Dodaj do ulubionych

Zarząd podejrzanych

IP: *.tarnobrzeg.sdi.tpnet.pl 19.11.03, 19:05
Rzeczpospolita: 19.11.2003

Zarząd podejrzanych
Opolska prokuratura postawiła zarzuty kolejnym byłym członkom lewicowego
zarządu miasta. Wśród podejrzanych znalazło się sześć osób, w tym ostatni
prezydent Opola, a zarazem szef miejskiej organizacji SLD Piotr Synowiec.
Zarzuty prokuratury są efektem wielowątkowego śledztwa prowadzonego w sprawie
nieprawidłowości w zarządzaniu miastem. W areszcie od kilku tygodni przebywa
były prezydent Opola Leszek P. i były przewodniczący rady miasta prof.
Stanisław D. Obydwu panom zarzucono nadużycie władzy i łapownictwo.
Prokuratura odmawia udzielania jakichkolwiek informacji na temat śledztwa.
Nieoficjalnie wiadomo, że w gronie nowych podejrzanych znaleźli się
wiceprezydenci Opola oraz następca Leszka P. Piotr Synowiec.

Znów SLD w roli głównej. Coraz bardziej zasadne jest stwierdzenie, że SLD
jest partią ludzi uczciwych!
Obserwuj wątek
    • Gość: gość Re: Zarząd podejrzanych IP: *.tarnobrzeg.sdi.tpnet.pl 20.11.03, 21:41
      Wszędzie gdzie rządzi SLD jest tak samo.
      • Gość: echo Re: Zarząd podejrzanych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.11.03, 20:52
        Tak tak :
        POleceni do sądów

        Cała 13-mandatowa opozycja (SLD, LPR, Samoobrona i UW) w Radzie Miasta Gdańska
        wystąpiła w tym tygodniu do wojewody pomorskiego ze wspólnym wnioskiem o
        unieważnienie uchwały rady miasta z 30 października br. w sprawie wyboru
        ławników do sądów rejonowego i okręgowego w Gdańsku. Powodem wniosku jest
        drastyczne, ich zdaniem, złamanie zasad apolityczności i procedury wyboru.

        Rządząca samorządem koalicja PO-PiS (zdominowana przez PO) do pracy w sądach
        desygnowała przede wszystkim swoich kolegów partyjnych.

        - PO z nagła odstąpiła od zaakceptowanego przez wszystkie kluby radnych
        porozumienia, że razem, bez jakichkolwiek politycznych preferencji, spośród 2,5
        tys. zgłoszeń zarekomendujemy 270 kandydatur na ławników -
        powiedział "TRYBUNIE" przewodniczący zespołu radnych ds. opiniowania Aleksander
        Żubrys z klubu SLD. - Gdy jednak doszło do końcowych decyzji, PO, przy
        akceptacji PiS-u, zaczęła wybierać wyłącznie ze swoich kartek, polecając sobie
        wzajemnie swoich znajomków partyjnych. Inne kluby, jak uzgodniono, nie
        popierały tych kandydatów, którzy byli z rekomendacji politycznych.

        Tak więc, niesłowna PO do Sądu Rejonowego na 80 ławników wybrała 46 swoich, a
        do okręgowego - 21 na 45 do wyboru. Wszyscy kandydaci pochodzili spoza listy
        rekomendowanej przez zespół. Na dodatek prawie w pień zostały wycięte
        kandydatury zgłoszone przez sądy. Oznacza to, że nowe zespoły ławników tworzyć
        będą głównie debiutanci z etykietką jednej partii.

        Na dodatek - irytują się przedstawiciele opozycji - komisja skrutacyjna licząca
        głosy pracowała w kompletnym bałaganie, jej członkowie wychodzili z sali, w
        której sumowano wyniki, tolerowali obecność osób postronnych - radnych z klubu
        PO, którzy... dyktowali do protokołu wyniki obliczeń.

        - Problem takiego upolitycznienia wyborów i perspektywę orzekania w gdańskich
        sądach zgłosiłem na piśmie do ministra sprawiedliwości - poinformował A.
        Żubrys. - Ponieważ wiem, że nie tylko w Gdańsku partie, w tym pewnie gdzieś i
        SLD, forsowały "swoich" na ławników, to uważam, że trzeba zająć się tą sprawą.
        Z możliwścią unieważnienia tych wyborów włącznie.

        Donald Tusk w wywiadzie dla jednej z gdańskich gazet sprawę kwituje
        ubolewaniem, bo od radnych PO oczekiwałby "większego wyczulenia na kwestie
        smaku w różnego rodzaju decyzjach". Jarosław Kaczyński, szef PiS-u, w
        regionalnej TV stwierdza zaś lakonicznie, że - owszem - naruszono dobre
        obyczaje, ale stało się, co się stało i niech tak pozostanie.

        Prezesi obu instancji sądowych w Gdańsku obawiają się, że generalna przebudowa
        zespołów ławniczych może spowodować znaczne opóźnienia w rozpatrywaniu spraw
        wpisywanych na wokandy od stycznia przyszłego roku.

      • Gość: echo Re: Zarząd podejrzanych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.11.03, 20:56
        Ruchy za kurtyną

        Afera mostowa wybuchła we wrześniu. "Rzeczpospolita" opisała, jak działacze PO
        wykorzystywali funkcje w samorządzie Warszawy ubiegłej kadencji do robienia
        interesów z biznesmenem Wojciechem Ławniczakiem.

        Politykom Platformy zarzucono, że załatwili Ławniczakowi lukratywne kontrakty -
        m.in. na nadzór nad budową mostu Świętokrzyskiego. Kiedy minął pierwszy szok,
        Platforma, kreująca się na partię "czystych rąk", z medialnym rozmachem
        powołała wewnętrzną komisję śledczą pod dowództwem byłego ministra obrony
        Bronisława Komorowskiego. Komisja nie stwierdzila co prawda, żeby można było
        kogoś z warszawskiej PO podejrzewać o złamanie prawa, ale - jak podkreślał szef
        klubu poselskiego PO Jan Maria Rokita - udało się potwierdzić, że w Warszawie
        funkcjonowała "dość nepotyczna sitwa". - To znaczy bardzo skomplikowany i
        trudny do rozpoznania zestaw powiązań towarzysko-finansowo-personalno-
        familijnych - mówił Rokita w Radiu Zet. Według komisji, te "daleko idące
        powiązania rodzinno-towarzysko-polityczne mogą stanowić nie tylko okoliczność
        sprzyjającą w wysuwaniu nieuzasadnionych podejrzeń i oskarżeń, ale co
        ważniejsze mogą stanowić źródło rzeczywistego zagrożenia".

        Ostatecznie zawieszono w prawach członków partii posłankę Martę Fogler i jej
        męża Piotra Foglera, szefa sejmiku mazowieckiego, posła Jerzego Hertla i jego
        żonę, radną Małgorzatę Ławniczak-Hertel oraz Pawła Bujalskiego, Jerzego Guza i
        Jolantę Skolimowską. Z tej siódemki najbardziej zdecydowanie przeciwko łączeniu
        ich ze sprawą mostową protestowało małżeństwo Foglerów. Natomiast Hertlowi
        złośliwie przypominano, że startował do Sejmu pod hasłem "Buduję mosty i
        zaufanie".

        Jednak po prasowo-radiowo-telewizyjnym spektaklu zawieszeniowym sprawa ucichła.
        Opinia publiczna wiedziała, że sprawą ma się ostatecznie zająć sąd koleżeński
        PO. Liderzy Platformy poinformowali też, że poprosili takie instytucje jak
        prokuratura, NIK i regionalna izba obrachunkowa o informacje na temat afery
        mostowej. Nie działo się jednak nic. Dopiero 12 listopada okazało się, że jeden
        z zawieszonych - Paweł Bujalski - został wybrany zastępcą burmistrza Ursynowa.
        Rekomendował go burmistrz Andrzej Machowski, szef warszawskiej PO, poparła
        partia.

        Bujalski to znana postać w warszawskiej Platformie, a wcześniej UW. Był
        burmistrzem Woli, wiceburmistrzem Gminy Centrum, gdy jej szefem był prezydent
        Warszawy Paweł Piskorski, prezesem zarządu Pałacu Kultury i Nauki. Ostatnio -
        wiceburmistrzem dzielnicy Śródmieście. Teraz partia rzuciła go na Ursynów.

        Czołowi politycy PO niechętnie rozmawiają o aferze mostowej. Zasłaniają się
        niewiedzą lub niekompetencją. Grzegorz Schetyna, sekretarz klubu poselskiego
        PO - jak stwierdził - może się wypowiadać tylko w sprawie dwojga zawieszonych
        posłów. Nie widzi też nic złego w tym, że mimo upływu dwóch miesięcy sprawa nie
        zostala wyjaśniona. - Działacze zostali zawieszeni na trzy miesiące, jest więc
        jeszcze czas - mówi.

        O tym, co słychać w aferze mostowej, nie wie też posłanka Elżbieta
        Radziszewska, która jest znana z bardzo pryncypialnego podejścia do tego typu
        spraw, pod warunkiem wszelako że dzieją się u innych, najlepiej w SLD. Pytana o
        przypadek burmistrza Bujalskiego mówi: - Nie znam pana Bujalskiego, nie wiem
        nic o tej sprawie. Proszę pytać kogoś, kto śledzi sprawy warszawskiej
        Platformy. Pamiętam, że we wrześniu reakcja Platformy była natychmiastowa.
        Platforma podjęła działanie najlepsze, jakie mogło być. Natomiast biegu
        dalszego nie znam.

        Sekretarz generalny PO Paweł Piskorski pytany, kiedy sąd koleżeński zajmie się
        sprawą zawieszonych, odpowiada: - Nie wiem. Innej odpowiedzi pan nie uzyska.

        - Sąd jest samodzielny, władze Platformy nie wyznaczają mu terminów spotkań. Na
        pewno się zajmie sprawą przed 17 grudnia - mówi Piskorski.

        - Nie interesuje się pan tą sprawą? - pytamy.

        - Ja się wszystkim interesuję, natomiast nie naciskam, nie nalegam. Przyjęliśmy
        zasadę, że sąd jest samodzielny. Prawdopodobnie spotka się w listopadzie, ale
        terminy on sam ustala.

        Według Piskorskiego, Platforma dostała już odpowiedzi od instytucji, które
        poprosiła o informacje w sprawie mostowej. - Z tych dokumentów nie wynika żaden
        zarzut w stosunku do osób, ktore były zawieszone. Są osoby marginalnie
        występujące w sprawie. Ale sąd ma wolną rękę w ocenie tych materiałów.

        Pytany o Bujalskiego mówi: - On tam występuje całkowicie marginalnie, nie ma
        sformułowanego żadnego zarzutu. Był w radzie nadzorczej jakiejś spółki 9 lat
        temu, nie pełniąc funkcji samorządowych. Teraz pełnił funkcję w samorządzie i
        został powołany na porównywalną w mniej prestiżowej dzielnicy. Nie budujemy
        wokół tego żadnego problemu. Możemy zapewnić, że jeśli byśmy mieli materiał
        tworzący jakikolwiek zarzut, to zamiana ze Śródmieścia na Ursynów by się nie
        odbyła.

        Pytany, dlaczego partia sama osądziła Bujalskiego nie czekając na samodzielny
        sąd koleżeński, odpowiada, że nie ma problemu, bo nie chodziło o żadną nową
        funkcję, ale podobną do dotychczasowej. - Nie skazujemy ludzi i nie mówimy, że
        ten polityk musi opuścić wszystkie zajmowane stanowiska. On pełni funkcje, na
        które został wybrany i czeka na wyjaśnienie. Tak powinny postępować wszystkie
        partie, włącznie z SLD. Co innego, gdyby się nim zajmował sąd lub prokuratura.
        To jest sprawa koleżeńska a nie karna.



        PO na pokaz i na żywo
        Mówi Marek Dyduch, sekretarz generalny SLD:

        Nie zastanawia Pana cisza wokół afery mostowej?
        - Oczywiście, że zastanawia. Ale taka jest teraz moda. Gdyby ta sprawa
        dotyczyła SLD, to byłaby na pierwszych stronach gazet przez kilka tygodni z
        żądaniem konsekwentnych działań w stosunku do winnych. A jak to dotyczy
        Platformy Obywatelskiej, to jest cisza. Nie wiem, czy taka sytuacja ma coś
        wspólnego z obiektywizmem.

        Ostatni news ze sprawy mostowej jest taki, że jeden z zawieszonych dostał
        rekomendację partii na stanowisko w warszawskim samorządzie.
        - To świadczy o tym, że to są działania pozorowane. Platforma zawsze lubiła się
        przed mediami wybielić i pokazać na pierwszy rzut oka, że jest praworządna - a
        potem i tak robi swoje. W Polsce niejednokrotnie można się spotkać z
        przykładami, kiedy działacze PO nie postępują zbyt etycznie, czy w sposób,
        który można by uznać za uczciwą politykę. Nie chcą być jednak na cenzurowanym,
        za to zawsze lubią cenzurować innych. Tak jest i w tej sytuacji - mamy swoiste
        działanie na pokaz. Jest pokazywanie palcem, jak inni postępują, np. SLD, a
        sami nie są lepsi w tych sprawach. (JRZ)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka