Dodaj do ulubionych

Giwi, gdzie zniknął "Opłatek z rąk pedofila"?

IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 07.09.04, 11:00
To, ze do tematu weszli katoliccy wulgarysci jeszcze nie oznacza, że musisz
kasować cały wątek. Przecież o to im chodziło, aby zdławić dyskusję.
Kasując cały wątek honorujesz ich chamskie zagrania.
Obserwuj wątek
    • Gość: Jerzy Sedno wątku "Opłatek z rąk pedofila"? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 07.09.04, 12:26

      Drogi Giwi,
      Sednem wątku było pytanie o ważność sakramentów udzielanych przez kapłanów,
      których morale jest powszechnie kwestionowane.

      Postawiłem też homosovieticusowi nastepujace pytanie:

      W co należy wierzyć, aby dostąpic zbawienia:
      1. W skuteczność doskonałej ofiary złożonej raz n zawsze na krzyżu przez
      bezgrzesznego Jezusa Chrystusa,
      2. Czy w skuteczność sakramentu / ofiary mszalnej, składanej stale na nowo
      przez katolickiego kapłana, którego morale nie ma znaczenia dla ważności
      obrzędu?
      • Gość: Jerzy Dlaczego katolicy nie podejmą tych pytań? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 07.09.04, 20:17
        > W co należy wierzyć, aby dostąpic zbawienia:
        > 1. W skuteczność doskonałej ofiary złożonej raz n zawsze na krzyżu przez
        > bezgrzesznego Jezusa Chrystusa,
        > 2. Czy w skuteczność sakramentu / ofiary mszalnej, składanej stale na nowo
        > przez katolickiego kapłana, którego morale nie ma znaczenia dla ważności
        > obrzędu?

        Jeśli odpowiedzieli by twierdząco na pierwsze pytanie, to usługi sakramentalne
        kapłanów katolickich są po prostu niepotrzebne.

        Jeśli odpowiedzieli by twierdząco na drugie, to okazałoby się, że ofiara Jezusa
        była niepotrzebna, skoro wystarczyłaby usługa skaramentalna katolickiego
        księdza. Tutaj jednak podważyliby podstawową prawdę chrześcijaństwa o śmierci i
        zmartwychwstaniu Jezusa.

        Gdyby odpowiedzieli i jedno o drugie, wtedy okzałoby się, że ofiara Jezusa nie
        była doskonała i skuteczna do zbawienia, skoro potrzebowałaby uzupełnienia
        usługi sakramentalnej.

        Tak więc najlepiej jest milczeć.

        Ja jednak radzę katolikom przemysleć te pytania, w co trzeba wierzyć, aby
        dostąpić zbawienia.
        • Gość: jan. Re: Dlaczego katolicy nie podejmą tych pytań? IP: *.multicon.pl 07.09.04, 20:22
          Jerzy ! Oni kasiorę rooobią a Ty tu włos na czworo i takie tam pytania
          zadajesz. Bądż tez praktyczny i rób sakro-biznes tak jak ONI. :)
        • Gość: Jarek Re: Dlaczego katolicy nie podejmą tych pytań? IP: 67.131.131.* 07.09.04, 20:36
          Jerzy, poczytaj sobie Katechizm Kosciola Katolickiego, tam znajdziesz
          odpowiedzi na swoje pytania. Czemu nigdy sie na nim nie opierasz? Czemu nigdy
          go nie skrytykowales, a krytykujesz tylko KK i jego poczynania, a przeciez KK
          opiera sie na Biblii i wlasnie na Katechizmie, ktory znowu powstal na podstawie
          Biblii...
          • Gość: TAK Re: Dlaczego katolicy nie podejmą tych pytań? IP: *.acn.waw.pl 07.09.04, 21:55
            > Czemu nigdy go (katechizmu) nie skrytykowales, a krytykujesz tylko KK i jego
            poczynania, a przeciez KK opiera sie na Biblii i wlasnie na Katechizmie, ktory
            znowu powstal na podstawie Biblii... <
            NIE WIESZ CZEMU ???????
            2 księgi i wierzący - co tu krytykować - ich sprawa, ich wybór
            ale KK jako instytucja - to dopiero tysiącletnie bagno
          • Gość: Jerzy Re: Dlaczego katolicy nie podejmą tych pytań? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 08.09.04, 00:25
            Gość portalu: Jarek napisał(a):

            > Jerzy, poczytaj sobie Katechizm Kosciola Katolickiego, tam znajdziesz
            > odpowiedzi na swoje pytania. Czemu nigdy sie na nim nie opierasz? Czemu nigdy
            > go nie skrytykowales, a krytykujesz tylko KK i jego poczynania, a przeciez KK
            > opiera sie na Biblii i wlasnie na Katechizmie, ktory znowu powstal na
            podstawie Biblii...

            Jarku, wypowiedziałeś dosyć długa liste pobożnych życzeń, co jednak pokazuje,
            ze nie znasz ani Biblii, ani katechizmu KK.
            Biblia a katechizm to dwa różne swiaty, czego katolicy nie chcą przyjąć do
            wiadomosci,

            • Gość: Jarek Re: Dlaczego katolicy nie podejmą tych pytań? IP: 67.131.131.* 08.09.04, 14:23
              Zarzucasz mi nieznajomosc jednego i drugiego a sam niewiele napisales na ten
              temat, nic co mogloby dac jakis punkt odniesienia do mojej wypowiedzi. Martwi
              mnie to Jerzy, ze wciaz i caly czas atakujesz KK, a gdy zapytalem cie kiedys o
              jego dobre strony nic mi nie odpowiedziales, dostalem tylko odpowiedz
              wymijajaca... Ciezko jest dyskutowac z osoba ktora odpowiada wymijajaco, ja
              chce znac konkretne zdanie Jerzego...
              • Gość: Jarku Re: Dlaczego katolicy nie podejmą tych pytań? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 08.09.04, 15:51
                Drogi Jarku,
                Polemizuję z doktryną kk.
                Tak się składa, że zajmuję się tematem dostatecznie długo, aby widzieć, czy
                ktoś ma coś do powiedzenia w tych sprawach.
                Pojawiło się kilku dobrych apologetów katolickich, argumentowali rzetelnie;
                znali doktrynę kk i fragmenty Biblii, na których bazowały.

                Nie dyskutuję wymijająco. Postawiłem bardzo konkretne pytania, odnośnie sedna
                wiary, jednak katolicy nie podejmują tematu.
                • Gość: Jarek Re: Dlaczego katolicy nie podejmą tych pytań? IP: 67.131.131.* 08.09.04, 16:22
                  Powiem ci jedna rzecz, czytam Biblie i sledze Katechizm i gdy tylko czytam
                  posty od ciebie zagladam w jedno i w drugie zeby sie upewnic czy masz racje,
                  ale jakos nie przekonujesz mnie. Poprostu nie widze nic sprzecznego, nic
                  zbaczajacego w Katechizmie. Katechizm chyba mozemy w pewnym sensie nazwac
                  interpretacja Biblii, wysuniete sa w nim nauki zawarte w Biblii,
                  zinterpretowane, zeby byly zrozumiane dla przecietnego wiernego. Jerzy podzialy
                  miedzy chrzescijanami byly juz zaraz po smierci Chrystusa Pana. Powinnismy
                  robic wszystko zeby sie jednoczyc a nie szukac dziur i wypominac sobie rozne
                  sprawy. Droga dialogu mozna tez dojsc do porozumienia. Powiedz mi Jerzy
                  dlaczego wsrod Chrzescijan mimo wszystko jest wciaz tak przewazajaca ilosc
                  Katolikow w porownaniu z innymi odlamami?
                  • Gość: Jerzy Re: Dlaczego katolicy nie podejmą tych pytań? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 08.09.04, 16:30
                    Powiedz mi Jerzy
                    > dlaczego wsrod Chrzescijan mimo wszystko jest wciaz tak przewazajaca ilosc
                    > Katolikow w porownaniu z innymi odlamami?

                    Zajrzyj do historii kościoła, ileż to ludzi zostało wymordowanych na skutek
                    działań KK, z tego powodu, że zaczynali odkrywać prawdy Biblii>
                    Jak wyglądałaby dzisiejsza Francja, gdyby nie wymordowano Hugenotów, w
                    wcześniej Waldensów.
                    Jak wyglądałyby Czechy, gdzyby nie krucjaty papieskie przeciwko husytom. Ilu
                    ludzi uciekło z Europy do Ameryki przed przesladowaniami ...

                    Wobec powyższych działań, aż dziw, że we współczesnej Europie są jeszcze
                    ewangeliczni chrześcijanie.

                    Podziały są bolesne, ale dążenie do jedności, to dążenie do prawdy.
                    KK odmawia zbawienia ludziom poza kk. Bulla Unam Sanctam nadal obowiązuje.
                    Jak tu dialogować?
                    • Gość: Jarek Re: Dlaczego katolicy nie podejmą tych pytań? IP: 67.131.131.* 08.09.04, 17:18
                      Nie moglismy i nie mozemy miec wplywu na to co sie stalo kilkaset lat temu. Nie
                      mozemy miec wiekszego wplywu na to co sie stalo kilkadziesiat lat temu (druga
                      wojna swiatowa) a co dopiero wiele pokolen wstecz... Czy uwazasz ze przecietny
                      Katolik czy nawet duchowny jest zadowolony z tego co sie stalo? W przeszlosci
                      mialo miejsce wiele zdarzen ktore zmienily historie swiata. Jeden czlowiek moze
                      tego dokonac i tak w wiekszosci przypadkow przeciez bylo. Ja zanim cos
                      zaakceptuje, zanim cos mnie przekona, musze wszystko najpierw po swojemu
                      przeanalizowac. Mnie tez niepokoja pewne rzeczy wewnatrz Kosciola i tylko modle
                      sie do Boga zeby nie byc zbitym z drogi...
                      • Gość: Jerzy Re: Dlaczego katolicy nie podejmą tych pytań? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 09.09.04, 09:14
                        Zgoda, nie możemy mieć wpływu na to, co było w przeszłości, ale możemy mieć
                        wpływ na przyszłość.

                        Niedawno byłem jednej cygańskiej wiosce na Ukrainie, gdzie dzieci regularnie
                        mają biegunki a jedna trzecia osób po osiemnastce ma choroby wrzodowe.
                        Pytamy ich, skąd biorą wodę - ze studni. Pokażcie. Pokazali.
                        Lustro wody na głębokoci trzech metrów. Gdzieś 15-20 m od studni była latryna.
                        ale wieczorem nikt do tam ni chodził, bliżej było a domek albo za studnię.
                        Aby tego było malo, studnia wykonana z azbestowych kręgów.
                        Kiedy pytamy, dlaczego piją taką wodę, odpowiedzieli, że zawsze taką pili, że
                        już 'priwykli' no i co mają robić.
                        Co byś zrobił takiej sytuacji? Pozwolił im trwać picia skażonej wody, czy
                        próbował im usiadomić konieczność zrobienia zdrowego ujęcia wodnego - np.
                        studnia głębinowa, pompowania wody do wieży wodnej i stamtąd rurkami
                        samociśnieniem do domów.
                        Czy wszyscy zaakceptują tę propozycję?

                        KK tkwi w wielu naukach, ktore powoują choroby duchowe i moralne narodu, jednak
                        próba wezwania katolików do powrotu o źródła, napotyka wiele oporów. No i piją
                        ludzie wody ewangelii z domieszkami ludzkich wymysłów.
                        A jeśli się im proponuję samą wodę, czują się zagrożeni.
                        • Gość: Jarek Re: Dlaczego katolicy nie podejmą tych pytań? IP: 67.131.131.* 09.09.04, 14:25
                          Ja tam czuje tylko zagrozenie jak Kosciol wprowadza jakies nowe poprawki w
                          nasze tradycje. Jezeli rozne poprawki sa wprowadzane od wiekow, my z tym zyjemy
                          i nie bardzo wiemy co sie w przeszlych czasach w miedzy czasie zmienilo to juz
                          nie jest dobrze. Dla mnie to juz jest manipulacja, a przeciez jakichkolwiek
                          zmian Kosciol z Panem Bogiem nie uzgadnia, robi to na swoj stroj. Dlatego
                          staram sie zyc jak Pan Bog przykazal i nie dac sie wodzic...
                          • Gość: Jerzy Re: Dlaczego katolicy nie podejmą tych pytań? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 09.09.04, 15:22
                            Jarku, ciesze sie z twoich wypowiedzi. Ja też staram się żyć w zgdodzie z
                            Pismem Świetym. Jeśli ono mówi co innego, niż uczy 'mój' kościół, wybieram
                            Pismo Święte.

                            Sa sprawy drugorzędne, ale są sprawy zasadnicze dla wiary chrześcijańskiej, jak
                            choćby ta, w co należy wierzyć aby dostąpic zbawienia.

                            Uważam, że ofiara Jezusa Chrystusa była doskonała, złożona raz na zawsze,
                            dlatego ofiara mszalna w zrozumieniu katolickim nie ma racji bytu, gdyż
                            kwestionuje doskonałość ofiary Jezusa. Własnie ofiara Jezusa, a nie ofiara
                            mszalna, jest przedmiotem wiary chrześcijańskiej. Kiedy akcent zostaje
                            przeniesiony na ofiarę mszalną, dryfujemy w herezję i sekciarstwo.


        • Gość: Smakosz Ano, nie podejmują. I dobrze. IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 08.09.04, 14:47
          Jerzy nie wie, dlaczego katolicy nie podejmują jego pytań. Figlarz! A Wy,
          Sznaowni Forumowicze, wiecie? Bo ja wiem, czemu oleję te pytania ciepłym
          moczem. Po pierwsze, wiara zaczna się od milczenia, nie od odpowiedzi na
          podobne - o Matko Bosko z jakiegokolwiek bądź kościoła, jakże ynteligentne! -
          pytania. Po drugie, nie sposób dyskutować z kimś, kto aż tak nadyma się własną
          pseudointeligencją: "Radzę katolikom przemysleć te pytania, w co trzeba
          wierzyć, aby dostąpić zbawienia". Żałosne! Należałoby poradzić Jerzemu, by
          przestał cokolwiek komukolwiek radzić.
          Smakosz.
          • Gość: Jerzy Re: Ano, nie podejmują. I dobrze. IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 08.09.04, 15:46
            Drogi Smakoszu,
            Na razie moja pseudointeligencja wystarcza na dyskusje z uczonymi katolikami.
            Prowokowanie katolików do myślenia w sprawach wiary nazywasz czymś żałosnym.
            Podaj mi przykład z wypowiedzi katolików, że wiedzą, czego naucza ich kościół.
            Toć nawet taki Jarek nie wiedział, że KK naucza, iż domnek Maryji został
            przeniesiony do Loreto przez aniołów w XIII wieku.
            Albo zapytaj katolika, jak rozumie dogmat o niepokalanym poczęciu Maryji.

            Zadałem o wiele ważniejsze pytania, w co trzeba wierzyć, aby dostąpić
            zbawienia.
            Nie podejmujesz tematu, przypisujesz mi nadymanie się moją pseudointeligencję.
            Podejmij temat. Twoja inteligencja, skromnośc i wiedza powinny wystarczyć, aby
            udzielić przykładowej, merytorycznej, katolickiej odpowiedzi.
            • Gość: Smakosz Re: Ano, nie podejmują. I dobrze. IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 08.09.04, 17:31
              Szanowny Jerzy.
              1. "Na razie moja pseudointeligencja wystarcza na dyskusję z uczonymi
              katolikami". Ba! Niewąski z Ciebie pyszałek. Uchyl rąbka tajemnicy: a gdzież to
              ową dysputę prowadzisz, co? Na niniejszym forum? Pozwól mi w takim razie
              zauważyć, że przekraczasz granicę śmieszności.
              2. Nie jest dla mnie żałosna próba "prowokowania katolików do myślenia w
              sprawach wiary". Żałosne są jedynie Twe usiłowania, by uczynili to wsłuchując
              się w Twoją radę (by przemyśleli "te pytania, w co trzeba wierzyć, aby dostąpić
              zbawienia"). Jakże katolicy mają traktować Cię poważnie, skoro kpisz sobie z
              ich wierzeń?
              3. Piszesz: "Podaj mi przykład z wypowiedzi katolików, że wiedzą, czego naucza
              ich kościół". A co to znaczy: "że wiedzą"? Za to Ty powinieneś: w pierwszym
              rzędzie religia opiera się na wierze, nie na wiedzy (cosik ta Twoja
              pseudointeligencja nazbyt pseudointeligentna, Kolego). Wybierz się na katolicką
              mszę, posłuchaj wyznania wiary. (Nota bene: coś Ty się tak tych katolików
              czepił? A protestanci? A prawosławni?)
              4. Piszesz: "Toć nawet taki Jarek nie wiedział, że KK naucza, iż domek Maryji
              został przeniesiony do Loreto przez aniołów w XIII wieku". Hi hi hi hi hi...
              Oj, nie mogę... hi hi hi... Dobrze rozszyfrowałem skrót? Powiadasz, że Kościół
              Katolicki naucza, iż aniołowie przenosili domek Maryi, tak? Hi hi hi...
              Doprawdy, Twa wiedza rzuca na kolana. Płaczę ze śmiechu! Robaczku! W którym
              miejscu Katechizmu KK to przeczytałeś?
              5. Piszesz: "Albo zapytaj katolika, jak rozumie dogmat o niepokalanym poczęciu
              Maryji". Oj, Jerzy, Jerzy... Sam już nie wiem, czy kolejny to dowód na Twoją
              umysłową indolencję, czy może wytłumaczyć to niekompetencją? Posłuchaj uważnie:
              otóż katolicy nie wierzą w dogmaty, tylko w rzeczywistość, którą dany dogmat
              opisuje. Trudne, ale starannie to rozważ, może uda Ci się pojąć.
              6. Piszesz: "Zadałem o wiele ważniejsze pytania, w co trzeba wierzyć, aby
              dostąpić zbawienia". Pieszczoszku Ty mój, a podaj choć JEDEN powód, dla którego
              warto uznać, że o zbawieniu warto dyskutować akurat z Tobą - to znaczy wykaż, z
              łaski swojej (swojej, bo o łaskę Boską w Twoim przypadku chyba byłoby trudno),
              że w tej sprawie możesz być autorytetem. Popisz się kompetencjami "w temacie
              zbawienia". Być może wówczas podejmę temat, być może zaangażuję swe, jak
              piszesz: "inteligencję, skromność i wiedzę" (wybacz, ale podobnymi
              komplementami nie mogę się odwdzięczyć) i przeczytasz "przykładową,
              merytoryczną odpowiedź". W każdym razie spróbuj: podejrzewam, że na taką próbę
              stać nawet Ciebie.
              Zdrowia życzę,
              Smakosz.
              • Gość: Jerzy Smkoszu, podejmij merytoryczną dyskusję IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 09.09.04, 09:23
                Cały twój post to tworzenie pewnej emojonalnej zasłony, że Jerzy jest nadęty,
                małoskromny, małointeligentny i nie ni wie o nauc KK, tk że właściwie nie warto
                z nim dyskutować.

                Tworzysz pewien image mojej osobowośi, który ma przekonać czytelnika, że moje
                argumenty nie mają racji bytu.

                Drogi Smakoszu,
                moja osobowość, a argumenty przedstawione w dyskusji, to dwie różne sprawy.

                Zamiast robic wycieczki pod moim adresem, podejmij pytania, które postawiłem,
                chyba że przy całej twojej elokencji, cię na to nie stać.


                Widzę, że się ubawiłeś historią domku w Loreto, poszukaj w internecie, może coś
                na ten temat znajdziesz. Takiś pewny, że kk nigdy tego nie nauczał, ze
                aniołowie przynieśli domek Marii z Galilei do Loreto? A jak się tam niby
                znalazł?
                Obecnie używa się formuły: domek został przeniesiony ..."
                ale nie mówi jak, by katolik pomyslał, ze papież wysłał ekspedycję archeologów,
                którzy rozebrali domek Marii i przewieźli do Loreto. A czemu nie do Rzymu?


                • Gość: Smakosz Podejmę, o ile wykażesz, że zależy Ci na rozmowie. IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 09.09.04, 14:48
                  Drogi Jerzy.
                  A. Doprawdy kompromitujące są Twe próby namówienia mnie do "podjęcia dyskusji".
                  Tym bardziej kompromitujące w sytuacji, gdy sam nie raczysz ustosunkować się
                  merytorycznie do mego ostatniego postu. Czy według Ciebie taka postawa
                  zasługuje na szacunek?
                  B. Piszesz: "Takiś pewny, że kk nigdy tego nie nauczał, ze aniołowie przynieśli
                  domek Marii z Galilei do Loreto?" Jerzy: niby patrzysz, niby czytasz, a nie
                  widzisz. Wskaż z łaski swojej (hi hi hi... swojej, bo o łaskę Boską w Twoim
                  przypadku chyba byłoby trudno), w jakich to słowach twierdziłem, że Kościół
                  Katolicki nigdy tego nie nauczał? A fe, wstydź się, niegodny to obyczaj,
                  wkładać w usta adwersarza słowa, których nie wypowiedział. Pisałem (i w dalszym
                  ciągu tak uważam), że KK nie twierdzi tego DZISIAJ. Udowodnij, że jest inaczej,
                  albo przestań produkować chujki-kogutki, szkoda czasu.
                  C. Masz czelność twierdzić, że tworzę "pewien image" Twojej osobowości,
                  przekonujący czytelnika, że Twoje argumenty "nie mają racji bytu". Będę
                  polemizował: swój image - image człowieka, któremu nie zależy na rzeczowej
                  dyskusji - tworzysz Ty sam. Dowodem mój poprzedni post: w sześciu punktach aż
                  nadto wykazałem niedostatki w Twoim rozumowaniu, Ty zaś raczyłeś odnieść się
                  jedynie do piątego punktu, a i to zaledwie w formie kpiny z legendy (swoją
                  drogą bardzo interesującej legendy), pozostałe punkty postu kwitując jałowym
                  zarzutem o "tworzenie pewnej emocjonalnej zasłony", ble ble ble.
                  D. Nie wykręcaj się, udowodnij, że zależy Ci na rozmowie, a nie na beztroskim
                  artykułowaniu swoich racji niezależnie od argumentów przemawiających za czy
                  przeciw, innymi słowy odpowiedz rzetelnie na mój poprzedni post.
                  E. Piszesz: "podejmij pytania, które postawiłem, chyba że przy całej twojej
                  elokwencji, cię na to nie stać". Ależ talerz, Jerzy, nie odbijaj piłeczki, nie
                  przystoi! Chcesz dyskusji? No to powtórzę: wykaż, że w poruszanych przez siebie
                  kwestiach jesteś autorytetem, popisz się kompetencjami. Pytania, zresztą bardzo
                  głupie, to za mało. (Na marginesie: mojej elokwencji nie tykaj, wyżej d... nie
                  podskoczysz.)
                  F. A niech tam, zobaczymy, czy warto, rzeknę parę słów a propos Twoich pytań.
                  Po pierwsze wybacz, lecz Twe pytania dotyczące zbawienia są równie prymitywne
                  jak i wydumane przez Ciebie odpowiedzi, zaś Twoja postawa przywodzi na myśl
                  dziecko rozważające dylemat, czy aby Bóg może stworzyć kamień, którego nie
                  mógłby podnieść. W sumie i niemądre to, i niesmaczne. Po drugie, jakie widzisz
                  wzajemne relacje Ofiary i sakramentu, Mądralo? Po trzecie, jak te relacje
                  wyglądają w stosunku do możliwości zbawienia, co? Po czwarte: dlaczego mieszasz
                  jedno z drugim? I wreszcie po piąte: zalecałbym więcej pokory, Kolego, więcej
                  pokory!
                  Mimo wszystko pozdrawiam,
                  Smakosz.
                  • Gość: Jerzy Podejmij temat, nie bagatelizuj IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 09.09.04, 16:01
                    Szanowny Smakoszu,
                    Dziwię się, że tak inteligenty i tak skromny człowiek jak ty, zniża się do
                    takiego ćmoka jak ja, aby zakomunikować,że nie warto ze mną dyskutować.

                    Podtrzymuję, co napisałem wcześniej, że tworzysz zadymę emocjonalną wokół mojej
                    osoby, aby odwrócić uwagę od pytań zasadniczych, dotyczących kwestii zbawienia.

                    Twierdzisz, że wykazałeś niedostatki w moim rozumowaniu? Ble, ble, ble,
                    skromnisiu. Swoje megalomańskie życzenia bierzesz za rzeczywistość.

                    Uważasz, że moje pytania odnośnie kewstii zbawienia są głupie? A jednak do tej
                    pory nikt z katolików nie potrafił rzeczowo się do nich ustosunkować. W końcu
                    znalazł się inteligent, który chce ośmieszyć pytającego i zbagatelizować temat.

                    To odpowiedz głupiemu, w co ma wierzyć, uratuj zbłąkaną owieczkę,
                    czy ma wierzyć w doskonałą ofiarę życia i krwi złożoną na krzyżu raz na zawsze
                    przez bezgrzesznego Jezusa, ,
                    czy w stale na nowo powtarzane bezkrwawe ofiary mszalne składane przez
                    kapłanów, których morale nie ma znaczenia.

                    Jeśli idzie o domek Marii w Loreto, to najpierw to wydrwiłeś, (z czego być może
                    pohopnie wywnioskowałem, że traktujesz bajkę o jej aanielskim przeniesieniu
                    jako mój wymysł) a teraz piszesz: "Wskaż z łaski swojej (hi hi hi... swojej,
                    bo o łaskę Boską w Twoim
                    przypadku chyba byłoby trudno), w jakich to słowach twierdziłem, że Kościół
                    Katolicki nigdy tego nie nauczał?"
                    Co za volta!
                    Czyli mam rozumieć, że twoim zdaniem KK nauczał tak kiedyś, ale teraz już nie
                    naucza? Ale nadal robi szmal na tym, co kiedyś nauczał? A JP2 temu jeszcze
                    pomaga, zjawiając się w Loretu w celu ściągnięcia tam większej liczby
                    pielgrzymów, którzy będą okazywać dowody wdzięczności za doznane tam łaski.




                    • Gość: Smakosz Ja nie ale i Ty nie, wtedy ja tak. Nadążasz? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 09.09.04, 19:04
                      Drogi Jerzy.
                      1. Piszesz na wstępie: "Dziwię się, że tak inteligentny i tak skromny człowiek
                      jak ty, zniża się do takiego ćmoka jak ja, aby zakomunikować, że nie warto ze
                      mną dyskutować." Wiesz, ja też samemu sobie nie mogę się nadziwić. Ale to już
                      prawdopodobnie ostatni raz, bo jakoś trudno mi uwierzyć, że jednak potrafisz do
                      moich słów odnieść się merytorycznie.
                      2. Powiedz, czemuż to wybrałeś przemilczenie, dlaczego salwujesz się ucieczką?
                      Nie raczysz mi odpowiedzieć? Aż tak przeraża Cię prawda o niestosowności
                      wysuwanych przez Ciebie argumentów? Prawda o Tobie? Wiem, wiem, nikt nie lubi,
                      jak mu wytknąć niedojrzałość intelektualną. Wszelako mogłeś choć spróbować
                      powalczyć.
                      3. Piszesz: "Twierdzisz, że wykazałeś niedostatki w moim rozumowaniu? Ble, ble,
                      ble, skromnisiu. Swoje megalomańskie życzenia bierzesz za rzeczywistość". No
                      jasne. Ja mówię o kolorach czarne nazywając czarnym, a Ty odpowiadasz, że w
                      okolicach Bielska już popołudnie. Albo milczysz. Niczym tchórz uciekasz od
                      krytyki jak mysz od kota.
                      4. Przykłady? Proszę. Pierwszy. Ty: "Na razie moja pseudointeligencja wystarcza
                      na dyskusję z uczonymi katolikami". Ja: "Niewąski z Ciebie pyszałek. Uchyl
                      rąbka tajemnicy: a gdzież to ową dysputę prowadzisz, co? Na niniejszym forum?
                      Pozwól mi w takim razie zauważyć, że przekraczasz granicę śmieszności".
                      Tę uwagę zapewne przeoczyłeś?
                      Drugi przykład ucieczki. Ty: "Zapytaj katolika, jak rozumie dogmat o
                      niepokalanym poczęciu Maryji". Ja: "Otóż katolicy nie wierzą w dogmaty, tylko w
                      rzeczywistość, którą dany dogmat opisuje. Trudne, ale starannie to rozważ, może
                      uda Ci się pojąć".
                      I co? Najwyraźniej przemyślenie tegoż stwierdzenia przekracza Twoje zdolności
                      konceptualne, bo komentarza ani widu.
                      Ucieczki przykład trzeci. Ty: "zadałem o wiele ważniejsze pytania, w co trzeba
                      wierzyć, aby dostąpić zbawienia". Ja: "podaj choć JEDEN powód, dla którego
                      warto uznać, że o zbawieniu warto dyskutować akurat z Tobą (...). Popisz się
                      kompetencjami".
                      I co? Jak to co? To, co zwykle: ucieczka w milczenie.
                      5. Kolejnych przykładów Twoich intelektualnych ucieczek nie chce mi się
                      przytaczać. I muszę powtórzyć: "doprawdy kompromitujące są Twe próby namówienia
                      mnie do podjęcia dyskusji. Tym bardziej kompromitujące w sytuacji, gdy sam nie
                      raczysz ustosunkować się merytorycznie do mego ostatniego postu. Czy według
                      Ciebie taka postawa zasługuje na szacunek?" (A Ty, zamiast komentarza, a jakże,
                      uciekłeś w kolejne przemilczenie.)
                      6. Widzisz? Miałem rację, twierdząc, że wcale nie zależy Ci na dyskusji, a
                      tylko na możliwości wykrzyczenia swoich "prawd", na beztroskim artykułowaniu
                      swoich racji niezależnie od argumentów przemawiających za czy przeciw. W Twojej
                      osobie natknąłem się na kolejnego dyskutanta, który ochoczo, z pasją i
                      zaangażowaniem przemawia na forum, choć niewiele ma do powiedzenia.
                      7. Znany nam skądinąd Puchatek miał rację: dyskusja teologiczna z Tobą nie ma
                      sensu, ponieważ nie sposób prowadzić dysputy z kimś, komu obce jakiekolwiek
                      wątpliwości. Słuszność wywodów nieodmiennie Tobie pozostaje przypisana, Ty masz
                      rację i szlus. Gratuluję: to dzięki temu w Twoim towarzystwie każdy z
                      interlokutorów wcześniej czy później zrozumie pojęcie pustyni intelektualnej.
                      Brawo!
                      8. Pozwól mi teraz na dygresję dotyczącą internetu. Jak zauważyłem w innym
                      miejscu, legenda głosi, że można czasem spotkać w sieci adwersarza z
                      ponadpodstawowym wykształceniem (symbolicznie, symbolicznie!). Osobiście coraz
                      częściej miewam wątpliwości. Niewygodne argumenty czy wypowiedzi po prostu
                      pomija się milczeniem - i heja, do przodu z wodolejstwem! Skąd ja to znam? Z
                      Jerzego of course!
                      Koniec dygresji tyczącej internetu.
                      9. Jakże trudno dziś o adwersarza z klasą... To jak z wodą na Księżycu: każdy
                      słyszał, że jest, ale kto ją widział? Ty, Jerzy, ograniczasz się do
                      wywrzaskiwania swoich racji bez oglądania na konieczność ich należytego
                      uargumentowania, co bez specjalnego ryzyka popełnienia błędu pozwala twierdzić,
                      że zależy Ci jedynie na ustawicznym trzepaniu własnych osądów w baranim pędzie
                      do publicznego wygłaszania "genialnych" refleksji. Co należy zauważyć,
                      refleksji niegodnych poważnego namysłu, a tym bardziej szerszego
                      upowszechnienia.
                      10. Żebyś nie mógł posądzić mnie o pustosłowie, w trzech kolejnych punktach
                      przedstawiam egzegezę konkretu pt. "Tako rzecze Jerzy, albo krótka wariacja na
                      temat Jerzego myśli feralnie nieuczesanych o ewentualnych sposobach zbawienia".
                      11. Pytasz "w co należy wierzyć, aby dostąpić zbawienia", w ramach możliwych
                      odpowiedzi proponując (w nieuprawniony sposób, ale o tym za chwilę) zaskakującą
                      alternatywę, po czym wnioskujesz, że:
                      a) usługi sakramentalne kapłanów katolickich są do zbawienia po prostu
                      niepotrzebne;
                      b) ofiara Jezusa była niepotrzebna, skoro do zbawienia dość usługi
                      sakramentalnej katolickiego księdza;
                      c) ofiara Jezusa była niedoskonała i nieskuteczna do zbawienia, skoro do tegoż
                      zbawienia potrzebne jest nam uzupełnienie w postaci usługi sakramentalnej.
                      12. W poście adresowanym do Jarka dywagujesz: "Uważam, że ofiara Jezusa
                      Chrystusa była doskonała, złożona raz na zawsze, dlatego ofiara mszalna w
                      zrozumieniu katolickim nie ma racji bytu, gdyż kwestionuje doskonałość ofiary
                      Jezusa".
                      Przyjrzyjmy się temu ponownie: "ofiara mszalna w rozumieniu katolickim nie ma
                      racji bytu, gdyż kwestionuje doskonałość ofiary Jezusa". Przecież to
                      najoczywistsze brednie, żeby nie powiedzieć bełkot. Sakrament Mszy Świętej
                      kwestionujący doskonałość Ofiary Chrystusa? O Matko Bosko z jakiegokolwiek bądź
                      kościoła! Skąd Ci się biorą tak pokraczne konstrukcje myślowe? Bo przecież nie
                      z Katechizmu Kościoła Katolickiego? Wymyślasz to nocami? Ciekawe, czy to się
                      daje leczyć, może zapytaj psychiatrów?
                      13. Otóż, Szanowny Adwersarzu, ględząc o własnym rozumieniu zbawienia
                      ewidentnie pomijasz kwestię następstwa, zdajesz się o następstwie nie pamiętać,
                      następstwo całkowicie wykluczasz z rozumowania (i właśnie dlatego twierdzę, że
                      postąpiłeś w sposób nieuprawniony). Przed dwoma tysiącami lat mieliśmy Ofiarę,
                      dzisiaj mamy Sakrament. Przy czym gdyby nie Ofiara, nie byłoby Sakramentu.
                      Istotne jest owa sekwencja zdarzeń i prawdopodobnie w tym tkwi bezsensowność
                      proponowanej przez Ciebie alternatywy.
                      14. Dlatego żadnego z Twoich wniosków nie można uznać za słuszny. Czyżbyś
                      zakładał, że Kościół Katolicki traktuje Sakrament Mszy Świętej
                      jako "uzupełnienie Ofiary Chrystusa"? Co prawda skrupulatnie olewasz moje
                      pytania, może odpowiesz jednak choć na to: na jakiej podstawie tak twierdzisz?
                      Hi hi hi... też nocą to wymyśliłeś?
                      15. Inteligencji odmówić Ci nie można, tyle, że jakoś nie nauczyłeś się z niej
                      korzystać. To, co prezentujesz, to raczej spryt, nie inteligencja. Ale próbuj,
                      naprawdę próbuj, bo póki co Twe horyzonty umysłowe, a więc to coś, co
                      bezwarunkowo, w sposób absolutny, determinuje Twój algorytm postrzegania
                      świata, sytuują się na poziomie członka oddziału ochotniczej straży pożarnej z
                      zapuszczonej cywilizacyjnie, zabitej dechami wiochy. Co więcej i co koniecznie
                      trzeba dodać: małoletniego członka.
                      16. Nawołujesz: "To odpowiedz głupiemu, w co ma wierzyć, uratuj zbłąkaną
                      owieczkę". A dupa tam, uratuj! Cosik fatyga mi się skończyła. A i szkoda
                      byłoby. Zresztą nie uratujesz się, to ani chybi ludzkość natychmiast odczuje
                      wzrost średniego IQ.
                      17. Powtórzę: Twoja postawa przywodzi na myśl dziecko rozważające dylemat, czy
                      aby Bóg może stworzyć kamień, którego nie mógłby podnieść. Niemądre to,
                      niesmaczne, a zarazem aroganckie. Nie chcesz widzieć wzajemnych relacji Ofiary
                      i Sakramentu. Nie zamierzasz zastanowić się, jak te relacje wyglądają w
                      stosunku do możliwości zbawienia. Uparcie mieszasz Sakrament z Ofiarą. I tak
                      dalej, i tak dalej. No i jak z Tobą dyskutować?
                      18. Uwag o Janie Pawle II komentował nie będę, uznając je za wyraz właśnie
                      niedojrzałości intelektualnej. To i t
                      • Gość: Smakosz ...i dokończenie. IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 09.09.04, 19:06
                        18. Uwag o Janie Pawle II komentował nie będę, uznając je za wyraz
                        niedojrzałości. To i tak najdelikatniejsza z diagnoz, jakie przychodzą mi do
                        głowy.
                        19. Jeszcze jedno: orzekasz, że tworzę wokół Ciebie "zadymę emocjonalną",
                        aby "odwrócić uwagę od pytań zasadniczych". Na tym poziomie ogólności trudno mi
                        odpowiedzieć, może jakieś konkrety?
                        20. Reasumując: odpowiadaj rzeczowo na moje posty, proszę. Trochę się tego
                        nazbierało (dlatego zawsze rzecz wyłuszczam w punktach, żeby nadto nie
                        komplikować Ci procesów myślowych). Odpowiadaj rzeczowo, powtarzam, albo idź do
                        diabła. Na pewno znasz takie powiedzenie: "szkoda czasu na pierdoły". Otóż mi
                        szkoda już będzie czasu na takiego Jerzego. Pokaż, że jednak nie jesteś "ćmok",
                        i że potrafisz rozmawiać, wykorzystaj darowaną szansę.
                        20. Hi, a skoro Cię nie stać, to przynajmniej obiecaj, że to przemyślisz.
                        Dobrej nocy życzę,
                        Smakosz.
                        • Gość: Jerzy Re: ...i dokończenie. IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 09.09.04, 22:33
                          Ale sie rozpisałeś.
                          Smakoszu gdybym miał skomentować każde twoje zdanie, to bym musiał napisać
                          książkę.
                          Spróbuję z twego tekstu wyłowić coś, co warte polemiki. Wiele słów, treści
                          mało.
                      • Gość: Jerzy Re: Ja nie ale i Ty nie, wtedy ja tak. Nadążasz? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 10.09.04, 00:16
                        Ad 1.
                        1. Piszesz na wstępie: "Dziwię się, że tak inteligentny i tak skromny
                        człowiek
                        jak ty, zniża się do takiego ćmoka jak ja, aby zakomunikować, że nie warto ze
                        mną dyskutować." Wiesz, ja też samemu sobie nie mogę się nadziwić. Ale to już
                        prawdopodobnie ostatni raz, bo jakoś trudno mi uwierzyć, że jednak potrafisz do
                        moich słów odnieść się merytorycznie.

                        Przyjacielu, odwracasz kota ogonem. To ja zacząłem wątek ‘opłatek z rąk
                        pedofila”. Na razie nie odniosłes sie merytorycznie do tematu, zarzucając mi,
                        że nie odnoszę się merytorycznie do twoich słów. Zacznij osobny wątek, może w
                        niego wejdę. Tutaj dyskutujemy o opłatku z rąk pedofila.

                        Ad. 2
                        2. Powiedz, czemuż to wybrałeś przemilczenie, dlaczego salwujesz się ucieczką?
                        Nie raczysz mi odpowiedzieć? Aż tak przeraża Cię prawda o niestosowności
                        wysuwanych przez Ciebie argumentów? Prawda o Tobie? Wiem, wiem, nikt nie lubi,
                        jak mu wytknąć niedojrzałość intelektualną. Wszelako mogłeś choć spróbować
                        powalczyć.
                        - Z czym mam polemizować w tym akapicie, co dotyczyłoby opłatka z rąk pedofila?

                        Ad. 3
                        3. Piszesz: "Twierdzisz, że wykazałeś niedostatki w moim rozumowaniu? Ble, ble,
                        ble, skromnisiu. Swoje megalomańskie życzenia bierzesz za rzeczywistość". No
                        jasne. Ja mówię o kolorach czarne nazywając czarnym, a Ty odpowiadasz, że w
                        okolicach Bielska już popołudnie. Albo milczysz. Niczym tchórz uciekasz od
                        krytyki jak mysz od kota.

                        Szanowny Smakoszu,
                        Nie podejmowanie przeze mnie twoich insynuacji, nazywasz ucieczką i
                        tchórzostwem.
                        Znam takiego, który też nie podejmował fałszywych oskarżeń. Pisał o nim Izajasz
                        Izajasz: 53,7 Znęcano się nad nim, lecz on znosił to w pokorze i nie
                        otworzył swoich ust, jak jagnię na rzeź prowadzone i jak owca przed tymi,
                        którzy ją strzygą, zamilkł i nie otworzył swoich ust.

                        Piotr też odwołał sie do jego postawy:
                        1 Piotr
                        2,22 On grzechu nie popełnił ani nie znaleziono zdrady w ustach jego;
                        2,23 On, gdy mu złorzeczono, nie odpowiadał złorzeczeniem, gdy cierpiał,
                        nie groził, lecz poruczał sprawę temu, który sprawiedliwie sądzi;
                        Gdzie mi sie tam porównywać z Jezusem, ale uczyć się od niego mogę, tym
                        bardziej że Twój język jest niestety pełen insynuacji, pogardy i
                        emocjonalizmów. Z tym się nie polemizuje.

                        Ad. 4
                        [...]Drugi przykład ucieczki. Ty: "Zapytaj katolika, jak rozumie dogmat o
                        niepokalanym poczęciu Maryji". Ja: "Otóż katolicy nie wierzą w dogmaty, tylko w
                        rzeczywistość, którą dany dogmat opisuje. Trudne, ale starannie to rozważ, może
                        uda Ci się pojąć".

                        - Intelektualnie bredzisz. Załóżmy zatem, że zwrot „Wiara w dogmat” jest
                        skrótem myślowym wyrażenia „wiara w rzeczywistość, którą dany dogmat opisuje.”
                        Czy wiesz, jak katolicy pojmują najczęściej tę rzeczywistość?
                        Większość apologetów katolickich na tym forum uważała, że chodzi o poczęcie
                        Jezusa przez Ducha Świętego.

                        [...]Ucieczki przykład trzeci. Ty: "zadałem o wiele ważniejsze pytania, w co
                        trzeba
                        wierzyć, aby dostąpić zbawienia". Ja: "podaj choć JEDEN powód, dla którego
                        warto uznać, że o zbawieniu warto dyskutować akurat z Tobą (...). Popisz się
                        kompetencjami".
                        I co? Jak to co? To, co zwykle: ucieczka w milczenie.

                        - Na czym według Ciebie miałby polegać ten popis? Przecież nie chodzi o moje
                        racje, lecz między innymi o Twoje zbawienie! Czy jesteś zbawiony?
                        Jeśli nie widzisz przeszkody i małe dziecko zwróci Ci na nią uwagę, to czy
                        powiesz mu, popisz się kompetencjami, że wolno ci zwrócić mi uwagę?

                        Czy wiek, wykształcenie, pochodzenie społeczne maja związek z wysuniętymi
                        argumentami?
                        Do Jeremiasza Pan Bóg powiedział:
                        Jer 1,6 Wtedy rzekłem: Ach, Wszechmocny Panie! Oto ja nie umiem mówić, bo
                        jestem jeszcze młody.
                        1,7 Na to rzekł do mnie Pan: Nie mów: Jestem jeszcze młody! Bo do
                        kogokolwiek cię poślę, pójdziesz i będziesz mówił wszystko, co ci rozkażę.
                        1,8 Nie bój się ich, bo Ja jestem z tobą, aby cię ratować! - mówi Pan.

                        Co powie taki mędrzec jak Ty, na argumenty Jeremiasza, np. Zarzucające ludowi
                        izraelskiemu kult królowej niebios, z powodu którego na Izrael spadło wiele
                        nieszczęć?

                        • Gość: Jerzy dokończenie IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 10.09.04, 00:17

                          Ad. 5-10
                          No to w co trzeba wierzyć, aby dostąpić zbawienia?

                          Ad. 11-13
                          Po tym 10-cio punktowym wstępie, mam nadzieję, że przechodzisz do tematu.

                          Według Trydentu, każdy, kto uważa, że Sakrament Mszy nie jest ofiarą, niech
                          będzie wyklęty.
                          Watykan II pozostawił konstytucję doktrynalną KK z Trydentu nietknietą, wraz z
                          nowymi dogmatami, powstałymi w międzyczasie, o nieomylnosci papieża (1870), o
                          niepokalanym poczęciu Maryji (1854) i o jej wniebowzięciu (1950).

                          Tak na marginesie, czy Sakrament Mszy jest ofiarą, czy nie jest?
                          Jeśli tak, to patrz moje wnioski.
                          Jeśli nie jest, to ... wysnuj swoje wnioski, jakie to ma skutki dla
                          katolicyzmu.

                          Ad.14
                          14. Dlatego żadnego z Twoich wniosków nie można uznać za słuszny. Czyżbyś
                          zakładał, że Kościół Katolicki traktuje Sakrament Mszy Świętej
                          jako "uzupełnienie Ofiary Chrystusa"? Co prawda skrupulatnie olewasz moje
                          pytania, może odpowiesz jednak choć na to: na jakiej podstawie tak twierdzisz?
                          [...] (emocjonalizm kasuję)

                          Różnie to bywało w historii z tą ofiarą mszalną. Obecnie używa sie
                          okreslenia ‘uobecnianie’ ale choć brzmi to po polsku, to od strony logicznej
                          wyraz ten nie ma racji bytu.

                          Ad. 15, 16
                          [...] Trafiłeś w dziesiątkę. Do jednego mądrali Pan Bóg przemówił przez osła,
                          tak więc może też przemówić przez niższego rangą strażaka z zapyziałej wioski.
                          Weź to pod uwagę.


                          Ad. 17
                          [...]. Nie chcesz widzieć wzajemnych relacji Ofiary
                          i Sakramentu. Nie zamierzasz zastanowić się, jak te relacje wyglądają w
                          stosunku do możliwości zbawienia. Uparcie mieszasz Sakrament z Ofiarą. I tak
                          dalej, i tak dalej. No i jak z Tobą dyskutować?

                          Odnośnie mszy polecam świetny artykuł o mszy w "Słowie i Życie", nr 1/2002
                          Ofiara mszy Świętej, Jonatan Dunkel
                          www.webmedia.pl/siz/02-1/ofiara.htm
                          Ad.18
                          No to wracam do pytania, czy bulla Unam Sanctam nadal obowiązuje?
                          I dodaję nowe:
                          Czy papież nadal spawuje jurysdykcję nad Skarbcem Dobrych Uczynków?

                          Czy ludzie spoza KK mają po śmierci szansę na czyściec? Czy ofiary mszalne
                          (oczywiście w rycie katlickim) mogą ich stamtąd wyzwolić?
                          Odpowiedz krótko, tak lub nie. Potem ewentualnie pogadamy dlaczego tak, albo
                          dlaczego nie.

                          Ad. 19
                          19. Jeszcze jedno: orzekasz, że tworzę wokół Ciebie "zadymę emocjonalną",
                          aby "odwrócić uwagę od pytań zasadniczych". Na tym poziomie ogólności trudno mi
                          odpowiedzieć, może jakieś konkrety?

                          Gratuluję samopoczucia. Konkrety? Zobacz swoje punkty 1-20 i policz ile razy
                          odniosłes się do mnie z pogardą, drwiną, kpiną i skromnym poczuciem wyższosci.

                          Dobranoc

                          Aha, jeszcze jedno pytanie:
                          Czy jesteś zbawiony?
                          • Gość: Jerzy Smakoszu, link do ofiary mszalnej IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 10.09.04, 00:21

                            Polecam link do artykułu o mszy,
                            szczególnie Smakoszowi, choć będzie mu nie w smak.

                            www.webmedia.pl/siz/02-1/ofiara.htm
                            • Gość: Smakosz 1(3) IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 10.09.04, 18:46
                              Oj, Jerzy, Jerzy.
                              Skąd bierze się w Tobie owa nieokiełznana chuć do publicznego płodzenia
                              intelektualnych maszkar, doprawdy trudno zgadnąć. Jaką traumę w dzieciństwie
                              przeżyłeś? Ale masz rację, że ze mną nie bardzo możesz polemizować. Najpierw,
                              Kolego, trzeba umieć.
                              "Ale się rozpisałeś" - zaczynasz swój post. Hm... Zanim siądziesz do
                              niniejszego, kolację sobie zrób, będzie w trzech częściach. Rzekłbym: trzy
                              razy, a dobrze.
                              Ad rem.

                              1. Hi hi hi... Spryciula z Ciebie co się zowie. Znowu: ja o kolorach, Ty o
                              jajecznicy. Odwracam kota ogonem, powiadasz? Tra la la la. Kto chce, niech
                              oceni. A skoro główny temat tego wątku wywołałeś: w Twoich postach jakoś nie
                              dopatrzyłem się jednego słowa o opłatku czy pedofilu. Tymczasem
                              podkreślasz: "Tutaj dyskutujemy o opłatku z rąk pedofila". Coś przeoczyłem, czy
                              może łżesz jak pies?

                              2. Jerzy - "jagnię prowadzone na rzeź". Hi hi hi... Aj waj, ależ się nadąłeś!
                              Że niby znęcam się nad Tobą? Bracie, nad Tobą znęca się totalny brak poczucia
                              samokrytyki!

                              3. Powiadasz, że mój język pełny jest "insynuacji, pogardy i emocjonalizmu". I
                              twierdzisz, że ocenę tę sprokurowałeś zupełnie na zimno, że emocji w niej nie
                              ma? Znowu łżesz. Mój język pełen jest emocji, nie zaprzeczę. Za to Twa
                              frazeologia przypomina wiatr. Dmie pustotą, ot co. I nawet cytaty z Biblii tego
                              nie zmienią.

                              4. A propos "insynuacji, pogardy i emocjonalizmu". Znasz przypowieść o belce w
                              oku? Czy to nie Ty, jakże dystyngowanie, napisałeś, że Kościół Katolicki "robi
                              szmal" na tym, co ongiś nauczał? Czyż nie są pogardliwymi insynuacjami uwagi,
                              że Jan Paweł II "jeszcze temu pomaga"? Nie są? W takim to pewnie szczyt
                              subtelności? Ważąc słowa nazwałem to "wyrazem niedojrzałości", podkreślając, że
                              to "najdelikatniejsza z diagnoz, jakie przychodzą mi do głowy". No i co? Mysim
                              sposobem smyrgnąłeś do norki. Jako rzekłem: masz w zwyczaju milczeć, albo
                              niczym tchórz uciekać od krytyki jak mysz przed kotem.

                              5. Brak odzewu na to, co określasz jako "insynuacje" z mojej strony w rzeczy
                              samej nazywam ucieczką i tchórzostwem. Wszak dopiero gdy "przykleiłem Cię do
                              tablicy", raczyłeś zareagować na kilka podanych przeze mnie przykładów.

                              6. Choć nie na wszystkie, dobre i to, przy czym znowu muszę zaznaczyć, że
                              umiejętnością wznoszenia poprawnych konstrukcji logicznych nie grzeszysz. Dla
                              przykładu: oto założyłeś, że "wiara w dogmat jest skrótem myślowym wyrażenia
                              <wiara w rzeczywistość, którą dany dogmat opisuje>" (ach, ach, moja wdzięczność
                              nie ma granic!). Ale zaraz potem pytasz, czy wiem "jak katolicy pojmują
                              najczęściej tę rzeczywistość". Pytanie skądinąd uzasadnione, jeśli chcieć
                              dyskutować o jakości wiary. W tym miejscu jednak ni przypiął ni wypiął.
                              Naprawdę powinieneś zwracać większą uwagę na logikę.

                              7. Podobnie jak powinieneś uczynić to, rozważając kwestię kompetencji. Co do
                              rozsypanych klocków, znaczy przeszkody, na którą zwraca mi uwagę "małe
                              dziecko", zgoda. Ale na temat imponderabiliów smakowiciej rozmawia się z kimś,
                              kto wie, co to są imponderabilia. Buduj sobie z dziećmi zamki z piasku, ja też
                              lubię dzieci i spostrzegawczości im nie odmawiam, ale ponad dziecięcą naiwność
                              (i spostrzegawczość) cenię sobie fachowość, a nawet więcej: profesjonalizm.
                              Fakt, o piaskowych babkach chętnie porozmawiam z dziećmi. Ale o żeglarstwie
                              wolałbym rozmawiać z żeglarzem, o medycynie z lekarzem, o lesie z leśniczym, o
                              robieniu butów z szewcem. I tak dalej, i tak dalej. Parafrazując
                              Clintona: "Zawodowstwo, durniu!".
                              Polecam, idź tym tropem, Jerzy, to Twoja szansa na rozwój.

                              8. Pytasz, "czy wiek, wykształcenie, pochodzenie społeczne maja związek z
                              wysuniętymi argumentami?". Nie bądź śmieszny, oczywiście, że mają. Socjolog
                              wybierze się pod przysłowiową budkę z piwem, żeby przeprowadzić badania, ale
                              chyba nie będzie wdawał się z piwoszami w dyskusję o najnowszych trendach w tej
                              dziedzinie?

                              9. Pytasz: "Co powie taki mędrzec jak Ty, na argumenty Jeremiasza, np.
                              zarzucające ludowi izraelskiemu kult królowej niebios, z powodu którego na
                              Izrael spadło wiele nieszczęść?" Nic nie powiem, Jerzy. Twa maniera słowna
                              pozwala mi domniemywać, że jakieś powody do zarzutów ów prorok miał i argumenty
                              też potrafił przedstawić. Ale co to ma do rzeczy? Czyżbyś zamierzał kontrolować
                              moją znajomość Biblii?

                              10. "Nie chodzi o moje racje, lecz między innymi o Twoje zbawienie!" - piszesz
                              afektowanie, pytając czy jestem zbawiony. Znowu: ni z gruchy, ni z pietruchy. A
                              zaraz potem pytasz: "No to w co trzeba wierzyć, aby dostąpić zbawienia?"
                              Otóż nie wiem, czy jestem zbawiony. I nie wiem, w co trzeba wierzyć, by
                              dostąpić zbawienia. W Boga? W feromony? W pokój na świecie? We włosy marszałka
                              Oleksego? Powiedz mi.

                              11. Widzisz, Robaczku, jak u Hoimara von Ditfurtha, w mojej czaszce znalazło
                              się wystarczająco dużo mózgu, by odkryć, że podstawą ludzkiej egzystencji jest
                              nieprawdopodobna tajemnica, nie wystarcza go jednak na to, by udzielić
                              odpowiedzi na pytanie, na czym ta tajemnica polega. W przeciwieństwie do
                              Ciebie, bo Ty wiesz NA PEWNO.
                              Hi, zaczynam powoli podejrzewać, że Ty wiesz wszystko. W każdym razie Twoja
                              pewność siebie powala. Chciałoby się rzec: ócz na Twój majestat niegodnym
                              podnosić, a co dopiero brać się za polemikę! A znasz to? "Strzeżcie się
                              fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są
                              drapieżnymi wilkami" (Mt 7,15).

                              12. Widzisz, Jerzy, różnica pomiędzy nami nie dotyczy li tylko i wyłącznie
                              potencjału określanego mianem tak zwanego ilorazu. Ona polega również na tym,
                              że o ile Ty składasz się w zasadzie z białka, mnie budują wątpliwości. W
                              odróżnieniu od Ciebie, ja widać urodziłem się jakiś niedorobiony. Ale nie martw
                              się, przeżyję.

                              13. Mieszam z błotem Twe horyzonty myślowe, a Ty podkreślasz uroczo: "Do
                              jednego mądrali Pan Bóg przemówił przez osła, tak więc może też przemówić przez
                              niższego rangą strażaka z zapyziałej wioski. Weź to pod uwagę". Znaczy: mam
                              uczyć się od Ciebie? Hi, a nie znasz śmieszniejszego dowcipu? Toż to byłaby dla
                              mnie tragedia! Dziękuję, postoję.
                              • Gość: Smakosz 2(3) IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 10.09.04, 18:47
                                14. Piszesz: "Odnośnie mszy świętej polecam świetny artykuł o mszy w "Słowie i
                                Życiu".
                                No, to już z Twojej strony przegięcie iście kuriozalne. Bzdury pleciesz, ot co.
                                Polecam Ci frazę: "Znaleźli się fałszywi prorocy wśród ludu i również wśród was
                                będą fałszywi nauczyciele, którzy wprowadzą wśród was zgubne herezje" (2 P
                                2,1 ).
                                Doprawdy, solidnie odbiło Ci, skoro całkiem poważnie proponujesz, bym z
                                kwartalnika wydawanego przez "Kościół Zborów Chrystusowych" czerpał wiadomości
                                na temat katolickiego rozumienia Sakramentu Eucharystii.
                                (Od wydawcy: <Słowo i Życie> na swoich łamach prezentuje szeroko pojęte
                                nauczanie i działalność Kościoła [Zborów Chrystusowych] i jego interpretację
                                doktryn biblijnych. (...) Jest czynnikiem integrującym Zbory i dokumentującym
                                działalność Kościoła. Publikowane są w nim artykuły autorów wywodzących się z
                                Kościoła Zborów Chrystusowych".)

                                15. Hi hi hi... Najwyraźniej trafiła Cię gorączka, bo bredzisz. Z całym
                                szacunkiem, ale wygląda to tak, jakbym wiedzę o szkodliwości zażywania
                                narkotyków miał czerpać posługując się materiałami sponsorowanymi przez
                                amatorów amfetaminy... Szanowny Kolego, na Boga, nie świruj, tak upadały
                                imperia i tak rodziła się ignorancja!

                                16. Jan Paweł II, list apostolski VICESIMUS QUINTUS ANNUS, w dwudziestą piątą
                                rocznicę ogłoszenia Konstytucji Soborowej o Świętej Liturgii:
                                "Całość życia liturgicznego koncentruje się wokół Ofiary eucharystycznej oraz
                                innych sakramentów, skąd czerpiemy jako z żywych źródeł zbawienia. Chrystus
                                JEST OBECNY i działa mocą Ducha świętego w sakramentach, a w sposób szczególny
                                i wzniosły w Ofierze Mszy świętej pod postaciami eucharystycznymi, także wtedy,
                                gdy są one przechowywane w tabernakulum dla Komunii świętej, przede wszystkim
                                chorych, oraz dla adoracji przez wiernych. Pasterze mają obowiązek częstego
                                przypominania w swych katechezach nauki wiary o tej rzeczywistej i TAJEMNICZEJ
                                OBECNOŚCI, którą wierni powinni żyć i którą teologowie winni zgłębiać."

                                17. Napisałeś: "Uważam, że ofiara Jezusa Chrystusa była doskonała, złożona raz
                                na zawsze, dlatego ofiara mszalna w zrozumieniu katolickim nie ma racji bytu,
                                gdyż kwestionuje doskonałość ofiary Jezusa." Stwierdziłeś również, że
                                określenie "ofiary mszalnej" mianem "uobecniania" "nie ma racji bytu od strony
                                logicznej".
                                W ten sposób dałeś kolejny przykład umysłowego niedołęstwa. Po pierwsze,
                                nadużyciem jest z Twojej strony twierdzenie, iż Sakrament
                                Eucharystii "kwestionuje doskonałości ofiary Jezusa". Nieprawda, to tylko Twoja
                                ocena, zresztą błędna. Po drugie: podług katolików: "KAŻDA odprawiana Msza św.
                                jest sprawowaniem Najświętszej Ofiary Chrystusa. Nie oznacza to, że ofiar tych
                                jest wiele. Kościół posiada jedną Ofiarę, złożoną przez Chrystusa na krzyżu.
                                Właśnie Msze św. UOBECNIAJĄ tę Jedną, Jedyną Ofiarę, a nie stanowią nowych
                                ofiar".

                                18. Nota bene UOBECNIANIE to kluczowe słowo w Tajemnicy Eucharystii. Wyszydzany
                                przez Ciebie Kościół Katolicki rozumuje następująco:
                                "Trzeba wyjść od tego, że czyny Chrystusa są równocześnie historyczne i
                                ponadhistoryczne. Historyczne, ponieważ dokonały się raz w historii i nie mogą
                                się powtórzyć: Chrystus raz przeżył swoje życie nauczając, modląc się,
                                pracując, gromadząc apostołów i tworząc Kościół, cierpiąc, umierając i
                                zmartwychwstając. Raz umarł i więcej umierać nie będzie. Z tego punktu widzenia
                                sposób trwania czynów Chrystusa jest taki, jak wszystkich czynów ludzkich:
                                trwają one we wspomnieniach i w skutkach.
                                Jednak oprócz elementu przemijalnego i niepowtarzalnego czyny Chrystusa
                                zawierają element ponadczasowy. (...) Przecież Jego byt różni się od bytu
                                każdego człowieka. Przecież czyny Chrystusa należały do człowieka, który był
                                Bogiem, i do Boga, który był człowiekiem. (...) Jego działanie było osobowym
                                działaniem Boga. Ze względu na związek czynów Chrystusa z tak pojętą Jego
                                podmiotowością można czynom Chrystusa przyznać wieczną aktualność.
                                Zbawcze działanie Jezusa ma więc podwójny aspekt: posiada ono swoje miejsce w
                                historii, a jednocześnie jest wiecznotrwałe. Ponieważ ofiara krzyżowa i
                                wszystkie tajemnice życia Chrystusowego są osobowym działaniem Boga, dlatego są
                                wieczne, aktualne i trwałe."
                                Nadążasz?
                                Uważaj.

                                19. "Będąc w istocie działaniem odwiecznego Boga, zbawcza działalność
                                Chrystusa, mimo swego niewątpliwie historycznego charakteru, nie może należeć
                                wyłącznie do historycznej przeszłości. Chrystus uwielbiony jest ofiarą krzyżową
                                umieszczoną w chwale. Ten uwielbiony Chrystus jest "wczoraj i dziś, ten sam
                                także i na wieki" (Hbr 13,8). Dlatego ofiara krzyżowa, będąca pełnym miłości
                                posłuszeństwem Syna do Ojca, jest w swym chwalebnym sposobie istnienia
                                rzeczywistością trwałą. Istniejąc wiecznie przed Bogiem może się UOBECNIAĆ dla
                                żyjących w czasie ludzi."
                                Może to nie zgadza się z tym, w co Ty wierzysz, ale nie powinno to być dla
                                Ciebie za trudne do pojęcia. Tym niemniej chętnie Ci rozumienie ułatwię,
                                otóż: "Można to porównać do źródła, z którego wypływają liczne strumienie, a
                                każdy z nich potwierdza nam obecność źródła. Każdy, kto czerpie z
                                któregokolwiek strumienia, ostatecznie przecież pije ze źródła."
                                Kumasz?

                                20. Msza święta UOBECNIA całe dzieło zbawienia, a przez konsekrację chleba i
                                wina UOBECNIA SIĘ podczas Mszy Ofiara odkupienia. Czego tu nie możesz pojąć?
                                Jeśli to dla Ciebie zbyt skomplikowane, to znaczy, że uparcie mieszasz logikę z
                                wiarą. Msza św. z jednej strony ściśle związana jest z Ofiarą złożoną przesz
                                Chrystusa na Krzyżu, a jednocześnie ten sam Sakrament Eucharystii nie stanowi
                                odrębnej ofiary obok Ofiary Krzyża. I nie zawracaj głowy opowiadaniem, że tego
                                nie rozumiesz. Ja też tego nie rozumiem, to się nazywa Tajemnica i w to należy
                                wierzyć. Taką samą Tajemnicą jest Śmierć Jezusa na Krzyżu oraz implikacje,
                                jakie ta Śmierć przyniosła ze sobą na świat. Tego nie można zrozumieć,
                                posługując się wyłącznie logiką.

                                21. Jeszcze o Mszy, z Encyklopedii Katolickiej:
                                "W liturgii, w sakramentach [a więc także we Mszy św.] Kościół celebruje
                                pamiątkę - spełnia anamnezę działania Bożego. Nie jest to tylko pamiątka w
                                znaczeniu przypomnienia, ale raczej przywołanie i UOBECNIANIE działania Boga.
                                Jest to kultyczne, skuteczne UOBECNIANIE dokonanych jednorazowo w przeszłości
                                dzieł Boga, które stale są aktualne i skierowane w przyszłość dla umożliwienia
                                korzystania z tych dzieł ludziom wszystkich czasów. Anamneza skupia więc w
                                sobie potrójną funkcję:
                                1) wspomnienie i upamiętnienie faktu, który już się dokonał;
                                2) UOBECNIENIE tego faktu w teraźniejszości;
                                3) skierowanie się ku przyszłości, celebrowanie przyszłości eschatologicznej,
                                której jest zadatkiem i gwarancją."

                                22. ...I z dokumentu II Polskiego Synodu Plenarnego pt. "Liturgia Kościoła po
                                Soborze Watykańskim II":
                                "Eucharystia - dziękczynienie składane Bogu za dzieło zbawcze Jezusa Chrystusa -
                                ustanowiona przez Pana podczas Ostatniej Wieczerzy jest sakramentalnym
                                UOBECNIENIEM Jego męki, śmierci i uwielbienia; sakramentem Bożego miłosierdzia,
                                znakiem jedności, węzłem miłości, ucztą paschalną, w której przyjmujemy
                                Chrystusa i w której dusza napełnia się łaską, otrzymując zadatek przyszłej
                                chwały."
                                • Gość: Smakosz 3(3) - i to byłoby na tyle. IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 10.09.04, 18:49
                                  23. I jeszcze jeden, ostatni cytat:
                                  "Ofiara z Golgoty, gdzie Bóg stanął na miejscu Abrahama, a Chrystus na miejscu
                                  Izaaka, nie należy tylko do przeszłości. Ona UOBECNIA SIĘ w czasie każdej Mszy
                                  św. Tak właśnie wyjaśnia Jan Paweł II misterium Eucharystii w
                                  encyklice "Ecclesia de Eucharistia": Msza św. UOBECNIA ofiarę Krzyża, nie
                                  powiększa jej, niczego jej nie dodaje ani jej nie mnoży. To, co się powtarza,
                                  to <ukazanie pamiątki>, przez co jedyna i ostateczna odkupieńcza ofiara
                                  Chrystusa zawsze UOBECNIA SIĘ w czasie."

                                  24. Ale wiesz Ty co? O Eucharystii w życiu Kościoła Katolickiego najlepiej sam
                                  napij się ze źródła. Masz do wyboru encyklikę z 2003 roku "O Eucharystii w
                                  życiu Kościoła":
                                  <wiara.pl/zdjecia/plikidopobrania/Eucharystia_encyklika1.doc>
                                  lub
                                  <opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/encykliki/eucharistia_17042003.html>
                                  możesz również sięgnąć do Katechizmu Kościoła Katolickiego, artykuły od 1322 do
                                  1419 omawiają właśnie Sakrament Eucharystii, a rozstrzygnięcie kwestii
                                  pochodnych, to jest między innymi zbawienia, znajdziesz w artykułach od 1949 do
                                  2029.

                                  25. Powtarzasz pytanie, czy Unam Sanctam nadal obowiązuje. Otóż nie wiem. Nie
                                  wiem także, czy Papież nadal "sprawuje jurysdykcję nad Skarbcem Dobrych
                                  Uczynków", nie wiem nawet, cóż to za stwór. I nie wiem, czy ludzie nie należący
                                  do Kościoła Katolickiego mają po śmierci szansę na czyściec i czy ofiary
                                  mszalne mogą ich stamtąd wyzwolić (zresztą pytanie raczyłeś sformułować w
                                  sposób implikujący odpowiedź; któryś raz podpowiadam: popracuj nad logiką.).
                                  Tak więc, powtarzam, nie wiem. Szczerze mówiąc, dla Ciebie nie chce mi się
                                  grzebać w dokumentach. Ostatecznie próżny byłby to trud, Twoja wiara impregnuje
                                  Cię na przekonania innych.

                                  26. Tak to już ze mną jest, Jerzy; bez dwóch zdań więcej we mnie niewiedzy niż
                                  w Tobie. Bo nie wątpię, że Ty wiesz NA PEWNO. Ty znasz prawdę. I okrutnie
                                  chcesz ową prawdę z siebie wykrztusić. Ty, Jerzy, wprost ZIONIESZ prawdą.
                                  Wal śmiało, bez krępacji!

                                  27. Już zbliżam się do końca.

                                  28. Pytając o Unam Sanctam, prowokujesz: "Odpowiedz krótko, tak lub nie". Hi hi
                                  hi... Jakież to rozbrajające! Pieszczochu Ty mój, wspominałem Ci już, jaki z
                                  Ciebie Spryciula? Spryciula co się zowie! Otóż ja także mam dla Ciebie pytanie
                                  i też proszę, odpowiedz krótko tak lub nie: czy przestaniesz wreszcie gwałcić
                                  córkę sąsiada?

                                  29. Postulujesz: "Zobacz swoje punkty 1-20 i policz ile razy odniosłeś się do
                                  mnie z pogardą, drwiną, kpiną i skromnym poczuciem wyższości." Oj, zapomniałeś
                                  chyba wspomnieć o obelgach pod Twoim adresem, o inwektywach, szyderstwach,
                                  bezczelności i wyzwiskach, o zniewagach, o nietakcie, o afroncie, tupecie,
                                  arogancji oraz bucie, a także o wulgarnościach, grubiaństwie... i tym
                                  podobnych, jakże licznych w moich postach niegrzecznościach, które namiętnie
                                  smarowałem pod Twoim adresem.
                                  Jakiś Ty biedny, zaraz się rozpłaczę!

                                  30. Tia... "Zobacz i policz", powiadasz? A "impertynencje" z dzisiejszego postu
                                  mogę doliczyć? Okay, poczekaj... Z pogardą nie odniosłem się do Ciebie ani
                                  razu, za to wydrwiłem trzydzieści dwa razy, wykpiłem pięć (drwinę z kpiną można
                                  porachować razem, wszak to czyste synonimy, wtedy drwin będzie aż trzydzieści
                                  siedem), natomiast "skromnym poczuciem wyższości" potraktowałem Cię... tak,
                                  dobrze liczę, dziewiętnaście razy...
                                  Co ciekawe, zarówno każda drwina jak i każde "skromne poczucie wyższości" były
                                  jak najbardziej uzasadnione i na miejscu, ale tę drobnostkę oczywiście - swoją
                                  metodą - przemilczałeś.

                                  31. Piszesz: "Aha, jeszcze jedno pytanie: Czy jesteś zbawiony?" No nie, Jerzy,
                                  aleś upierdliwy, doprawdy. Z Alzheimerem się zderzyłeś czy czkawka Cię dręczy?
                                  W tym samym poście już o to raz pytałeś. (Na Alzheimera póki co proponuję
                                  leczenie zachowawcze, bo rady na to choróbstwo nie ma, natomiast na czkawkę
                                  polecam łyk zimnej wody. Albo wódy, jak tam sobie chcesz.)

                                  32. Napisałeś: "gdybym miał skomentować każde twoje zdanie, to bym musiał
                                  napisać książkę". Napisać mógłbyś, niewątpliwie. O tak, bo zdolnyś bardzo. O
                                  kangurach też mógłbyś napisać. O Rosji. O konstrukcji cepa. Nawet o UFO
                                  mógłbyś. Napisz monumentalne dzieło o wszystkim. Tylko nie łżyj, że dbasz o
                                  merytoryczną stronę dyskusji!

                                  33. Starczy tego dobrego. W ostatnim słowie wyznam Ci, że nie bawiło mnie
                                  czytanie Twoich postów, bawiło mnie odpisywanie na nie. Ale dość czasu
                                  zmitrężyłem. Jako rzekłem: skoro szkoda go na pierdoły, szkoda i dla faceta,
                                  który nie odróżnia sedna od sedesu. Wymieniając z Tobą posty przekonałem się,
                                  że dwie mamy rzeczy bezgraniczne: Wszechświat i głupotę Jerzego. Z tym, że co
                                  do wszechświata nie mam absolutnej pewności.

                                  34. Pewnie nie rozumiesz parafrazy i nie pojmujesz kontekstu? Cóż, nie załamuj
                                  się, nikt nie jest zobowiązany do rozumienia rzeczy dlań niemożliwych. Ale
                                  przynajmniej staraj się, w istocie początki bywają trudne.

                                  35. I w tym miejscu urwę tę wymianę... bo ja wiem czego? Zdań? Bo przecież nie
                                  argumentów? Nawet wymiana myśli to nie była, nie odważyłbym się, bo w takim
                                  razie niechybnie zostałbym z pustką w głowie. Skończę, ponieważ bita przez
                                  Ciebie z opętańczą swadą piana do niczego dobrego doprowadzić nie może. Jesteś
                                  jak dmuchany pajac, żonglujący cytatami z Biblii. Puchatek słusznie Cię
                                  podsumował: nie masz, Nieszczęśniku, najmniejszych kłopotów z uznaniem własnej
                                  nieomylności, mając przy tym najświętsze przekonanie o swojej racji.

                                  36. Pytanie, skąd bierzesz przekonanie, rację i nieomylność, pozostaje,
                                  niestety, poza Twoim zasięgiem.

                                  37. Żegnaj, Misiu (wybacz onomatopeję: chlip..., chlip...)

                                  38. Twój na wieki,

                                  39. Smakosz.

                                  40.. o, nie. Żadne takie.
                                  • Gość: Jerzy Katechizm o eucharystii, czy go strawisz? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 10.09.04, 22:32
                                    Drogi Smakoszu,
                                    Aleś się rozpędził. Rzeki słów, z których wynika jedynie Twoja bezradność wobec
                                    spraw, które wysunąłem. Elokwentnie walisz w Jerzego, psychologizuesz, drwisz,
                                    itp.

                                    A to, że jako typowy apolegeta katolicki lubisz iść w zaparte, kiedy argumenty
                                    są niewygodne, to pozwól, że zacytuję ci kilka fragmentów z Katechizmu.

                                    Patrząc na to, co pisze katechizm, moje pytania mają rację bytu i wracamy do
                                    pytania, w co należy wierzyć, aby dostąpić zbawienia, w ofiarę Jezusa na
                                    krzyżu, czy ofiarę eucharystyczną.


                                    Zajrzyj do nowego katechizmu Katolickiego, np. artykuł
                                    1367 Ofiara Chrystusa i ofiara Eucharystii są jedyną ofiarą. "Jedna i ta sama
                                    jest bowiem Hostia, ten sam ofiarujący - obecnie przez posługę kapłanów - który
                                    wówczas ofiarował siebie na krzyżu, a tylko sposób ofiarowania jest
                                    inny...". "W A skoro w tej Boskiej ofierze, dokonującej się we Mszy świętej,
                                    jest obecny i w sposób bezkrwawy ofiarowany ten sam Chrystus, który na ołtarzu
                                    krzyża ofiarował samego siebie w sposób krwawy, ofiara ta jest naprawdę
                                    przebłagalna"175.
                                    Art. 1367 komunikuje, że ofiara Eucharystii jest ‘naprawdę przebłagalna’. Takie
                                    podejście do tematu czyni z ofiary Chrystusa dzieło niedoskonałe. Eucharystia
                                    jest sprawowana codziennie w tysiącach miejsc na całym świecie, innymi słowy
                                    ten sam ryt jest powtarzany stale na nowo, a ty chcesz powiedzieć, że to nie
                                    jest powtarzanie, tylko uobecnianie? Cóż to za dziwoląg słowny
                                    to ‘uobecnianie’?
                                    Spójrzmy jeszcze na inne artykuły Katechizmu:
                                    1411 Tylko kapłani ważnie wyświęceni mogą przewodniczyć Eucharystii i
                                    konsekrować chleb i wino, aby stały się Ciałem i Krwią Pana.
                                    Artykuł 1411 czyni z kapłanów monopolistów w sprawowaniu Eucharystii, a tym
                                    samym jedynych pośredników do Boga.
                                    1414 Eucharystia jako ofiara jest także składana na wynagrodzenie za grzechy
                                    żywych i zmarłych, a także by otrzymać od Boga duchowe i doczesne dary.
                                    Artykuł 1414 zachęca do mszy za umarłych. Wprawdzie nic tu nie ma o
                                    pieniądzach, ale czy msze są odprawiane za darmo?
                                    Jeszcze jeden artykuł, 1400, który komunikuje katolikom, czego brakuje
                                    protestantom – nie maja kapłaństwa. Nie mają, bo jedynym kapłanem dla nich jest
                                    Jezus Chrystus.
                                    1400 Wspólnoty eklezjalne powstałe w wyniku Reformacji, odłączone od Kościoła
                                    katolickiego, "nie przechowały... właściwej i całkowitej rzeczywistości
                                    eucharystycznego Misterium, głównie przez brak sakramentu kapłaństwa"219. Z
                                    tego powodu dla Kościoła katolickiego interkomunia eucharystyczna z tymi
                                    wspólnotami nie jest możliwa ze strony Kościoła katolickiego. Jednak te
                                    wspólnoty eklezjalne, "sprawując w świętej Uczcie pamiątkę śmierci i
                                    zmartwychwstania Pańskiego, wyznają, że oznacza ona życie w łączności z
                                    Chrystusem i oczekują Jego chwalebnego przyjścia"
                                    • Gość: Jerzy JP2 o eucharystii, czy to strawisz? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 10.09.04, 23:10
                                      Zapewne to śniadanko też nie będzie ci smakować, ale przyrządiłem je w oparciu
                                      o produkty dostarczone z samych katolickich źródeł:

                                      MSZA

                                      Centralnym punktem religijności rzymsko-katolickiej jest msza. Oto jej
                                      definicja:

                                      Msza św., nieustająca ofiara Nowego Testamentu, w której
                                      CHRYSTUS PAN OFIAROWUJE
                                      SIĘ BOGU Ojcu w sposób bezkrwawy pod postaciami chleba i
                                      wina ZA POŚREDNICTWEM
                                      KAPŁANA. Ofiara mszalna jest odnowieniem ofiary krzyżowej
                                      Pana Jezusa (emf.
                                      moja).
                                      (Ks. Marian Kowalewski, Mały Słownik Teologiczny, Księgarnia
                                      św. Wojciecha,
                                      Imprimatur Antoni Baraniak Arcybiskup Poznański,
                                      23.XII.1959)

                                      Papież o mszy:
                                      W książce „Przekroczyć Próg Nadziei” (KUL, Lublin 1994) JP
                                      II tak pisze:

                                      Kościół jest w Chrystusie komunią sensie wielorakim. Jego
                                      charakter komunijny
                                      upodabnia Kościół do Boskiej, Trynitarnej Komunii Ojca i
                                      Syna, i Ducha Świętego.
                                      Dzięki tej komunii Kościół jest narzędziem zbawienia
                                      człowieka. Nosi w sobie
                                      tajemnicę odkupieńczej Ofiary i wciąż z niej czerpie. Jezus
                                      Chrystus poprzez
                                      własną krew wciąż „WCHODZI do Przybytku Boga, dopełniwszy
                                      wiecznego odkupienia”
                                      (por. Hbr 9:12).

                                      No to zastosujmy tutaj zasadę berejczyków (Dzieje 17,11 –
                                      badali pisma, czy
                                      rzeczywiście tak się rzeczy mają) i porównajmy to z Hbr 9:12

                                      9,11 Lecz Chrystus, który się zjawił jako arcykapłan dóbr
                                      przyszłych, wszedł
                                      przez większy i doskonalszy przybytek, nie ręką zbudowany,
                                      to jest nie z tego
                                      stworzonego świata pochodzący,
                                      9,12 WSZEDŁ RAZ NA ZAWSZE do świątyni nie z krwią kozłów i
                                      cielców, ale z
                                      własną krwią swoją, dokonawszy wiecznego odkupienia.
                                      (Biblia Warszawska)

                                      Biblia Tysiąclecia
                                      9,11 Ale Chrystus, zjawiwszy się jako arcykapłan dóbr
                                      przyszłych, przez
                                      wyższy i doskonalszy, i nie ręką - to jest nie na tym
                                      świecie - uczyniony
                                      przybytek,
                                      9,12 ani nie przez krew kozłów i cielców, lecz przez własną
                                      krew WSZEDŁ RAZ
                                      NA ZAWSZE do Miejsca Świętego, zdobywszy wieczne odkupienie.

                                      Mimo że tłumacze katoliccy używają czasu przeszłego,
                                      dokonanego – wszedł raz na
                                      zawsze, JP II na własny i kleru użytek zmienia znaczenie
                                      tekstu czyniąc z niego
                                      czas teraźniejszy, niedokonany – wchodzi. Pomyłka
                                      nieomylnego papieża, czy celowe
                                      przekręcenie Słowa Bożego? Smutne jest to, że JPII w obronie
                                      przywilejów
                                      hierarchii posługuje się przekręcaniem Słowa Bożego.

                                      Dlaczego?
                                      Znaczenie tekstu pierwotnego jest proste – Jezus wszedł do
                                      Świątyni raz na
                                      zawsze. Wynika z tego, że dzieło odkupienia zostało
                                      skończone. Nie trzeba już nic
                                      do niego dodawać, ani nie trzeba tego aktu powtarzać.
                                      Teolodzy katoliccy są
                                      ostrożni, aby nie używać słowa ‘powtarzać.’ Wola
                                      określenia ‘odnawiać”
                                      bądź ‘uobecniać’, W istocie rzeczy chodzi jednak o obronę
                                      doktryny, jakoby
                                      Chrystus stale na nowo ofiarowywał się Bogu Ojcu w sposób
                                      bezkrwawy pod
                                      postaciami chleba i wina za pośrednictwem kapłana. Doktryna
                                      taka czyni z kapłana
                                      niezbędnego pośrednika do Boga.
                                      Gdyby jednak przyjąć znaczenie tekstu tak jak on komunikuje –
                                      że Jezus wszedł raz
                                      na zawsze do Świątyni, dokonawszy wiecznego odkupienia - to
                                      wtedy ‘odnawianie’
                                      ofiary nie ma racji bytu i rola kapłana jest zbyteczna.
                                      Kapłani tracą swoją
                                      uprzywilejowaną pozycję pośredników zbawienia i mogą
                                      poszukać sobie innej pracy.
                                      Oczywiście dotyka się to ich poczucia własnej wartości, a
                                      zwłaszcza poczucia
                                      znaczenia. Tekst biblijny zadaje śmiertelny cios w ich
                                      system wartości, tak więc
                                      będą go uparcie bronić.


                                      Będą go bronić i będą sie pienić, odmawaijąc inteligencji tym, którzy im
                                      niestrawne sniadanie przyrządzą.

                                      • Gość: Jerzy Kardynał Liguori o eucharystii, czy to strawisz? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 10.09.04, 23:19
                                        Fragment wydrwionego przez Ciebie artykułu, tylko dlatego, że ukazał sie
                                        w "Słowie i Życiu".
                                        Skosztuj,

                                        [...]
                                        Wielu duchownych katolickich byłoby zafrapowanych konkluzją
                                        F. van der Meera, katolickiego badacza pism Augustyna, który po
                                        przeanalizowaniu setek jego eucharystycznych kazań niechętnie przyznał, że św.
                                        Augustyn ani razu ,,nie mówi o prawdziwej obecności
                                        Chrystusa" w chlebie i winie.6 Z taką teorią wystąpił dopiero w IX
                                        wieku pewien mnich imieniem Radbertus Paschasius (800-865),
                                        który spotkał się wtedy ze sprzeciwem większości teologów katolickich. Dopiero
                                        sobór laterański IV w 1215 roku zatwierdził transsubstancjację jako dogmat.
                                        Kardynał Alphonsus Liguori napisał w podręczniku dla duchownych katolickich:

                                        Dostojeństwo kapłana bierze się także stąd, że posiada on moc nad prawdziwym i
                                        mistycznym ciałem Jezusa Chtystusa. W sprawie mocy, jaką kapłani sprawują nad
                                        prawdziwym ciałem Jezusa Chrystusa,
                                        naucza się, że gdy wygłoszą słowa konsekracji, Wcielone Słowo jest zobowiązane
                                        posłusznie przyjść do ich rąk w postaci sakramentu... Sam Bóg posłuszny
                                        wypowiedzianym przez kapłanów słowom - HOC EST CORPUS MEUM (To jest ciało
                                        moje") - zstępuje na ołtarz, przychodzi gdzie Go zawołają, ilekroć Go zawołają,
                                        oddając się w ich ręce, choćby byli jego nieprzyjaciółmi. Gdy już przyjdzie,
                                        pozostaje całkowicie w ich gestii; przesuwają Go z mieisca na miejsce, jak im
                                        się podoba, mogą też, jeśli sobie życzą, zamknąć Go w tabernakulum, zostawić na
                                        ołtarzu lub usunąć na zewnątrz kościoła, mogą też, jeśli tak postanowią, spożyć
                                        Jego ciało lub podać innym jako pokarm... W ten sposób kapłan może być nazwany
                                        stworzycielem swego Stwórcy, gdyż wypowiadając słowa konsekracji, stwarza on
                                        jakby Jezusa w sakramencie, dając Mu w nim życie, a także oferuje Go jako
                                        ofiarę wiecznemu Ojcu... wystarczy, że kapłan powie: ,,Hoc est corpus meum" i
                                        oto chleb przestaje być chlebem, ale staje się ciałem Jezusa Chrystusa. Dlatego
                                        Św. Bernard ze Sienny mówi: ,,Moc kapłana jest mocą boskiej osoby, gdyż
                                        transsubstancjacja chleba wymaga tyle samo mocy, ile stworzenie świata".'
                                        (Alphonsus de Liguori, Dignity and Duties of the Priests, Brooklyn:
                                        Redemptonist Fathers, 1927, s. 26-27,32.)

                                        W komunii świętej Kościoła Rzymskokatolickiego nie może wziąć udziału nikt, kto
                                        nie wierzy w obecność literalnego ciała Chrystusa w hostii czy w dosłowną
                                        obecność Jego krwi w winie. Aby uniknąć nieporozumienia, kapłan podający
                                        opłatek oświadcza: ,,Ciało Chrystusa", z czym przyjmujący musi się zgodzić,
                                        odpowiadając ,,amen", czyli ,,tak jest". Według dogmatyki Kościoła rzymskiego
                                        opłatkowi należy się ten sam kult i nabożeństwo (tac. latria), jaką otrzymuje
                                        sam Bóg. Parafianie okazują tę cześć opłatkowi w tabernakulum, żegnając się,
                                        gdy przechodzą obok kościoła, wchodząc do jego wnętrza, czy też na widok hostii
                                        obnoszonej w procesji.
                                        Bóg zakazał oddawania czci komukolwiek i czemukolwiek (Wj 20,4-6), a więc
                                        również kult opłatka jest bałwochwalstwem. Jezus nie mieszka ani w opłatku, ani
                                        w budynkach, lecz w sercach tych, którzy poddają swe życie Jego prowadzeniu (1
                                        Kor 6,19; Mt 18,20).
                                        Pismo Święte mówi, że ,,Bóg, który stworzył świat i wszystko na nim, On, który
                                        jest Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach zbudowanych ręką ludzką i
                                        nie odbiera posługi z rąk ludzkich, jak gdyby czegoś potrzebował" (Dz 17,24-
                                        25).
                                        Kiedy Jezus wziął w ręce chleb i wino, mówiąc że to Jego ciało i krew, nie
                                        twierdził tego w dosłownym sensie, gdyż stał wówczas między uczniami cały i
                                        żywy i spożywał sok winogronowy i chleb. Apostołowie zaś nie mogliby spożyć
                                        niczego z krwią, ponieważ Bóg zakazał spożywania krwi
                                        (Pwt 12,23; Dz 15,29). Pan Jezus ustanowił symbole. Sok winny i niekwaszony
                                        chleb symbolizowały Jego bezgrzeszne ciało i niewinnie przelaną krew. W takim
                                        samym sensie Jezus nazywał siebie także ,,bramą" (J 10,7), ,,skała" (1 Kor
                                        10,4) czy ,,krzewem winnym" (J 15,1).
                                        Podobnie w Nowym Testamencie Kościół nazwany jest ,,Ciałem Chrystusa" (Ef 1,22-
                                        23). Nikt jednak, włącznie z teologami katolickimi, nie interpretuje tych
                                        zwrotów dosłownie.
                                        Jezus powiedział: ,,To czyńcie na moją pamiątkę" (Lk 22,19).
                                        Wieczerza Pańska ma być obrzędem pamiątkowym, nie zaś ofiarniczym. Spożywanie
                                        chleba i soku gronowego, symbolizujących Jego przebite ciało i przelaną krew,
                                        ma upamiętniać (a nie powtarzać podczas każdego nabożeństwa) największy w
                                        dziejach świata uczynek miłości – śmierć Jezusa Chrystusa, który ,,złożywszy
                                        raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy, zasiadł po prawicy Boga" (Hbr 10,12).
                                        • Gość: Jerzy Nigdy nie słyszałeś o Skarbcu Dobrych Uczynków? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 10.09.04, 23:22
                                          Idziesz w zaparte, czy cię niedouczono?

                                  • Gość: Jerzy A teraz obiadek, Smakoszku, IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 11.09.04, 11:18

                                    Smakoszu,

                                    Jak ci smakowało śniadanie?
                                    Może teraz obiadzik, też w oparciu o katolickie produkty? Obawiam się, że
                                    dostałbyś niestrawnosci. Na razie powybieram małe co nieco z twojej papki.
                                    Nagadałeś się chłopie, ale czym różni się twoja lżenie, od tego, które
                                    zaserwowali Wesoły z Homosovietiusem, a które Giwi skasował z całym wątkiem?
                                    Jedynie stopniem subtelności. Ich lżenie było prymiwne, na poziomie menela
                                    spod budki z piwem, twoje jest elokwentne, wyrachowane, przemyślane, już nie
                                    jeden raz stosowane. Repertuar masz duży, przypuszczam, że jeszcze się nie
                                    wyczerpałeś.

                                    Cały czas demonstrujesz merytoryczną beradność wobec wysuniętych przeze mnie
                                    argumentów i podobnie jak wielu adwersarzy przed tobą, uciekasz się do chwytu
                                    jeszcze piaskownicy. Kiedy nie nie możesz odeprzeć argumentu, zarzucasz
                                    adwersarzowi na zmianę to głupotę, to przemądrzałość.

                                    Ponadto w tym wszytskim przyjmujesz megalońską postawę. Piszesz: „W ostatnim
                                    słowie wyznam Ci, że nie bawiło mnie czytanie Twoich postów, bawiło mnie
                                    odpisywanie na nie” .
                                    Dzięki za szczerość. Widzisz Smakoszu jak lubisz się upajać swoimi myślami i
                                    swoimi słowami?

                                    Kiedy trzeba byłoby coś sprawdzić, czy jakiś dokument katolicki jeszcze
                                    obowiązuje, twierdziłeś, że nie masz czasu. Rozumiem, ten dokument może być
                                    niewygony dla Ciebie i by Cię nie bwił, gdyż Ty wolisz się bawić swoimi
                                    myślami.

                                    Dalej, nie przypuszczałem, że pójdziesz aż tak w zaparte jeśli idzie o bullę
                                    Unam Sanctam czy Skarbiec Dobrych Uczynków.
                                    Probowałeś już tej gry wobec przeniesienia przez aniołów domku Maryji z
                                    Galilei do Italii w XIII wieku. Najpierw to wydrwiłeś, potem wyznałeś, że nie
                                    przeczyłeś, że kościół tego nigdy nie nauczał.

                                    Teraz nie wiesz, czy bulla nadal obowiązuje. Znowu rozbrajająca szczerość.
                                    Zarzucasz mi brak odpowiedniego poznania katolicyzmu, ale kiedy zadaję pytania
                                    o podstaowe tematy, na których zakłada się KK, zasłaniasz się brakiem wiedzy.
                                    A co ty wiesz o katolicyzmie?
                                    Jest zbawienie poza KK, czy go nie ma?

                                    Jeśli jest, to ludzie mogą sobie podarować usługi kapłańskie księży
                                    katolickich.
                                    Jeśli nie ma, to po co tn cały szum wokół dialogu ekumeniczngo. Powiedzcie
                                    wprost: Wracajcie do Rzymu.
                                    • Gość: Jerzy i deserek, Smakoszku, IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 11.09.04, 11:19

                                      I jeszcze Skarbiec Dobrych Uczynków. Nigdy nie słyszałeś o takowym?
                                      Był jeden ewolujonista na forum, który nigdy nie słyszał o mikro i
                                      makroewolucji. Potem był inny, który nigdy nie słyszał o prawie entropii.
                                      Był jeden apologeta katolicki, chyba Dzik, spytaj Puchatka, on będzie wiedział,
                                      który nie rozróżniał dogmatu o niepokalanym poczęciu Maryji od poczęcia Jezusa
                                      przez Ducha Świętego.
                                      Teraz Ty twierdzisz, że nie słyszałeś o Skarbcu Dobrych Uczynków.

                                      Kliknij sobie na gugelku, może coś znajdziesz, choć nie będzie ci to w smak.
                                      • Gość: Jerzy I na koniec: MAM ŻYCIE WIECZNE, a co z tobą? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 11.09.04, 11:25

                                        Na koniec, powiem ci, że mam życie wieczne, czego i Tobie życzę. Zarzucisz mi
                                        zaroumiałość, pychę, pewność siebie, głupotę?
                                        Są rzeczy, które chrześcijanin powinien wiedzieć. Jeśli o nich nie wie, to albo
                                        nie jest chrześcijaninem, albo jest zwiedzionym chrześcijaninem, okradzionym z
                                        radości tego, co daje Bóg Jezusie.

                                        Apopstoł Jan napisał:
                                        1 Jan
                                        5,12 Kto ma Syna, ma żywot; kto nie ma Syna Bożego, nie ma żywota.
                                        5,13 To napisałem wam, którzy wierzycie w imię Syna Bożego, abyście
                                        wiedzieli, że macie żywot wieczny.

                                        Jan chciał, aby wyznawcy Jezusa wiedzieli, że mają życie wieczne. Chcesz to
                                        zakwestionować?
                                        To odpowiedz sobie Smakoszku, (wyjdź na chwilę poza upajanie się swoimi myślami
                                        i pomyśl o tym, co napisałem), co jest zarozumiałością ze strony człowieka,
                                        przyjąć, czy odrzucić to, co mówi Pismo Święte?

                                        Jeszcze raz zapytam, masz życie wieczne?
                                        • Gość: Smakosz Zionąc prawdą IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 11.09.04, 18:12
                                          Szanowni Forumowicze.

                                          Zaprawdę powiadam Wam, Jerzy wielkim człowiekiem jest. Oto przynosi nam
                                          świadectwo o JEDYNEJ PRAWDZIWEJ PRAWDZIE, a kto wierzy inaczej, temu wstyd i
                                          sromota - bo każda inna wiara to wiara nieczysta a kłamliwa. Zatem kto JEDYNĄ
                                          PRAWDZIWĄ PRAWDĘ w wątpliwość poddaje, niechybnie w czeluść strącony będzie.
                                          Natomiast Jerzy zagwarantował sobie życie wieczne w niebiesiech, przeto w swym
                                          nieokiełznanym zapale do dzielenia się JEDYNĄ PRAWDZIWĄ PRAWDĄ sądzi, iż może
                                          pleść androny bez oglądania się na konsekwencje.

                                          I plecie, i daj mu Boże zdrowie, ostatecznie cierpi na tym jedynie on sam,
                                          skoro tym sposobem jedynie samemu sobie wysusza mózg. Górale mawiają o takich
                                          głosem pełnym frasunku: "a owa mundrość jak chyłkiem a po cichutku do łba mu
                                          weszła, tak i całkiem tam ostała, tak i na amen zgłupioł bidok od tej
                                          mundrości, hej!".

                                          Zastanawiacie się pewnie, czemuż to Jerzy twierdzi, że jego prawda zachwyca,
                                          skoro nie zachwyca. Jak sądzę, odpowiedź jest dość prosta. Dzieje się tak,
                                          ponieważ jego rozdymane do granic pęknięcia ego pleśnieje na moczarach
                                          totalnego bezkrytycyzmu. Jerzy ciska nam w twarze JEDYNĄ PRAWDZIWĄ PRAWDĘ,
                                          zapominając, biedaczysko, że bezwzględna prawda, tak zwana "prawda absolutna",
                                          jest hipostazą, a więc rzeczą wyimaginowaną. To idea, i jak każda idea, tak i
                                          ona należy do metafizyki, co oznacza, że żadna "prawda absolutna" na tym
                                          ziemskim padole nie istnieje realnie, nie może więc być realnie osiągnięta -
                                          dlatego ludzie posługują się substytutem prawdy, to znaczy wiarą.
                                          Skoro zatem Jerzy twierdzi, że akurat on posiadł JEDYNĄ PRAWDZIWĄ PRAWDĘ, jest
                                          głupcem - o ile w to wierzy. Albo oszustem - jeżeli nie wierzy. Tak czy siak,
                                          dyskutować z nim nie warto.

                                          "Cóż jest prawda?" - pytał retorycznie Poncjusz Piłat. "Nigdy nie wierz temu,
                                          kto zawsze mówi prawdę" - ostrzegał Elias Canetti. "Nikt nie spojrzał w oczy
                                          prawdzie, bo ma ona tylko oczodoły" - zapisał Stanisław Jerzy Lec. Prawdy nie
                                          sposób dowieść i ja, w odróżnieniu od Jerzego, na pewno odmierzał jej nie będę -
                                          tym bardziej, gdy w głowie aż huczy myśl Pascala: "Człowiek stworzony jest na
                                          to, by szukać prawdy, a nie, by ją posiadać".

                                          Tymczasem Jerzy, zaklepawszy na własność JEDYNĄ PRAWDZIWĄ PRAWDĘ, zadekretował
                                          sobie również monopol na rację. W jednym i drugim ustawicznie się utwierdza - i
                                          absolutnie nic samopoczucia zepsuć mu nie zdoła. Dlatego sekowanie głupoty
                                          Jerzego przypomina walanie łbem o ścianę. Dlatego nie pomagają solidne
                                          argumenty, dlatego na nic rzeczowe konstatacje, dlatego psu na budę żart,
                                          dlatego nawet drwina nie skutkuje - tym bardziej natrętny w swojej walce o rząd
                                          dusz staje się Jerzy, marząc o unicestwieniu lub choćby tylko chwilowym
                                          sflekowaniu katolicyzmu.
                                          Ach, ten kler przebrzydły, mamiący tłumy wiernych i "robiący kasę"! Ach, ten
                                          Papież, bezczelnie wspomagający te niecne występki! Tylko popatrzcie: siędzie
                                          sobie Jerzy nocą, przy księżycu, zaszczeka dziarsko, zawyje odrobinkę, wstanie,
                                          tylną nogę podniesie, po czym uruchomi proces myślenia: "co by tu jeszcze
                                          katolikom wypomnieć, jak im dowalić, albo chociaż małego klapsa wlepić?"

                                          A przy tym tyle w Jerzego umysłowym cherlactwie subtelności, co u rozjuszonego
                                          nosorożca. Widzieliście kiedyś rozjuszonego nosorożca? To może imponować -
                                          tyle, że atakujący nosorożec ślepo gna przed siebie, gdyż u tego potwora regułą
                                          jest niedostrzeganie czegokolwiek, co jawi się odrobinkę w bok od czubka jego
                                          nosa.

                                          I taki właśnie jest Jerzy. "Potworzasty" mentalnie, dewocyjnie nachalny,
                                          impregnowany na głos rozsądku czy odmienną opinię adwersarza. Innymi słowy
                                          głuchy i ślepy, ponieważ nadto objuczony licencją na JEDYNĄ PRAWDZIWĄ
                                          PRAWDĘ. "Radzę katolikom przemyśleć te pytania, w co trzeba wierzyć, aby
                                          dostąpić zbawienia" - poucza interlokutorów. He he he... no jasne, już widzę te
                                          tłumy, na zabój zakochane w jego zaślepłej argumentacji. Widzę, jak spragnione
                                          prawdy ustawiają się do Jerzego w kolejce, by im wytłumaczył, by wskazał drogę
                                          ku tej JEDYNEJ PRAWDZIWEJ PRAWDZIE. Rzecz jasna: jego prawdzie. Bo prawda
                                          innych jest, a jakże, zakłamana, a o relacjach między prawdą a wiarą Jerzy
                                          nigdy nie słyszał, a po jaką cholerę mu to?
                                          Może to dlatego, ZIONĄC JEDYNĄ PRAWDZIWĄ PRAWDĄ, Jerzy zachowuje się niczym
                                          neofita Świadków Jehowy?

                                          ...Wybacz mu zatem, Panie, bo choć wierzy szczerze, to nie rozumiejąc - nie
                                          wie, co czyni. A jeśli wie, wybacz mu tym bardziej.
                                          I jeszcze o jedno proszę, o Najwyższy: gdy obdarzony życiem wiecznym za życia,
                                          czyli zbawiony docześnie Jerzy spocznie już w Twojej chwale na zielonych
                                          pastwiskach, okaż mi tę łaskę i nie ważąc mych zasług i podłości, z punktu
                                          ześlij mnie do piekła. A nawet, jeśli możesz, ześlij mnie jeszcze głębiej, pod
                                          dno najgłębszej otchłani mnie ześlij - tak, bym do Jerzego miał jak najdalej.

                                          *****

                                          Konkludując: jeżeli któreś z Was, Drodzy Forumowicze, wierzy w Boga, a
                                          jednocześnie ma jakikolwiek wpływ na bohatera niniejszego romansu, niech
                                          przekona Jerzego, że warto od czasu do czasu pomyśleć sobie tak: "Panie, nie
                                          jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie
                                          uzdrowiona dusza moja"... A potem namówcie go, by powtarzał tę modlitwę jak
                                          najczęściej, by powtarzał ją niczym mantrę. Bo chociaż dzisiaj hańbi Jerzego
                                          pewność siebie, nadzieja na zrozumienie nigdy go nie zhańbi.

                                          Tak... Jeśli o mnie chodzi, tym sposobem naprawdę dotarliśmy do końca. Jak
                                          powiadali starożytni Marsjanie: Quae potui, feci, faciant meliora potentes.
                                          Dalej już będziecie się bawić beze mnie. Pozdrawiam,
                                          Smakosz.
                                          • Gość: Jerzy Zloyolizowany umysł Smakosza a prawda IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 14.09.04, 00:08
                                            Szanowni Forumowicze, ,
                                            Wygląda na to, że Smakosz już nie ma ochoty na kolację.
                                            Szkoda, że wycofał się z udzielania w tym wątku, gdyż demonstrował wszystkie
                                            cechy katolickiego apologety: zloyolizowany umysł, bezgraniczne zaufanie do
                                            nieomylności Magisterium, dziury w poznaniu zarówno Biblii jak i nakuki KK,
                                            bagatelizowanie spraw zasadniczych a niewygodnych dla KK albo nawet granie w
                                            zaparte, emocjonalne podejście do adwersarzy, przypisując im na zmianę
                                            głupotę, przemądrzałość, indywidualizm czy nieuzasadnioną pewność siebie.
                                            Ponadto, demostrował rzadko spotykany elokwentny i wyrachowany sposób lżenia
                                            adwersarza. W tym ostatnim chyba nie było mu równego na tym forum (przynajmniej
                                            w dyskusjach, w których brałem udział).

                                            Jeśli idzie podejście o podejscie do prawdy, to Smakosz ma problemy logiczne.
                                            Pisze:
                                            „”...Jerzy ciska nam w twarze JEDYNĄ PRAWDZIWĄ PRAWDĘ,
                                            zapominając, biedaczysko, że bezwzględna prawda, tak zwana "prawda absolutna",
                                            jest hipostazą, a więc rzeczą wyimaginowaną. To idea, i jak każda idea, tak i
                                            ona należy do metafizyki, co oznacza, że żadna "prawda absolutna" na tym
                                            ziemskim padole nie istnieje realnie, nie może więc być realnie osiągnięta -
                                            dlatego ludzie posługują się substytutem prawdy, to znaczy wiarą.
                                            Skoro zatem Jerzy twierdzi, że akurat on posiadł JEDYNĄ PRAWDZIWĄ PRAWDĘ, jest
                                            głupcem - o ile w to wierzy. Albo oszustem - jeżeli nie wierzy. Tak czy siak,
                                            dyskutować z nim nie warto.”

                                            Pominę emocjonalny język tego akapitu.
                                            Dla Smakosza „żadna prawda absolutna nie istnieje”, jednak przedstawia swoje
                                            stwierdzenie w formie prawdy absolutnej, czyli że nie ma żadnej prawdy za
                                            wyjątkiem jego stwierdzenia? Smakoszu, czy twoim zdaniem absolutną prawdą jest
                                            to, że nie ma prawdy absolutnej, a każdy, kto wierzy w prawdę jest głupcem? Czy
                                            wierzysz w to stwierdzenie, które napisałeś?

                                            Potem przytacza pytanie Piłata – „Co to jest prawda?”, zapominając dodać, że po
                                            zadaniu tego pytania Jezusowi, Piłat odszedł, nie chcąc usłyszeć odpowiedzi.
                                            Smakosz też zdaje się nie chce usłyszeć odpowiedzi. Też zapowiedział odejście z
                                            dyskusji. Zobaczymy, czy nie zrobi sobie z gęby trampka (używając metafory w
                                            jego stylu) i rzeczywiście nie wejdzie już do dyskusji.

                                            Smakosz twierdzi, że ”Jerzy ciska w twarze JEDYNĄ PRAWDZIWĄ PRAWDĘ.” Pomijając
                                            ponownie emocjonalny język Smakosza, tak, zgoda, zwracam uwagę na JEDYNĄ
                                            PRAWDZIWĄ PRAWDĘ, na Jezusa Chrystusa, który powiedział o sobie:
                                            Jan 14,6 Odpowiedział mu Jezus: Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt
                                            nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie.

                                            Nie proponuję siebie, jako źródła prawdy, ale konsekwentnie wskazuję na Jezusa
                                            i Pismo Święte, co Smakoszowi, jak zresztą wszystkim zloyolizowanym apologetom
                                            katolicyzmu zawsze nie smakuje. Oni wolą promować papo i mariolatrię, kult
                                            obrazów, figur (szczególnie tych pokropionych przez JP2), nauki Magisterium i
                                            usługi sakramentalne kapłanów, bez względu na ich morale.

                                            Smakosz odwołuje się do niczym nie uzasadnionego stwierdzenia, że „substytutem
                                            prawdy jest wiara.”
                                            Tutaj chciałbym powiedzieć Smakoszowi, że sednem wiary chrześcijańskiej jest
                                            zaufanie do faktów – prawdy – Słowa Bożego, tj. Biblii, albo inaczej Pisma
                                            Świętego. W katolicyzmie trzeba bezgranicznie i ślepo wierzyć w nauki
                                            Magisterium. I to jest zasadnicza różnica pomiędzy chrześcijaństwem biblijnym a
                                            katolicyzmem rzymskim.
                                            Smakosz jednak uważa, że wiara w Słowo Boże jest głupotą. Kwestionuje Prawdę –
                                            kwestionuje zatem Jezusa. Wyszydza i drwi z wiary w to, co powiedział Pan Bóg.
                                            W zamian za to poleca ślepe posłuszeństwo wobec nauk KK, które są bardzo często
                                            w sprzeczności ze Słowem Bożym. Tego jednak apologeci katolicyzmu nie chcą
                                            przyjąć do wiadomości, co może być skutkiem ćwiczeń duchowych wg Loyoli i
                                            mantrowaniem różańcowym.
                                            Jeden fragment przytoczę jeszcze raz:
                                            „Skoro zatem Jerzy twierdzi, że akurat on posiadł JEDYNĄ PRAWDZIWĄ PRAWDĘ, jest
                                            głupcem - o ile w to wierzy. Albo oszustem - jeżeli nie wierzy.”

                                            Smakosz parafrazuje tutaj znany argument C.S. Lewisa dotyczący prawdziwości
                                            twierdzeń Jezusa o sobie samym sprowadzając go, w odniesieniu do mnie, do
                                            błędnego dylematu.
                                            Według Smakosza istnieją tutaj tylko dwie opcje, albo głupota, albo oszustwo.
                                            Smakoszu, a jeśli prawda istnieje? Wtedy musisz wziąć pod uwagę trzecią opcję i
                                            zadać sobie pytanie, kim jest ten, kto odrzuca Prawdę Słowa Bożego?

                                            Czy wiara w Słowo Boże:
                                            „To wam powiedziałem, którzy wierzycie w imię Syna Bożego, abyście wiedzieli,
                                            że macie żywot wieczny” (1 Jan 5:13)
                                            jest głupotą? Nieuzasadnioną pewnością siebie? Zarozumialstwem?
                                            Przemądrzałością? Albo czy Słowo Boże jest oszustwem?
                                            Albo co powiesz o takiej prawdzie wypowiedzianej przez Jezusa:
                                            Jan 5,24 Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, kto słucha słowa mego i
                                            wierzy temu, który mnie posłał, ma żywot wieczny i nie stanie przed sądem, lecz
                                            przeszedł ze śmierci do żywota.
                                            (Zwróć uwagę na czas przeszły, dokonany).

                                            Jeśli Jezus umarł za to, co nie było prawdą, wtedy był albo głupcem, albo
                                            oszustem. Jeśli jednak nauka Jezusa jest PRAWDĄ – a jest, czego dowiódł przez
                                            zmartwychwstanie, wtedy głupotą i zarozumiałoscią jest jej odrzucenie.
                                            • Gość: Jerzy Obrona czy niewola sakramentalizmu? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 14.09.04, 00:10

                                              Smakosz posiłkuje się cytatem z Eliasa Canetti’ego: "Nigdy nie wierz temu, kto
                                              zawsze mówi prawdę", tym samym kwestionuje wiarę w Jezusa. Jezusowi fałszu nie
                                              udowodniono:
                                              Izajasz 53,9 I wyznaczono mu grób wśród bezbożnych i wśród złoczyńców jego
                                              mogiłę, chociaż bezprawia nie popełnił ani nie było fałszu na jego ustach.

                                              A gdyby ten cytat odnieść do nieomylnych papieży i nieomylnej nauki
                                              Magisterium? To już Smakoszowi raczej nie będzie w smak.

                                              W wypowiedzi Smakosza słychać syk węża, kwestionujacego prawdy zawarte w Słowie
                                              Bożym.
                                              Rdz 3:1 ... Czy rzeczywiście Bóg powiedział: ...? Ten syk skierowany był do Ewy
                                              i oddaje taktykę węża, która była zawsze ta sama, aby kwestionować słowa
                                              wypowiedziane przez Boga.

                                              Smakosz odrzuca Prawdę. Gdyby znał Słowo Boże i wierzył w nie, to by wiedział
                                              co ono mówi i wierzył, że Prawdą jest Jezus.

                                              Inna sprawa, nie wzywam ludzi: „chodźcie za mną, bo jestem prawdą i wiem
                                              wszystko najlepiej”. Tego mi nikt nie może zarzucić.
                                              Wielokrotnie demonstrowałem na tym forum, że wzywam ludzi do zawierzenia swego
                                              życia Jezusowi i pójścia za nim. Więcej, zachęcałem do codziennego badania
                                              Pisma Świętego, aby ludzie mogli sami sprawdzić, czego ono naucza. (Dzieje
                                              17:11).

                                              Katolicyzm przez wieki zakazywał czytania Pisma Świętego, gdyż ono ujawnia
                                              wszystkie nadużycia doktrynalne hierarchów KK. Jeśli dzisiaj pozwala się
                                              ludziom je czytać, to wyłącznie z odpowiednimi komentarzami KK. Jeszcze przed
                                              Vaticanum 2 czytanie wydań Biblii nie opatrzonych imprimaturem było grzechem
                                              śmiertelnym i było wiernym surowo wzbronione.

                                              Przez wieki KK budował w umysłach ludzi bariery, które miały ich oddzielać od
                                              Słowa Bożego bądź samodzielnego myślenia w sprawach wiary. KK odmawiał Duchowi
                                              Świętemu prawa do bezpośredniego oddziaływania na umysły ludzi, ucząc, że czyni
                                              to przez Magisterium. Przykładem człowieka wychowanego na naukach Magisterium
                                              jest właśnie Smakosz, który wiarę w Prawdy Słowa Bożego nazywa głupotą i zaleca
                                              zaufanie do nauk Magisterium. Według nich, aby dostapić zbawienia należy
                                              wierzyć nie w skuteczność doskonałej ofiary złożonej przez Jezusa, lecz w
                                              skuteczność sakramentów udzielonych przez odpowiednio (według rytu katolicyzmu
                                              rzymskiego) ustanowionych kapłanów, bez względu na ich morale.
                                              Takie nauczanie daje kapłanom olbrzymią władzę nad sumieniami i kieszeniami
                                              ludzi, czyniącymi ich pośrednikami zbawienia.

                                              Sakramentalizm taki jest w gruncie rzeczy magiczny - działania kapłana
                                              utożsamia się z z 'suwerennym działaniem Boga', czyli że 'suwerenny' Bóg
                                              potrzebuje kapłana, niekoniecznie moralnego, aby przekazywać swoją łaskę.
                                              Taki 'Bóg' nie jest suwerenny, lecz w niewoli kapłaństwa.
                                              Taki sakramentalizm nie broni suwerenności Boga rzekomo działającego przez
                                              sakramenty, ale uprzywilejowanej pozycji kleru, która przypisuje sobie
                                              wyłączność na sprawowanie sakramentów i przekazywaniu Bożej łaski.
                                              A jeśli znajdzie się śmiałek, który odrzuci te roszczenia hierarchów i zaufa
                                              temu, co mówi Słowo Boże, okrzyknie się go zarozumialcem, głupcem, pyszałkiem,
                                              niedouczonym przemądrzalcem, osobnikiem "potworzastym" mentalnie, dewocyjnie
                                              nachalnym, impregnowanym na głos rozsądku, itp. Itd.
                                              Zatem według Smakosza, rozsądnie byłoby przyjąć opłatek z rąk pedofila w
                                              sutannie i wierzyć, że w ten sposób Pan Bóg okazuje łaskę.

                                              Na koniec o lżeniu w wykonaniu Smakosza. Lży, a myśli, że argumentuje. Jego
                                              zloyolizowany umysł nie rozróżnia, pomiędzy formułowaniem obelg a argumentów.
                                              Jeśli dodać jego megalomańskie usposobienie – lubowanie się własnymi myślami i
                                              niechęć do wypowiedzi nie po jego myśli – to rokowania na rzeczową dyskusję z
                                              nim są raczej minimalne.

                                              Mam nadzieję jednak, że kiedyś pozna PRAWDĘ i że PRAWDA wyzwoli go z niewoli
                                              nauk katolickiego Magisterium.

                                              Jerzy
            • Gość: Jarek Re: Ano, nie podejmują. I dobrze. IP: 67.131.131.* 08.09.04, 18:24
              Toć nawet taki Jarek nie wiedział, że KK naucza, iż domnek Maryji został
              > przeniesiony do Loreto przez aniołów w XIII wieku.


              No pewnie ze nie wiedzialem, na mszy na kazaniu ksiadz o niczym takim nie
              mowil, nawet nie wspomnial. Mowi za to wiele o Jezusie, Jego naukach, i
              przedstawia nam rozne historie zeby nam pewne rzeczy lepiej zobrazowac... ale o
              przeniesieniu jakiegos domku nigdy nie slyszalem...
              • Gość: Jerzy A o historii Bazyliki Św. Piotra on opowiada? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 09.09.04, 08:58
                To dobrze, że masz takiego ksiedza, ktory opowiada o Jezusie.

                Szkoda tylko, że KK nie odcina ię od tego, co wyrosło w jego tradycji na
                kłamstwie, legendzie i baśni.

                Zdziwilbym się, gdyby księża nauczali, w jakich okolicznosciach powstawały
                osrodki pielgrzymkowe KK. Te sprawy sie przemilcza, a jednak organizuje sie
                masowe wyjazdy do miejsc, gdzie ludzi mają rzekomo otrzymać jakies łaski od
                Boga. Pielgrzymkomania zaprzecza wszechobecności Boga. Ogranicza jego łaski do
                pewnych miejsc.

                Zdziwiłbym sie też niezmiernie, jeśli ksiądz na mszy opowiedziałby o
                okolicznościach rozpisania akcji odpustowej, aby zebrać środki na budowę
                Bazyliki Św. Piotra, albo o legendzie namalowania przez Łukasza cudownego
                obrazu jasnogórskiego.

                • Gość: Jarek Re: A o historii Bazyliki Św. Piotra on opowiada? IP: 67.131.131.* 09.09.04, 14:32
                  Chodze do kosciola prowadzonego przez ojcow Franciszkanow. Mialem dosyc
                  sluchania kazan o polityce, czytan listow od biskupow i innych takich. W takich
                  sytuacjach wolalem wziasc ksiazke ktore sa na kazdej lawce w kosciolach i
                  poczytac sobie Ewangelie. Teraz gdy chodze do kosciola, zawsze chetnie i w
                  skupieniu slucham kazan, teraz jest inaczej, bo przyjmuje nauki o Bogu a nie
                  premierze, prezydencie czy wolnych wyborach...
                  • Gość: Jerzy Re: A o historii Bazyliki Św. Piotra on opowiada? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 09.09.04, 15:16
                    To chwała Bogu, że są tacy katolicy i tacy księża.
    • nowy.oszelom.z.radia.maryja Re: Miłośnicy kościelnej pedofilii go skonsumowali 08.09.04, 19:32
      :))
    • Gość: Jerzy W co wierzyć, aby dostąpić zbawienia? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 09.09.04, 11:01
      W co należy wierzyć, aby dostąpic zbawienia:
      1. W skuteczność doskonałej ofiary złożonej raz n zawsze na krzyżu przez
      bezgrzesznego Jezusa Chrystusa,
      2. Czy w skuteczność sakramentu / ofiary mszalnej, składanej stale na nowo
      przez katolickiego kapłana, którego morale nie ma znaczenia dla ważności
      obrzędu?
      • Gość: Jerzy Możliwe odpowiedzi IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 09.09.04, 11:03
        Przytoczę możliwe odpowiedzi i ich skutki:

        Jeśli odpowiedzieli by twierdząco na pierwsze pytanie, to usługi sakramentalne
        kapłanów katolickich są po prostu niepotrzebne.

        Jeśli odpowiedzieli by twierdząco na drugie, to okazałoby się, że ofiara Jezusa
        była niepotrzebna, skoro wystarczyłaby usługa skaramentalna katolickiego
        księdza. Tutaj jednak podważyliby podstawową prawdę chrześcijaństwa o śmierci i
        zmartwychwstaniu Jezusa.

        Gdyby odpowiedzieli i jedno o drugie, wtedy okzałoby się, że ofiara Jezusa nie
        była doskonała i skuteczna do zbawienia, skoro potrzebowałaby uzupełnienia
        usługi sakramentalnej.

    • Gość: Kagan Re: Giwi, gdzie zniknął "Opłatek z rąk pedofila"? IP: *.lib.unimelb.edu.au 10.09.04, 08:47
      Na ul. Mysiej...
      • Gość: gromnica A moze zniknal tam, Kaganie, gdzie jego kciuk? IP: *.proxy.aol.com 13.09.04, 02:57
        A kciuk - wiadomo. Tradycyjnie wetkniety byl w ministranta.

        I pomyslec, ze te pobozne babcie to az ksiedza po palcach liza - FU!
    • Gość: Gromnica Przyznaj si lepiej Smakosz, ze jestes kiepski IP: *.proxy.aol.com 13.09.04, 05:24
      to zaden wstyd uznac wlasna marnosc - a juz zwlaszcza katolikowi. Nie znaczy to
      oczywiscie, ze dobry jest Jerzy, czy tez lepszy od Ciebie, Smakoszu. Chodzi
      wylacznie o to, ze jestes po prostu kiepski. :)) To wszystko.
    • Gość: Poeta Giwi ten oplatek zjadla IP: 195.175.37.* 14.09.04, 00:15
      Popila piwem I w amok popadla
      Kasuje mechanicznie co w ksiezuli mierzy
      Ze strachu czy tez za to co z tacy wybiezy
    • Gość: Jerzy Bez katolickich kapłanów nie byłoby łaski Bożej IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 14.09.04, 13:20

      Dyskusja e Smakoszem pokazała, jk zawzięcie kler broni swoich uprzywilejowanych
      pozycji, kiedy każą ludziom wierzyć, że poprzez sakramenty sprawowane przez
      niekoniecznie moralnych kapłanów Pan Bóg okazuje im łaskę, że be ich posługi
      nie mieliby dostępu do łaski Bożej.

      Przytoczę tutaj fragment z mgo tekstu do Smakosza:

      Przez wieki KK budował w umysłach ludzi bariery, które miały ich oddzielać od
      Słowa Bożego bądź samodzielnego myślenia w sprawach wiary. KK odmawiał Duchowi
      Świętemu prawa do bezpośredniego oddziaływania na umysły ludzi, ucząc, że czyni
      to przez Magisterium. Przykładem człowieka wychowanego na naukach Magisterium
      jest właśnie Smakosz, który wiarę w Prawdy Słowa Bożego nazywa głupotą i zaleca
      zaufanie do nauk Magisterium. Według nich, aby dostapić zbawienia należy
      wierzyć nie w skuteczność doskonałej ofiary złożonej przez Jezusa, lecz w
      skuteczność sakramentów udzielonych przez odpowiednio (według rytu katolicyzmu
      rzymskiego) ustanowionych kapłanów, bez względu na ich morale.
      Takie nauczanie daje kapłanom olbrzymią władzę nad sumieniami i kieszeniami
      ludzi, czyniącymi ich pośrednikami zbawienia.

      Sakramentalizm taki jest w gruncie rzeczy magiczny - działania kapłana
      utożsamia się z z 'suwerennym działaniem Boga', czyli że 'suwerenny' Bóg
      potrzebuje kapłana, niekoniecznie moralnego, aby przekazywać swoją łaskę.
      Taki 'Bóg' nie jest suwerenny, lecz w niewoli kapłaństwa.
      Taki sakramentalizm nie broni suwerenności Boga rzekomo działającego przez
      sakramenty, ale uprzywilejowanej pozycji kleru, która przypisuje sobie
      wyłączność na sprawowanie sakramentów i przekazywaniu Bożej łaski.
      A jeśli znajdzie się śmiałek, który odrzuci te roszczenia hierarchów i zaufa
      temu, co mówi Słowo Boże, okrzyknie się go zarozumialcem, głupcem, pyszałkiem,
      niedouczonym przemądrzalcem, osobnikiem "potworzastym" mentalnie, dewocyjnie
      nachalnym, impregnowanym na głos rozsądku, itp. Itd.
      Zatem według Smakosza, rozsądnie byłoby przyjąć opłatek z rąk pedofila w
      sutannie i wierzyć, że w ten sposób Pan Bóg okazuje łaskę.

      • Gość: Jerzy Modlitwa za katolickich kapłanów IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.04, 14:52
        Czy tak może wyglądać szczera modlitwa szczerego katolika?

        Panie Boże,
        Dzięki za katolickich kapłanów,
        przez których, bez względu na ich morale,
        rozdzielasz swoją łaskę.
        Spraw, aby wszyscy protestanci i inni heretycy czy sekciarze,
        którzy mają czelność przychodzić przed Twoje oblicze tylko w imieniu Jezusa,
        upamiętali się i w końcu zrozumieli,
        że jeśli się nie podporządkują naszemu papieżowi
        i nie skorzystają z usług katolickich kapłanów,
        to pójdą do piekła.

        • Gość: jan. Jerzy ! IP: *.multicon.pl 17.09.04, 15:04
          Tyś protestant zasadniczy taki , wy lutry cnotliwi niemalże jesteście. To
          powiedz mi serdeńko czemu twój kamrat w wierze ,Boże wybacz,niejaki Buzek
          podczas rządów swoich tak podlizywał się i dobrze robił rzymskim ? A i obecnie
          jakieś interesy wraz z małzonką ma w częstochowskiej Akademii Polonijnej ?
          Co myślisz Jerzy o swoim immienniku ? Gdybym był protestantem wstydziłbym sie
          jego.
          • Gość: Jerzy Słusznie Janie, IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.04, 20:33
            Już miałem okazję trochę natrzeć uszka mojemu imiennikowi.
            Masz rację, wielu protestantom było wstyd, za jego postawe.
            On chciał być takim ekumenicznym politykiem, w sprawach wiary to wielu rzeczy
            nie rozumie. Z chemii pewnie jest świetny.
    • Gość: Jerzy Pozdrowienia dla Smakosza IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 05.10.04, 00:20
      Słowami Pawła
      1 Tym
      2,4 który chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania
      prawdy.
      2,5 Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi,
      człowiek Chrystus Jezus,
      2,6 który siebie samego złożył jako okup za wszystkich, aby o tym
      świadczono we właściwym czasie.


      Zwróć uwagę, że Jezus złożył siebie, jako ofiarę;
      ofiara składana przez ksiedza jest afrontem dla ofiary Jezusa.

      Rozumiesz?
      • Gość: Jerzy Zbawcza moc sakramentu z ręki pedofila IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 05.10.04, 10:00
        Zbawcza moc sakramentu z ręki pedofila

        Katolicyzm doszedł do takich absurdów, że księża każą ludziom wierzyć, że łaskę
        od Pana Boga otrzymują z w sakramencie podanym przez księdza, którego morale
        nie ma znaczenia.
        Tych, którzy wzywają do zaufania w doskonałość ofiary Chrystusa, marginalizuje
        się jako sekciarzy.

        Rodacy, obudźcie się!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka