Dodaj do ulubionych

Chore dziecko przyjaciela to nie mój problem

06.02.26, 10:20
W ramach samookaleczenia odświeżam sobie neojezycjade czyli tomy od JT w górę. Jestem teraz na Sprężynie i jest tam taki fragment, rozmawiają Pulpa z Gabą:

(Pulpa) - Słuchaj, ale czy to prawda, że Kreska jest chora?

(Gaba) – Nie, chora jest Kasia, ta najstarsza. Jakiś problem ze wzrokiem. Jadą z nią na operację do paryskiej kliniki.

– Boże, a ja się bałam, że to Kreska i że to coś… najgorszego.

– Nie, nie, co ci przyszło do głowy. Kreska zdrowa.

– Bez niej świat byłby taki ponury. A potem pomyślałam, że byłby jeszcze gorszy bez ciebie… i przeraziłam się na dobre. Musisz mnie częściej odwiedzać, Gabuniu. Za mało czasu masz dla mnie.


Noi jakoś mnie to zmroziło. Mimo że jestem bezdzietną lambadziarą to jak syn koleżanki miał ataki padaczki i przechodził diagnostykę i leczenie z tym związane to w mojej głowie nigdy nie pojawiła się myśl, że uff całe szczęście, że to jej syn a nie ona sama, tylko martwiłam się o młodego i było mi przykro, że muszą oboje przez to przechodzić. Tym bardziej po Pulpie matce dwóch córek spodziewałabym się jednak innej reakcji. Ale co ja tam mogę wiedzieć, jestem zwykłym człowiekiem bez czółka i z bloku.

Trzymajcie kciuki bo jestem bardzo przeczołgana przez Czarną Polewkę a wiem że przede mną jeszcze McDusia...
Obserwuj wątek
    • tt-tka Re: Chore dziecko przyjaciela to nie mój problem 06.02.26, 12:19
      Nie zwrocilam uwagi czytajac, te tlumy pielgrzymujace do gaboloza znudzily mnie potwornie. Ale tak, brzmi paskudnie.

      PS Pulpa miala za malo gabuni ? no to ma teraz do wypeku, a bedzie miala jeszcze bardziej. Szkoda, ze w zwiazku z tym meza i corek bedzie miala coraz mniej, ale jej to najwyrazniej nie martwi.

      PS2 trzymam kciuki. Rzeczywiscie tego potrzebujesz.
      • mackakisa Re: Chore dziecko przyjaciela to nie mój problem 06.02.26, 12:52
        tt-tka napisała:

        > Nie zwrocilam uwagi czytajac, te tlumy pielgrzymujace do gaboloza znudzily mnie
        > potwornie. Ale tak, brzmi paskudnie.
        >
        Zdecydowanie paskudnie. Czyli co, Kreska jest wspaniała, kochana, Maciek też, bo to jej mąż, ale dosłowny miks ich dwojga, czyli Kasia, jest nieważna? O jej zdrowie nie należy się martwić?
        Idąc tym samym tokiem rozumowania, to gdyby Róża w dzieciństwie potrzebowała operacji, trwałaby walka o jej zdrowie, to też by wszyscy dziękowali losowi, że to tylko Pyza, nie Gabon?
        • iwoniaw Re: Chore dziecko przyjaciela to nie mój problem 06.02.26, 16:21

          > Idąc tym samym tokiem rozumowania, to gdyby Róża w dzieciństwie potrzebowała op
          > eracji, trwałaby walka o jej zdrowie, to też by wszyscy dziękowali losowi, że t
          > o tylko Pyza, nie Gabon?

          Masz w ogóle co do tego jakiekolwiek wątpliwości? Oczywiście, że wszyscy by współczuli wyłącznie Gabrieli. Przecież nawet w kwestii Pyziaka, Który Porzucił jego corki usłyszaly otwartym tekstem wyrażone twierdzenie Ignaca, ze one "nie mają tu nic do wybaczania", gdyz poszkodowaną i jedyną majacą prawo się odnosić, przebaczac lub nie, zapominać lub pamietać - jest Gabriela... 🤷‍♀️
        • tt-tka Re: Chore dziecko przyjaciela to nie mój problem 06.02.26, 16:35
          mackakisa napisał(a):


          > Idąc tym samym tokiem rozumowania, to gdyby Róża w dzieciństwie potrzebowała op
          > eracji, trwałaby walka o jej zdrowie, to też by wszyscy dziękowali losowi, że t
          > o tylko Pyza, nie Gabon?

          Na etapie OwR chyba jeszcze nie, tam Milicja rozplywa sie nad wnuczke, corke traktuje raczej szorstko

          Pozniej juz tak, na pe. Od powrotu Ygnaca ? Od urodzenia Laury ? w kazdym razie w Pulpecji gabon jest juz swieta krowa cierpiaca.
        • ako17 Re: Chore dziecko przyjaciela to nie mój problem 06.02.26, 16:48
          mackakisa napisał(a):


          > Idąc tym samym tokiem rozumowania, to gdyby Róża w dzieciństwie potrzebowała op
          > eracji, trwałaby walka o jej zdrowie, to też by wszyscy dziękowali losowi, że t
          > o tylko Pyza, nie Gabon?

          A wyobrażacie sobie, gdyby to Tygrys poważnie zachorował?
          Ależ by się gromy na nią posypały, że udręcza matkę!
          • mackakisa Re: Chore dziecko przyjaciela to nie mój problem 06.02.26, 17:56
            ako17 napisała:

            > A wyobrażacie sobie, gdyby to Tygrys poważnie zachorował?
            > Ależ by się gromy na nią posypały, że udręcza matkę!
            >
            > A tego to sobie nawet wolę nie wyobrażać, bo mi Laury nieodmiennie żal. Biorąc pod uwagę jak Gabon miał wy…walone na wyjazd Tygrysa do Torunia, to gdyby Tygrys leżał w szpitalu, pewnie pies z kulawą nogą by się nie pofatygował aby jej chociaż piżamę, mydło, szczoteczkę i pastę przynieść.
            Bo Gabon by szlochał nad pakowaną torbą tragicznie…
            >
            • ako17 Re: Chore dziecko przyjaciela to nie mój problem 06.02.26, 19:02
              mackakisa napisał(a):

              > ako17 napisała:
              >
              > > A wyobrażacie sobie, gdyby to Tygrys poważnie zachorował?
              > > Ależ by się gromy na nią posypały, że udręcza matkę!
              > >
              > > A tego to sobie nawet wolę nie wyobrażać, bo mi Laury nieodmiennie żal. B
              > iorąc pod uwagę jak Gabon miał wy…walone na wyjazd Tygrysa do Torunia, to gdyby
              > Tygrys leżał w szpitalu, pewnie pies z kulawą nogą by się nie pofatygował aby
              > jej chociaż piżamę, mydło, szczoteczkę i pastę przynieść.
              > Bo Gabon by szlochał nad pakowaną torbą tragicznie…
              > >
              Jeśliby szlochał, to pewnie dlatego, że Pppyziak też pakował kiedyś torbę.
              A rzeczy Laurze spakowałby i zaniósł Józin.
              • bupu Re: Chore dziecko przyjaciela to nie mój problem 06.02.26, 21:45
                ako17 napisała:

                >
                > Jeśliby szlochał, to pewnie dlatego, że Pppyziak też pakował kiedyś torbę.
                > A rzeczy Laurze spakowałby i zaniósł Józin.

                Emanując wzgardą za to że Larwa znowu udrecza najfajniejszą z jego ciotek.
        • bupu Re: Chore dziecko przyjaciela to nie mój problem 06.02.26, 17:18
          mackakisa napisał(a):


          > Zdecydowanie paskudnie. Czyli co, Kreska jest wspaniała, kochana, Maciek też, b
          > o to jej mąż, ale dosłowny miks ich dwojga, czyli Kasia, jest nieważna? O jej z
          > drowie nie należy się martwić?

          A mam przypomnieć jak rodzina B. potraktowała inne z dzieci jakże kochanej Kreski? I jak na wytryski chamstwa swej młodszej siostry względem gościni reagowała wtedy Gabuchna?
          • tt-tka Re: Chore dziecko przyjaciela to nie mój problem 06.02.26, 17:46
            bupu napisała:

            > mackakisa napisał(a):
            >
            >
            > > Zdecydowanie paskudnie. Czyli co, Kreska jest wspaniała, kochana, Maciek
            > też, b
            > > o to jej mąż, ale dosłowny miks ich dwojga, czyli Kasia, jest nieważna? O
            > jej z
            > > drowie nie należy się martwić?
            >
            > A mam przypomnieć jak rodzina B. potraktowała inne z dzieci jakże kochanej Kres
            > ki? I jak na wytryski chamstwa swej młodszej siostry względem gościni reagowała
            > wtedy Gabuchna?


            Pamietamy ! lacznie z "sama, nastolatko, ogarnij ten majdan po pradziadku, bo dla mnie, jak i dla twojej matki, to zbyt ciezkie, nie moge"
          • przymrozki Re: Chore dziecko przyjaciela to nie mój problem 07.02.26, 09:11
            bupu napisała:

            > A mam przypomnieć jak rodzina B. potraktowała inne z dzieci jakże kochanej Kres
            > ki?

            W ogóle te dzieci nie były nam opisywane jak krew z krwi Kreski i Dmuchawca, tylko jako element budzącego zgrozę motłochu "tych koleżanek". Autorka Magdy i Marysi też ewidentnie nie lubi.
            • bupu Re: Chore dziecko przyjaciela to nie mój problem 07.02.26, 10:31
              przymrozki napisała:

              > bupu napisała:
              >
              > > A mam przypomnieć jak rodzina B. potraktowała inne z dzieci jakże kochane
              > j Kres
              > > ki?
              >
              > W ogóle te dzieci nie były nam opisywane jak krew z krwi Kreski i Dmuchawca, ty
              > lko jako element budzącego zgrozę motłochu "tych koleżanek". Autorka Magdy i Ma
              > rysi też ewidentnie nie lubi.

              A wrocławska babcia Magdy, córka rodzona Dmucha św. to nie? Siedzi i seriale ogląda, bezczolkowiec jeden.
            • rrumcajsowa Re: Chore dziecko przyjaciela to nie mój problem 07.02.26, 11:20
              przymrozki napisała:

              > bupu napisała:
              >
              > > A mam przypomnieć jak rodzina B. potraktowała inne z dzieci jakże kochane
              > j Kres
              > > ki?
              >
              > W ogóle te dzieci nie były nam opisywane jak krew z krwi Kreski i Dmuchawca, ty
              > lko jako element budzącego zgrozę motłochu "tych koleżanek". Autorka Magdy i Ma
              > rysi też ewidentnie nie lubi.

              W dzieciach Kreski płynie krew Arturka-Gburka, więc są drugiego sortu.

              Mnie w tej scenie również strasznie irytuje tabuizacja śmiertelnej choroby - pewnikiem raka. No, przecież nie wolno wymówić tego słowa, bo wyjdzie z lasu i nas zje.
    • ako17 Re: Chore dziecko przyjaciela to nie mój problem 06.02.26, 14:04
      mariamm87 napisała:


      >
      > – Boże, a ja się bałam, że to Kreska i że to coś… najgorszego.
      >
      > – Nie, nie, co ci przyszło do głowy. Kreska zdrowa.
      >
      > – Bez niej świat byłby taki ponury.

      O! A skąd u Pulpeta taka fascynacja Kreską? Bo jakoś jej nie widziałam wcześniej. To raz.
      Dwa - Kreska sporo czasu jest poza Polską, to już ten świat jest ponury teraz, czy dopiero po tym czymś najgorszym by był?

      A potem pomyślałam, że byłby jeszcze gorszy
      > bez ciebie… i przeraziłam się na dobre. Musisz mnie częściej odwiedzać, Gabuni
      > u. Za mało czasu masz dla mnie.[/i]

      Znowu: skąd u Pulpy kult Gabrieli? Akurat ona, najbardziej niezależna z całej rodziny.
      Btw, komu lub czemu Gaba poświęca tyle czasu, że go nie ma dla Patrycji? Pracy zawodowej? Miągwie? Grzegorzowi? Laurze?
      >
      > Noi jakoś mnie to zmroziło. Mimo że jestem bezdzietną lambadziarą to jak syn ko
      > leżanki miał ataki padaczki i przechodził diagnostykę i leczenie z tym związane
      > to w mojej głowie nigdy nie pojawiła się myśl, że uff całe szczęście, że to je
      > j syn a nie ona sama, tylko martwiłam się o młodego i było mi przykro, że muszą
      > oboje przez to przechodzić. Tym bardziej po Pulpie matce dwóch córek spodziewa
      > łabym się jednak innej reakcji.

      No, normalnie myślący człowiek pewnie by tak czuł, ale nie taki z NeoJ.
      • ciotka.scholastyka Re: Chore dziecko przyjaciela to nie mój problem 12.02.26, 10:16
        ako17 napisała:


        > O! A skąd u Pulpeta taka fascynacja Kreską? Bo jakoś jej nie widziałam wcześniej.

        Ano właśnie. To samo sobie pomyślałam. One nie mają żadnych punktów wspólnych, nie rozmawiają ani nic.
        • ako17 Re: Chore dziecko przyjaciela to nie mój problem 12.02.26, 10:21
          ciotka.scholastyka napisała:

          > ako17 napisała:
          >
          >
          > > O! A skąd u Pulpeta taka fascynacja Kreską? Bo jakoś jej nie widziałam wc
          > ześniej.
          >
          > Ano właśnie. To samo sobie pomyślałam. One nie mają żadnych punktów wspólnych,
          > nie rozmawiają ani nic.

          Nie przypominam sobie - poza sytuacją w DP z cyklopami żadnej interakcji. Może działo się coś w OwR, ale nie pamiętam.
          Tak czy siak, trudno uwierzyć, żeby akurat dla Pulpy Kreska była jakimś "Słońcem". Z drugiej strony, jeśli "zgaśnie" któreś z jej dzieci, no to nie ma problemu.
    • przymrozki Re: Chore dziecko przyjaciela to nie mój problem 06.02.26, 16:14
      Ciekawe, jakim kanałem doszła do Patrycji plotka, że ktoś u Ogorzałków choruje i to najpewniej poważnie, ale głuchy telefon zgubił informację, kto konkretnie i na co.

      Ciekawe też, że potem pojawiło się źródło dobrze poinformowane (Gaba), które wiedziało, że (co za szczęście) to tylko dziecko i że chodzi mniej więcej o oczy. Źródło, skoro jest takie dobrze poinformowane, najpewniej usłyszało od Kreski wyczerpujące informacje, co konkretnie się dzieje, ale wyrzuciło tę zbędną nowinę z głowy. Może to zapalenie spojówek, może rak, może dziecko straci wzrok na zawsze. Kogóż by to interesowało czy tym bardziej martwiło.

      No chyba że Gaba dowiedziała się w takiej rozmowie:
      - Halo, Gaba! Dowiedzieliśmy się dziś w paryskiej klinice, że u nas w domu panuje choroba. Tacyśmy jesteśmy z Maćkiem spietrani, że lekarz powie, że to ty. Wiesz, jesteś dla nas jak rodzina, tyle w tobie ciepła! Czy dobrze się czujesz?
      - Tak, to nie ja choruję.
      - O jak dobrze, cóż za ulga.
      (...)
      - A a propos tego jaka jesteś Gabuniu wspaniała, właśnie Maciek zemdlał z tęsknoty za tobą. A co on tu ma w kieszeni? Kartka jakaś wystaje? Pewnie laurka dla ciebie, otworzę. A nie, jakiś śmieć, diagnoza Kasi.
      - O, a co jej jest?
      - A pies ją drapał, chyba coś z oczami. Za to twoje oczy, Gabuniu, są jak kasztany! Można w nie patrzeć i patrzeć!
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: Chore dziecko przyjaciela to nie mój problem 07.02.26, 11:38
      Moim zdaniem cykl "Jeżycjada" powinien zawierać podtytuł, czyli "Kwiatki św. Gabryeli z Jeżyc".
      Z fajnego cyklu dla młodzieży robi się hagiografia.
    • ciotka.scholastyka Re: Chore dziecko przyjaciela to nie mój problem 12.02.26, 10:12
      > – Bez niej świat byłby taki ponury. A potem pomyślałam, że byłby jeszcze gorszy bez ciebie… i przeraziłam się na dobre.

      Wszystko, dosłownie WSZYSTKO jest sprowadzane do tego, jaka wspaniała jest Gabriela. Jezu.

      - Doskonale ci wyszła ta pieczeń, Patrycjo. Cudowna!
      - Tak, ale wiesz, nie zapominaj, że Gabunia jest jeszcze cudowniejsza!
    • subskrybcja Re: Chore dziecko przyjaciela to nie mój problem 13.02.26, 21:32
      mariamm87 napisała:

      > W ramach samookaleczenia odświeżam sobie neojezycjade czyli tomy od JT w górę.
      > Jestem teraz na Sprężynie i jest tam taki fragment, rozmawiają Pulpa z Gabą:
      >
      > (Pulpa) - Słuchaj, ale czy to prawda, że Kreska jest chora?
      >
      > (Gaba) – Nie, chora jest Kasia, ta najstarsza. Jakiś problem ze wzrokiem. Jadą
      > z nią na operację do paryskiej kliniki.
      >
      > – Boże, a ja się bałam, że to Kreska i że to coś… najgorszego.
      >
      > – Nie, nie, co ci przyszło do głowy. Kreska zdrowa.
      >
      > – Bez niej świat byłby taki ponury. A potem pomyślałam, że byłby jeszcze gorszy
      > bez ciebie… i przeraziłam się na dobre. Musisz mnie częściej odwiedzać, Gabuni
      > u. Za mało czasu masz dla mnie.

      >
      > Noi jakoś mnie to zmroziło. Mimo że jestem bezdzietną lambadziarą to jak syn ko
      > leżanki miał ataki padaczki i przechodził diagnostykę i leczenie z tym związane
      > to w mojej głowie nigdy nie pojawiła się myśl, że uff całe szczęście, że to je
      > j syn a nie ona sama, tylko martwiłam się o młodego i było mi przykro, że muszą
      > oboje przez to przechodzić. Tym bardziej po Pulpie matce dwóch córek spodziewa
      > łabym się jednak innej reakcji. Ale co ja tam mogę wiedzieć, jestem zwykłym czł
      > owiekiem bez czółka i z bloku.

      hahaha
      Faktycznie, zapomniałam o tej scenie i zabrzmiało to z lekka creepy.
      Ufff co za ulga, nie Kreska jest chora, tylko jej najstarsza córka. W życiu nie słyszałam takiej reakcji.
      Raczej coś w stylu: ojej ale mi przykro, czy, a co to za choroba, jakie sa rokowania ewentualnie - jak ktos blisko mieszka - czy jakoś wam pomóc.
      Ale nigdy reakcji - dobrze, ze to twoje dziecko/ mąż/ babcia jest chora, bo już myslałam, ze Ty.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka