Gość: piecyk gazowy
IP: *.bielsk-podlaski.sdi.tpnet.pl
18.06.03, 08:57
Stirlitz, przechodząc korytarzem, jakby od niechcenia pchnął drzwi gabinetu
Bormanna. Drzwi ani drgnęły. Stirlitz zatrzymał się, rozejrzał i pchnął
mocniej. Bez skutku.
– Pewnie zamknięte – pomyślał Stirlitz.
Wróciwszy do swego gabinetu Müller zauważył, że Stirlitz podejrzanie kręci
się w pobliżu sejfu.
– Co tu robicie, Stirlitz? – srogo zapytał.
– Czekam na tramwaj – odparł Stirlitz.
– W porządku! – rzucił Müller wychodząc. Ale na korytarzu pomyślał: Jakiż, u
diabła, może być tramwaj w moim gabinecie? Zawrócił. Ostrożnie zajrzał do
gabinetu. Stirlitza nie było.
– Pewnie już odjechał – pomyślał Müller.
Stirlitz się zamyślił. Spodobało mu się to, więc zamyślił się jeszcze raz.
Stirlitz wolnym krokiem zbliżył się do lokalu kontaktowego. Zapukał umówione
127 razy. Nikt nie otworzył. Po namyśle wyszedł na ulicę i spojrzał w okno.
Tak, nie mylił się. Na parapecie stały 63 żelazka – znak wpadki.
Hitler i Bormann stoją przed mapą i planują ważną akcję. Wchodzi Stirlitz z
pomarańczami, wyciąga aparat fotograficzny, robi zdjęcia mapy i wychodzi.
Hitler zdziwiony pyta Bormanna:
– Kto to był?
– Stirlitz, radziecki szpieg.
– Czemu go nie aresztujesz?
– Nie ma sensu. Znów się wykręci. Powie, że przyniósł pomarańcze.
Stirlitz szedł nocą przez las. Nagle zobaczył na drzewie świecące oczy.
– Sowa – pomyślał Stirlitz.
– Sam jesteś sowa – pomyślał Bormann.
Do gabinetu Bormanna wchodzi nieznajomy. Staje przed biurkiem i, patrząc
prosto w oczy Bormanna, wykonuje dziwne gesty. W końcu mówi:
– Słonie idą na północ, a wołki zbożowe podążają ich śladem.
Bormann patrzy na przybysza z wyraźnym niesmakiem i odpowiada:
– Gabinet Stirlitza jest piętro wyżej.
Dom Stirlitza okrążyli gestapowcy.
– Otwieraj! – krzyknął Müller.
– Stirlitza nie ma w domu! – powiedział Stirlitz.
W ten oto sprytny sposób Stirlitz już piąty raz przechytrzył gestapo.
Uciekają Kloss i Stirlitz przed Niemcami. Wpadają w ciemną uliczkę, z której
nie ma wyjścia. Kloss zdążył się schować do śmietnika, a Stirlitza złapali
Niemcy. Kiedy go prowadzili i przechodzili obok śmietnika, Stirlitz kopnął
śmietnik i powiedział:
– Kloss, wyłaź. Złapali nas!
Stirlitz wszedł do gabinetu Müllera i rzekł:
– Herr Müller, czy chciałby pan pracować jako agent radzieckiego wywiadu?
Dobrze płacą.
Müller zszokowany podrywa się ze złością, potem przypatruje się podejrzliwie
Stirlitzowi. Stirlitz zaczyna wychodzić, ale zatrzymuje się i pyta:
– Gruppenführer, czy ma pan aspirynę?
Stirlitz wiedział, że ludzie zawsze pamiętają tylko koniec rozmowy.
Stirlitz podczas wojny ukradkiem karmił niemieckie dzieci. Od ukradka dzieci
popuchły i umierały.