Gość: andrzeja
IP: *.icpnet.pl
26.05.01, 13:38
Starannie zaplanowana tragedia
Zagłada większej części ludności Jedwabnego, w tym całej żydowskiej części
społeczeństwa, robi wstrząsające wrażenie. Nie ma wątpliwości, kiedy i gdzie ci
ludzie zostali wymordowani. Przerażająca wizja ich śmierci została
przedstawiona w książce i filmie. Autora „Sąsiadów” ceniłem wysoko już za
poprzednie publikacje. Mimo to, nie mogę teraz akceptować ogólnego obrazu i
wniosków.
Chodzi o to, że znam realia okupacji, nie wyłączając jej brudnych stron,
żyłem w tych czasach i widziałem je. Jestem także autorem książki, wprawdzie
tylko powieści, ale opartej na faktach. Zresztą, niech mówi sama za siebie,
oprócz wydania książkowego, jest też obecnie ogólnie dostępna w internecie:
Andrzej Anonimus, „Przecież to jeszcze szczeniak”,
www.psy.pl/AndrzejAnonimus, www.icpnet.pl/~andrzeja i in.
Jednak te obrazy absolutnie się nie zgadzają. Musiałem to jakoś wyjaśnić -
samemu sobie. Po prostu zdarzenia nie mogły mieć takiego przebiegu, jak
opisany Przecież taka zbrodnia nie zgadza się nawet z cechami polskich
przestępców, zupełnie inny modus operandi. Nigdy nie zdarzyło się, żeby palili
oni stodołę pełną ludzi - natomiast to jakby wizytówka SS. Po przemyśleniu,
doszedłem do wniosku, że w materiale p. Grossa, zachodzą istotne luki, w
przedstawieniu tła i okoliczności.
Błąd, moim zdaniem, wynika z traktowania zbrodni w Jedwabnym jako izolowanego
zdarzenia. W rzeczywistości jest to fragment wielu podobnych, jakie zdarzyły
się wtedy, na Litwie, Łotwie i Białorusi i nawet dalekiej Estonii, a wkrótce w
Rosji i na Ukrainie, a dokładniej - na ówczesnych ziemiach poradzieckich.
Uderzająco zbliżony scenariusz i można powiedzieć, reżyseria. Czy można uważać
to za przypadkowy zbieg okoliczności?
Moim zdaniem, byłby to dowód ignorancji albo ślepoty, lub może świadomego
zamykania oczu. Dla ludzi, którzy widzieli te czasy na własne oczy i przeżyli,
nigdy nie ulegało najmniejszej wątpliwości, że to jeden ciąg, jedno pasmo
zbrodni seryjnych. I być może dlatego, sprawa powraca jeszcze raz obecnie, gdy
ludzie z tamtych czasów przeważnie nie żyją, albo już nie wiele pamiętają.
Zacznijmy od miejsca i czasu tamtej zbrodni. Dolina Biebrzy, północny
kraniec Mazowsza, tuż przebiegała granica lub granice, raz z jednej, a raz
drugiej strony, najpierw prusko-rosyjska, a blisko także wewnętrzna celna
między Krajem Nadwiślańskim i resztą Cesarstwa (Łomża przez pewien czas
stanowiła gubernię „istinno ruską”), potem z Prusami Wschodnimi.
Tradycyjny okręg przemytniczy. Nie uważam przemytników za przestępców, ale
tutejsi Mazurzy mieli opinię ludzi twardych i pamiętliwych, żyli z konieczności
biednie i prymitywnie, nie mieli dostępu do oświaty. Jednak wychowani surowo,
bezwzględnie przestrzegali wpojonych zasad i pracowali ciężko. Z ludnością
żydowską żyli w dobrych stosunkach, a że byli sami gnębieni przez carat,
pogromy nie miały tu szans, solidarność wobec władz. Pewne zadrażnienia
istniały raczej z mieszkającymi w pobliżu prawosławnymi.
W okresie II Rzeczpospolitej to się nie zmieniło. Chociaż to baza Endecji, nie
ma zatargów z Żydami. Przemyt z i do Prus Wschodnich pozostał nadal jednym ze
źródeł utrzymania, Mazurzy stanowią przy tym raczej siłę roboczą, a Żydzi
zaplecze finansowe i org.
Wreszcie w okresie II Wojny Świat. teren znalazł się najpierw pod okupacją
radziecką, potem krótko na obszarze administracyjnym tzw. terenów poradzieckich
(zwanym potocznie OO. – od Ober-Ost) i wkrótce w III Rzeszy, w Prusach
Wschodnich. Nie miał żadnej łączności z GG, jakby rezerwatem dla Polaków -
oddzielony granicą od reszty ziem Polskich. To istotna okoliczność, gdyż
struktury Polskiego Państwa Podziemnego tu nie sięgały, w każdym razie z
początku.
Lipiec 1941 zaś, to czas przełomowy nie tylko dlatego, że Hitler skoczył do
gardła dotychczasowego sojusznika. Także dlatego, że po rozpoczęciu wojny i
pierwszych sukcesach zezwolił na uruchomienie od dawna planowanej operacji
wymordowania Żydów (charakterystyczne, bo także i pierwsza masowa akcja przeciw
Polakom, tzw. AB, rozpoczęła się dopiero, kiedy na froncie francuskim
zarysowało się powodzenie). Holocaust rozpoczął się właśnie w świeżo zdobytym
okręgu północno wschodnim i obszarze przybałtyckim, od strony Prus. Na
początek, Żydzi zostali faktycznie wyjęci z pod prawa, wg zasad średniowiecza:
każdy mógł ich zabić, ograbić, zrobić cokolwiek zdołał, nie ponosząc
odpowiedzialności. Wyjętemu z pod prawa nie wolno było udzielić żadnej pomocy,
kiedyś nazywało się to, ognia ni wody, pod groźbą, że kto to zrobi, sam
poniesie podobne konsekwencje.
W każdym społeczeństwie istnieje pewna liczba kryminalistów i zbrodniarzy,
nawet w normalnych warunkach wyrządzają oni dość zła. Wyobraźmy sobie, że w
jakimkolwiek kraju, abstrahując, niech to będą np. nawet USA - wielonarodowe
społeczeństwo ulega jakiejś katastrofie i rozpadowi, może po klęsce z
silniejszym wrogiem i część tego społeczeństwa, powiedzmy nawet - wiodąca dotąd
grupa białych protestantów pochodzenia anglosaskiego, zostaje wyjęta spod
prawa. Co by się stało, czy nie doprowadziłoby to automatycznie do zbrodni i
rabunków? Nawet bez dodatkowej prowokacji?
Jednak doszedłem do wniosku, że również takie założenie niczego nie wyjaśnia w
przypadku Jedwabnego. Mogę sobie wyobrazić zbrodnie z tych powodów, jednak w
takim wypadku jej przebieg byłby inny. Moje doświadczenie, moja znajomość
realiów wojny i okupacji mówi mi, że taki scenariusz jest też niemożliwy, wręcz
absurdalny.
Pan Gross pisze, ze badał tą sprawę, gdyż podejrzenie udziału okupanta było
oczywiste, lecz w archiwach nie znalazł żadnego śladu, a gdyby ta zbrodnia
rzeczywiście była dziełem Niemiec, to musiałaby figurować przynajmniej w aktach
RSHA. Tu nasuwa się pierwsza wątpliwość. Przecież, gdyby Pan Gross
przeprowadził badania w dowolnych archiwach, czy w ogóle mordowanie Żydów miało
jakikolwiek związek z Hitlerem, to też by tam niczego nie znalazł. Nikomu się
to dotąd nie udało, a gdyby ktoś tego dokonał, okryłby się sławą, to byłaby
sensacja stulecia. Czy na tej podstawie należy wyprowadzić wniosek, że
Holocaust to była samorzutna akcja funkcjonariuszy i urzędników, którzy
przekroczyli swoje kompetencje, a Hitler nie miał z tym nic do czynienia?
Trzeba stosować zdrowy rozsądek, bez tego dojdziemy do absurdu.
Nie trzeba długich badań ani poszukiwań w archiwach, wystarczy skorzystać z
biblioteki Proponuję przejrzeć niemieckie gazety z lipca 1941r, wszystko jedno,
centralne czy lokalne. Wszędzie, obok komunikatów o zwycięstwach, opisy,
fotografie, korespondenci znajdują piwnice pełne zwłok, masowe groby, stosy
ciał ze śladami tortur, niesłychany terror. Trwa szczucie Żydów – patrzcie, to
ich dzieło.
Ciekawe, czy w RSHA znajdują się jakiekolwiek dokumenty o mordowaniu Żydów w
Kownie, Dyneburgu, Rydze, Mitawie i dziesiątkach innych miejsc. Tak na przykład
3 sierpnia korespondent Voelkicher Beobachter wspomina, że przy poparciu
niemieckich władz (właściwie Behoerden), w dalekiej Rydze Łotysze utworzyli
umundurowane oddziały łotewskiej milicji (używając terminu partyzanci!!!);
Żydów i bolszewików, którzy nie uciekli w porę, albo pozostali w złych
zamiarach, wyciągnięto z ich kryjówek i wymierzono zasłużoną karę. Czyli - że
to Żydzi sami ponoszą winę.
A już 4 lipca ukazał się komunikat OKW, że w rejonie Mińska poddało się 20000
żołnierzy AC (następnego dnia jeszcze więcej), rozstrzelawszy przedtem swoich
(żydowskich) komisarzy. Wątpię, czy w archiwach RSHA znajdzie się materiał
sprzeczny, opisujący prawdę. To co, mamy też wierzyć, że również i komisarzy
zaczęli mordować ich podwładni spontanicznie, a Hitler tylko wydał rozkaz z 6
czerwca, aby im oszczędzić fatygi, i dlatego sformowano E