Dodaj do ulubionych

Unijne absurdy rybne.

14.02.09, 09:37
www.tomaszcukiernik.pl/ryby.htm
Unijne prawo dotyczące rybołówstwa to szereg absurdalnych i często sprzecznych ze sobą przepisów. Od różnorakich dotacji, okresów ochronnych, limitów i certyfikacji można dostać oczopląsu. W takich warunkach próbują jakoś egzystować resztki niezezłomowanej jeszcze polskiej floty rybackiej.
Złomowanie kutrów
Z jednej strony słyszymy w polskim radiu, finansowane z unijnego Instrumentu Finansowego Wspierania Rybołówstwa, reklamy w ramach kampanii zachęcającej do większego spożycia ryb, a z drugiej strony władze w Brukseli domagają się zmniejszenia polskiej floty rybackiej. W ciągu dwóch pierwszych lat członkostwa Polski w Unii Europejskiej w zamian za unijne rekompensaty zezłomowano jedną trzecią polskich kutrów. Za jeden kuter wypłacano średnio ok. 800 tys. zł, a rybakom po ok. 40 tys. zł. Jak twierdzi dr Zbigniew Karnicki Główny Specjalista ds. Wspólnej Polityki Rybackiej UE z Morskiego Instytutu Rybackiego w Gdyni, „w Polsce w minionym programie operacyjnym premie za złomowanie wynosiły 3-6-krotną wartość ubezpieczeniową jednostki i były najwyższe w UE”. Czyżby stosowano tak wysokie zachęty, by szybciej pozbyć się polskiego konkurenta? Jednak dla eurourzędników i to za mało. Okazało się bowiem, że choć zezłomowano kilkaset kutrów, to moce połowowe spadły niewiele, gdyż sprytni rybacy złomowali stare jednostki, które nie nadawały się już do wyjścia w morze. Oczywiście Unia największe odszkodowania płaciła za złomowanie statków najnowszych.

Obecnie Bruksela naciska na polskich rybaków, aby jeszcze o 30 proc. zmniejszyli swoją flotę połowową. Teraz eurobiurokraci chcą, by wskazano im konkretne osoby, które przekażą swoje jednostki na złom, oczywiście za uniorekompensatę. W zamian Komisja Europejska zgadza się zwiększyć dofinansowanie do modernizacji pozostałych kutrów z 40 proc. do 60 proc. kosztów inwestycji. - Teoretycznie można otrzymać dotację na remont kutra od 5 do 60 proc. wartości remontu, ale w rzeczywistości wygląda to tak, że najpierw samemu trzeba wszystko sfinansować z własnej kieszeni, potem załatwiać wszystkie formalności, a na końcu dadzą dotację albo nie. Jeśli dadzą, to wynosi ona zwykle 5-6 proc. wartości przeprowadzonego remontu. Tak więc i tak trzeba polegać wyłącznie na własnych finansach - mówi rybak z Darłówka.
Tymczasem kolejne konsultacje ministerstwa rolnictwa ze środowiskiem rybackim, które odbyły się 22 sierpnia 2008 roku, nie przyniosły uzgodnienia stanowisk. Jak stwierdził Czesław Hoc, poseł z PiS, polski rybak, w odróżnieniu od rybaka zachodniego, jest traktowany przez Komisję Europejską jak kłusownik. Według niego „troska UE ograniczyła się li tylko do sprawnego zezłomowania ponad 40 proc. polskiej floty rybackiej”. Należy brać pod uwagę fakt, że likwidacja małego kutra z 4-5-osobową załogą oznacza równocześnie utratę ponad 30 miejsc pracy.

Rybacy od dotacji na złomowanie czy za okresy przestojów w połowach, wolą najzwyczajniej w świecie, aby nikt nie zakazywał im pracować. „Chcemy żyć, a nie żebrać” – mówi Bogdan Waniewski, prezes Stowarzyszenia Armatorów Rybackich. - Jest coraz gorzej, odkąd jesteśmy w Unii Europejskiej - narzeka pan Józef, starszy rybak z nadmorskich Dąbek. - Kiedyś w Dąbkach było 14 kutrów, a teraz zaledwie 8. Dwa kutry zostały zezłomowane za unijne dotacje, reszta musiała zostać zlikwidowana ze względu na sytuację ekonomiczną. Nic się nie opłaca. Na przykład do końca roku nie można łowić dorsza, tylko flądrę, a koszty paliwa cały czas rosną. Nie dostajemy żadnych dotacji unijnych.
Obserwuj wątek
    • stix Unijne absurdy rybne. 14.02.09, 09:38
      Unijne limity
      - Wprowadzane są coraz ostrzejsze limity połowów ryb, a z drugiej strony wydłużane są tzw. okresy ochronne. Ciężko przeżyć. Kilka lat temu w porcie w Darłówku kutry zajmowały całe nabrzeże, nie było już miejsca na więcej, teraz pozostała resztka, można je policzyć na palcach obu rąk. Pływają jeszcze tylko te mniejsze jednostki, większe już dawno zbankrutowały. Niektórzy rybacy przerzucają się na turystykę, ale tu też jest spora konkurencja. Z drugiej strony gnębieni jesteśmy coraz liczniejszymi kontrolami i dostajemy mandaty - opowiada rybak z Darłówka, strzepując niedbale popiół z papierosa.

      W 2007 roku w lipcu Komisja Europejska wprowadziła zakaz połowów dorsza do końca roku, argumentując to tym, że Polska 3-krotnie przekroczyła przyznany limit. Sytuacja powtórzyła się już w maju 2008 roku. Polscy rybacy rzekomo przekroczyli limity połowowe, które wynosiły 10,8 tys. ton, choć przeciwnego zdania są polscy inspektorzy. Według Brukseli (Unijna Agencja Kontroli Rybołówstwa powstała w 2005 roku i ma roczny budżet w wysokości 5 mln euro) do końca czerwca 2008 roku polscy rybacy wyłowili 20 tys. ton dorsza, a według polskich inspektorów – 8 tys. ton. Mimo to 20 czerwca br. Ministerstwo Rolnictwa wprowadziło całkowity zakaz połowu dorsza do końca roku (już 12 maja br. wprowadzono zakaz połowu tej ryby dla kutrów powyżej 12 m długości). - Decyzja o zakazie połowów dorsza to bankructwo polskiego rybołówstwa - twierdził na antenie TVN CNBC Biznes Grzegosz Szombork ze Związku Rybaków Polskich.

      Rybacy muszą wybierać, czy utrzymywać swoje rodziny, czy stosować prawo. Kiedy w 2007 roku Komisja Europejska wprowadziła zakaz połowu dorsza, większość polskich rybaków nadal je odławiała. W rezultacie na rybaków, złapanych na "nielegalnych" połowach dorszy, nakładano wysokie kary. Na rybaka z Gdyni nałożono karę w wysokości prawie 20 tys. zł! - Limity połowowe to lipa. Wszyscy się nawzajem oszukujemy i zarazem ośmieszamy. Ani my, ani rybacy nie chcemy gwałcić unijnych przepisów, tyle że zaniżone limity nas do tego zmuszają – mówił w 2006 roku w „Gazecie Wyborczej” Jerzy Safader, prezes Stowarzyszenia Przetwórców Ryb. Optymistą natomiast jest dr Karnicki z Morskiego Instytutu Rybackiego, który uważa, że „okres swobodnej szarej strefy już minął i polscy rybacy będą musieli przestrzegać ustalanych limitów”.

      Rybacy chcą, by niezależna komisja obiektywnie ustaliła, ile rzeczywiście dorszy żyje w Morzu Bałtyckim. Ich zdaniem, Komisja Europejska sztucznie zaniża tę ilość i niesprawiedliwie ogranicza połów. Jednak eurobiurokracja ma swoje wyliczenia i nie potrzebuje ani niezależnych komisji, ani ekspertów. W czerwcu br. pojawiły się informacje, że polski rząd w zamian na zgodę Komisji Europejskiej na połowy dalekomorskie (Mauretania, Południowy Pacyfik) wycofa skargę z Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie limitów połowów dorsza. Czyżby polski rząd zamierzał wysyłać kolejną grupę zawodową na emigrację, mimo że pod nosem jest możliwość pracy? Zdaniem Jerzego Wysoczańskiego, prezesa Związku Rybaków Polskich, to skandaliczna decyzja, ponieważ „nasi rybacy nie mają pracy".

      Limitów połowowych nie przestrzega się nie tylko w Polsce. Szwedzka flota rybacka składa się z około 1850 jednostek, a limit połowowy na dorsza dzielony jest między 531 kutrów. Tymczasem wszystkie kutry pływają i łowią. Te 531 jednostek dzieli między siebie cały limit, a pozostałe ponad 1300 kutrów łowi, ile chce, bo nikt ich nie kontroluje. Działają w całkowicie szarej strefie, nie prowadzą żadnej dokumentacji, ponieważ formalnie stoją w portach.
      • stix Unijne absurdy rybne. 14.02.09, 09:39
        Licencje i certyfikaty
        Dodatkowo Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi opóźnia wydawanie rybakom dokumentów potrzebnych do legalnego wypływania w morze: licencji, która uprawnia dany kuter do prowadzenia połowów oraz specjalnego zezwolenia połowowego, które określa gatunki ryb, ich ilość i rodzaj sprzętu, jakim dana jednostka może je łowić.

        Tymczasem Unia Europejska najlepiej to chciałaby zarządzać światowymi zasobami ryb. Nałożyła m.in. cła antydumpingowe na import dużych pstrągów tęczowych czy łososia hodowlanego z Norwegii, co oczywiście szkodzi przede wszystkim konsumentom w krajach unijnych, bo muszą drożej płacić za te ryby. Jakby biurokracji było mało, aby ukrócić szarą strefę ryb łowionych poza Unią, w czerwcu 2008 roku unijne władze wydały rozporządzenie, które ma uniemożliwić „kłusownikom” sprzedaż na rynku unijnym nielegalnie złowionych ryb. Ma temu służyć, a jakże!, rozbudowany system certyfikatów, które będą towarzyszyły na każdym etapie transportu wszystkim produktom rybnym sprowadzanym do Eurosojuza. Grzywny za nieprzestrzeganie nowego prawa mają sięgać nawet 8-krotnej wartości „nielegalnego” towaru.

        Z drugiej strony eurourzędnicy po raz kolejny udowadniają, że cierpią na schizofrenię. W sytuacji ciągłych ograniczeń, okresów ochronnych i limitów przymykają oko na działalność dużych kutrów, tzw. paszowców, które wyławiają z morza nawet najmniejsze sztuki, by sprzedać potem przedsiębiorstwom produkującym pasze. To właśnie paszowce, głównie z Danii i Szwecji, sieją w Morzu Bałtyckim spustoszenie. Gdyby zakazać tego typu połowów, można by podnieść limity dla kutrów łowiących ryby na cele konsumpcyjne.

        Mamy także kolejny dowód na absurdalność dotacji i marnotrawienie darowanych pieniędzy. Oprócz około 500 małych prywatnych punktów sprzedaży ryb nad polskim morzem funkcjonuje mianowicie 5 dużych państwowych obiektów handlowych (największym z nich jest Aukcja Rybna w Ustce), które powstały za pieniądze z unijnego programu PHARE. Teraz punkty te nie są rentowne właśnie z powodu niskich limitów połowowych, ustalonych przez te same władze w Brukseli!

        Rybacy narzekają na niskie ceny skupu ryb. - Flądrę sprzedajemy po 5 do 13 zł/kg w zależności od wielkości – mówi rybak z Dąbek. Tymczasem według dra Karnickiego głównym problemem rybaków jest to, że „w większości są uwikłani w całą siatkę pośredników, którzy nie ponosząc kosztów, zbierają największe zyski. Wystarczy spojrzeć na ceny płacone rybakowi i te, które są na rynku. Rybacy powinni się zjednoczyć i poszukiwać najlepszych sposobów uzyskania wysokiej ceny. Jest spora grupa, która to robić zaczyna. Organizacje producenckie rybaków mają na celu budowanie rynku i powinny do tego dążyć. Jest to proces, który się zaczął, ale wymaga on jeszcze czasu”.

        Tradycyjnie już władze w Brukseli karzą za pracę i nagradzają za nicnierobienie. - Jeśli rybaku będziesz łowił ponad limit, to dostaniesz grzywnę, a może nawet zabierzemy ci kuter – mówią europajace w Brukseli. – Ale jeśli nie będziesz pracował, tylko popijał piwko pod budką z piwem i grzecznie zezłomujesz swój kuter, to otrzymasz wysoką rekompensatę. I pamiętaj – im nowszy statek, tym wyższa dotacja za jego zezłomowanie. Tak się w Polsce buduje eurodobrobyt.
    • gryfny Re: Unijne absurdy rybne. 14.02.09, 10:19
      na ryba smaku dostou,skuli tego,musza na Wochenmarkt a pogoda
      do.....psa bys nie wygoniou.Stix ty pieronie,hihi

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka