Gość: prowokat
IP: *.chello.pl / *.chello.pl
15.11.02, 11:24
Socjaliści zawsze chcą jak najlepiej - to oczywiste. Tak się jednak składa,
że ludzie też zazwyczaj chcą dla siebie jak najlepiej. Jeśli "jak najlepiej"
po socjalistycznemu byłoby tym samym, co "jak najlepiej" w rozumieniu
normalnego człowieka - to zazwyczaj nie byłby potrzebny przymus. Gdy więc
pojawia się przymus - nabieramy podejrzeń, że Czerwoni znów chcą nas
wykiwać.
Np. tow. Włodzimierz Ilicz Uljanow (ksywka: Lenin) doszedł do wniosku, że
najlepiej będzie, gdy zabierze się wszystko bogatym i da biednym. Myśl nie
całkiem nowa - jeszcze Chrystus dawał takie wskazówki. Tyle tylko, że
sugerował bogatym, by rozsądnie dali coś biednym (i to nie wszystkim: głupie
panny, które nie zaopatrzyły się w oliwę do lamp, nic nie dostały; głupim
nie warto dawać, bo i tak zmarnują!) - ale nie przyszło Mu do głowy, by
odbierać bogatym pod przymusem! I to jest ta "drobna" różnica między
chrześcijaństwem a socjalizmem.
Chrystus chciał dobrze. Lenin chciał jeszcze lepiej. Lepsze jest wrogiem
dobrego - więc jakoś nie wyszło.
To oczywiste. Czasem jednak nie jest oczywiste, że zapoczątkowanie
jakiejś działalności musi skończyć się przymusem.
Np. eutanazja. Pomińmy cynicznych łajdaków, opłacanych przez rządy i
towarzystwa ubezpieczeniowe, chcące zaoszczędzić na emeryturach;
większość "bojowników o prawo do dobrej śmierci" sądzi, że chce zaoszczędzić
ludziom cierpień. Nie zdaje sobie sprawy, że jeśli w jakimś państwie
(Holandia już rozpoczęła ten modelowy bieg ku przepaści!) zostanie
wprowadzona eutanazja, to na początku będzie się zabijać starców za ich
zgodą, potem rodziny (i towarzystwa ubezpieczeniowe!) będą coraz mniej
delikatnie sugerować, że właściwie to już czas... a potem po prostu
wprowadzi się przymus. W jednych państwach: po przekroczeniu - powiedzmy -
75. roku życia; w innych wprowadzi się jakieś testy fizyczne i psychiczne
(na niektórych wyspach Polinezji starcy raz do roku muszą wejść na palmę
(jak nie potrafią - no, to trudno...); jak wejdą - to trzęsie się drzewem
(jak spadnie - no, to trudno...), w jeszcze innych zapewne za pozostanie
przy życiu trzeba będzie płacić...
I to jest nieuniknione. Gdy raz naruszyło się tabu, jakim jest świętość
życia - to nie ma jak zatrzymać się na równi pochyłej.
I tylko ciekawe, że ci sami ludzie, którzy są przeciwnikami kary śmierci
dla morderców - są zwolennikami eutanazji!!!
To samo dotyczy np. transfuzji i przeszczepów. Zaczęło się niewinnie: od
szczepień - nie minęło i sto lat, a szczepienia przeciwko niektórym chorobom
stały się przymusowe! Nie minęło sto lat od chwili wprowadzenia transfuzji
krwi - a dzieci wyrywa się rodzicom (np. świadkom Jehowy) i pod przymusem
dokonuje transfuzji...
Przeczytałem niedawno w tygodniku "Wprost", że p. prof. Bogusław
Wolniewicz nazywa przeszczepy ludożerstwem. Ma on oczywiście rację, bo to
tak się ładnie zaczyna: możesz ofiarować komuś swoją nerkę lub pół wątroby.
Piękny czyn - jeszcze piękniejszy niż św. Marcina, który marznącemu
biedakowi oddał połowę swojego płaszcza...
Tyle że na tym się nie skończy; nie może skończyć.
I jest człowiek, który wyszedł proroczo przed swój czas!
Przed paru dniami czytałem wypowiedź p. prof. dra hab. Zbigniewa Religi,
który zażądał - ni mniej, ni więcej - by oddawanie organów osób zmarłych na
przeszczepy było obowiązkowe! Rodzina, która spróbowałaby się temu
sprzeciwić, odpowiadałaby przed sądem za nieudzielanie pomocy osobie
zagrożonej śmiercią - albo nawet za umyślne spowodowanie śmierci...
Tak naprawdę za tą potworną propozycją kryje się ta sama zasada, która
kierowała Leninem. Lenin uważał, że dom człowieka (i w ogóle własność
człowieka) należy do społeczeństwa - więc można mu ją zabrać. Za czym szło
zazwyczaj "uspołecznienie" własności (u innych socjalistów - narodowych, jak
Adolf Hitler - nazywane "nacjonalizacją"); zresztą: jak zwał - tak zwał;
ważne, że zabierali...
Dla powszechnego dobra, ma się rozumieć.
Dokładnie tak samo rozumuje p. prof. Religa. Moja nerka, to nie moja
nerka - to własność całego Ludu (w języku socjalistów) lub "całego Narodu"
(w języku narodowców). Moje ciało - to nie moje ciało; to "nasze" ciało. I
kto chce, może je kroić.
Pożeranie trupów to, oczywiście, dopiero początek (Lenin też rozpoczął od
konfiskaty "mienia porzuconego"). Bo przecież jeśli chodzę sobie po ulicy
mając dwie zdrowe nerki, a tam komuś grozi śmierć z braku nerki - to jest
słuszne i usprawiedliwione, by podeszło do mnie kilku panów, wpakowało do
karetki, zawiozło na stół operacyjny, nerkę wycięło i wstawiło komu trzeba.
To jest słuszne i sprawiedliwe. To znaczy: "społecznie sprawiedliwe".
I, rzecz jasna, p. Religa chce jak najlepiej...
W przeświadczeniu, że to się musi tak skończyć, jestem zdecydowanym
przeciwnikiem przeszczepów. Nawet dobrowolnych. Jest to naruszenie świętości
ciała ludzkiego - a naruszanie tabu tak się skończyć musi.
Zakaz przeszczepów usunąłby groźbę porwań dla wycięcia nerki, groźbę
nacisku psychologicznego (i prawnego) w kierunku oddania komuś nerki - ale
też skłoniłby medyków i techników do rozwijania sztucznych narządów. A, być
może, dałoby się skorzystać z klonowania: każdy mógłby oddać trochę swoich
komórek, z nich wyhodowałoby się jego własną nerkę, wątrobę, serce, trochę
płatów skóry - i w razie potrzeby byłoby jak znalazł!
Jak się naukowców zmusi do wysiłku - to coś wynajdą. Jak pozwoli się im
iść na łatwiznę ("Wyszukajcie dawcę, my tu sobie poczekamy przy stole
operacyjnym...") - to będą czekali.
I proszę mi nie mówić, że ja sam, lub ktoś inny, może umrzeć z braku
dawcy. Szansa, że zemrę z braku sztucznego narządu, jest znacznie mniejsza
od szansy, że zginę pod kołami samochodu. A mimo to nie boimy się wychodzić
na ulicę - nieprawdaż?
To nie bójmy się żyć bez możliwości przeszczepu!!