puls
24.06.06, 16:09
Ten "prezydent" wszystkich Polakow to niezly zart !
Zdaniem lidera PO Jana Rokity, prezydent Lech Kaczyński wsparł posła PiS Jacka
Kurskiego w "prowokacji" wobec PO - chodzi o tzw. aferę billboardową. Rokita
zastanawia się, czy prezydent nie otarł się w tej sprawie o konstytucyjne
przesłanki do impeachmentu, czyli usunięcia z urzędu.
Firmy outdoorowe organizujące kampanię Tuska oświadczyły jednak, że nie
współpracowały z PZU przy kampanii "Stop...". Okazało się, że to firmy
pracujące przy kampanii Lecha Kaczyńskiego pracowały przy kampanii PZU i to
plakaty kandydata PiS wisiały na tablicach wykorzystywanych wcześniej przez PZU.
Rokita stwierdził, że w momencie gdy to wykazano, "do akcji" wkroczyły
najważniejsze osoby w państwie: premier, szef PiS oraz prezydent, który
przyznawał Kurskiemu rację.
- Prezydent, który z niskich pobudek, w swojej i w złej zarazem sprawie,
wspiera prowokację, to jest zjawisko całkowicie nowe w polskiej rzeczywistości
- powiedział Rokita.
Ocenił, że takich zjawisk nie odnotowano nawet w czasach dość niskiej jakości
pod względem standardów prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego.
Według Rokity, po raz pierwszy mamy do czynienia z taką sytuacją, w której
głowa państwa wspierała prowokację i robiła to w złej wierze, bo - jak mówił
Rokita - już po zdemaskowaniu tej prowokacji, a nie przed.
- Tego rodzaju zachowanie - ze znakiem zapytania to powiedzmy, a nie z
wykrzyknikiem - ociera się o ten przepis konstytucji, który powiada, iż
prezydent za złamanie prawa ponosi odpowiedzialność przed odpowiednim
Trybunałem. Jest taki przepis w konstytucji, a ta instytucja nazywa się
impeachment -powiedział Rokita.
(PAP)