metanira
03.11.10, 14:56
Teraz, kiedy mamy działkę, pieniądze na stan surowy i zimę zaplanowaną na załatwienie wszystkich pozwoleń, projektów itp., a wiosnę za rozpoczęcie budowy czuję czasem, że dłużej nie wytrzymam. W wynajmowanym mieszkaniu wkurza mnie wszystko. Że zimno, że śmierdzi z komina w kuchni nie wiadomo czym, że grzyb na ścianie rośnie sobie w najlepsze. A już sąsiedzi z góry... Czuję się, jak socjopatka. Wyobrażam sobie, co mogłabym im zrobić. W myślach prowadzę z nimi wulgarne dialogi, wymyślam na nich różne obraźliwe epitety :( Wyobrażam sobie, co im powiem na odchodne itp. Oczywiście nic z tych rzeczy nie robię i nie zrobię, chociaż czasami żałuję ;) Jak się w końcu stąd wyprowadzimy, to powinnam iść do nich z kwiatami z podziękowaniem, że swoim zachowaniem popchnęli nas do zaciągnięcia kredytu i wybudowania się na drugim końcu miasta.
Ja nie wiem z kim tu jest coś nie w porządku. Z nami, czy z nimi. Przecież ludzie nagminnie żyją z sąsiadami za ścianą. I ja mieszkałam w bloku otoczona setkami sąsiadów. A teraz tych naszych po prostu NIENAWIDZĘ - wiem, że to mocne słowo, ale adekwatne do tego, co czuję. A to niby normalna rodzina, jakich wiele zapewne. Kiedy ich spotykam, unikam patrzenia im w oczy, bo się boję, że tę nienawiść z nich wyczytają :/ CHCĘ SIĘ STĄD WYNIEŚĆ!!!