Przed lekturą zaleca się przeczytać recenzję Sławka [
miniurl.pl/122823 ]
Co mi się podoba:
Fabuła - Zdecydowany krok naprzód względem poprzednika - tam kolejny raz słuchaliśmy mocno zdartej płyty o pradawnym złu, które niechybnie przyniosłoby zagładę wszystkiemu co żyje, ale (nie)stety napatoczył się bohater i wszystko popsuł. Tutaj mamy historię uchodźcy, który na początku myśli o uratowaniu swojej skóry, potem o dorobieniu się, by zapewnić godziwy byt sobie i swojej rodzinie. Dopiero gdy to się mu uda, nasz bohater zostaje wplątany w wydarzenia szerszej, politycznej skali. Taką motywację kupuję od razu, wyrywamy się z biowareowej kliszy "Hej, musisz uratować świat, bo nikt inny nie chce, okej?" i za to brawa.
Scenariusz jest co prawda mocno liniowy, nie rozgałęzia się, ale dość często [częściej niż się wydaje przy pierwszym przechodzeniu gry, gdyż pewnych możliwości wówczas nie zauważamy] możemy podjąć decyzje, które przyniosą różne owoce w przyszłości. Do tego dylematy stawiane przed nami są "doroślejsze", podczas gry będziemy musieli odpowiedzieć na pytanie czy ważniejsza jest dla nas wolność jednostki, czy bezpieczeństwo ogółu i jak daleko można się posunąć w walce o swoje ideały. Do tego nie zawsze rozwiązanie, które wydawało się być dobrym przynosi oczekiwane skutki.
Niektórych może drażnić bohaterocentryzm, niemal wszystko zależy tu od nas, [jest jednak parę wyjątków, w tym jeden dość zaskakujący] nasza postać kształtuje wydarzenia, nie one ją, mnie to jednak zupełnie nie przeszkadza.
Dragon Age 2 pokazuje, że wcale nie musi być uberepicko i filmowo, [czytaj - holyłudzko, co dla mnie niekoniecznie jest komplementem] żeby było ciekawie.
Udźwiękowiony bohater - strzał w dziesiątkę i chyba jedyna rzecz ściągnięta do DA z Mass Effecta, którą mogę pochwalić. Dzięki temu nie mamy wrażenia, że nasz bohater jest cyborgiem; zyskuje wyrazistość, [choć to nie jest oczywiście zasługa tylko i wyłącznie udźwiękowienia, ale również scenariusza] a ja lubię wyrazistych głównych bohaterów. Osobną kwestią jest jednak JAK zostało to udźwiękowienie zrobione - tutaj mam mieszane uczucia. Dla pani Hawke wielkie brawa, używałem w dialogach głównie odpowiedzi typu witty joker i byłem bardzo pozytywnie zaskoczony fajną grą głosem, kiedy było trzeba było beztrosko, innym razem flirciarsko, naprawdę świetna robota. Dla odmiany jednak muszę skrytkować pana Hawke, skończyłem pierwszy akt wybierając na zmianę odpowiedzi evil i good [pomijam już tutaj, że były gorzej napisane] i za każdym razem wypowiadane były tym samym tonem faceta walczącego z zatwardzeniem. Do Sheparda nie ma startu.
Rozwój postaci - drzewka są ładne i czytelne, postacie poszczególnych graczy mogą się mocno różnić między sobą i to nie tylko dlatego, że jeden będzie prał mieczem dwuręcznym, a drugi mieczem/tarczą. Z tego co do tej pory zaobserwowałem, w zasadzie każdy set umiejętności/czarów może być przydatny, nie dojdzie do sytuacji z jedynki, że przez wywalenie punktów w nieodpowiednie drzewko mocno utrudnimy sobie grę [ nie mówię tutaj o grze na najtrudniejszym poziomie, tam zapewne niektóre buildy nie mają racji bytu].
Szkoda tylko, że specjalizacje dostajemy ot tak, po prostu. Nie wiążą się z żadnym questem, na określonym lvl-u dostajemy zwyczajnie punkt specjalizacji, który możemy dowolnie rozdysponować. Wystarczy więc pstryknąć, żeby poznać sekrety templariuszy, rzekomo bardzo przez nich pilnowane.
Długość gry - Ukończenie DA2 ze wszystkimi questami pobocznymi [bez DLC] zajęło mi 45 godzin i jest to dla mnie długość optymalna. W jedynce było to ~70 godzin, przy czym ostatnie 15-20 było niestety już mocno męczące. Bardzo możliwe, że w dwójce byłoby podobnie, na szczęście jednak w ostatnim akcie jest nieco mniej zadań pobocznych i możemy skupić się na main queście.
Drużyna - największy plus zostawiłem na koniec. Od razu mówię, że z jedynkowych postaci za naprawdę udane uważam Alistaira i Zervhana oraz w trochę mniejszym stopniu Morrigan, reszta była w najlepszym razie przeciętna, a pewna sepleniąca infantylna bardka zajmuje razem z Aerie [BG2] pierwsze miejsce w moim rankingu najbardziej wk*rwiających członków drużyny.
W DA2 mamy tylko 6 postaci, [po 2 z każdej klasy] ale są za to znakomicie napisane. Pochwalić trzeba też dobór głosów, bardzo podoba mi się walijski akcent Merrill, a Varric to chyba najlepiej zagrana postać od... hm, w ogóle?
Wszyscy członkowie naszej drużyny mają swoje przekonania, a to ma wpływ na przebieg gry i rozmowy, nie wystarczy też dać komuś prezent i dwa razy kliknąć przymilną opcję dialogową, żeby te przekonania zmienić - i dobrze!
Do tego obalono stereotypy - drużynowy krasnolud nie musi być głupi, głośny i rubaszny, elfka niewinna bez żadnej skazy itd.
Co do reszty - pozostaje mi przyklasnąć Sławkowi.
Co mi się nie podoba[a jest tego trochę]:
Walka [styl] - powyżej chwaliłem dorosłą fabułę, dylematy moralne, odejście od uberepickości, przedstawienie bohatera jako zwykłego człowieka. Aż się prosiło, żeby dorzucić do tego równie sugestywne podejście do walki, w jedynce wyglądało to nieźle, więc wystarczyło dorzucić nowe animacje [np dodać zwarcia broni, przecież były w kotorze!], może jeszcze bardziej postawić na "realizm" i byłoby fajnie. Ale nie - jakiś geniusz wymyślił, że do niegłupiej fabuły zrobimy bezdennie głupią walkę. Dostaliśmy zatem komiks czy anime, z mieczami większymi od bohaterów, kosmicznymi zdolnościami i durnym rozpadaniem się wrogów. Nasz bohater, więc jednak jest ubermenschem kładącym w każdym starciu batalion wrogów. Pasuje to jak kwiatek do kożucha.
Walka [ogólnie] - okej, jak już przebolałem powyższe, okazało się, że rzeźnia jest całkiem miła. Niestety, po jakimś czasie się znudziła - przede wszystkim lania po pyskach jest za dużo, w zasadzie non stop tłuczemy hordy potworów/złoczyńców. Nigdy nie napadnie na nas 2 czy 3 przeciwników, będzie ich kilkunastu, a gdy ich wyrżniemy ze ścian wyjdą, albo spadną z nieba następni - tłumaczenia, że to świetna sprawa, bo musimy mieć oczy dookoła głowy, uważam za absurdalne. Od razu mówię, że w jedynce też było za dużo walki, mimo że niektórzy powiedzą, że tam było taktycznie i w ogóle. Tu jest podobnie, można kombinować, na koszmarze pewnie raj dla maniaków [grałem na hardzie] a wrażenie mąci wspominana przeze mnie komiksowość, brak widoku taktycznego [który czasem, zwłaszcza w zamkniętych pomieszczeniach, utrudnia zorientowanie się co robi drużyna] oraz teleportowanie się nowych wrogów. No i zbyt łatwy poziom normalny, na którym pauzę wrzucamy od święta.
Do tego nie mamy tutaj żadnych starć, które zapadają w pamięć. Wszystko jest na jedno kopyto. No dobra, czasem trafi się jakiś większy pająk, czy smok, ale różni się od swoich mniejszych pobratymców jedynie tym, że ma więcej hp, zdolności te same. Nie pochwalimy się, więc koledze w stylu "haaa! a ja ubiłem Kangaxxa, a Ty nie!" no bo czym? Ubiłem 34 duże pająki i jednego ogromnego?
Questy poboczne - Nuuuuuda. Praktycznie cały czas ratujemy rodziny zleceniodawców ze szpon templariuszy/demonów/magów krwi. Ponadto KAŻDE zadanie sprowadza się do walki. Na palcach obu rąk można policzyć sytuacje, w których dzięki gadce możemy uniknąć rozlewu krwi, nie przypadkiem nie ma w DA2 żadnych umiejętności socjalnych... zresztą, nie ma w ogóle żadnych umiejętności "niewalecznych" [zapomnijcie także o kradzieży].
Pozytywnie wyróżniają się zadania dla kompanów. Są po prostu ciekawe i to nie tylko na tle innych zadań pobocznych. Ale sza, nie spoiluję
Uproszczenia/kwestie techniczne/bugi -
a.) Kółko dialogowe - kolejny transfer z Mass Effecta. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Bioware uważa graczy za kretynów, którzy nie zrozumieją, że kwestia "I'll rip your dick off and shove it down your throat" jest nieuprzejma, dlatego opatrzyli ją stosowną czerwoną ikonką, podobnie serduszkiem oznaczyli możliwość romansu, żeby nikt broń