), przez scenę porodu, pomoc koleżanek i kolegów, aż po realistyczny opis noworodka i tego, jak ciężko z nim wytrzymać. Bohaterowie są nieidealni i nie dorastają do własnych standardów. Dziecko się drze i nie daje spać. Młoda mama jest zestresowana. Samo życie, panie tego, a nie jakieś wypełnianie ramion.
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: MM jak LMM czyli Anachronizmy pąsowej Pyzy 16.02.23, 13:06
          jakgdyby.nigdynic napisała:
          >Tak, to jest doskonały wątek, od początku
          >(gdy Julia zarzuca Żaczkom
          >mieszczaństwo i dulszczyznę), przez
          >scenę porodu, pomoc koleżanek i
          >kolegów, aż po realistyczny opis
          >noworodka i tego, jak ciężko z nim
          >wytrzymać.

          Ta pomoc kolegów to kolejna rzecz, która odróżnia bohaterki Starej Dobrej od bohaterek Neo - w nowszych tomach nie ma już czegoś takiego jak przyjaźń. Gdyby taka Pyzwra Wątrobowa (bupu, zapożyczam) nie mogła liczyć na wsparcie rodziny (finansowe, logistyczne, itd.), to by została kompletnie goła i wylądowała pod mostem - bo nie ma i nigdy nie miała żadnych koleżanek, polegała tylko na Frycu. A on teraz zawiódł i gdyby była w podobnej sytuacji życiowej co Krystyna z SK, to by się pochlastała.

          >Bohaterowie są nieidealni i nie dorastają
          >do własnych standardów. Dziecko się drze
          >i nie daje spać. Młoda mama jest
          >zestresowana. Samo życie, panie tego, a
          >nie jakieś wypełnianie ramion.

          Otototo, a bieda nie jest tylko deklaratywna. Mamy ludzi z realnymi problemami, nie pasożytującą Różyczkę czy dzielną Gabrielę, która nigdy tak naprawdę nie była samotną matką.
          Nawet w OwR było widać, że mimo nieobecności jedynych żywicieli rodziny i to w okresie największej biedy w kraju, Borejkom wiedzie się bardzo dobrze: parówki, modne ciuchy dla Idy, stół zawalony książkami, kwiaty dla Dmuchawca i rosół dla całej dzielnicy.
          • sayoasiel Re: MM jak LMM czyli Anachronizmy pąsowej Pyzy 16.02.23, 20:33
            Dorzucę moje trzy grosze, że Wojtek nie był żadną świnią, tylko właśnie mężem, który wziął ślub nie "bo dziecko w drodze i trzeba ocalić honor dziewczyny" ,tylko pewnie też z miłości. Ojcostwem się stresuje, ale nie przestaje się troszczyć o swoją rodzinę, dlatego, że mają z jej powodu utrudnienia, karmi i kąpie Irenkę na końcu i chyba coś prasuje. Nie ma też histerii, że nie mieszka z nimi jakiś czas,a na waleta w akademiku. Gdyby to była Ciotka Zgryzotka, to by wpadła Gaba jak do Róży wołajac, że skoro mąż w pracy (na studiach) ,to pewno już nie wróci i kiepska wymówka.
            • sayoasiel Re: MM jak LMM czyli Anachronizmy pąsowej Pyzy 16.02.23, 20:34
              A potem dziadio Borejk by zabił amanta w pojedynku na rapiery by owdowiała mogła legalnie wyjść za mąż jeszcze raz.
              • julian_arden Re: MM jak LMM czyli Anachronizmy pąsowej Pyzy 16.02.23, 21:10
                sayoasiel napisał(a):

                > A potem dziadio Borejk by zabił amanta w pojedynku na rapiery by owdowiała mogł
                > a legalnie wyjść za mąż jeszcze raz.

                ...za docenta.
                • sayoasiel Re: MM jak LMM czyli Anachronizmy pąsowej Pyzy 16.02.23, 21:51
                  julian_arden napisał:

                  > ...za docenta.
                  Przecież docent ma żonę, do tego obfitą.
                  • julian_arden Re: MM jak LMM czyli Anachronizmy pąsowej Pyzy 16.02.23, 21:55
                    sayoasiel napisał(a):

                    > julian_arden napisał:
                    >
                    > > ...za docenta.
                    > Przecież docent ma żonę, do tego obfitą.


                    Żona rzecz nabyta. W dobrej sprawie można nabytek unieważnić, to ostatnio popularne w kręgach konserwatywnych. A wtedy docent do wzięcia. Ale kto wie, może już jest drugie pokolenie docentów, to od razu do wzięcia, z błogosławieństwem Borejki, bądź co bądź magistra.
          • minerwamcg Re: MM jak LMM czyli Anachronizmy pąsowej Pyzy 19.02.23, 22:49
            Jedna parówka. Ukryta przemyślnie za książkami, żeby dziecku nie zeżarli. No po prostu puszczanie baniek nosem. Modne ciuchy dla Idy... szyte przez licealistkę, wnuczkę znajomego. No Dior, jak babcię kocham, Dior. Stół zawalony książkami... dużo tańszymi w tamtych czasach. I raczej nie były to nowości wydawnicze :) Rosół... Trochę wołcielu z kością, woda i kostki maggi (były tanie i w wielkiej obfitości). Róże... byłam wonczas biedna jak mysz kościelna (dziewczyna z bajki - córka ubogiej wdowy), ale zdarzało mi się czasem kupować kwiaty i jakoś nie umierałam przez to z głodu.
            • lezbimbella_veganella Re: MM jak LMM czyli Anachronizmy pąsowej Pyzy 20.02.23, 02:11
              minerwamcg napisała:
              > Jedna parówka. Ukryta przemyślnie za książkami, żeby dziecku nie zeżarli. No po
              > prostu puszczanie baniek nosem.

              W podwórzowej jadłodajni zawsze się znajdzie skrytożerczy parówkojad, między tymi 8 gębami.

              Modne ciuchy dla Idy... szyte przez licealistk
              > ę, wnuczkę znajomego. No Dior, jak babcię kocham, Dior.

              Potem tylko Kmicic Maciuś wytłumaczył matematykę i proszę, modna krawcowa idzie na architekturę i ratusz w Holandii stawia. Może nawet opakowany w ręcznie farbowaną, pasiastą włóczkę, jak Christo i Abakanowicz zarazem.

              Stół zawalony książkami
              > ... dużo tańszymi w tamtych czasach. I raczej nie były to nowości wydawnicze :)
              > Rosół... Trochę wołcielu z kością, woda i kostki maggi (były tanie i w wielkie
              > j obfitości).

              I opium miłości i rozjechana kura, bohaterka
            • tajna_kryjowka_pyziaka Re: MM jak LMM czyli Anachronizmy pąsowej Pyzy 20.02.23, 11:40
              minerwamcg napisała:
              >Jedna parówka. Ukryta przemyślnie
              >za książkami, żeby dziecku nie
              >zeżarli. No po prostu puszczanie
              >baniek nosem.

              Czyli konkluzja taka, że kupili Pyzie do zjedzenia tylko tę jedną jedyną parówkę?

              >Stół zawalony książkami... dużo
              >tańszymi w tamtych czasach. I
              >raczej nie były to nowości
              >wydawnicze :)

              I gazetami. Te akurat trudno, żeby nie były nowościami.

              >Rosół... Trochę wołcielu z kością,
              >woda i kostki maggi (były tanie i w
              >wielkiej obfitości).

              Na ile rosołu? Bo starczało go na sześć-siedem standardowych gąb plus gości, przeważnie niezapowiedzianych (więc nie można wytłumaczyć, że tego rosołu było więcej tylko na okazję odwiedzin).
              • aniadm Re: MM jak LMM czyli Anachronizmy pąsowej Pyzy 20.02.23, 11:57
                tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                >
                > Czyli konkluzja taka, że kupili Pyzie do zjedzenia tylko tę jedną jedyną parówk
                > ę?

                Bazując na własnych wspomnieniach — parówek było kupionych kilka (nie pamiętam, czy wtedy były na wagę, czy paczkowane), po czym starannie wydzielano maksymalnie jedną dziennie albo raz na kilka dni.


                > >Stół zawalony książkami... dużo
                > >tańszymi w tamtych czasach. I
                > >raczej nie były to nowości
                > >wydawnicze :)
                >
                > I gazetami. Te akurat trudno, żeby nie były nowościami.
                Nie były też jakimś szczególnym rarytasem...
                Oferta wydawnicza byłą uboższa niż dzisiaj, ale za to nakłady bywały kosmiczne. Książki jako takie nie były rarytasem (konkretne ksiązki czasem tak, ale to musiałyby być wymienione).


                > >Rosół... Trochę wołcielu z kością,
                > >woda i kostki maggi (były tanie i w
                > >wielkiej obfitości).
                >
                > Na ile rosołu? Bo starczało go na sześć-siedem standardowych gąb plus gości, pr
                > zeważnie niezapowiedzianych (więc nie można wytłumaczyć, że tego rosołu było wi
                > ęcej tylko na okazję odwiedzin).
                >
                No, rosół to podstawa. Łatwy do zrobienia. Nie pamiętam, czy wtedy były już kostki rosołowe, ale mogły być.
                Zalegające hałdy kotletów byłyby podejrzane. Gar rosołu nie jest.
      • angazetka Re: MM jak LMM czyli Anachronizmy pąsowej Pyzy 16.02.23, 12:53
        > Ale wiadomo, że wcześniej oboje wynajmowali mieszkanie i z powodu tej ciąży właścicielka ich wykopała (to było zgodne z prawem?)

        No cóż... Nas, roku pańskiego 2021, z wynajmowanego mieszkania właścicielka wykopała niezgodnie z prawem. I co z tego, że niezgodnie, skoro wyprowadzić się było trzeba i tak.
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: MM jak LMM czyli Anachronizmy pąsowej Pyzy 16.02.23, 13:57
          angazetka napisała:
          >No cóż... Nas, roku pańskiego 2021, z
          >wynajmowanego mieszkania właścicielka
          >wykopała niezgodnie z prawem. I co z tego,
          >że niezgodnie, skoro wyprowadzić się było
          >trzeba i tak.

          A co dokładnie się stało? I jak to argumentowała?
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: MM jak LMM czyli Anachronizmy pąsowej Pyzy 16.02.23, 14:52
      >(...) Grupa ESD zaś okazuje się XIX
      >patriarchatem a młode nowicjuszki z zakonu
      >tfu, tfu dziewczęta z grupy strzygą swe
      >kobiece fioki, a by od nich nie można było
      >wymagać obsługi kuchenno-pomywaczkowej.

      Nie wszystkie, Gaba od początku miała krótkie i nie brała udziału w całej akcji ze smażalnią ryb.
      I nie tylko dziewczęta, po ich buncie panowie też się ostrzygli, żeby nie skończyć jako pomywaczki. I też nie wszyscy, Robrojek od początku miał na ilustracjach grzywkę długości gabinej. Czyli pod nóż poszedł tylko przetowłosy Pawełek, a po przyjeździe grupy do Czaplinka też Pyziak (w KK miał włosy dłuższe niż Gaba)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka