Dodaj do ulubionych

Wesele obok otwartego szamba

IP: *.proxy.aol.com 01.11.02, 14:00
http://www.ojczyzna.pl/ARTYKULY/PRZYSTAWA__Wesele-obok-otwartego-szamba.htm

W cztery dni od zamknięcia lokali wyborczych nadal nie tylko nie znamy
całościowych wyników, ale nawet nie wiemy jaka była frekwencja wyborcza. To
jest prawdziwe kuriozum i powód do pytania czy organizatorzy tych wyborów, z
sędzią Ferdynandem Rymarzem na czele naprawdę znają się na robocie? Jakiż to
może być dzisiaj problem z obliczeniem frekwencji wyborczej? Przecież w
każdej obwodowej komisji wyborczej ta informacja powinna być dostępna
natychmiast po zamknięciu lokalu? Jakaż to może być filozofia, mając gotowe
listy wyborców, podliczyć ilu z nich potrudziło się, aby oddać głos? Nawet
gdyby liczyć przyszło trzy razy i na zapałkach, to najpóźniej po godzinie
ostateczny wynik winien być znany z całą dokładnością. Wygląda na to, że nie
tylko uczymy się demokracji, ale nawet szlachetnej sztuki dodawania i
obliczania procentów.

Pomimo braku odpowiedzi na to proste pytanie oficjalni komentatorzy
polityczni wiedzą skądś, że frekwencja była bardzo niska i prowadzą obłudne
dysputy nad przyczyną tego smutnego faktu. Wszystkie przecież autorytety, i
cywilne i duchowe, wzywały do wzięcia udziału w wyborach, a tu tymczasem taka
wpadka! Ulubieniec mediów, poseł Roman Giertych, bardzo czemuś zadowolony z
wyników wyborów, twierdzi, że przyczyną była kiepska pogoda. Inni
jednak „analitycy” wyciągają z niskiej frekwencji odmienne wnioski.
Najczęściej słyszy się wyrazy rozczarowania i pretensji w stosunku do tych,
którzy upominali się o jednomandatowe okręgi wyborcze i twierdzili, że w
takich okręgach wyborcy chętniej idą do wyborów i frekwencja powinna być
wyższa, a tymczasem, proszę, jest niższa! Okazuje się więc, po raz nie
wiadomo który, że to co dobre dla Anglików, dla Polaków jest całkiem
niedobre, i że my po prostu jesteśmy innym narodem, obciążonym genetycznie i
musimy szukać innych rozwiązań. Taki rasistowski pogląd na swój naród i jego
cechy jest jak najbardziej na rękę Millerowi i jego partii. Wszystko bowiem
wskazuje na to, że pomimo niskiej frekwencji, złej pogody i pozostałych
niesprzyjających warunków, SLD, podobnie zresztą, jak i partia p. Romana
Giertycha i Andrzeja Leppera, w tzw. bezpośrednich wyborach wójtów,
burmistrzów i prezydentów miast, poniosły klęskę i jedyne co im pozostało to
robić dobrą minę do złej gry: chwalić się sukcesami tam, gdzie obywatele już
prawie nic nie mieli do gadania, czyli w upartyjnionych do absurdu wyborach
do rad gminnych, powiatowych i sejmików wojewódzkich.

To jest prawda, i tak dzieje się na całym świecie, że frekwencja w wyborach
bezpośrednich, tam gdzie wyborcy dokonują wyboru spomiędzy kilku znanych im
osób, jest wyższa niż w tzw. wyborach proporcjonalnych, które nawet najmniej
inteligentni wyborcy rozpoznają od razu jako manipulację i fasadę. Dlaczego
więc ostatnie wybory w Polsce przyniosły, mimo elementu bezpośredniości,
obniżenie frekwencji?

Moim zdaniem przyczyn niskiej frekwencji nie należy szukać ani w złej
pogodzie, ani w niecywilizowanej postawie Polaków, którzy, w odróżnieniu od
Anglików, nie dorośli jeszcze do demokracji. Zróbcie wreszcie uczciwe wybory
jak w Anglii, dajcie Polakom poczuć, że konkurs nie jest lipą ani
manipulacją, gdzie wygrywa nie ten, kto jest najlepszy tylko ten kto ma
wygrać, i wtedy porównujcie frekwencję! To, co się wyczynia z wyborami w
Polsce przechodzi ludzkie pojęcie i normalni ludzie, a za takich uważam moich
rodaków, mimo wszystkich spustoszeń dokonanych przez rządy Millerów, Oleksych
i ich partyjnych kommilitonów – mają już tego po dziurki w nosie. To jest
tak, jakby ktoś wydał przyjęcie przy otwartym szambie i dziwił się, że do
gromadnego w nim uczestnictwa nie zachęciło ani postawienie na stołach
kawioru, ani szampanów i wymyślnych ciast!

Dlaczego wybory bezpośrednie, w okręgach jednomandatowych, jak w Anglii,
cieszą się uznaniem i frekwencją, a to, co zaoferowano Polakom w ostatnich
wyborach samorządowych większość z nich skłoniło do pozostania w domu? Na
czym polega uczciwość, fair play, wyborów w Anglii, których to elementów
całkowicie zabrakło wyborom w Polsce?

Fair play w Anglii polega na tym, że do konkursu wyborczego stanąć może
KAŻDY, a wygrywa ten, kto „dobiegnie pierwszy do mety”, a więc kto uzyska
największą ilość głosów. Dlatego ten system wyborczy Anglicy nazywają First
Past The Post – pierwszy na mecie. Nie ma tu żadnego pola do machinacji,
manipulacji, kombinacji. Czujesz się na siłach? Uważasz się za dobrego
kandydata na wójta, burmistrza czy posła? Stań do konkursu, walcz o głosy
wyborców, gdy przekonasz ich do siebie i zdobędziesz najwięcej głosów –
wygrasz.

Całkiem inny konkurs zaproponowano Polakom. Zobaczmy to na przykładzie. We
Wrocławiu do konkursu na prezydenta miasta zgłosił się p. Rafał Kubacki.
Piękny, okazały mężczyzna, wszystkim znany, wielokrotny mistrz świata w judo,
gwiazda filmowa, a do tego wszystkiego nie nowicjusz w samorządzie, bo ma za
sobą kadencję samorządową jako radny Wrocławia. Gdyby Rafał Kubacki startował
w wyborach sam, bez obciążeń, na pewno znalazłby więcej zwolenników niż np.
p. Władysław Frasyniuk. Jednakże Kubacki nie mógł tak po prostu zgłosić się
do wyborów, musiał najpierw zrobić łapankę na jakichś 50 chętnych do
kandydowania do Rady Miejskiej, zebrać podpisy pod ich kandydaturami i
dopiero wtedy zbierać podpisy! Jakich ludzi mógł nałapać mistrz świata w
judo? Podstawiła mu ich Samoobrona, która nie ma we Wrocławiu wysokich
notowań. W efekcie Kubacki uzyskał ok. 5% głosów wyborców i w wyborach
przepadł. Ale i tak głosowało na niego kilkanaście tysięcy wrocławian, którzy
nie chcieli głosować na tych, których nałapała mu Samoobrona. Bez ich
towarzystwa Rafał Kubacki na pewno uzyskałby dużo ciekawszy wynik.

Weźmy przykład lidera wrocławskiego, p. Rafała Dutkiewicza, który zdobył
ponad 40% głosów. On też musiał najpierw nałapać kandydatów na radnych. Kogo
tam nałapał obnażyła w przeddzień wyborów Gazeta Wrocławska, ujawniając
machinacje i kombinacje jego „drużyny”, Andrzeja Łosia, Pawła Kocięby,
Tomasza Misiaka, Tomasza Hanczarka, Krzysztofa Jakubczaka i innych. Czy to
towarzystwo pomogło w czymkolwiek Dutkiewiczowi? Czy bez takiej kompanii jego
wynik nie byłby lepszy i nie wygrałby wyborów już w pierwszej turze?
Tymczasem opary z tego „towarzystwa” popsuły konkurs Dutkiewiczowi, podobnie
zresztą jak i wszystkim innym kandydatom, bo każdy z nich wybrał się na
zawody z nieprzyjemnie pachnącym workiem na plecach.

To ten „worek”, to otwarte szambo, zniechęciło miliony Polaków do pójścia na
wybory. Dziennikarze bez przerwy dziwili się tej zdumiewającej cesze Polaków,
która kazała im tak tłumnie kandydować, podczas gdy radykalnie zmniejszyła
się liczba mandatów. Rzeczywiście. W poprzednich wyborach Rada Miejska
Wrocławia liczyła sobie 70 radnych. Obecna tylko 40. Ponad 40% mniej miejsc
do obsadzenia! Podobnie było w całej Polsce. Tymczasem idiotyczna ordynacja
wyborcza, wymuszająca, żeby każdy kandydat na wójta czy prezydenta
przyprowadził ze sobą całą watahę kandydatów, spowodowała, że liczba
kandydatów, w skali całego kraju, przekroczyła 300 tysięcy! A jednak nie
słyszeliśmy, żeby ci sami dziennikarscy mądrale krytykowali idiotyzmy
ordynacji Millera i Spółki, i żeby kazali im najpierw uczyć się demokracji!
Nie, to tylko „niedojrzałe społeczeństwo”.

Teraz wszyscy czekamy na drugą turę, bo pierwsza wyłoniła znikomą
ilość „pierwszych na mecie”. Druga tura, jak nas zapewniają, będzie
kosztowała nas tyle samo co pierwsza, a więc kolejne dziesiątki milionów
złotych.

I komu ta druga tura jest potrzebna? W jakim celu mamy wydawać tak ogromne
kwoty? Komu potrzebny jest bój pomiędzy parami kandydatów w każdej gminie?
Ale, okazuje się
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka