ydorius
02.01.02, 13:29
Ponieważ nasza dyskusja zaczęła przypominać tasiemca, pozwoliłem sobie wyrwać
z kontekstu Twe wypowiedzi i umieścić je w nowym (znacznie poręczniejszym)
wątku. Tak, wiem, że jest to wątek stworzony ponad potrzebę, jednak mam
nadzieję, że nie potraktujesz go swoją ulubioną brzytwą Ockhama…
Mam nadzieję, że nowy wątek nie spowoduje zagubienia sensu wypowiedzi, a na
pewno uczyni ją trochę klarowniejszą:
K: To stary paradoks zolwia i zajaca. Rownie dobrze mozna powiedziec, ze
np. podczas olimpady w Sydney wszyscy 100metrowcy wpadli na mete rownoczesnie,
bo
roznice miedzy nimi byly nieistotne, nie do uchwycenia tzw. golym okiem; bez
praktycznego znaczenia, bo czy ktos przebiegnie
100m w 9.98 czy 10.01 sekundy to tak czy owak jest bardzo szybki, i
praktycznie
nikt poza ulamkiem promila nie ma z nim szans. Ale NIE o to tu nam przeciez
chodzi. Po prostu popelniasz blad ekstrapolacji. Przyklad: roznica ceny
jednego
grosza NIE jest istotna, gdy kupujesz samochod (nawet uzywany) albo tym
bardziej
dom. Podobnie roznica dwoch czy trzech groszy. Kiedy sie wiec zaczyna roznica?
Od
10 groszy, a moze od 100 (1zl), a moze dopiero od tysiaca (10zl)? Podobnie:
kiedy
mezczyzna tracacy wlosy staje sie lysy? Jak straci 1% wlosow? NIE! A jak 10%?
Widzisz, tu chodzi o przechodzenie ilosci w jakosc. Poniewaz to zalatuje
Marxem,
wiec obecnie NIE jest w modzie... Ale tak jest: w pewnym momencie NIEistotne
dotad zmiany sie kumuluja, i powstaje nowa jakosc, np. pojawia sie zmiana
polozenia...
Zgoda, a więc jednak uznajesz, że w jednej attosekundzie „coś się dzieje” (bno
inaczej nie miałoby się co kumulować, prawda? A w połowie attosekundy? No, też
musi się coś dziać, by miała z czego powstać attosekunda. I tak dalej: AD
INFINITUM, bo nie jesteś w stanie podać naprawdę „kwantu czasu”. Mylę się?
K: Wlasnie o nim mowilem. Zenon wcale NIE byl medrcem, ale zrecznym
sztukmistrzem. Nie rozumial, ze ilosc przechodzi w jakosc, ze drobne,
pozornie nieistotne zmiany zaczynaja sie kumulowac, i pojawia sie nowa
jakosc, np. widzimy (obserwujemy, mierzymy) ruch. O tym paradoksie
napisano zreszta tony publikacji...
Nazwałem Zenona mędrcem, gdyż w swoim czasie był mędrcem. Podobnie jak
sofistycy, czy pitagorejczycy, o których dziś wiemy, że gadali bzdury
niestworzone. Za paręset lat Einstein również nie będzie mędrcem, podobnie jak
dziś patrzymy na Newtona – historycznie nieoceniony, ale empirycznie…
K: Znow ten blad ekstrapolacji. To nie chodzi o to, ze nie jestesmy w stanie
nazwac (bo jestesmy), ale ze taka ekstrapolacja ad infinitum NIE ma po prostu
sensu! Przyklad: kiedys pociagi jezdzily z szybkoscia
40km/h, przed wojna przekroczyly 200km/h, a niedawno zdaje sie i
500km/h (sam jezdzilem TGV Atlantique oraz ICE Berlin-Frakfurt/Main okolo
300km/h). Czy ekstrapolujac stwierdzisz, ze za powiedzmy milion lat przekrocza
one szybkosc swiatla? Niestety, fizyka (natura wlasciwie) wyznaczyla nam
NIEprzekraczalne granice...
Zgadza się, są pewne granice nieprzekraczalne, co nie znaczy wcale, że nie da
się ich przekroczyć… :-)) Słyszałeś zapewne o efekcie tunelowania, który
pozwala (przypuszczalnie) niektórym cząstkom przebywać odległości „szybciej
niż światło”, choć oczywiście w rzeczywistości wcale tego nie robią.
A co z zerem absolutnym? Przy osiągnięciu tego stanu zamiera wszelki ruch,
więc nie można osiągnąć żadnej temperatury poniżej. Popuśćmy wodze fantazji i
zastanówmy się, czy nie jest możliwy „antyruch” (podobnie jak „antymateria”),
który jest ruchem, który się pojawia przy temperaturach niższych niż zero
absolutne. Herezja? Wiele takich już było (neutrina również przecież były
herezją).
K: Ja tylko uwazam, ze natura jest taka, jak nam wskazuja wyniki badan.
A one wskazuja, ze sa granice szybkosci, ze wszechswiat jest ograniczony w
czasie i przestrzeni, ze po prostu NIE ma w naturze czegos takiego jak
nieskonczonosc. To jest wymysl naszych umyslow, podobnie jak tzw. Bog,
krasnoludki, Hobbity, Pan Zagloba, Sherlock Holmes itp.
Tyle, ze krasnoludki, Hobbity, Pan Zagloba czy Sherlock Holmes dostrczaja nam
rozrywki, a tzw. Bog nas straszy i kaza nas w jego imieniu, jak w niego NIE
wierzymy. Tak wiec zarowno tzw. Bog jak i nieskonczopnosc sa bytami zbednymi,
uzyjmy wiec wreszcie wobec nich brzytwy Occama!
Uzależniasz rzeczywistość od wyników badań. Czyli, ze w Średniowieczu jednak
nie było kwarków, nie było efektów kwantowych za Newtona, ani piątego wymiaru
za czasów Einsteina!
K: Znow blad ekstrapolacji. Czy naprawde sadzisz, ze w roku 34520 bedzie
pieniadz? Obejrzyj sobie Star Trek, tam jest dobry odcinek o tym, ze w wieku
zdje sie juz XXIV NIE bedzie ani gieldy, ani pieniadza,a wiec tym brdziej
lichwy i dlugow finasowych w ogole... Znow ta nieszczesna ekstrapolacja....
Nie wiem, co będzie pojutrze, a co dopiero za taki szmat czasu. Jednak mogę
sobie wyobrazić sporo: to, że nie będzie giełdy, pieniądza itp., jak również
to, że „horror vacui” i zawsze będzie jakiś pieniądz, jakaś gospodarka i jakaś
nierówność…
_____________________
Nie odniosłeś się do moich przykładów związanych z czystą logiką. Wcale się
temu nie dziwię, Kaganie. Dla Ciebie logika nie powinna istnieć, lecz,
niestety, natura naszej rzeczywistości wymaga, by się nią posługiwać.
Dlaczego dla Ciebie nie powinna istnieć? Jeżeli wierzy się, że natura jest
taka, jak wskazują na to wyniki badań, to logika znajduje się poza tą
klasyfikacją. Któreż badania pokażą prawdziwość zdania „p = p”? Żadne. Co
najwyżej można zastosować standardy Milla, lub inne sposoby indukcyjne, ale to
już nie jest logika, niestety. Wszelkie dowody logiczne, zakładają w sposób
ukryty istnienie nieskończoności (dedukcja z całą pewnością), jeżeli zaś nie
istnieje nieskończoność, pozostaje tylko, jakże intuicyjna, indukcja…
Pozdrawiam,
.y.