Gość: grzeda
IP: *.alpro.pl
26.08.02, 15:32
Dziękujemy, pamiętamy, czekamy
Zmęczeni i schorowani piłkarze Polonii nie potrafili pokonać poznańskiego
Lecha. Mimo ambitnej gry, zremisowali z beniaminkiem 0:0. - Połowa moich
piłkarzy, zmagających się z przeziębieniem, dopiero w piątek wznowiła
treningi - usprawiedliwiał drużynę trener "Czarnych koszul" Janusz Białek.
Lech kojarzy się kibicom Polonii bardzo miło. Wiosną 2000 roku, w drodze po
mistrzostwo Polski, "Czarne koszule" pokonały poznańskich rywali aż 5:0.
Jedną z bramek Emmanuel Olisadebe uświetnił pamiętnymi fikołkami i
akrobacjami, do dziś pokazywanymi w reklamówkach stacji telewizyjnych. Po
ponad dwóch latach Polonia prezentuje się nieco gorzej, Lech trochę lepiej,
ale przed sobotnim meczem warszawianie znowu byli faworytami. Wreszcie na
Konwiktorskiej dopisali kibice, zapełnił się nawet sektor gości.
Podopiecznych Bogusława Baniaka dopingowało ponad 100 sympatyków. W czasie
drugiej połowy na stadion Polonii dotarła kolejna grupa "kibiców" Lecha.
Powód opóźnienia? Bijatyka z fanami Legii, do jakiej doszło na Woli. -
Jesteśmy najlepsi - ryknęli chwilę po wejściu na trybuny fani "Kolejorza",
nie mając bynajmniej na myśli umiejętności swoich piłkarzy. Na boisku niemal
przez cały mecz przeważali poloniści, ale to goście stworzyli dwie akcje,
które najdłużej oklaskiwano. W 62. minucie Łukasz Madej trafił w poprzeczkę,
a pięć minut przed końcem Piotr Reiss strzelił efektownie z półobrotu
(Andrzej Krzyształowicz odbił piłkę na rzut rożny). Były napastnik
reprezentacji Polski, Herthy Berlin i MSV Duisburg zagrał po raz pierwszy od
maja, kiedy doznał kontuzji barku. Pod względem kondycyjnym wyraźnie
ustępował polonistom, ale samo pojawienie się na boisku słynnego piłkarza
wprowadziło sporo niepokoju w szeregach obronnych Polonii. - Wystąpiłem w
roli straszaka - przyznał później uśmiechnięty od ucha do ucha Reiss.
Podopieczni Janusza Białka grali bardzo dobrze w drugiej linii, swobodnie
rozgrywali piłkę. Brakowało jednak wykończenia akcji, a w miarę upływu czasu
również sił. W ciągu tygodnia zdarzało się, że warszawski szkoleniowiec miał
na treningu czterech lub pięciu piłkarzy... Pozostali przebywali na
zgrupowaniu reprezentacji albo zmagali się z wirusem (objawy podobne do
przeziębienia) - tajemniczą "pamiątką" po wyprawie na Maltę. Kibice Lecha
bardzo miło przywitali swoich byłych piłkarzy, Pawła Kaczorowskiego i Macieja
Scherfchena (czytaj poniżej), znacznie gorzej potraktowali... sponsora
Polonii Janusza Romanowskiego. W pewnym momencie wywiesili transparent z
obraźliwym napisem, sugerującym nieuczciwość działacza "Czarnych koszul".
Zdaniem poznańskich kibiców, prezes Romanowski zalega Lechowi za transfer
Scherfchena. Podczas konferencji prasowej głos zabrał rzecznik Polonii
Waldemar Skorupka. - Fani Lecha są świadomie wprowadzani w błąd. Nie jesteśmy
nic winni poznańskiemu klubowi, który prawa do transferu piłkarza przekazał
innemu podmiotowi gospodarczemu (firmie JAG Andrzeja Grajewskiego - przyp.
MB). Wkrótce sprawa powinna zostać wyjaśniona - stwierdził Skorupka.
Wirus maltański
Poznańscy kibice nie zapominają o swoich byłych zawodnikach. Podczas
sobotniego meczu wywiesili transparent z napisem "Kaczorowski, Scherfchen -
dziękujemy, pamiętamy, czekamy". Po zakończeniu spotkania obaj piłkarze
Polonii pobiegli z zawodnikami Lecha do sektora gości i podziękowali za
doping. - To bardzo miłe, że kibice Lecha pamiętają o mojej grze w tym
klubie - przyznał Paweł Kaczorowski (na zdjęciu). - Zawsze starałem się grać
jak najlepiej. Wprawdzie Lech spadł wówczas do drugiej ligi, ale jak widać,
kibice docenili mój wysiłek. Nie wiem, czy wkrótce wrócę do poznańskiego
klubu (działacze obu drużyn prowadzili rozmowy w tej sprawie - przyp. MB).
Tak czy inaczej, chciałbym kiedyś zagrać na Bułgarskiej.
W czasie sobotniego meczu reprezentant Polski walczył, biegał, podawał, ale
koledzy nie potrafili wykorzystać ofiarnej gry 28-letniego polonisty. W
końcówce spotkania nawet on rzadziej atakował bramkę rywali. - Nie czuję się
najlepiej. Z Malty wróciliśmy z tajemniczym wirusem, ciągle nie możemy
odzyskać pełni sił, co było widać na boisku. Boli nas gardło, kaszlemy, mamy
katar. Organizmu nie da się oszukać. Dzisiaj mieliśmy problemy z kondycją -
przyznał Kaczorowski. - Starałem się grać kombinacyjnie z kolegami z pomocy.
W meczu z Widzewem świetnie współpracowało mi się z Mateuszem Bartczakiem,
tym razem mieliśmy sporo kłopotów - dodał.
Fakt faktem, że kilka informacji pomylili jak np dzień meczu, czy naszą
ilość, ale mniejsza o to...