Gość: Antos
IP: *.darkstar.pl
23.11.02, 01:28
BASNIE Z DYMIACEJ I JEDNEJ NOCY
Baśnie z dymiącej i jednej nogi. Czyli jak zaczynali wielcy. Mrok
padł na miasto, jak szmata padająca na dno kubła. Sprzątaczki na
całym świecie odczuły dziwny świąd pod pachami, ale nie był to
zwykły świąd. Mówić bowiem zaczął różnymi językami. Takiego świądu
nie powstydziłby się nawet sam Rocky Feler. Tymczasem ten sam Rocky
przebywał w mieszkaniu Zenobii K. Po wyczerpującej walce i
wyczerpującym walcu, w którym lubowała się Zenobia, Rocky osiadł na
fotelu tak, jak kurz osiada na fotelu. Wiedział, że teraz przyjdzie
najgorsze. - To będzie trochę bolało! - ryknęła Zenobia, a bary jej
usiane były gęsto tatuażem samoprzylepnym takim jak: KISS ME, LOVE i
DEPECHE MODE. - To do jutra! - rzuciła i oddaliła się do drzwi.
Rocky wstał i odprowadził ją wzrokiem Nastała głucha noc. Tak głucha
że zdawała się niczego nie słyszeć. Rankiem, pierwsze poranne
promyki padły na twarz Rocky'ego tak, jak pada szmata na dno kubła,
ale one go nie obudziły, bo nie mógł zasnąć. W tym czasie Zenobia K.
zdążyła już pokonać drogę ze swojego domu do domu Rocky'ego i z domu
Rocky'ego do swojego domu. Właśnie stała w progu chwiejąc się na
zmęczonych pęcinkach. - Ha, ha, ha, ha, ha, ha, ha, ha, ha, ha, ha,
ha, ha, ha, ha - wyrwało jej się. Rocky podniósł z ziemi kawałek
płuca i uderzył ją w twarz. - Dlaczego nie mogłem zasnąć przez całą
noc zdziro? - Spytał grzecznie. - Spójrz co było pod tymi siedmioma
pierzynami, na których usiłowałeś zasnąć - Rocky odgarnął kiść
pierzyn i ujrzał to..., co znajdowało się pod nimi. Nie wierzył
własnym oczom, ale były to jedyne oczy, którym mógł teraz zaufać. Na
prześcieradle leżało jedno, maleńkie ziarnko prochu.