paszczakowna1
11.01.09, 18:25
Dopiero ta wypowiedź: 'A hula cięgiem, pije, stodołę sobie postawił, konia
przykupił, mięso co tydzień jada i herbatę pija' (Płoszka o wójcie)
uświadomiła mi w pełni, do jakiego stopnia oni mieli monotonną i praktycznie
bezmięsną dietę. Mięso co tydzień miło być niezwykłym luksusem. I to mówi
Płoszka, raz że w celach agitacyjnych, więc może przesadzać, dwa że jeden z
najbogatszych gospodarzy we wsi, więc żyjący na stosunkowo wysokiej stopie (i
żonę ma grubą!). (Kozłowej 'mięso codziennie' u wójtów można śmiało uznać za
czystą SF.)
No i faktycznie, nawet u Borynów mięso pojawia się jedynie z bardzo
szczególnych okazji: wesele oczywiście, stypa (gdzie jest powszechnie
komentowane jako rzecz niezwykła), choroba Hanki (w celach terapeutycznych),
powrót Antka z więzienia (kiedy to Hanka zgłupiała ze szczęścia i sama już nie
wiedziała, jak to uczcić). Plus Wielkanoc. Na co dzień ziemniaki (u Borynów
czy wójtów omaszczone) na każdy posiłek (plus barszcz, żur, albo mleko), od
czasu do czasu chleb, obiad niedzielny składał się z kaszy. I trzeba tu
przyznać Hance rację, Pietrkowi się w głowie przewracało, jeśli narzekał (na
przednówku!) na chleb i mleko na podwieczorek.
Nie ma jakoś mowy o marchwi czy rzepie (nie uprawiali?), z warzyw tylko
kapusta (raz) i cebula (raczej jako przyprawa) występuje. No i lebioda z
otrębami na przednówku. Czy coś przegapiłam?
Co jadły psy, w ogóle nie umiem sobie wyobrazić...