Dodaj do ulubionych

jak przekonać męża... ;)

02.11.09, 17:31
Muszę, no po prostu MUSZĘ przekonać M do czegoś, co do czego, wiem o tym, jest
na nie. Nie wiem, jak zacząć rozmowę, żeby w ogóle chciał o tym rozmawiać. Mam
w głowie listę plusów i minusów, ale okropnie się denerwuję, normalnie
wszystko mi się trzęsie, jak przed egzaminem.
Chyba wyskoczę po jakieś wino i jak Konrad pójdzie spać, zacznę tę rozmowę.
Zależy mi, żeby nie czuł się przyparty do muru, bo wtedy będzie się bronił dla
zasady. Muszę to tak załatwić, żeby po prostu uznał, że pozytywy przeważają
nad negatywami i zgodził się ze mną.
To żadna tajemnica, o co chodzi, tyle że nie mam teraz czasu pisać, bo właśnie
wrócił. Liczę na jakieś Wasze rady, co do tej rozmowy, a jutro napiszę
dokładnie o tej sprawie.
Obserwuj wątek
    • asuzi Re: jak przekonać męża... ;) 02.11.09, 20:46
      a może zacznij... co myślisz, wiesz będzie dobrze, damy radę, zobacz
      ile jest pozytywów, ten nie ma co nie ryzykuje ...
      • metanira Re: jak przekonać męża... ;) 03.11.09, 14:10
        Nie udało się :/ Po prostu M jest tak na NIE, że już bardziej się nie da.
        Chodzi o mieszkanie po mojej babci. Fakt, jest ono o najniższym standardzie, ale
        zawsze mieszkanie to mieszkanie. A tymczasem my wynajmujemy, a tamto stoi puste.
        Moja mama próbuje je sprzedać, ale mimo sporego zainteresowania (niska cena),
        jeszcze się nie sprzedało. Trzeba w nie włożyć sporo pieniędzy, ale mieszkanie
        ma tzw. potencjał (coś jak loft ;) ).
        M twierdzi, że my w tym mieszkaniu, to przedostatnia ostateczność, potem już
        tylko "pod most". Przesadza moim zdaniem. Nie podoba mu się dzielnica, a raczej
        ta jej część, twierdzi, że wpadnie tam w depresję. Powiedziałam mu, że gdybyśmy
        wyremontowali to mieszkanie, pomieszkali w nim kilka lat, to łatwiej byłoby je
        sprzedać, bez tego przerażającego ogromu pracy, którą trzeba w nie włożyć. M
        twierdzi, że NIGDY tego mieszkania nie sprzedamy, nawet po remoncie, bo nikt
        przy zdrowych zmysłach go nie kupi. I że nie włoży ani złotówki i ani minuty
        pracy w to mieszkanie. I że jeśli tam zamieszkamy, to już nigdy się nie
        wyprowadzimy.
        Żaden z moich rzeczowych argumentów nie podziałał, ani wino, ani seks ;)
        (żartuję - seks był już po jego odmowie).
        A ja chcę wreszcie mieć coś swojego. Mam dosyć płacenia za nic. Chcę remontować
        własne, malować własne ściany i mieć w kuchni takie meble, jakie sama sobie
        wybiorę. M chce dom. Albo mieszkanie na ostatnim piętrze nowe albo z odzysku w
        kamienicy, ale nie w bloku (ja też nie chcę w bloku) i w ŁADNEJ okolicy. Pewnie,
        każdy chciałby mieszkać w ładnym miejscu. Tylko nie wiem, czy takie gołodupce
        jak my, mają prawo grymasić i wybrzydzać.
        Cóż, pomarzyć zawsze można. M wybiera się do doradcy kredytowego, może jak go
        pozbawią złudzeń, to zacznie myśleć inaczej.
        • klarysa007 Re: jak przekonać męża... ;) 03.11.09, 22:10
          Myślę, że spotkanie z doradcą dobrze mu zrobi ;)
          Ja osobiście uważam, że w czasach kiedy dwie "zwykłe" pensje wystarczają tylko
          na życie, a za 50zł robi się zakupy PODSTAWOWE to własne mieszkanie jest SUPER!
          Niestety, mimo spadku cen wciąż jest za drogo dla większości z nas. Ja miałam
          szczęście i kupiłam swoje M tuż przed dzikim skokiem cen, bo teraz to
          mieszkałabym nadal z teściową ;P
          To nie jest tak, że dzielnica czy stan mieszkania nie mają znaczenia. Ale są
          pewne priorytety i stojąc przed wyborem: mieć kiepskie ale własne czy płacić za
          wynajem zawsze wybrałabym własne.
          Tylko, że faceci maja inny tok myślenia ;) No ale może i Twój m. zmądrzeje.
          Cierpliwości życzę :D
          • ankas4 no ja.... musisz meza przekonac.... 04.11.09, 07:00
            Nie zrozumialam...czy to mieszkanie po babci mielibyscie miec za darmo? czy
            musielibyscie za nie zapłacic? i ile za jaki metraz...
            Ogolnie zgadzam sie z Toba, Twoj maz na moje oko strasznie źle mysli,,mieszkanie
            to ZAWSZE super inwestycja, zawsze mozna je wynajmowac i miec kase na splate
            czesiowo chociaz rat za kredyt na zakup nowego mieszkania,moze to go przekona,
            przeciez ludzi teraz biją sie aby wykupic chocby najmniejsze mieszkanie i
            naprawde w starych kamienicach,bo to zawsze jest inwestycja, dziwnie mysli
            maz, naprawde sprobuj go przekonac ,bo szkoda, zeby Wam uciekla taka okazja , a
            juz calkiem ponioslo mi sie cisnienie na Twojego meza jak doczytalam ,ze Wy sami
            wynajmujecie mieszkanie...masakra jakas...pprzeciez kase ktora teraz wydajecie
            na wynajem , za darmo ją komus dajcie, bo to mieszkanie nigy nie bedzie
            Wasze....moglibyscie spokojnie przeznaczyc na remont tego mieszkania po babci,
            najwazniejsze miec swoje, a pozniej mozna kombinowac, zamieniac, wynajmowac, dac
            pod zastaw kredytu przynajmniej czesciowy zastaw....naprawde Twojego meza takie
            argumenty nie przekonują? jezu szkoda, ze mnie nie ma blizej zaraz bym go
            przekonała...
            Słuchaj powiedz mu,ze bank zawsze lepiej patrzy na kogos kto chce brac kredyt-
            na kogos kto juz cos ma, zabezpieczenie kredytu jest bardzo istotne...
            eh...poddenerwowalam sie na noc... musisz pracowac nad mezem...naprawde uwazam
            ,ze to swietna okazja/inwestycja nawet jesli mielibyscie mamie zaplacic za to
            mieszkanie, poza tym...placenie mamie a bankowi to dwie rozne bajki,,,wiec moze
            sama zdecyduj... a juz Cie nie podpuszczam...ale musisz go zmobilizowac do
            myslenia...
        • smolineczka Re: jak przekonać męża... ;) 04.11.09, 07:06
          metanira, czytam i mam wrażenie, że to ja pisałam o swoim mężu ;)
          widać seks na nich nie działa (żartuję, oczywiście) :)
          ale ekspert od kredytów potrafi przekonać, bo to obcy człowiek, więc nie można
          nie poczuć zaufania do niego...
    • qwoka Re: jak przekonać męża... ;) 04.11.09, 09:08
      sama chętnie się dowiem jak przekonywać do czegoś męża ;)
      A co do mieszkania, to też nie bardzo zrozumiałam, czy macie je za
      darmo dostać, czy musicie je kupic od mamy i np brac na to jakiś
      kredyt, czy chodzi tylko o koszt remontu.
      Ja toche rozumiem obawy męża. Musicie się wspólnie zastanowic, czy
      na pewno ta lokalizacja jest przyszłościowa, czy ta częśc miasta ma
      szanse się w najblizszych latach zmienić i jesteście w stanie
      sprzedac to mieszkanie z jakimś zyskiem. Wazny jest też stan prawny
      mieszkania: czy na pewno jest odrebna własność a nie np udział.
      Dla mnie takie mieszkanie to może byc super lokata kapitału, ale
      moze być też klapa- jest tu pewne ryzyko. Trzeba się liczyć ze
      strasznie duzym kosztem remontu i zastanowić na kosztami utrzymania
      miaeszkania. Ale przede wszytkim przemyslałabym razem z M
      lokalizacje, jesli uwazasz że jest dobra lub okolica się zmieni to
      bym tym argumentem próbowałabym przekonac M.
      Pisze to z własnego punktu widzenia, bo sama kupiłam (tzn. moi
      rodzice) mieszkanie w kamienicy w centrum miesta do remontu. Niby
      cena była niska, ale remont byl bardzo kosztowny(nie to co remont w
      bloku), do tego stan prawny jest do niczego, bo jest to udział,
      wiec na remonty czesci wspólnych w kamienicy nie ma szans i wszystko
      się wali. Generalnie nie była to dobra lokata kapitału i żałujemy
      tej decyzji.
      • klaudia020707 Re: jak przekonać męża... ;) 04.11.09, 13:32
        racja qwoka, podpisuje sie pod Toba i tez rozumiem obawy męża.
        Pewnie boi się ze kupe kasy włożycie w to mieszkanie, nikt go nie
        bedzie chciał potem kupic bo tak jak piszesz lokalizacj kiepska i
        bedzie cie musieli się "męczyć" w tym mieszkanku do konca swoich dni
        bo pewnie kredyt na remont bedzie potrzebny.
        Czasami budowa malutkiego domu poza miastem bardziej sie opłaca.
        Musicie usiąść i na spokojnie wspólnie przeliczyć jaki byłby koszt
        mieszkania a jaki własnego domu.
        Powodznia
    • ajila32 Re: jak przekonać męża... ;) 04.11.09, 14:34
      jak przekonaś meża do czegokolwiek to ja nie wiem bo mój z
      serii "uparty jak dziki osioł";
      rzeczowe suche fakty najbardziej go przekonują;
      3 lata temu zamówiłam go na szukanie własnego lokum ale wybrzydzał
      strasznie i po 3 obejrzanych juz go nie namawiałam bo mnie
      denerwował; potem ceny zaczeły strasznie isc w góre przyszły dzieci
      i po ptokach - ja teraz bezrobotna i zero zdolności kredytowej - z
      dwójką dzieci wynajmujemy.. czasem mi się włącza tęsknota za własnym
      M i jak mu raz o tym powiedziałam to powiedział ze nie naciskalam
      wiec chyba mi za bardzo nie zależało (i teraz wiem ze jak mi bedzie
      zalezec to bede wiecić dziure w brzuchu do znudzenia);
      jak juz powyzej napisali - przekonać mogą go fakty - liczby-
      usiądźcie i policzcie co ile kosztuje i przemyślcie różne warianty;
      nie zgadzam się ze kazde mieszkanie warte tego by je mieć i ze
      zawsze to dobra inwestycja - a lokalizacja ma dla mnie przynajmniej
      szalenie wazne znaczenie i nie na wszystko bym się zgodziła byle
      tanie było.. mam parcie na swoje straszne ale nie wszystko bym
      wzięła, tym bardziej gdyby miało pójść z kredytu..
      ja czekam cierpliwie - mam 28 lat, płacę w poznaniu 1300 miesięcznie
      za 2 pokoje - pieniadze które nie są zadną inwestycją, ale wierzę ze
      za pare lat znajdziemy coś co nam obojgu się spodoba i nie bedzie to
      zakup na siłe - a to nie kupno pary rękawiczek, które można zmienić
      jak się nie podobają - sprawa na całe życie czasem - więc rozumiem
      twojego męża. i ciebie też rozumiem..
      czasem załuje ze nie moge sama wszystkich decyzji podejmować..
    • mareszka Re: jak przekonać męża... ;) 04.11.09, 20:05
      1. Wyznam, że troszeczkę opinię męża podzielam. Jeśli jest to dzielnica
      zamieszkana przez ludzi bez perspektyw, to nie chciałabym, żeby chował się w
      niej mój syn. Przede wszystkim, żeby przyjaźnił się z dzieciakami sąsiadów.
      2. Wybacz Klarysa, ale nie znoszę chrzanienia, że z dwóch średnich krajowych
      ledwo na życie starcza. Jeśli ledwo, to na bardzo rozrzutne, ew. bezmyślne życie
      starcza. Kredyt w dzisiejszych czasach to nie jest już Bóg-wie-co i dwoje
      pracujących ma realne szanse go uzyskać.
      3. Mając do wyboru obleśne ale własne czy lepsze wynajęte wybrałabym kredyt na
      własne lepsze.
      4. Sytuację rozwiązałabym wkładając minimum kasy w "odpicowanie" babcinego
      mieszkania: instalację podstawowych mediów będących w zasięgu możliwości po
      minimum kosztów, a następnie: najtańsze kafle, najtańszy zestaw do kuchni,
      najtańszy brodzik, najtańsza farba. Żeby mieszkanie pachniało nowością i
      wyglądało schludnie. Wyciągnąć ze sprzedaży max ile się da. Za tę kasę kupić
      działkę. Przemeldowałabym się do rodziców (żeby przy kredycie nie widać było, że
      mam mieszkanie na utrzymaniu). U doradcy (Polecam rodzinę na swoim w PKO
      bp)uzyskać informację o kwocie zdolności kredytowej. Ta kwota podzielona przez
      2500 (średnia cena budowy m2 domu "pod klucz") to metraż domu na jaki nas stać.
      Dom, w razie poprawy kondycji finansowej można zawsze rozbudować, w razie
      pogorszenia wynająć albo spylić. A ceny ciągle rosną. Nie ma więc nic do stracenia!
      • ankas4 Wybacz Mareszka ale chrzanisz bzdury... 04.11.09, 20:30
        Odnosnie punktu 2. ,,wiadomo,ze wszystko zalezy jakie sa te dwie pensje,,,ale
        srednio jak ludzie maja jedna pensje 2 tysiaki na reke czyli 4 tysiace na
        miesiac, a rata wynosi 2 tysiace z~ł...to wybacz ale 2 tysiace na czynsz,
        oplaty ,jedzenie i zwykle zyciowe wydatki to jest za malo... wiec teraz to Ty
        chrzanisz...bo trzeba zaczac od tego jaka jest ta pensja na miesiac...
        • mareszka Re: Wybacz Mareszka ale chrzanisz bzdury... 04.11.09, 20:42
          Nie wybaczam :P
          Bo my żyjemy z jednej pensji 3/4 etatu na państwowym, więc uwierz nie jest to
          wiele ponad 2tyś. Jest nas 4, kredyt mieszkaniowy, wakacje... Da się! To jest
          kwestia WYBORU nie dziejowej konieczności. Rozumiem, że ktoś nie jest w stanie
          zrezygnować z pewnego standardu życia na rzecz innych dóbr. Ale nie piszcie, że
          się NIE DA.
          • ankas4 Re: Wybacz Mareszka ale chrzanisz bzdury... 04.11.09, 21:39
            ufff ,juz myslalam, ze jednak wybaczysz...:):):):)

            Sluchaj to ja Ci wylicze cos... wiec sa dwie pensje po 2 tysiaki na reke.
            Kredyt wynosi 1500 zł , do tego czynsz 500zł, do tego prąd 200 zł, internet 50
            zl, przedszkole 300 zł, 50 zł kablówka czekaj czekaj to juz masz...2600 +
            ubezpieczenie auta i po sezonie zimowym zawsze doplata za ogrzewanie jakies
            dodadtkowe 400 zł...
            zostaje +-... 1400 złna zycie, na jedzenie wydaje sie srednio miesiecznie z
            pieluszkami i mlekiem modyfikowanym okolo 1000 zł wiec zostaje 400 zł ... nie
            licze oczywiscie dodatkowych oplat za dodatkowe zajecia dla przedszkolaka, nie
            licze ciuchów... to sa pieniadze naszychh znajomych... dla mnie masakra... sciskam
            • ankas4 Re: Wybacz Mareszka ale chrzanisz bzdury... 04.11.09, 22:19
              Zapomnialam jeszcze o pieniądzach na paliwo, niewiele jak widac im zostaje. A o
              wakacjach mozna zapomniec, maja dwojke dzieci ;przedszkolaka i 1 roczne.
              • mareszka Re: Wybacz Mareszka ale chrzanisz bzdury... 05.11.09, 18:59
                Sama sobie zaprzeczyłaś. Jednak da się! 1500 miesięczna rata, to całkiem duży
                kredyt można wziąć.
                Nie twierdziłam przecież nigdy, że dwoje słabo zarabiających może na kredyt
                wybudować 300m2 willę i mieć życie jak w Madrycie.
                Pisałam tylko, ze da się, jeśli komuś na tym zależy. :)
                • atenette Re: Wybacz Mareszka ale chrzanisz bzdury... 06.11.09, 09:14
                  No teraz to ja się wtrącę - 1500 zł i willa?? lol :)) Ostatnio byliśmy blisko
                  kupna niewielkiego mieszkania, wartego 190tys. zł i rata jaką wyliczył nam bank,
                  na 40 lat!!! to 1400zł!!! i był to kredyt preferencyjny "rodzina na swoim" z
                  dopłatami, co oznacza, że po 8 latach ta rata byłaby jeszcze dużo wyższa. Do
                  tego trzeba jeszcze doliczyć czynsz i opłaty! Nie zdecydowaliśmy się oczywiście
                  i mamy nadzieję, że kiedy minie kryzys gospodarczy oprocentowanie kredytów
                  pójdzie trochę w dół.
    • metanira już wyjaśniam 04.11.09, 22:33
      Mieszkanie jest lokatorskie własnościowe, to jest taka własność, jak ja to
      nazywam, "palcem na wodzie pisana", czyli "komórka w powietrzu" bez praw do
      gruntu itp. Ale kiedyś spółdzielnia mieszkania sprzedawała za bezcen i
      dziadkowie je wykupili. Dziadziuś zmarł, babcia podupadła na zdrowiu, ma
      alzheimera i mieszka teraz ze swoją córką, czyli moją mamą. Po śmierci
      dziadziusia prawa do mieszkania oprócz babci i mojej mamy, miał wujek (brat
      mamy), który zmarł rok po dziadziusiu, a po nim wdowa po nim i córka. Mama,
      ciotka i kuzynka zrzekły się sądownie praw do mieszkania, a babcia sporządziła
      notarialnie testament, w którym mieszkanie zapisała mnie. Tak więc mieszkanie
      nie jest jeszcze moje, ale, jeśli nie uda się go sprzedać za życia babci, będzie
      moje.
      Jak już pisałam, mieszkanie stoi puste. To jest pokój i kuchnia, ok. 50 m2, są w
      nim piece, ubikacja i zlew na korytarzu. Stare drewniane podwójne małe okna,
      ogromne drzwi, brak węzła wodno-kanalizacyjnego w mieszkaniu, brak gazu, tylko
      elektryczność. mieszkanie jest wysokie, było jeszcze wyższe, ale spółdzielnia
      partycypowała w kosztach podwieszenia sufitu, więc kiedyś to zrobiliśmy. Do
      mieszkania prowadzi zamykana sień wspólna dla dwóch mieszkań. W mieszkaniu obok
      mieszkają młodzi ludzie z kilkuletnim dzieckiem, ale kobieta jest straszna,
      pyskuje, kłóci się (ma chyba tyle lat co ja, a wydzierała się na moją mamę,
      wyobrażacie sobie??), rządzi się, nawet w spółdzielnie się jej boją, już nam
      jednych prawie zdecydowanych klientów wypłoszyła, generalnie straszna fr..ca.
      Małym kosztem tego mieszkania "uzdatnić" się nie da. Musielibyśmy wziąć niemały
      kredyt na remont.
      Jakiś czas temu mama je wynajmowała, ale miała z tego powodu same problemy,
      lokatorzy nie płacili, mam do nich wydzwaniała, prosiła się, w końcu musiała im
      energię odciąć, bo rachunki nabijali kosmiczne (grzali się prądem), a płacić nie
      miał kto. i tak od tego czasu mieszkanie stoi puste, a mam co miesiąc płaci 226
      zł czynszu :/ My wynajmujemy mieszkanie za nieduże pieniądze (250 zł + wszystkie
      opłaty, niestety co drugi miesiąc rachunek za gaz od 300 do nawet 500 zł płacimy).
      Co do dzielnicy... Nie jest najgorsza, właściwie to jest nasza ulubiona
      dzielnica, ale ta jej część... To jest miejsce z kamienicami, w których kiedyś
      były koszary, potem wykupił je prywatny przedsiębiorca dla pracowników swojej,
      zdaje się, przędzalni, czy czegoś takiego. To przed wojną. Po wojnie firmę
      upaństwowili, w kamienicach były mieszkania zakładowe i właśnie dziadziuś jako
      pracownik to mieszkanie dostał. Potem po roku 90. zrobiła się spółdzielnia
      mieszkaniowa, a mieszkania spółdzielcze lokatorskie, a potem je posprzedawali.
      generalnie miejsce to zamieszkuje tzw. element, wiecie: ludzie bez pracy, bez
      perspektyw, bez zębów, biorący w sklepie towar "na kreskę", głownie piwo i
      jabolki. Ich dzieci to takie brudne zaniedbane huligaństwo raczej. Kamienica
      babci jest ostatnia i za zakretem, więc to jest ok, oczywiście stan ulicy
      (jezdni i chodników) fatalny, żadnego placu zabaw, zagospodarowanego trawnika
      itp. Poza terenem kamienic jest dużo zieleni, płynie rzeka Przemsza (teraz już w
      lepszym stanie, kiedyś to był ściek, jak większość rzek na Górnym Śląsku
      niestety). Tuż obok domu babci jest hala fabryczna, jakieś rury tam produkują
      czy coś, w godzina pracy I zmiany, jakieś hałasy (stuki, huki i inne łomoty)
      dochodzą, poza tym raczej cisza i spokój. Ogólnie cały ten "plac" smutny widok
      sobą przedstawia :(
      Ja mam sentyment do tego miejsca, moi dziadkowie tam mieszkali, jeździłam tam,
      spędzałam część wakacji, kiedy nie wyjeżdżałam. mnie to miejsce aż tak nie razi,
      ale staram się być obiektywna i spojrzeć na nie okiem mojego M.
      Tak więc tak to wszystko wygląda. Oceniajcie, bardzo proszę, dalej "tę sprawę",
      Wasze uwagi są bardzo cenne, różne spojrzenia bardzo nam się przydadzą, pokażę
      ten wątek mężowi.
      Ale teraz już zmykam, bo mąż czeka na mnie w wannie i się już niecierpliwi ;)
      Dziękuję za uwagę :)
      • dorka3078 Re: już wyjaśniam 05.11.09, 08:20
        no to ja rozumiem męża ,ja nawet wybierając szkołę dla córki zrezygnowałam z
        miastowej z elementem na rzecz wioskowej bez elementu ,więc ja bym sie nie
        zdecydowała
      • maadga Re: już wyjaśniam 05.11.09, 09:12
        Po opisie mieszkania chyba też byłabym na nie. Starałabym się
        sprzedać, a za pieniądze + kredyt kupić swoje własne.
        Wiesz, ja z rodzicami mieszkałam w nowym budownictwie na nowym
        osiedlu niby wszystko ok, ale w naszej klatce była rodzina, która
        bardzo utrudniała pozostałym życie.

        Ciągłe libacje na klatce wybijanie szyb, sikanie. Bardzo źle
        wpłynęło to na mojego młodszego brata. Bał się wychodzić z domu
        zamknął się w sobie, nawet śmieci nie wynosił, bo sie
        bał "towarzystwa". My ciągle się baliśmy, że nam coś wrzucą przez
        okno.

        Chyba też byś się bała o Konradka, przecież jeszcze parę lat i nasze
        dzieci będą same wychodzić na podwórko.
        • metanira Re: już wyjaśniam 05.11.09, 09:29
          Nad tym też się zastanawiałam. Chyba musielibyśmy traktować to miejsce, tylko
          jako sypialnię, przedszkole/szkoła dla syna gdzieś indziej znaleźć. Tylko czy
          tak by się dało :/ Gdyby mąż się zgodził, i tak miałoby to być rozwiązanie
          tymczasowe, na kilka lat. Z drugiej jednak strony prowizorki trwają najdłużej ;)
          Tu gdzie mieszkamy teraz mieszkamy już ponad 6 lat, w życiu byśmy nie pomyśleli,
          że na tyle tu "utkniemy" ;)
    • metanira i jeszcze link 05.11.09, 09:23
      Zapomniałam, że przecież to mieszkanie jest wystawione na sprzedaż przez biuro
      nieruchomości, tu jest link i zdjęcia:
      www.servitor.net.pl/index.php?m=oferta_s&o=4137
      Zaczynaliśmy sprzedaż od 68 tyś. nie t, żebyśmy chcieli zedrzeć, ale na tyle nam
      je wyceniono. Teraz jest 52 tyś. :/
      • kalinka-pl Re: i jeszcze link 05.11.09, 09:42
        Szczerze i obiektywnie to mnie by nic nie przekonało do tego
        mieszkania. Sam brak własnej łazienki i wc to już mi wystarczy, żeby
        podjąć decyzję, do tego brak kanalizacji i ogrzewanie piecowe. Ale
        doskonale rozumię twój sentyment. Wydaje mi się jednak, że trzeba
        patrzeć realnie. Mieszkanie puste starzeje się dwa razy szybciej,
        jak nie będziesz go ogrzewać to wejdzie wilgoć. Utrzymywanie pustego
        mieszkania to wyrzucanie pieniędzy, które mogłyby Wam posłużyć np do
        spłaty kredytu własnego mieszkania. Na sąsiadów to nigdy nie
        będziesz miała wpływu, ale warunki lokalowe i bytowe tego mieszkania
        jak dla mnie nie sprzyjają rozwojowemu małżeństwu. Naprawdę wydaje
        mi się, że nie ma co kierować się sercem. Wspomienia Ci zostaną, a
        po co Ci problem.
      • qwoka Re: i jeszcze link 05.11.09, 10:56
        po Twoim opisie raczej bym sie nie zdecydowała na jakies inwestycje
        w tym mieszkaniu. Raczej marne perspektywy na to że okolica się
        zmieni. Podstawowy remont to lekką ręką 50 tyś...
        My tez traktujemy mieszkanie jako sypialnie, ale wiem, że jak Maja
        bedzie starsza to bedzie chciała wychodzić sama na dwór, mieć
        kolezanki z bloku itp, wiec chcemy sie przeprowadzic na
        jakies "normalne" osiedle.
        Jesli lokalizacja waszego obecnego mieszkania jest ok, to przy tej
        cenie najmu, bym tam została.
      • klaudia020707 metanira zły link! 05.11.09, 22:15
        kurcze 52 tys. wow to ja mam 25% domu w stanie surowym za te kasę
        daj jeszcze raz prawidłowy namiar
        • metanira nowy link 06.11.09, 09:07
          Tamten jeszcze wczoraj działał, ale popołudniu mama mi powiedziała, że już
          opuściła na 48 tyś. :(
          Tu jest aktualna oferta:
          www.servitor.net.pl/index.php?m=oferta_s&o=4182
          • zurawina100 Re: nowy link 06.11.09, 09:12
            Za 48 tys nikt nie chce kupić, nawet jeśli to jest nieciekawa dzielnica?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka