Gość: Slon
IP: 217.97.129.*
07.12.04, 12:44
Jaka lewica?
Nowa Lewica – Zielona Lewica – G.Wyborcza Lewica – Obywatelska Lewica
Jedno z ważniejszych pytań jakie nas Polaków dzisiaj nurtują, to czy
Polska po przemianach ‘89 jest krajem naszych pragnień i marzeń, czy jest
lub chociaż będzie tym miejscem na ziemi, gdzie chcemy żyć, zakładać rodziny,
gdzie widzimy przyszłość naszych dzieci? Pytanie to jest dzisiaj tym
trudniejsze, że nie wystarczy już rozstrzygać jak bardzo Polska musi mnie
kochać, abyśmy i my ją pokochali. Nie wystarczy pytać, czy mogę mieć swój
udział w demokratycznym decydowaniu o moim losie w tej społeczności. Coraz
częściej jesteśmy przymuszani do podejmowania tych wszystkich decyzji co
najmniej w aspekcie europejskim, jeżeli nawet nie szerszym. Te same
środowiska, grupy opiniotwórcze, media mówią nam, że Polska się zmienia na
lepsze, że żyjemy w demokratycznym, rozwijającym się Państwie, że idziemy
właściwą ścieżką. Równocześnie mówiąc nam, że świat na nas czeka, że jesteśmy
dobrymi i cenionymi pracownikami, podsuwają nam formularze umożliwiając
zbieranie warzyw w Hiszpanii i pracę kierowcy autobusu w Anglii. Walczą dla
nas o możliwość bezwizowego dostania się do amerykańskiego raju. Każda z tych
grup nieco inaczej rozkłada akcenty, gdzie indziej umieszcza środek ciężkości
stawianych celów, ale niemal wszystkie wiedzą lepiej co dla nas jest dobre.
Czy jednak my sami mamy czas i wolę aby zastanawiać się, co dla nas jest
dobre, co jest dobre dla mnie i moich dzieci zarówno w wymiarze prywatnym
jaki i w kontekście społecznym?
W takim kraju jak Polska nasze pragnienia i potrzeby możemy
realizować poprzez naszą własną codzienną zapobiegliwość jak i poprzez
współuczestniczenie w podejmowaniu decyzji rozstrzygających o ważnych
aspektach życia społeczności lokalnych, społeczności naszego kraju, a
ostatnio również o społeczności całej Europy. Niewątpliwie powinniśmy
dostrzegać, że nasze indywidualne powodzenie silnie zależy od decyzji
podejmowanych przez naszych reprezentantów, których wybieramy do różnorodnych
gremiów decyzyjnych. A skoro tak, to powinniśmy mieć ugruntowaną świadomość
zarówno kto nas reprezentuje, czy rzeczywiście reprezentuje nasze interesy,
jak i czy może skutecznie o realizację naszych interesów zabiegać. O
uzyskanie takiej pewności, czy chociażby poglądu na stan spraw jest
stosunkowo łatwiej w społecznościach lokalnych, o wiele trudniej na poziomie
kraju, a działalność naszych przedstawicieli w Parlamencie Europejskim
pozostaje dla nas praktycznie nieznana, a co za tym idzie niekontrolowana.
Jeżeli więc chcę czuć się człowiekiem wolnym, to powinienem może
szukać sobie tego swojego ukochanego miejsca na ziemi w jakimś zakątku Polski
i zagłębić się w intymność rodzinnej prywatności? Czy, być może, korzystać z
otwartości Europy i Świata, zdobywać go, poznawać nowych ludzi i nowe trendy,
a może i walczyć o pozycję w tej drapieżnej globalnej dżungli (nie piszę
wiosce, chociaż w Polsce chłopska zawziętość jest przysłowiowa, dla mnie
jednak wiejskość to nieomalże sielskość, a taka cecha nie wydaje mi się
atrybutem globalizacji)? W każdym razie powinienem zdać sobie sprawę, a co
najmniej mieć swoje zdanie, czy i na ile jestem niezależny od otaczającej
mnie społeczności, lub też, jak bardzo muszę dostosowywać się do realiów
dyktowanych przez tą społeczność. Oczywiście możliwe są postawy skrajne, od
anarchii i żądania całkowitej niezależność, aż do pełnego podporządkowania
się „losowi”. Ja chciałbym jednak zastanowić się, zmierzając pomału ku owym
lewicom z podtytułu, na ile jednostka chcąca aktywnie kształtować swój los,
również poprzez współuczestnictwo w życiu społecznym, może i powinna
uświadamiać sobie kierowane do niej oferty oraz w jakim stopniu może liczyć
na respektowanie swojej integralności i wolności wyborów.
Dosyć powszechnie ostatnimi laty wieszczono w Polsce zanikanie różnic
pomiędzy lewicą a prawicą. Mam jednak silne podejrzenia, że tymi wieszczami
byli apologeci neoliberalizmu, zyskujący na pankorporacyjnej fali przemożny
wpływ na media i skupiający w swoich rękach środki propagandy. Nie wierzę, że
jedynym problemem współczesności jest współuczestniczenie w dostępie do
bogactwa, na dodatek pojmowanego jako nieokiełznany konsumpcjonizm.
Pozostawiając na boku krytykę paraamerykańskiej postawy głoszącej, że każdy
może być milionerem i jest to wystarczający powód do akceptacji realiów i
bycia szczęśliwym, rozważmy na chwilę, czy zatrzymanie tego pędu ku
indywidualnemu bogactwu jest możliwe oraz czy jest celowe?
Ten „zdobywczy”, „konkwistadorski” kierunek rozwoju świata jest krytykowany z
bardzo różnych pozycji, od lewackich i postkomunistycznych poprzez
alterglobalistyczne z całą paletą zieleni, aż po różnorodne fundamentalizmy w
tym religijne. Nie akceptując poglądów neoliberalnych chciałbym się
zastanowić czy istnieją takie elementy wplecione w pogląd neoliberalny (i
inne), które tak czy inaczej należy akceptować, oraz z drugiej strony wokół
jakich wspólnych poglądów można budować programy alternatywne. Należy
podkreślić, że zdaję sobie sprawę z ogromnej różnorodności postaw i poglądów
obecnych w polityce, nie jest jednak moim zamiarem zajmowanie się nimi
wszystkimi, a jedynie rozważania nad stanem poglądów lewicowych w Polsce i
możliwością powrotu lewicy na scenę polityczną. Świadomie piszę o powrocie,
bo ostatnie lata jasno udowodniły, że partie postkomunistyczne, mieniące się
lewicą, zawłaszczyły lewicowość na zasadzie zasiedzenia tej części sceny
politycznej. Zawłaszczyła ją grupa aparatczyków z wielkim szyldem LEWICA
(zresztą już całkowicie spróchniałym, przez który wyraźnie przeziera
prawdziwe oblicze tej grupy) oraz z takim wielopostaciowym kwiatuszkiem typu
wańka-wstańka w butonierce, który co jakiś czas wyskakuje z kieszonki i
lewackim głosikiem wrzeszczy a to „aborcja”, a to „kler”, a to „tolerancja”.
Wyraźnie jednak zaznaczam, że tamte hasła są ważne nie tylko na lewicy, ale
dla SLD była to tylko atrapa poglądów, którą okadzano przeciwników
politycznych, bądź obłaskawiano peryferyjnych sprzymierzeńców.
Tak więc na początek spróbujmy się zastanowić, czy w dzisiejszym
świecie można przejść do społeczeństwa bez własności prywatnej, bez owego
świętego prawa własności? Ja nie widzę takiej możliwości. Czy społeczeństwo
może zrezygnować z mechanizmów konkurencyjności na rynku? Różne państwa, w
tym europejskie tą konkurencyjność ograniczają bądź koncesjonują, czy jednak
stosując takie ograniczenia na rynkach lokalnych lub makroobszarach nie
wieszają sobie kamienia u szyi? Czy chcąc pozostać konkurencyjnym na rynku
wolno dowolnie przemieszczać miejsca produkcji lub inaczej stawiając problem,
czy można żądać od siły roboczej gotowości do degradacji społecznej w zamian
za obietnicę kromki chleba? Na niektóre z tych pytań wydaje się łatwo
odpowiadać. Ale czy poniektórzy nie nazbyt łatwo wyrażają gotowość do wzięcia
odpowiedzialności, której wziąć nie tylko nie są gotowi, ale nawet nie mają
szans aby z niej zostać rozliczeni. Bo spójrzmy wokół, czy politycy ostatnich
lat zostali rozliczeni z odpowiedzialności, którą na siebie wzięli?
Uważam, że niezbędna jest naszemu społeczeństwu lewicowa partia, która z mocą
i odważnie będzie mogła postulować: żadna osoba w naszym społeczeństwie nie
może być traktowana jak przedmiot, za wykonaną pracę należy się uczciwa
zapłata, jeżeli tobie dzieje się dobrze, to możesz spać spokojnie, jeżeli
uczynisz coś by twojemu bliskiemu też działo się dobrze, a nasze
społeczeństwo jest naszym wspólnym dobrem.
Interesuje mnie czy partie lewicy są gotowe podpisać się pod takim
zestawem ocen:
- własność prywatna jest niezbywalną wartością
- prawo do bogacenia się przynależy każdemu członkowi społeczności
- podstawą zapewnieni