Dodaj do ulubionych

Czy umowil...

IP: proxy / 198.208.26.* 19.11.02, 09:33
sie ktos z Was kiedys przez czat na seks w realu ? Jesli tak to jakie
wrazenia ? Mam na mysli to czy wogole cos z tego wyszlo.
dzieki
Obserwuj wątek
    • hanca Re: Czy umowil... 19.11.02, 10:10
      Uhhh, no ja swego czasu tylko tak sie umawialam! Przeprowadzilam sie do wawy,
      nikogo nie znalam, a tak bylo najprosciej, najszybciej, no i calkiem zabawnie...
      A jak bywalo? Ojj, bardzo roznie! Chyba przetestowalam caly wachlarz
      ewentualnych wydarzen i opcji! Od niewinnych spotkan, pogaduszek o dupce
      maryni, totalnych errorow (bosze!!! a brzmial tak fajowsko! ;P), po krotkie,
      acz namietne romanse, seksualne "jednorazowki", a i nawet raz zdarzyl sie
      roczny zwiazek (niesety [-stety?] nieudany!)...
      O dziwo przeszlo! Moze dlatego, ze zyskalam calkiem, i od poczatku, realnych
      przyjaciol... A za pol roku wychodze za maz za tego, co to wysmiewal sie ze
      mnie jak czatowalam jak oszalala i kpil ze mnie goopol strasznie! A ja zamiast
      siegnac po niego reka, stukalam w klawisze jak opetana! ;)
      Z tego "na szczescie" sie wychodzi ;P Choc ma swoj urok i wierze, ze wielu sie
      w tym fajnie odnajduje!
        • hanca Re: Czy umowil... 19.11.02, 10:23
          Tylko raz spodziewalam sie tego, ze pojdziemy do lozka... (mielismy juz za soba
          pierwsze spotkanie, to byl nasz ktorys raz i chetnie rozmawialismy o tym, co z
          soba zrobimy jak sie znowu spotkamy - oczywiscie via necik!), wiec nigdy sie
          specjalnie nie przygotowywalam ;) Wrecz tradycyjna randka!
          Rozumiem, ze seksualne doswiadczenia masz juz za soba - skorzystaj z nich! :)
          Myslisz, ze spalic mozna tylko z kims kogo sie poznalo na necie?? Grunt to
          zrobic dobre pierwsze wrazenie, choc mozliwe, ze to juz sie odbylo w wirtualnym
          swiecie, skoro chcecie sie umowic na, no wlasnie, seks (a moze nie tym razem?
          nie nakrecaj sie!)
          Generalnie daj sie rozwinac biegowi wydarzen! Spontanicznosc najbardziej
          kreci! ;) I nigdy nie zakladaj, ze zrealizujesz "scenariusz" ;) To se ne da!
          • Gość: facet Re: Czy umowil... IP: proxy / 198.208.26.* 19.11.02, 10:32
            Wlasnie nie mam zadnego scenariusza i nie mam zamiaru czegos takiego dokladnie
            sobie planowac. Jednak ona nie ukrywa ze ma na mysli tylko lozko i nie chce
            randek. Chcialbym w zasadzie juz na pierwszym spotkaniu pojsc na calosc mimo ze
            nie jestem kims kto podchodzi rzeczowo do takich spraw. Co sadzisz o takim
            rozwiazaniu.
            Pierwsze spotkanie, wieczor i od razu ... ? Wiem ze na pewno trzeba sie
            najpierw zgrac przez net.
            • hanca Re: Czy umowil... 19.11.02, 11:04
              Wazne jest, zeby sobie jasno powiedziec o oczekiwaniach! Jesli to ma byc tylko
              seks, nie nastawiaj sie na romantyczne uniesienia i glebokie rozmowy, a juz na
              pewno na zalazek wieeelkiej milosci! Zreszta, co ma byc, to bedzie!
              Nie widziales jej jeszcze, jak wynika z Twoich slow, wiec tak naprawde chyba
              nie do konca mozesz zakladac, ze podjara Cie tak mocno, ze bedziesz mial ochote
              zladowac z nia w lozku! Na pewno musiscie sobie zapewnic "plan awaryjny", choc
              mialo byc bez planow! Wtedy gdy spotkalam sie z facetem "tylko po to",
              siedzielismy u niego, sluchalismy zajebistej muzy i ogladalismy jakis film (nie
              pytaj o tytul, bylam tak zakrecona, ze nie pamietam ani jednej sceny!!!) A
              potem juz samo poszlo... blisko, blizej, pocalunki, pieszczoty... Bylo cudnie,
              ale to byl koniec i oboje o tym wiedzielismy. Druga "jednorazowa" przygoda jaka
              wspominam z rozzewnieniem to moj "przypadkowy" wyjazd do pewnego miasta,
              gdzie "przypadkowo" wybral sie moj wirtualny kochanek ;)("znalismy sie" netowo
              juz jakies pol roku)! Prosto ze stacji kolejowej udalismy sie do hotelu, bez
              zbednych slow, rozpaleni i zdecydowani (choc TO poczulismy dopiero jak sie
              zobaczyslimy na peronie!)... Do dzis to wspominamy, choc oboje jestesmy w
              udanych zwiazkach...
              Daj sie poniesc chwili! I nie mysl o tym, co bedzie pozniej... pod warunkiem,
              ze konsekwencje nie maja prawa byc powazne! (wiesz.. jakas ciaza, zazdrosny
              maz, zakochanie...(?), inne... w koncu masz do czynienia z zywa istota!)
              Trzymam kciuki
    • czarna_26 Re: Czy umowil... 19.11.02, 11:24
      Ja tak, klika razy i za każdym razem niestety było beznadziejnie:( większość
      kłamie co do swojego wieku, wyglądy etc...... zawiodłam się przez to i od
      tamtej pory już się nie umawiam, choć nigdy nie mów nigdy:)))
      POZDRAWIAM, CZARNA
      • hanca Re: Czy umowil... 19.11.02, 11:28
        Czarna, no to kurcze mialas pecha!!;) Ja po dwoch takich errorach, "wycwanilam
        sie" i, zanim doszlo do czegokolwiek, zapoznalam sie z fotkami! Zreszta... to
        tez niezawsze skutkuje - raz zwialam ;))) Ale to juz inna historia...;P
        pzdr
        • czarna_26 Re: Czy umowil... 19.11.02, 11:33
          hanca napisał(a):

          > Czarna, no to kurcze mialas pecha!!;) Ja po dwoch takich
          errorach, "wycwanilam
          > sie" i, zanim doszlo do czegokolwiek, zapoznalam sie z fotkami! Zreszta... to
          > tez niezawsze skutkuje - raz zwialam ;))) Ale to juz inna historia...;P
          > pzdr

          Opowiedz mi jeśli możesz:))) ale ostatnio (nie ukrywam) chodzi mi po głowie sex
          z takim nieznajomym!
          CZARNA
          • hanca Re: Czy umowil... 19.11.02, 11:46
            Ojjj, nie ma sie w sumie czym chwalic;)) To byl moj pierwszy taki wyczyn, a
            zdjecie bylo tak metne i niekonkretne, ze zalatwilam sie na maxa;) Bajerek na
            czacie, ujmujacy przez telefon, a w rzeczywistosci - totalna porazka! Schowalam
            sie zanim zdazyl mnie dostrzec i... ratuj sie kto moze!! ;) Zal troche bylo
            chlopaka, bo czekal bidak i marznal, ale nie moglam ryzykowac, a kac szybko
            przeszedl ;)
            Teraz to co innego;) Zadnego kupowania kota w worku! Realny, namacalny, bez
            zadnych sciemek ;))!
            Pozdrawiam cieplo!
            • czarna_26 Re: Czy umowil... 19.11.02, 15:43
              hanca napisał(a):

              > Ojjj, nie ma sie w sumie czym chwalic;)) To byl moj pierwszy taki wyczyn, a
              > zdjecie bylo tak metne i niekonkretne, ze zalatwilam sie na maxa;) Bajerek na
              > czacie, ujmujacy przez telefon, a w rzeczywistosci - totalna porazka!
              Schowalam
              >
              > sie zanim zdazyl mnie dostrzec i... ratuj sie kto moze!! ;) Zal troche bylo
              > chlopaka, bo czekal bidak i marznal, ale nie moglam ryzykowac, a kac szybko
              > przeszedl ;)
              > Teraz to co innego;) Zadnego kupowania kota w worku! Realny, namacalny, bez
              > zadnych sciemek ;))!
              > Pozdrawiam cieplo!

              Słuszna uwaga, którą popieram w zupełności:)
              również gorąco pozdrawiam!
              P.S.
              Od dawna tutaj bywasz? bo chyba widzę porraz pierwszy twoją wypowiedź? a może
              się mylę?
              CZARNA
          • Gość: filip-wawa Re: Czy umowil... IP: *.point / localhost 19.11.02, 19:27
            > Opowiedz mi jeśli możesz:))) ale ostatnio (nie ukrywam) chodzi mi po głowie
            sex
            >
            > z takim nieznajomym!
            > CZARNA

            Cześć Czarna,
            nie wiem dlaczego Wy wszyscy macie takie złe doświadczenia z znajomościami z
            netu - ja np spotkałem sie z około 20 dziewczynami i oczywiście musze
            przyznać, że wiekszość była (ładnie mówiąc) do nieczego. Ale zdarzają sie
            również perełki. Już od prawie dwóch lat mam dwie przyjaciłóki, które właśnie
            poznałem na czacie - są bardzo wartościowymi osobami i ciesze sie, że je e ten
            sposób poznałem. Kilka nawet dziewczyn było z innej bajki, tzn piekne,
            itneligenten, etc.
            W sumie sam nie wiem dlaczego miałem takie "szczescie" do tycg randek
            netowych, ale absolutnie nie mogę narzekać. Sexu uczywiście była najwięcej,
            ale zdarzyły sie również super znajomości.

            Innymi słowy - jeśli faktycznie kręci Ci ten temat - zachęcam do kontaktu ze
            mną ...

            Your Fill
        • meduza4 Re: Czy umowil... 19.11.02, 11:39
          hanca napisał(a):

          > Czarna, no to kurcze mialas pecha!!;) Ja po dwoch
          takich errorach, "wycwanilam
          > sie" i, zanim doszlo do czegokolwiek, zapoznalam sie z
          fotkami! Zreszta... to
          > tez niezawsze skutkuje - raz zwialam ;))) Ale to juz
          inna historia...;P
          > pzdr

          Fotki fotkami, ale faceci klamia takze jesli chodzi
          o wyksztalcenie, status materialny, wlasne intencje,
          swoje poprzednie partnerki itd, itp.
          I najgorsze w takich znajomosciach jest to, ze jesli
          dowiesz sie, ze cie robil w jajo to taki facet
          najczesciej
          nie uwaza za stosowne ani nic ci wyjasniac, ani cie
          przeprosic. Po prostu zrywa znajomosc -to z mojego
          doswiadczenia.
          • hanca Re: Czy umowil... 19.11.02, 11:50
            No niestety, bywa i tak ... Ale mysle, ze to nie kwestia znajomosci przez
            internet (choc on tu w duzym stopniu ulatwia sprawe wszelkim galganom...!), ale
            przede wszystkim faceta! Dlatego tak wazne jest, aby niczego sobie nie
            obiecywac, jak juz sie ktos zdobedzie na taka przygode... No i nie robic nic na
            sile!!!! To podstawa! Fajnie jest tylko wtedy jak nikomu nie
            wyrzadzamy "ziaziu" i mamy z tego oboje radoche (nawet jesli ma byc tylko
            chwilowa...!)
            • meduza4 Re: Czy umowil... 19.11.02, 11:53
              Oczywiscie, ze to kwestia faceta a nie wina
              netu -wystarczy, ze ktos jest wytrenowanym
              aktorem i nawet jesli jest kuzynem twojej kolezanki
              ze szkolnych czasow tez cie moze oklamac w tych
              samych sprawach i w ten sam sposob, czyli patrzac
              prosto w oczy -to tez wiem z doswiadczenia :(
              • hanca Re: Czy umowil... 19.11.02, 11:59
                Brrr, no takich to trzeba kijem!!!! Sio, sio! ;P
                Meduzko, tylko pleeeze, nie wrzucaj wszystkich do jednego wora! Ja bym przez to
                TEGO mego utopila z innymi talatajstwami! Trzeba korzystac z doswiadczen, ale
                nie zamykac sie na nowe...
                Bedzie dobrze....!!!
                • meduza4 Re: Czy umowil... 19.11.02, 12:05
                  Utopilam tego poznanego w realu...
                  Tego poznanego w wirtualu nie moge, bo nie mieszka
                  w moim miescie, a odwagi mu zabraklo, zeby
                  przyjechac i powiedziec prawde prosto w oczy...
                  Na ironie losu -pytalam go w mailach i prosilam zeby
                  sie jasno zadeklarowal jak widzi nasza znajomosc:
                  ani me, ani be... Cos tam pisal wczesniej, ze szuka tej
                  "jednej, jedynej" i jak do tej pory "nie mial szczescia
                  do
                  kobiet" -myslalam wiec, ze po prostu sie sparzyl
                  i probuje byc ostrozny. Nie powiedzial ani nie napisal
                  nigdy w zyciu, ze sprawe z zalozenia traktuje
                  niezobowiazujaco. No i po co to wszystko?
                  • hanca Re: Czy umowil... 19.11.02, 12:14
                    No skoro tak, znaczy, ze lepiej, ze to teraz wyszlo...! Pewnie boli, ale
                    przestanie, wierz mi!!! Milo by bylo znalezc antidotum, ale dokladnie rozumiem,
                    ze mozesz nie miec ochoty, zaufania, sily, nie teraz...!
                    Mysle, ze ten (tamten) facet sam nie wie czego chce, a dla mnie to nie facet!
                    Badz dzielna i niech to oni mejluja zdesperowani, wypytujac czemu sie nie
                    odzywasz;)
                    Powodzenia!
                    • meduza4 Re: Czy umowil... 19.11.02, 12:22
                      Dla mnie to tez nie facet, tylko zakompleksiony
                      i niezdecydowany dorosly dzieciak.
                      Bo calkiem inaczej jest kiedy facet od razu
                      stawia sprawe jasno -mozesz wtedy powiedziec albo
                      tak albo nie i sama wiesz na co sie decydujesz.
                      A jesli facet nie mowi czego chce tylko w trakcie
                      znajomosci probuje tak krecic zeby wyszlo na jego
                      -pozniejsze zale i pretensje sa po prostu pewne!
                      • hanca Re: Czy umowil... 19.11.02, 12:27
                        I niech to bedzie juz jego zgryz! Jak nie dorosl do pewnych relacji, to jest
                        jego fatalny problem, a nie Twoj meduzko! Wazne, ze Ty sama znasz swoje
                        potrzeby, bo to juz jest krok do kolejnych prob, poszukiwan i odnajdywania sie
                        w roznych zwiazkach! Mam wrazenie, ze trafisz na faceta, ktory bedzie myslal
                        bardzo podobnie... i na takie wlasnie relacje czekam! ;)
                        • meduza4 Re: Czy umowil... 19.11.02, 12:34
                          Jesli nawet trafie -to watpie w to, ze znajde go
                          w necie. Mailuje z roznymi osobnikami i coraz
                          czesciej dostrzegam, ze nie brak wsrod nich
                          dziwakow i popaprancow... No chyba, ze stanie
                          sie cud :)))
                          • hanca Re: Czy umowil... 19.11.02, 12:39
                            Jejciu, jakbym slyszala siebie jakis rok temu;) To dobrze wrozy! Zobaczysz,
                            pojawi sie w najmniej oczekiwanym momencie! U mnie tak bylo, dogasal moj netowy
                            zwiazek (ktory trwal rok! i mial sie skonczyc malzenstwem! brr), w ktorym
                            czulam sie coraz gorzej, a on - REALNY po prostu pojechal w miejsce mojego
                            sluzbowego wyjazdu, i podarowal mi... seks mojego zycia!!! Ja i on?!?! O nie, w
                            najsmielszych marzeniach bym nas w lozku nie zobaczyla!!! Teraz lazimy na
                            strasznie denerwujace nauki przedmalzenskie i przegladamy katalogi z
                            kieckami...!;) Pamietaj, zycie daje nam to co dla nas ma, a nie to czego od
                            niego chcemy! Czasem sie jednak zdarzy, ze jakos sie to zgrabnie polaczy i
                            wszyscy sa hepi... ;)
                              • hanca Re: Czy umowil... 19.11.02, 12:54
                                Bla, bla blaaa, wszystko to juz przerabialam! Totalne zniechecenie, jedno
                                wielkie rozczarowanie!!! Naprawde kurde nie chcialo mi sie w to wierzyc, ze w
                                tak mlodym wieku doszlam do tak okrutnego odkrycia!!
                                No i dobrze, ze mi sie nie chcialo wierzyc... Bo teraz mi sie chce w co innego!
                                • meduza4 Re: Czy umowil... 19.11.02, 13:01
                                  To zalezy w jakim jestes wieku -bo mnie niewiele
                                  brakuje do wieku w ktorym Jezusowi zyc sie przez
                                  to wszystko odechcialo :)))
                                  Rocznik niechodliwy, stan cywilny -podejrzany,itd,itp
          • olivvka Re: Tak, wielokrotnie. Wrażenia raczej pozytywne. 19.11.02, 12:14
            meduza4 napisała:

            > hanca napisał(a):
            >
            > > Czarna, no to kurcze mialas pecha!!;) Ja po dwoch
            > takich errorach, "wycwanilam
            > > sie" i, zanim doszlo do czegokolwiek, zapoznalam sie z
            > fotkami! Zreszta... to
            > > tez niezawsze skutkuje - raz zwialam ;))) Ale to juz
            > inna historia...;P
            > > pzdr
            >
            > Fotki fotkami, ale faceci klamia takze jesli chodzi
            > o wyksztalcenie, status materialny, wlasne intencje,
            > swoje poprzednie partnerki itd, itp.
            > I najgorsze w takich znajomosciach jest to, ze jesli
            > dowiesz sie, ze cie robil w jajo to taki facet
            > najczesciej
            > nie uwaza za stosowne ani nic ci wyjasniac, ani cie
            > przeprosic. Po prostu zrywa znajomosc -to z mojego
            > doswiadczenia.

            Do meduzy: Generalnie mnie nie rozczarowuje taka postawa mężczyzn. Trudno
            uwierzyć, by większość ludzi na czacie szukała prawdziwej głębokiej miłości,
            zwłaszcza jeśli chodzi właśnie o płeć brzydszą. A jeśli rzeczywiście tam tej
            miłości szukają to...... chyba niestety są głupcami. Choć............., ale o
            tym nieco niżej w mojej odpowiedzi do faceta :-))))
            ----------------------------

            Witaj facecie,
            Pozwole sobie przedstawić własne doświadczenia w tej materii.

            1. Swojego męża poznałam właśnie przez net (choć nie na czacie). Teraz jesteśmy
            bardzo szczęśliwym małżenstwem. Spotykając się za pierwszym razem nigdy nie
            pomyślelibyśmy, że połaczy nas wezeł małżeństwa. Spotkanie miało być li tylko
            seksualne. I takie było. Przemierzyliśmy do siebie setki kilometrów w
            poszukiwaniu prawdziwie seksualnych uniesień. I było wspaniale. Miłość przyszła
            zdecydowanie później, gdy zaczęliśmy zauważać w sobie dziesiątki podobieństw,
            które nas łączą i gdy stwierdziliśmy, że pasujemy do siebie wręcz idealnie.

            2. Przed poznaniem swojego męża spotykałam się wielokrotnie z mężczyznami z
            netu w celach erotycznych. Jedne spotkania kończyły się "łóżkiem", inne nie.
            Nie będę próbowała generalizować, że wszyscy mężczyzni oszukują przedstawiając
            na czacie nieprawdziwy obraz samych siebie, bo tak wcale nie jest. Niektórzy
            rzeczywiście mają talent do konfabulowania i mitomanii połączonej zarazem z
            megalomanią. I myśle, że proporcje były po połowie. Połowa kłamała, połowa nie.
            Zdarzyło mi się kilkakrotnie, że na spotkanie przychodził mężczyzna, który nie
            był dla mnie atrakcyjny fizycznie. Ja jako osoba bezpośrednia i prostolinijna
            nigdy nie miałam problemów z wyartykułowaniem swoich odczuć, więc od razu
            informowałam go, że spotkanie ma charakter czysto towarzyski i nie przeniesie
            się do alkowy. W wielu natomiast przypadkach pozytywnie się rozczarowywałam
            widząc mojego czatowego rozmówcę i kawiarniana randka swój epilog znajdowała w
            sypialni. W poźniejszym okresie podobnie jak koleżanki, które już zabrały głos
            w tym temacie, prosiłam o zdjęcie, by móc w jakiś sposób dokonywać wstępnej
            selekcji. Ale raczej nie z tego powodu, że obawiałam się iż mój internetowy
            rozmówca nie przypadnie mi do gustu, ale raczej z tego powodu iż rozmówców tych
            było niemal bez liku i musiałam w jakiś sposób dokonywać wstępnego wyboru. Ze
            wszystkimi nie zdołałabym się umówić i spotkać, a poza tym nie miałabym nawet
            ochoty na takie ilości spotkań. A z doświadczenia powiem jeszcze tyle, że
            zdjęcie nie oddaje w sposób właściwy walorów, czy też braku walorów fizycznych,
            potencjalnego kandydata do spotkania. Często przekłamuje i to w obydwie strony.

            3. Teraz też spotykam się (a w zasadzie spotykamy - bo robię to wraz z mężem) z
            ludźmi z czata. Umawiamy się i z kobietami i z mężczyznami i z parami. Wszystko
            zależy od naszych potrzeb i nastrojów. Generalnie przynajmniej raz na dwa
            tygodnie poznajemy nowe osoby na czatach, z którymi umawiamy się najpierw na
            spotkanie "integracyjne", a poźniej ewentualnie na spotkanie erotyczne. Nasze
            doświadczenia nakazują nam pierwsze spotkanie przeprowadzić na neturalnym
            gruncie, tak by osoby z którymi się umówiliśmy nie czuły skrępowania i by w
            przypadku niezaakceptowania siebie nawzajem, nie dochodziło do niezręcznych
            sytuacji w postaci ew. wypraszania kogoś z naszego domu (niestety takie
            przypadki też miały na początku miejsce). Dlatego pierwsze spotkanie aranżujemy
            w jakimś pubie, gdzie każdy każdemu może się dokładnie przyjrzeć, porozmawiać z
            nim, a gdy przypadniemy sobie do gustu (mówie nie tylko o guście fizycznym - bo
            lubimy także po erotycznym spektalu wspólnie porozmawiać, pośmiać się, napić
            się czegoś, a może i coś zapalić) przenosimy się do naszego domowego gniazdka i
            tam kontynuujemy mile rozpoczęty wieczór.

            Nie bałabym się na Twoim miejscu takiego spotkania. Zazwyczaj bywają one
            zabawne. Z pewnościa najtrudniejsze jest to pierwsze spotkanie, a poźniej......
            sam się pewnie rozsmakujesz w nawiązywaniu w ten sposób nowych erotycznych
            znajomości. Net ma to do siebie, że w sposób wyraźny skraca dystans pomiędzy
            dwoma osobami, które chciałyby sobie powiedzieć, że mają ochotę na seksualne
            spotkanie, bowiem w necie jest się prawie zupełnie anonimowym i wyrażanie nawet
            najskrytszych, często nawet perwersyjnych pragnień, jest banalnie proste i nie
            niesie za sobą ryzyka wyszydzenia, ośmieszenia. Oczywiście net to także takie
            zagrożenie dla tych uczciwych, którzy w sposób nieprzekłamany o sobie
            opowiadają, że trafią na tych mniej uczciwych, których wypowiadane słowa na
            swój temat mijają się z prawdą, choć nie zawsze z powodu złych chęci. Wtedy
            dochodzi do konfrontacji w świecie realnym tego co o sobie powiedziało się w
            necie z tym jak jest w rzeczywistości. Jeśli będziesz traktował takie spotkania
            jako "jednorazówki" to nawet jeśli większość słów wypowiadanych przez Twoją
            rozmówczynię była bajką, to nie powinieneś się tym przejmować. W końcu
            spotkacie się pewnie tylko raz i być może już nigdy w życiu się nie ujrzycie.
            Spotkanie ma mieć charakter czysto erotyczny, więc najważniejszym będzie to czy
            ona odpowiadać Ci będzie fizycznie i czy ewentualnie znajdziecie wspólny język
            i temat do jakiejś krótkiej rozmowy przed czy po.

            pozdrawiam i życzę udanego spotkania
            olivvka
      • niuniek6 Re: Czy umowil... 19.11.02, 15:09
        no i przez takich klamczuchow ci fajni maja utrudnione zadanie
        wrrrrrrr.
        :)

        > Ja tak, klika razy i za każdym razem niestety było beznadziejnie:( większość
        > kłamie co do swojego wieku, wyglądy etc...... zawiodłam się przez to i od
        > tamtej pory już się nie umawiam, choć nigdy nie mów nigdy:)))
        > POZDRAWIAM, CZARNA
    • kaasia78 Re: Czy umowil... 19.11.02, 11:44
      bylo pieknie, cudownie....tylko niepotrzebnie wmieszalismy w to milosc...ja sie
      zakochalam i teraz ciezko to odchorowuje niestety...ale w sumie nie zaluje
      pozdrowienia
      • hanca Re: Czy umowil... 19.11.02, 11:54
        Yhh, no to jest wlasnie to najpowazniejsze ryzyko! Czasem nawet gorsze
        od "spotkania z mlotkiem"...
        Dlatego wlasnie trzeba tak bardzo duzo ze soba rozmawiac o oczekiwaniach, zeby
        pozniej nie bylo, ze chcielismy zupelnie czego innego... Ale czy to, kuzwa,
        czlowiek zawsze nad tym zapanuje!!?!? Grr ironia losu!
        Pozdrawiam i trzymaj sie
        • kaasia78 Re: Czy umowil... 19.11.02, 11:57
          wlasnie sie zastanawiam...czy nawet jezeli sie z gory zalozy, ze tylko
          seks...to czy i tak nie istnieje duze ryzyko...nawet jak sie ze soba o tym duzo
          rozmwia i sytuacja jest jasna..
          • hanca Re: Czy umowil... 19.11.02, 12:02
            Nooo, szczegolnie, ze my kobitki to spokojnie umiemy oddzielic ten seks od
            uczuc! (wyczuj duuza dawke ironii!) ;/ No, jak mowie, ryzyko istnieje zawsze!
            Dlatego nigdy wszystko nie da sie przewidziec! Zycie, zycie...;)
            A moze faceci tez tak maja...?
              • hanca Re: Czy umowil... 19.11.02, 12:20
                Tiaaa, ogromna przepasc jest miedzy nami! Ale ja wierze, ze mozna sie w koncu
                gdzies po srodu, na kladce, spotkac i zaczac nadawac na podobnej fali (no
                przynajmniej w sprawach seksu trzeba sie w koncu zgrac, ja nie mowie o
                porozrzucanych skarpetkach - to niereformowalne!;P)
                Bardzo sie umocnilam w tym przekonaniu, jak kiedys bardzo zraniona, zaczelam
                robic to samo, tak "po mesku", spotykac sie i zakanczac w brutalny sposob,
                odchodzic bez slowa... Nie polecam tej metody, choc mi pomoglo... Nie umialam
                inaczej, zle sie czulam, ale nareszcie przez siebie...!
                Teraz sie zwrocilo! Jest dobrze...! Choc ci pokrzywdzeni czasem laza mi po
                glowie i gryza jak wyrzuty sumienia (jednak kobietkam;P)
                • meduza4 Re: Czy umowil... 19.11.02, 12:27
                  Moze faceci zachowuja sie jak zachowuja wlasnie
                  dlatego, ze wola zerwac po chamsku i brutalnie...
                  bo nie chca sami zostac porzuceni, albo boja sie
                  odpowiedzialnosci zwiazanej z budowaniem zwiazku...
                  Dla mnie to bardziej kwestia dojrzalosci niz cos
                  wrodzonego co nas rozni -wiekszosc facetow
                  z wiekiem wyrasta z tego...
                  • hanca Re: Czy umowil... 19.11.02, 12:30
                    No niby wyrasta, ale w wiekszosci z nich "ich dzieciaki" czujnie czekaja na
                    moment, zeby sobie znowu cos udowodnic i wyrwac sie z sidel! (mowa o jakiejs
                    zdradzie cy cus...?!?) Obym sie mylila! ;)
                    • kaasia78 Re: Czy umowil... 19.11.02, 12:38
                      a ja sie tak wlasnie zastanawiam, czy to kobiece szukanie uczucia nie jest
                      szukaniem jakiegos usprawiedliwienia...bo przeciez kobieta nie moze pozadac
                      faceta, ktorego nie kocha...
                      • meduza4 Re: Czy umowil... 19.11.02, 12:41
                        kaasia78 napisała:

                        > a ja sie tak wlasnie zastanawiam, czy to kobiece
                        szukanie uczucia nie jest
                        > szukaniem jakiegos usprawiedliwienia...bo przeciez
                        kobieta nie moze pozadac
                        > faceta, ktorego nie kocha...

                        Moze, moze...
                        Najgorzej tylko gdy ktos mowi lub sugeruje, ze mnie
                        kocha bo wie, ze inaczej nie bylby pozadany przeze
                        mnie (niedostatki natury fizycznej czy materialnej)
                        a w rzeczywistosci chce sie tylko ze mna przespac...
                      • hanca Re: Czy umowil... 19.11.02, 12:48
                        A ja juz wiem, ze to nieprawda! Przynajmniej u mnie to tak kilka razy
                        wygladalo... Kurcze, to chyba jednak wszystko zalezy...! Seks z miloscia jest
                        GENIALNY! Ale wiem, ze inny jest mozliwy i nawet czasem potrafi dac
                        satysfakcje! Tu musi byc jednak spelnionych troche warunkow... A przede
                        wszystkim - zadnego zakochania!!! Sama sobie przecze...;)
                      • kaasia78 Re: Czy umowil... 19.11.02, 13:03
                        kurcze-nie wiem czy sie dobrze zrozumialysmy-ja wiem ze moze,
                        a to co napisalam to taki stereotyp, ktoremu my same pewnie sie w jakims
                        podporzadkowujemy...
                    • meduza4 Re: Czy umowil... 19.11.02, 12:39
                      Uzylas slow "udowodnic" i "wyrwac sie z sidel".
                      Nie trzeba byc psychologiem, zeby dostrzec, ze zyjemy
                      w swiecie w ktorym mezczyzna nie ma wielu mozliwosci
                      aby wykazac sie swoja meskoscia... Moze to "wyrywanie
                      sie z sidel" jest dla niego dowodem na to, ze nie zostal
                      pantoflarzem, ze potrafi sie przeciwstawic, walczyc
                      o "swoje"... Moze nalezaloby przywrocic sredniowieczna
                      tradycje turniejow rycerskich? :))))))
                      • hanca Re: Czy umowil... 19.11.02, 12:52
                        Tiaa, jedyna grozna konsekwencja bylby rozkwaszony nos!;) A tak?!? Polamane
                        serca, jak nie zon, to kochanek! A moze wystarczyloby nie brac ich pod ten
                        pantofel!? Dac tyle luzu, zeby go nie szukali poza granicami Twoich ramionek?!?
                        Hymmm, to nielatwe!
                        • meduza4 Re: Czy umowil... 19.11.02, 13:06
                          No nie przesadzaj -ci ktorzy wyszliby calo
                          czuliby sie bardzo mescy :)))
                          A ci z rozkwaszonymi nosami tez by byli zachwyceni
                          gdyby damy ich serc ocieraly te nosy jedwabnymi
                          chusteczkami :)))
                          A co do "luzu" -sa faceci, ktorzy wszystko uwazaja
                          za "zniewolenie" -nie tylko zwiazki z kobietami
                          i oni zawsze w imie "wolnosci" beda lamac wszelkie
                          zasady i porzadek publiczny. Jak ktos sie czuje
                          niewolnikiem to nie zrobisz z niego czlowieka wolnego
                          chocbys caly swiat mu dala.
                          • hanca Re: Czy umowil... 19.11.02, 15:20
                            O nie! Jedyne zniewolenie na jakie zezwalam to zniewolenie moja cudownoscia!;))
                            A jak ktos ma problemy z okresleniem swoich granic i potrzeb, to naprawde nie
                            powinien sie zabierac za druga osobe, a tym bardziej za SEKS z nia! O nie, to
                            juz jest jednak dla doroslych!! ;P
                            • meduza4 Re: Czy umowil... 19.11.02, 15:33
                              A widzisz -nareszcie sie dogadalysmy :)
                              Tu wlasnie chodzilo mi o takich facetow ktorzy
                              maja problemy z okresleniem wlasnych granic.
                              Prawdopodobnie taka osoba czuje sie absolutnie
                              bezbronna wchodzac w zwiazek z druga osoba
                              i stad ten owczy ped do "wyzwolenia z wiezow".
                              Tyle, ze takim ludziom nie wytlumaczysz, ze nie
                              sa dorosli i ze za druga osobe i seks nie powinni
                              sie brac...A niech sie zreszta biora za seks ale
                              niech w tej sprawie ida do agencji a nie zawracaja
                              glowe komus kogo moga zranic...
                              • hanca Re: Czy umowil... 19.11.02, 15:38
                                Wiem, ze tacy sa i to niekoniecznie w wieku przedszkolnym, gdy masz jeszcze
                                prawo byc zagubionym i nie do konca okreslonym! ;)
                                Czasem lek przed ludzmi i soba samym, narasta z wiekiem, a wiadomo, ze im
                                pozniej tym gorzej to wykorzenic, zmienic, zreformowac...
                                Jedno mnie martwi, jak taki emocjonalny gowniarz moze skrzywdzic taka madra,
                                dojrzala kobietke?! Pieprzona natura uczuc...! ;P
                                • meduza4 Re: Czy umowil... 19.11.02, 15:54
                                  Pieprzona natura uczuc -nic wiecej!
                                  Zreszta ja mam jakis taki pociag do facetow,
                                  ktorzy zaczynaja od "ja nie mialem w zyciu szczescia
                                  do kobiet i wlasnie szukam tej jedynej" -od razu
                                  dopatruje
                                  sie w kims takim bratniej duszy, robie sie delikatna, nie
                                  chce skrzywdzic, serce na dloni bym podala....
                                  A moze wlasnie dojrzaly facet powinien powiedziec
                                  "spartaczylem to i owo i dlatego teraz jestem sam i nie
                                  wiem co wyniknie z naszej znajomosci".........
    • niuniek6 Re: Czy umowil... 19.11.02, 15:17
      Olalem ten sposob bo wnecie o wile wiecej jest chetnych facetow niz babek. (tzn
      chetnych kobit jest moze nawet i wiecej ale maja skrupuly) wiec najlepiej
      zwykle towarzysko a na drugiej czy trzeciej randce sprawa zalatwiona. Tak ze
      sposob o wiele pewniejszy. A i takze zdaza sie czasem ze na pierwszej cos
      wyjdzie jeli sie dobrze zakreci i wtedy jest najbardziej super.


      > sie ktos z Was kiedys przez czat na seks w realu ? Jesli tak to jakie
      > wrazenia ? Mam na mysli to czy wogole cos z tego wyszlo.
      > dzieki
      • hanca Re: Czy umowil... 19.11.02, 15:22
        ahhh czyli skoro gdzies na trzeciej jest juz "zalatwione", to znaczy, ze te
        cele TOWARZYSKIE to nieco sciemka!? ;P Zreszta, jakby na to nie patrzec, seks
        inny niz towarzyski byc nie moze! ;))
        • niuniek6 Re: Czy umowil... 19.11.02, 15:42
          no pewno ze sciemka. Zreszta po co odstrasac zwierzyne skoro wiadomo ze
          statysytycznie z kobietami metoda malych krokow jest najskuteczniejsza -
          Oczywiscie nie ZA malych:)

          hanca napisała:

          > ahhh czyli skoro gdzies na trzeciej jest juz "zalatwione", to znaczy, ze te
          > cele TOWARZYSKIE to nieco sciemka!? ;P Zreszta, jakby na to nie patrzec, seks
          > inny niz towarzyski byc nie moze! ;))
          • hanca Re: Czy umowil... 19.11.02, 15:50
            Nnnooo, chyba ze to kobieta podaza wielkimi susami i juz od pierwszej literki
            (w necie) chce sie bzykac! Bo jakos nawet na seks mi to nie zakrawa ;P Kurcze,
            a swoja droga to my jakies strasznie proste jestesmy, jak na nas
            takie "wyprobowane metody" dzialaja..;) Phi ;P
            • niuniek6 Re: Czy umowil... 19.11.02, 15:59
              Jesli chodzi o prostrze metody to najprostrza jest ukrywanie ze takie proste
              metody sie stosuje:) bo tak sie nie zaspokoi checi bycia wyjatkowa - prawda?

              hanca napisała:

              > Nnnooo, chyba ze to kobieta podaza wielkimi susami i juz od pierwszej literki
              > (w necie) chce sie bzykac! Bo jakos nawet na seks mi to nie zakrawa ;P
              Kurcze,
              > a swoja droga to my jakies strasznie proste jestesmy, jak na nas
              > takie "wyprobowane metody" dzialaja..;) Phi ;P
    • Gość: cute EEE tam.... IP: *.acn.pl 19.11.02, 17:14
      dziewczyny kłamią że są ładne, rozmowa powiedzmy się klei...
      niestety rozczarowanie przychodzi po otrzymaniu zdjęcia...dziękuję, postoję

      na czaty wchodziłem pół roku po założeniu netu(to chyba było 2 lata temu),
      teraz omijam to gówno dużym łukiem

      pozdrawiam
      • hanca Re: EEE tam.... 19.11.02, 17:44
        Ho ho, prrrrosze! Czyli i nam kobietkom zdarzaja sie drobne klamstewka?!? ;P
        Oj, jaki ten internet jest be, skoro wyciaga z nas takie brzydkie rzeczy! ;))
    • Gość: Nemo Mam pytanie do Oliwki... IP: 128.192.84.* 19.11.02, 17:38
      Oliwko,
      Przeczytalem Twoj post w ktorym opowiadasz o swoich przygodach malzenskich z
      innymi parami i troche bylem wstrzasniety...Jesli nie masz nic przeciwko to mam
      do Ciebie pytanie: czy kiedy sie tak ze soba spotykacie to rozumiem ze dochodzi
      do erotycznych zblizen miedzy Wami w roznych ukladach? Po prostu nie za bardzo
      miesci mi sie w glowie ze Twojemu mezowi odpowiada fakt, ze 'obcy" mezczyzna ma
      z Toba stosunek i vice versa jesli chodzi o Ciebie. Sam jestem malzonkiem (29)
      i dosyc otwartym na swiat (mieszkamy przejsciowo za granica)i nie potepiam ani
      nie wyklinam Cie ale po prostu jakos nie moge tego przeskoczyc... Mozesz
      skomentowac i wytlumaczyc jesli przypadkiem przeczytasz moj post? Jak to moze
      funkcjonowac w zwiazku malzenskim?!
      Pozdrowienia!
      Nemo (lat. nikt)
      • Gość: Szalony Kucharz Nemo IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 19.11.02, 19:54
        Gość portalu: Nemo napisał(a):

        > Oliwko,
        > Przeczytalem Twoj post w ktorym opowiadasz o swoich przygodach malzenskich z
        > innymi parami i troche bylem wstrzasniety...

        Kapitanie!

        Czymże właściwie jesteś wstrząśnięty? Tym, że Olivvka i jej małżonek "to"
        robią, czy tym, że Ona tak bezwstydnie i pogodnie o tym pisze?

        Czy tzw. swinging to aż tak odrażająco nieludzki seksualny obyczaj, że się
        żadnemu zacnemu obywatelowi w głowie pomieścić nie może? Różnorodne skoki w
        bok, wypady na dziwki, przyprawianie rogów, nieco zbyt odważne wieczory
        kawalerskie i tym podobne akty niewierności, choć oficjalnie nie akceptowane,
        jednak są rozumiane, ale wspólna zabawa dwóch (czy więcej) dorosłych par to już
        Sodoma i Gomora, zbrodnia śmiertelna przeciw Najświętszej Instytucji Rodziny?

        Czy miłość do tej "jedynej" osoby musi być aż tak posesywna, że niedopuszczalną
        czyni nawet myśl o niej/nim w objęciach innego/innej? Czy naprawdę nie
        znajdujecie niczego doniosłego w akcie obopólnego, dobrowolnego dzielenia się
        ukochaną osobą? Czy najżyczliwszą reakcją, na jaką Was, podmorscy podróżnicy,
        stać to lekki wstrząs i pobladłe lico?

        Szalony Kucharz

        PS. Przepraszam Olivvkę za to jawne nadużycie z mojej strony i podjęcie pytania
        skierowanego do Niej. Obiecuję poprawę.
        • kalina79 nie zgadzam sie na takie zycie 19.11.02, 20:32
          to byłoby wbrew mnie. Poznac sie na czacie i spotkac dla seksu. Czułabym do
          siebie niesmak po tym. Już wolę wibrator i spokojne sumienie. Nie jestem
          seksualna wyżeraczka i w zupełności wystarcza mi namietny sex z człowiekiem do
          którego czuję cos więcej niż pociąg---> najlepiej miłość.

          A odpowiadając na pytanie postwaione pierwotnie.... swojego pierwszego faceta
          poznałam w necie. Bylismy ze sobą przez rok. Zaczeliśmy sie piescic przy
          pierwszym spotkaniu, a kochaliśmy się po pół roku. Inna sprawa, że widywaliśmy
          się dość rzadko.
        • Gość: Nemo do Szalonego Kucharza... IP: 128.192.84.* 19.11.02, 21:25
          Szalony Kucharzu!
          Poniewaz zauwazylem ze jestes czlowiekiem z poczuciem humoru, mam nadzieje,
          ze "napadles" na mnie nieco zartobliwie-mam przynajmniej taka nadzieje...:-)

          Jak zauwazyles, moj post absolutnie nie osadzal a tylko pytal. Nie mam
          pobladlego lica z powodu wyznan Oliwki, bynajmniej. Dla mnie zdrada malzenska,
          w jakiejkolwiek formie jest nie do zaakceptowania. Absolutnie nie. I nie
          podchodze do tego w sposob jaki wspomniales-ze mozna to jakos zrozumiec chociaz
          wszyscy to tak naprawde po cichu akceptuja...Argument o zaborczej (posesive-bo
          to chyba stad zaczerpnales ten przymiotnik-nawiasem mowiac tez zdaza mi sie
          uzywac takich zapozyczen-ostatnio: endzojowac(enjoy)cos :-)) milosci, ktora nie
          chce sie "dzielic", kompletnie, ale to kompletnie do mnie nie trafia. Co to
          jest za dzielenie?! Pewnie lepiej niz ciche skoki w bok i potajemne zdrady bo
          to przynajmniej sie dzieje za akceptacja(?) obojga. Ok, staram sie na to
          patrzec spokojnie i jestem gotow z Toba czy Oliwka polemizowac ale nie mysle
          zeby to dla rodziny (niekoniecznie Swietej Instytucji :-)) bylo dobre in the
          long run. Zawsze bylem przekonany, ze malzenstwo polega na zwiazku dusz i cial
          pomiedzy dwojgiem kochajacych sie osob, ktore maja siebie nawzajem i nie
          potrzebuja sie soba "dzielic" z innymi. Po prostu nie rozumiem za bardzo tej
          calej koncepcji...
          Ale ja to pewnie jestem jakis nienormalny bo zony nie chce zdradzac i zawsze
          bylem jej wierny nawet w czasach zwiazku chlopak-dziewczyna, choc mialem pokus
          co niemiara... :-) Ale napatrzylem sie w swoim zyciu co to znaczy niewiernosc i
          ile cierpien moze przyniesc. Tutaj gdzie teraz mieszkamy (poludnie USA) w
          szkole 20-30% dzieci maja oboje rodzicow-masz pojecie?! I nie dlatego ze jest
          taki wysoki odsetek zgonow...Ale to juz raczej temat na inna dyskusje...
          Serdeczne pozdrowienia!
          Capt. Nemo z Nautilusa...
          • Gość: Szalony Kucharz Captain, my Captain! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 20.11.02, 07:54
            Szanowny Podwodny Tułaczu,

            To rzecz oczywista, że mam ogromne poczucie humoru, którym życzliwie
            obłaskawiam spotkane tu osoby na lewo, prawo, do przodu i a tergo, w górę i w
            dół, od środka i na zewnątrz. :-))) Jednak poruszyłeś obok kwestii mojego
            niewątpliwego dowcipu sprawę, która mnie lekko zasmuciła, i którą pragnąłbym
            czym prędzej wyjaśnić, a to dlatego, że dość mam już na tym Forum, oraz na
            nieboszczce "Seksuologii", niepotrzebnego, nietrafionego i szkodliwego
            antagonizowania seksualnych postaw jego uczestników.

            Przecież nie o to chyba chodzi, aby chwaląc się swoim ciekawym erotycznym
            żywotem wykazywać komukolwiek jego/jej niedostatki, ani z drugiej strony
            przykłady ludzkiej frywolności nie mają, mam nadzieję, służyć za ilustrację zła
            świata tego. Szeroko rozumiana tolerancja to przecież akceptacja człowieczej
            odrębności, niezależnie od jej liczebnej reprezentacji, pomijając oczywiście
            takie owej odrębności przejawy, które godzą w odrębność drugiej istoty ludzkiej.

            Piszecie, kpt. Nemo, o małżeństwie i zdradzie, tak jakby pojęcia owe posiadały
            jakieś maksymalnie zuniwersalizowane i zgeneralizowane znaczenie. Tymczasem tak
            przecież nie jest - wszystko zawieszone jest bowiem w jakimś historycznie
            określonym momencie czasoprzestrzennym. I jest mi naprawdę bardzo przykro,
            jeżeli burzę teraz czyjś światopoglądowy porządek, ale będę obstawał twardo,
            niczym krok defiladowy na żołnierskiej przysiędze, przy swoim stanowisku.

            Rozumiem, kapitanie, że w życiu Twoim i wybranki Twej nie ma miejsca na podobne
            Olivvce "wybryki". Wierzę, że postawa owa jest świadoma, a nie stanowi jedynie
            owocu bezrefleksyjnego konformizmu. Szanuję, naprawdę szanuję Twoje życiowe
            decyzje, lecz to wcale, w najmniejszym nawet stopniu nie osłabia mojego
            niekłamanego podziwu wobec Olivvki, jej świadomego wyboru drogi, pełnej (jak
            mniemam) realizacji swoich nawet najbardziej nietypowych marzeń bez krzywdzenia
            osób trzecich. Ty, mój miły głębinowy żeglażu, zdajesz się wątpić w szczerość
            Jej postępowania - słowo akceptacja opatrzasz znakiem zapytania - dlaczego? Czy
            naprawdę tak trudno o empatię, wyjście z siebie i przychylne spojrzenie na
            świat oczyma zupełnie innej, ale ludzkiej przecież istoty? Czy należy tak
            bezwzględnie penalizować, spychać na margines dewiacji, potępiać w czambuł
            czyjeś szczęście tylko dlatego, że wydaje nam się, że to nieprawda, że to
            nieszczęście, że to MUSI boleć? Wolałbym, abyśmy wszyscy przychylniej myśleli o
            drugich i nie węszyli w każdym ludzkim działaniu jakiegoś spisku. Dobrze wiesz,
            drogi Nemo, że wyraz "suspicious" w języku angielskim posiada dwa, nieco
            odmienne odcienie znaczeniowe...

            Nikt nie zarzuca przecież Tobie, że w wytrwałym kształtowaniu swojego własnego
            związku trzymasz sie swoich zasad i nie ulegasz "rozwodowej" modzie. Skądże
            znowu! Zaprawdę, takie dychotomiczne segregowanie ludzkich działań na normalne-
            nienormalne do niczego nie prowadzi. Czyjeś swobodne życie nie musi przecież od
            razu kolidować z Twoim poważnym, prawda?

            Poza tym pełno na Forum takich dogłębnie zszokowanych wypowiedzi na temat
            spotkań erotycznych par, wypowiedzi płynących z rąk światłych ludzi, jakimi
            niewątpliwie wszyscy (no, prawie!) użytkownicy Portalu Gazety są. Nigdyście nie
            przeglądali czasopism z ogłoszeniami towarzyskimi? Nie widzieliście nigdy
            rubryki "Pary"? Myślicie, że pary te szukają dziecka do adopcji, baby-sitterki,
            sprzedawców odkurzaczy? Nie, chcą w miłej atmosferze spotkać się z innymi
            parami, kobietami, mężczyznami w celach erotycznych. Czy to wstrząsa Wami
            bardziej czy mniej od ogłoszeń gejów i "poetek Safony"? Wyobraźcie sobie, że (o
            zgrozo!) nieco tych ogłoszonek jest, i to w każdym szanującym się pisemku czy
            internetowym serwisie, nawet na naszym przaśnym rynku erotycznych uciech.

            Na koniec napisze coś, co być może zabrzmi strasznie lamersko i trywialnie,
            niczym końcowy komentarz dziennikarza TVN, ale czasy się zmieniają i dawne
            standardy dotyczące rodziny, małżeństwa, zdrady, seksualnej kultury nie
            przystają coraz bardziej i bardziej do pędzącej coraz szybciej i szybciej
            rzeczywistości. Dawniej łatwiej było dochować "wierności", kiedy mieszkało się
            całe życie na wiosce, w której były tylko dwie kobiety, na które można było
            jako-tako popatrzeć niż dzisiaj kręcąc się (dosłownie!) po wielkim mieście,
            wodząc wciąż oczyma za niezliczonymi jego "atrakcjami". I jak się w tym
            wszystkim połapać? Wystarczy tylko, choć to nieco trudne, wiem, dostrzegać
            wszędzie drugiego człowieka.



            Czego wszystkim nam życzę!

            Szalony Kucharz


            PS. Jeszcze raz przepraszam szanowną Olivvkę za wtóry wtręt do rozmowy, ale tym
            razem dowódca Nautilusa zwrócił się do mnie...
      • olivvka Re: Mam pytanie do Oliwki... 20.11.02, 09:56
        Witaj Nemo,
        Przyznaje się otwarcie, iż pod moim adresem kierowano już wiele niepochlebnych
        opinii związanych z dość otwartym podejściem do spraw seksu, zwłaszcza seksu
        grupowego, którego jestem zwolenniczką i orędowniczką, a opinie te mierzone
        były w moją osobę jeszcze za czasów życia śp. Forum Seksuologia. Nie czuję się
        więc zdziwiona, że i na tutejszym forum (choć przyznać muszę iż uczyniłeś to w
        sposób bardzo kulturalny za co dziękuję) znajdą się słowa krytyki za tego typu
        postępowanie. Poniżej odpowiadając na Twoje pytania, postaram Ci się
        przedstawić własny światopogląd, który pcha zarówno mnie jak i mojego męża do
        podejmowania tego typu kontaktów seksualnych.



        Gość portalu: Nemo napisał(a):

        ) Oliwko,
        ) Przeczytalem Twoj post w ktorym opowiadasz o swoich przygodach malzenskich z
        ) innymi parami i troche bylem wstrzasniety...Jesli nie masz nic przeciwko to
        mam
        )
        ) do Ciebie pytanie: czy kiedy sie tak ze soba spotykacie to rozumiem ze
        dochodzi
        )
        ) do erotycznych zblizen miedzy Wami w roznych ukladach?

        Tak, dochodzi do takich zbliżeń, choć nie zawsze, bowiem
        podczas "integracyjnego" spotkania, którym poprzedzany jest erotyczny wieczór,
        okazuje się czasami, że partner, partnerka czy partnerzy, których poznaliśmy
        wspólnie z mężem na czacie, okazują się osobami, z którymi możemy jedynie miło
        pogawędzić, wypić kawe lub drinka, lecz niestety nie możemy podjąć aktywności
        seksualnej, z różnych względów.


        )Po prostu nie za bardzo
        ) miesci mi sie w glowie ze Twojemu mezowi odpowiada fakt, ze 'obcy" mezczyzna
        ma
        )
        ) z Toba stosunek i vice versa jesli chodzi o Ciebie. Sam jestem malzonkiem
        (29)
        ) i dosyc otwartym na swiat (mieszkamy przejsciowo za granica)i nie potepiam
        ani
        ) nie wyklinam Cie ale po prostu jakos nie moge tego przeskoczyc... Mozesz
        ) skomentowac i wytlumaczyc jesli przypadkiem przeczytasz moj post?

        Cóż, zabrzmi to pewnie nieco trywialnie, lecz wytłumaczenie mojego
        postępowania, które Ci przedstawię znajduje odzwierciedlenie zarówno w nauce
        psychologii, socjologii rodziny czy nawet demografii. Prawdą jest natomiast, że
        sprzeczne jest z etyką, zwłaszcza chrześcijańską.
        Natura człowieka, wbrew temu co sądzi wielu z nas, czy też wbrew temu co
        głoszone jest wszem i wobec przez co niektórych światłych ideologów, którzy
        starają się usilnie wyznaczać kanony etyczno-moralne społeczeństwu, nie pozwala
        większości stworzeń ludzkich na życie w monogamii. Poligamii czy też bigamii
        sprzyja także nieustający postęp cywilizacyjny, zwłaszcza dotyczący
        nowoczesnych metod komunikowania się. Przed 100-laty, nawiązanie erotycznego
        kontaktu z osobami spoza środowiska w którym się egzystowało nastręczało wiele
        problemów. Dzisiejszy swobodny dostęp do takich mediów jak internet czy
        telefonia powoduje, że skraca się w wyraźny sposób dystans pomiędzy
        potencjalnymi kochankami, bowiem łatwy dostęp do nowoczesnych metod komunikacji
        powoduje, że mogą oni w dowolnym czasie z dowolnego miejsca nawiązać rozmowę,
        której finałem może być wspólne wyrażenie chęci na podjęcie współżycia
        seksualnego.
        Powoływałam się powyżej na nauki, które nie stoją w sprzeczności z tym, czemu
        jak i mój mąż oddajemy się i czemu hołdujemy. Wspomniałam o demografii.
        Nawiązałam do tej nauki, bowiem ona szczególnie w sposób wyraźny obrazuje w
        liczbach, jak bardzo monogamia w człowieczych zachowaniach jest popularna. 50%
        małżeństw zawieranych przed 25 rokiem życia rozpada się przed upłynięciem 5 lat
        trwania małżenstwa. W ok. 65% wszystkich rozwodów za główną przyczynę podaje
        się niewierność małżeńską. Do zdrad małżeńskich przyznaje się ok. 20% osób
        trwających we wspólonotach małzeńskich. Chęć zdrady deklaruje (w zależności od
        płci) od 25 do 45% osób będących w związkach małżeńskich. Czy te liczby
        świadczą o monogamicznej naturze człowieka? Czy (jak sam zresztą wspomniałeś)
        20-30% dzieci mających tylko jednego rodzica w miejscu gdzie zamieszkujesz
        świadczy o tym, że człowiek pragnie tylko jednego partnera seksualnego ( bo
        chyba przyczyną rozpadu tych małżenstw nie jest tylko i wyłacznie niezgnodność
        charakterów, którą zresztą nagminnie tłumaczy się choćby niedopasowanie
        temeperamentów seksualnych u małżonków)?
        Ponieważ polemizujemy w necie, mniemam że jesteś aktywnym użytkownikiem sieci,
        Internetu i potrafisz odszukać zwykłe ogłoszenia erotyczne od par podobnych
        nam. Wpisz proszę do wyszukiwarki słowa "para szuka pary" a zobaczysz jak wiele
        osób podobnych nam jest na tym ziemskim padole. Co znamienne, w Polsce ruch
        swingersów nie należy do najpopularniejszych, bowiem cała rewolucja seksualna,
        wraz z która otwartość na tego typu zachowania stała się powszechna, dociera do
        nas nieco później. Być może zasadniczy wpływ także na fakt niewielkiej
        oficjalnej popularności swingingu w Polsce ma to, że jednak wychowywani
        jestesmy dosc konserwatywnie zwłaszcza przez kosciół, który potępia tego typu
        zachowania.
        Weź proszę do ręki choćby zwykłe "Seksrety", zajrzyj proszę do rubryki M i
        zobacz, jak wiele niezrzeszonych w swingers-clubach Polaków mimo wszystko
        poszukuje kontaktów erotycznych z małżenstwami, parami. Dostrzeżesz, że ja i
        mój mąż nie jesteśmy odosobnieni w swoich upodobaniach. W krajach Europy
        Zachodniej czy tez w USA, w którym teraz mieszkasz swinging jest wyjątkowo
        popularny. Tam istnieją potężne kluby, zrzeszające niejednokrotnie setki,
        tysiące ludzi, dla których organizowane są spotkania, wyjazdy, wycieczki, a
        wszystko to w celu dobrej zabawy związanej z uprawianiem seksu z innymi
        podobnymi sobie.
        Wiem, że istnieje potężny odsetek ludzi, którym tego typu zabawy nie są w smak.
        I rozumiem to, lecz wiem także, iż wiele z tych osób fantazjuje mimo wszystko
        na temat uprawiania seksu z innymi partnerami, fantazjuje o możliwościach
        znalezienia się w takich seksualnych sytuacjach, gdzie seks wykracza poza obręb
        dotyczący tylko dwojga ludzi i to tych najblizszych sobie. Brakuje często im
        jednak odwagi, nie pozwalają na to hamulce moralne, nie pozwala na to brak
        czasu, nie pozwala w koncu na to brak odpowiednio zaaranżowanych sytuacji,
        które pomoglyby im te fantazje zrealizować.

        )Jak to moze
        ) funkcjonowac w zwiazku malzenskim?!

        Jak? Różnie. Dla wielu małżenstw jest to jedynie świetna rozrywka (jak dla
        nas). Dla innych małżenstw może to jednak stanowić dość poważne zagrożenie
        jeśli chodzi o trwałość małżeństwa, zwłaszcza jeśli jedno z małżonków jest
        niejako przymuszane do tego typu praktyk. To jest główne zagrożenie i zawsze
        odradzam uprawianie swingingu małżenstwom, w których jedno jest zdecydowane, a
        drugie się waha. Dlatego wiele naszych spotkań "integracyjnych" kończy się
        tylko na kawie czy drinku, bowiem z rozmowy wnioskujemy, że tak naprawde na
        tego typu przyjemnosci ochote ma tylko jedno z partnerów których poznajemy, a
        drugie ma poważne wątpliwości co do zasadności podjecia decyzji o uprawianiu
        seksu w grupie (spotkanie konczymy zawsze tylko na kawie jeśli wyczuwamy, że
        drugi z zaproszonych przez nas partnerów czuje się zagrożony). Jednak wśród
        zdeklarowanych swingersów bardzo rzadko dochodzi do rozpadu małżenstwa własnie
        z powodu utrzymywania stosunków seksualnych z innymi partnerami. W moim
        małżenstwie nie zmieniło się zupełnie nic co mogłoby zagrażać jego trwałości.
        Oboje bardzo cieszymy się na każde takie spotkanie. Dużo o tym rozmawiamy,
        ufamy sobie i wiemy, że to tylko zaspokojanie jednej z naszych potrzeb.
        Wspólnie relacjonujemy własne doznania. Mamy pewne zasady, którym hołdujemy by
        minimalizować uczucie zazdrości, które przeciez choćby w najmniejszym stopniu
        zawsze towarzyszy miłości. Nie uprawiamy np. seksu z innymi gdy nie widzi tego
        drugi ze współmałżonków. Zawsze robimy to na swoich oczach. Oddzielamy w sposób
        wyraźny uczuciowość od seksualności. Ryzyko zaangażowania się emocjonalnego
        praktycznie nie istnieje, nie jest w każdym razie większe od teg
      • olivvka Re: Odpowiedź - dokończenie 20.11.02, 09:58
        Ryzyko zaangażowania się emocjonalnego praktycznie nie istnieje, nie jest w
        każdym razie większe od tego, które grozi nam na codzień spotykając na ulicy
        osobę odpowiadającą naszym wyobrażeniom o idealnym partnerze.

        > Pozdrowienia!
        > Nemo (lat. nikt)


        I to tyle. Reszta słow, które chciałam Ci przekazac przekazał Ci juz Szalony
        Kucharz, który zaznaczam, nie jest moim mężem :-)))) więc nie prowadzi wspólnie
        ze mną żadnej agitacji.

        pozdrawiam
        olivvka
      • olivvka Re: Oliwko ! 21.11.02, 12:25
        Gość portalu: smyk napisał(a):

        > Przecież o ile dobrze paniętam w gre wchodziły jeszcze kobiety !

        No i......? Wyjasnij, bo dalej nie rozumiem o co Ci chodzi.

        olivvka
        • Gość: smyk Re: Oliwko ! IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 21.11.02, 12:34
          olivvka napisała:

          > Gość portalu: smyk napisał(a):
          >
          > > Przecież o ile dobrze paniętam w gre wchodziły jeszcze kobiety !
          >
          > No i......? Wyjasnij, bo dalej nie rozumiem o co Ci chodzi.
          >
          > olivvka

          To i innej rury !

          robiłaś to w trójkącie ?
          Jeżeli nie to znaczy że ktoś ukradł twojego nicka.
          • olivvka Re: Oliwko ! 21.11.02, 12:40
            Gość portalu: smyk napisał(a):

            > olivvka napisała:
            >
            > > Gość portalu: smyk napisał(a):
            > >
            > > > Przecież o ile dobrze paniętam w gre wchodziły jeszcze kobiety !
            > >
            > > No i......? Wyjasnij, bo dalej nie rozumiem o co Ci chodzi.
            > >
            > > olivvka
            >
            > To i innej rury !
            >
            > robiłaś to w trójkącie ?
            > Jeżeli nie to znaczy że ktoś ukradł twojego nicka.


            Smyku,
            Zaproponuję Ci to, co zaproponował Ci Szalony Kucharz: czytaj dokładniej moje
            posty. Odpowiedź w nich znajdziesz bez problemu.

            olivvka
            • Gość: Nemo Hej! IP: 128.192.84.* 21.11.02, 15:25
              Oliwko!
              Dziekuje za dlugi komentarz i wyjasnienia-to po pierwsze. Po drugie to
              przepraszam ze sie nie odezwalem zle bylem i jestem bardzo mocno zajety w labie
              ale jak znajde czas to napisze wiecej.
              Buziaki i pa!
              Nemo.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka