Forum Sport Sport
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    NBA: Zachód - Wschód 136:132

    IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.04, 08:05
    jestem I
    Obserwuj wątek
      • Gość: erek szyn Re: NBA: Zachód - Wschód 136:132 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.02.04, 09:10
        dlatego, ze masz najkrotszego bolka
      • Gość: qrachee Re: NBA: Zachód - Wschód 136:132 IP: 5.5R1D* / *.mch.sbs.de 16.02.04, 09:47
        o ile mnie pamiec nie myli to rok temu wygral jednak wschod
        • Gość: kornik Re: NBA: Zachód - Wschód 136:132 IP: *.icpnet.pl 16.02.04, 10:22
          pamiec cie myli po wschod przegral po 2 dogrywkach!!!
        • Gość: pejton Re: NBA: Zachód - Wschód 136:132 IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.02.04, 10:22
          MYLI Cie pamiec:-) pozdrawiam!
          • Gość: Koles Re: NBA: Zachód - Wschód 136:132 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.04, 10:46
            Jestem w pierwszej dziesiatce !! <jupi>
      • Gość: luka78_Detroit Hymn przed meczem IP: *.rosvle01.mi.comcast.net 16.02.04, 15:22
        Nie wiem czy polska TV transmitowała (retransmitowała) ten mecz. Ale wszyscy
        narzekający na występ Edyci Górniak w Korei powinni obejrzeć wykonanie hymnu
        amerykańskiego przez Krysię Agilerówną. Było tak złe że nie byłem pewien czy
        ona żartuje, czy śpiewa naprawdę.
        BTW: Ben Wallace wczoraj rządził na parkiecie :)
        • Gość: Bombel Re: Nudy... IP: *.proxy.aol.com 16.02.04, 15:58
          Zachod wygral po raz czwarty w ostatnich 5-ciu spotkaniach.
          Najlepszym na parkiecie O'Neal,ten duzy.
          Dawno takiego dziadostwa nie widzialem.
          Mecz bez emocji i sporowej walki.Bez efektownych zagran,moze 3 czy 4 wsady
          Cartera i McGrady'ego ktore poruszyly widownie... Wszyscy przeszli obok.Jak
          najmniej sie zmeczyc.
          Lza sie w oku kreci kiedy przypomne sobie TE mecze z udzialem Jordana,Thomasa,
          Byrda,"Magica",Kareema,Wilkinsa,Ewinga czy Berkleya.
          Program rozrywkowy tez o "kant sempiterny" rozbic.
          Hymn Aquillery nie byl znowu tak zle wykonany.Widzialem i slyszalem gorsze.
          Tu jednak z tego nikt nie robi takiego wielkiego "halo",zostawiajac
          interpretacje wykonawcom.
          A wracajac do wykonia hymnu w Korei.Ciekawe jak ktokolwiek zaspiewalby
          jakakolwiek piosenke nie slyszac muzyki i swojego glosu?A tak bylo na
          stadionie.Nieprawdaz?
          Pa,chopaki...
      • Gość: imac ZNA KTOŚ LINK DO TORRENTA ABY SCIAGNAC MECZ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.04, 15:59
        ZNA KTOŚ LINK DO TORRENTA (lub gdzies indziej) ABY SCIAGNAC TEN MECZ ???
        thx.
      • Gość: kubasa Re: NBA: Zachód - Wschód 136:132 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.04, 17:11
        to nie byl taki zly mecz. Bylo troche emocji a i kilka efektownych akcji.
        Szczegolnie Shaq zaimponowal gdy przedryblowal cale boisko. No i podbala mi sie
        akcja Kidda z Martinem lub Magloirem juz nie pamietam, kiedy to Kidd odbil
        pilke wysoko o tablice a zapakowal jeden z nich. Wogole wschod ma calkiem
        ciekawych zawodnikow: Magloire, Martin czy O'Neil, ktory faktycznie wyrasta na
        najlepszego zawodnika na wschodzie. No i nieoceniony Kidd...
        • magazyn1 Re: NBA: Zachód - Wschód 136:132 16.02.04, 21:54
          Tu nie chodzi o to czy byl zly czy nie.Chodzi generalnie o to, ze mecz byl
          nijaki!Juz sama akcja Szaka swiadczyla o podejsciu co poniektorych zawodnikow
          do gry!A wykonanie "osobistych" przez wschod"?11 z 22!
          aA 3 punktowce?Wschod rzucal 28 razy i co? Weszlo 9!Reszta to straty pilek.
          Zachod rzucal tylko 18 razy i skutecznosc rowniez kiepska,weszlo 5.
          To,ze sa obiecujacy zawodnicy nie swiadczy,ze mecz dalo sie ogladac bez
          ziewania.
          Powtarzam nie ma w tej chwili zawodnikow ktorzy klasa mogliby dorownac
          wymienionym wczesniej przeze mnie koszykarzy.
          Moze za rok bedzie lepiej?
      • Gość: adam ten mecz był czwarty w LA IP: *.bnet.pl / *.bnet.pl 16.02.04, 20:47
        Poza wymienionymi przez Was 72 i 83, w Los Angeles grali takze w 1963 roku.
        Wystarczylo przeczytac zapowiedz na www.erabasket.pl

        pozdrawiam
      • Gość: Wilt Garść wrażeń z Weekendu Gwiazd IP: 62.29.137.* 20.02.04, 14:54
        - Rookie Challenge: tego niestety nie transmitowali, ale można powiedzieć
        jedno: liczący na wygraną pierwszoroczniaków, jakoby rekordowo silnych z
        LeBronem i Melo, srodze się pomylili! Gra jako taka kiepska, ciekawe że Yao
        zagrał znacznie słabiej niż później w ASG: oszczędzał siły? Cholera, Amare
        pobił rekord punktowy Kobego… ;-)

        - Shooting Stars (3 na 3): gratulacje dla drużyny Lakers, wygrywającej z
        pozycji „underdoga” , mimo posiadania tylko 1 niskiego, dobrego w rzutach
        za „3” gracza (składy w ogóle pod tym względem nie były zbilansowane),
        pokonując faworyzowanych Spurs, którzy takich zawodników mieli całą trójkę! Nie
        mogę się oprzeć pokusie stwierdzenia, że to wróżba przed playoffs… ;-)

        - Skills Challenge: brawa dla Fishera, który – również jako „underdog” - dotarł
        do finału; podczas gdy nawet nie przygotowywał się do konkursu, w którym miał
        wystąpić GP! Baron Davis był jednak wyraźnie najlepszy (chyba nie popełnił ani
        jednego błędu). Zaskoczyła słaba postawa Marbury’ego.

        - Shootoout: myślałem , że wygra Peja, a tu… Chyba nikt nie ma wątpliwości, że
        jest generalnie najlepszyzm shooterem z uczestników, więc jaki był powód:
        słabszy dzień, zwykły pech, zbytnia pewność siebie, czy przeciwnie: obciążenie
        psychiczne rolą faworyta? Raczej to ostatnie, połączone z brakami taktycznymi:
        te ostatnie piłki wrzucał już jak najszybciej, zamiast przerwać na chwilę i
        wycelowac dokładniej (to samo robili zreszta wszyscy). Lenard czegoś w końcu
        dokonał i będzie miał o czym wnukom opowiadać. Gratulacje dla młodego Korvera,
        spisującego się dzielnie w podobnych okolicznościach co Fish. Mobleya wstawili
        tam chyba dla śmiechu, jak uprzednio Walkera, ale Billups – mimo swojej
        reputacji „clutch player” – był jeszcze gorszy!

        - Konkurs wsadów: gdybym się podniecał tą pseudodyscypliną, mógłbym znów
        poubolewać nad upadkiem szlachetnej sztuki dunkowania. Dobrze, ze tak nie
        jest. :-) Tu było podobnie: Richardson jest najlepszy, ale przegrał przez
        własny, delikatnie mówiąc, brak myślenia, podobny zresztą jak u Freda Jonesa, z
        którym jakby ścigali się, kto przegra: najpierw Jones decydując się po raz
        drugi na wsad z podaniem piłki z widowni, choć za pierwszym razem spieprzył; a
        za chwilę J – Rich próbując ryzykownego dunku, choć do zwycięstwa wystarczyłby
        mu łatwy i 42 punkty. Zawiódł Ricky Davis, a sędziowie trochę skrzywdzili
        Andersena; w dodatku Nicholson wyśmiewął się z jego włosów! ;-)

        - I najważniejsze, czyli Mecz Gwiazd. Okazało się, że dwa niewyrównane składy –
        każdy w różny sposób, Zachód ze znaczną przewagą graczy niskich, a Wschód
        wysokich – mogą zapewnić całkiem wyrównaną walkę i sporo emocji. Nastąpiło to
        jednak w dużej mierze na życzenie samego Zachodu, którego gracze czujac się
        faworytami grali na poczatku za luźno i wygłupiali się, więc nie zbudowali
        przewagi punktowej, a Saunders (Carlisle zrobił lepszą robotę od niego) mimo
        tego przedwcześnie zaczął troszczyć się o to, żeby każdy mógł pograć,
        niepotrzebnie wycofując starterów (co skończyło się czymś odwrotnym: starterzy
        grali dłużej niż byłoby normalnie, bo musieli ratować wynik). Na Wschodzie
        brawa oczywiście dla debiutanta Magloire’a, poza tym świetnie grał Kidd, a
        dobrze Jermaine i K. Martin (za to T – Mac po raz kolejny udowodnił, jakie
        braki ma w „clutchness”). Na Zachodzie pokazali się Duncan, Garnett, Allen,
        nawet Yao, ale oczywiście o losie meczu przesądził superduet z LA. :-) Shaq,
        kiedy przestał zgrywać się na PG, udowodnił, że jeśli akurat gra i jest w
        formie potrafi wciąż być nie do powstrzymania (przynajmniej przez nikogo ze
        Wschodu); nie wiem, kiedy ostatnio ktoś zaliczył w ASG tyle dunków! Partnerował
        mu dzielnie Kobe, drugi strzelec (mimo tylko 12 prób z gry!), bez wątpienia
        najlepszy defensor (5 przechwytów) i ogólnie najbardziej zbilansowany gracz
        meczu. Łyżką dziegciu w beczce miodu jest tylko to, że nie został co – MVP;
        zapewne zostałby, gdyby grał bardziej egoistycznie i zaliczył więcej rzutów
        (głupek z polskiej TV powiedziałby wtedy, że rzuca na siłę, zamiast, że podaje
        na siłę…).

        Ale grunt, że Weekend Gwiazd należał do Lakers! :-)))) Teraz czas na ostateczne
        doleczenie kontuzji i zakończenie sezonu paroma mocnymi „winning streaks”!

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka