fruwam
12.05.05, 11:00
Nie wiem czy to mozna nazwac problemem ale chcialabym poznac opinie ludzi,
ktorzy znaja sie troche na psychologii.
Moja kwestia jest nastepujaca: non stop wystawiam sie na cierpienie
(szczegolnie w zwiazkach z facetami ale oczywiscie nie tylko), a kazdemu kto
sprawi mi nie wiem jaki bol potarfie wszystko od poczatku do konca wybaczyc.
Z kolei ludzi, ktorzy sa dla mnie "bezinteresownie dobrzy" odpycham. Nawet
najbardziej lekcewazace zachowanie potrafie usprawiedliwic (oczywiscie poza
przemoca - ta nie wchodzi w gre). Nigdy nie czuje potrzeby zemsty czy
nienawisci. Czesto slysze rady od znajomych typu "odegraj sie chamsko na nim
czy na niej" - kompletnie nie mam na to ochoty i osoby, ktora mnie
skrzywdzila nie potrafie nawet winic... Jak tylko mam jakis powazniejszy
problem w zyciu od razu mowie sobie, ze inni cierpia duzo bardziej i moje
klopoty to nic...
Prosze kogos kto zna sie na psychologii zeby mi powiedzial czy takie
zachowanie jest ok, czy moze nie lepiej byloby zmuscic sie czasami do postawy
bardziej egoistycznej, ofensywnej?
Dodam, ze rowniez przyciagam i przyjaznie sie z ludzmi, ktorzy maja mnostwo
problemow w zyciu i szukaja we mnie oparcia.