Dodaj do ulubionych

czas spędzony w przedszkolu

03.04.11, 18:26
jak długo Wasze dzieci są w przedszkolu?
Wątek może nieco kontrowersyjny, bo ostatnio szczęka mi opadła.

Odbieram Młodszego o 14, więc zostaje nam całe popołudnie na bycie razem: j+on, on+rodzeństwo itd
Spotkałam się ostatnio z kumpelą, zgadałyśmy się na temat dziennych drzemek w przedszkolu- a raczej ich braku;) No i Ona mi mówi, że specjalnie zapisała córkę na pobyt do 16, bo jak Ją odbierze to chwila na placu zabaw, potem kolacja i może małą położyć o 19 i wreszcie ma święty spokój:> Stwierdziła, że tak się Jej podoba ten system, że rozważa opcję drugiego dziecka, bo w zasadzie to nie miałaby kłopotów gdyby udało się go szybko zapisać do przedszkola.
Ni powiem szczerze, że nie bardzo pojmuję taki sposób myślenia:> po co komu kolejne dziecko skoro już pierwsze je męczy i drażni?
Obserwuj wątek
    • borowka78 Re: czas spędzony w przedszkolu 03.04.11, 18:40
      Ja młodych z placówek odbieram około 16, bo muszę- nie mam innej możliwości.
      Może wyrodna matka jestem, bo czasam na kilka dni sprzedaje dzieciaki dziadkom i mam "święty spokój"... Ja tak muszę, bo inaczej nie funkcjonuje dobrze.
      Czas z dziećmi wykorzystujemy na maksa, nie są pokrzywdzeni;)
    • domatorka.amatorka Re: czas spędzony w przedszkolu 03.04.11, 18:48
      Asiu, ta dziewczyna /podobnie jak i ja/ nie pracuję, więc to że dziecko tak długo jest w przedszkolu to Jej wygodnictwo a nie kwestia musu.
      Ja absolutnie nie potępiam dziewczyn pracujących, które po prostu nie mają innego wyjścia i odbierają dzieci po powrocie z pracy. Ale to jest tak, że kończysz pracę o 16 i zaraz potem odbierasz chłopców a nie zostawiasz ich w przedszkolu np do 18, bo tak Ci dobrze. A nawet gdybyś zostawiała tak syna to po co wtedy decyzja o drugim dziecku skoro znowu się kombinuje jak to zorganizować żeby jak najwcześniej wysłać je w świat
      • borowka78 Re: czas spędzony w przedszkolu 03.04.11, 19:05
        To jest wygodnictwo.
        Jak nie pracowałam, a byłam w domu z Szymonem, to starszaka odbieralam jak najwcześniej:)

        Asia
    • lee_a Re: czas spędzony w przedszkolu 03.04.11, 19:39
      Anka jest w przedszkolu od 7:00 do 16:30. Bo musi... bo nie mam innej możliwości. Na szczescie przedszkole uwielbia, więc i moje wyrzuty sumienia jakby mniejsze. A jak widzę, że z przedszkola, do którego się nie dostała ludzie odbierają dzieci o 14:00 a najpóźniej o 15:00 to mnie szlag trafia. Bo ja wożę młodą do miasta a przedszkole pod nosem puste jest od 14:30 - bo mamy nie pracują i sobie odbierają dzieci wcześniej.
      • andzia84 Re: czas spędzony w przedszkolu 03.04.11, 19:47
        w te dni co jestem w szkole to jest od 9 do 16, w pozostałe do 15. zimą czasem zdarza się że trochę przeciągam jego pobyt w przedszkolu jak już wiem że będzie ciemno i nie zdążymy wyjść na dwór, chcę żeby się trochę wyszalał bo w domu mu się nudzi i tylko o bajki mnie męczy
    • pabia_a Re: czas spędzony w przedszkolu 03.04.11, 20:57
      młody jest w przedszkolu tuż przed 8, zazwyczaj odbieram go o 15.00 maksymalnie jest do 15.30
      • ankas4 Re: czas spędzony w przedszkolu 03.04.11, 21:07
        Durnowata ta dziewczyna, bo dziecko chodzace do przedszkola jest juz na tyle samodzielne,ze jak nie pracuje to zmilowalaby sie nad dzieciakiem odebrala go o 15 i poszla z nim na plac zabaw , a nie trzymala go w swietlicy przedszkolnej...takie nasze dzieci sa juz malo meczace ogolnie , a na placu zabaw jest naprawde ekstra, ja zazwyczaj jestem na maksa wygadana z kolezankami, a dziecko moje tylko smiga mi przed oczami:)

        Ja Tymka odbieram o 15 , potem plac zabaw do 18, potem dom, nie wyobrazam sobie nie lubiec non stop spedzania z dzieckiem czasu, tez mam doly, ale zeby skazywac dziecko na bycie w przedszkolu z wlasnego lenistwa... nie pojmuję...
        • klarysa007 Re: czas spędzony w przedszkolu 03.04.11, 22:10
          Od 8 do 15.30. Jeszcze do niedawna odbierałam ją o 15 (u nas dopiero od 15 jest odbiór dzieci) ale marudziła, że się nie nabawiła :) Ona najchętniej zostawałaby w przedszkolu do 16.30, bo o tej porze jest odbierana jej najlepsza koleżanka. Czasem mam wrażenie, że jedna ja to dla niej za mało i Marta potrzebuje siostry bliźniaczki :D
    • ri.ka Re: czas spędzony w przedszkolu 03.04.11, 22:18
      Ant w przedszkolu do 15 i tak go odbieram bo mimo że nie pracuje i siedze w domu z zAgi to ona ma drzemke i często wpadamy po Anta na ostatnią chwile
      a gdybym była samam w domu i nie pracowała to pewnie by chodizl do przedszkola na 5h bo szkoda byłoby tego czasu

      może dziecko twojej kumpeli jest bardzo aktywne i energiochłonne a kobieta zmęczona
      w koncu ludzie sa różni mniej i bardziej dziwni, może ma dzieci bo wypada....
      ja tego tez nie pojmuje ale znam takie osoby,
      choć czasami jak Anta roznosi bo on jest badzo enegiochłonny i nad aktywny to ciesze sie ze jest przedszkole choc czas który w nim spędza uważam za maksymalny bo mi go brakuje
    • fassollka Re: czas spędzony w przedszkolu 04.04.11, 08:00
      Bruno jest w p-kolu średnio 7.30-16.30, w pn i pt od 8.45. No niestety. Za to piątki mam wolne i mogę go wcześniej odebrać.

      Mnie tylko żal ściska, że gdzieś w Polsce jest tak, że niepracujące mamy mogą spokojnie oddać dziecko do przedszkola i jest dla niego miejsce (zakładam, że mowa o publicznych placówkach - jeśli nie, to nie ma tematu oczywiście) a w większych miastach jest taka o te miejsca bitwa.
      No cóż... może szkoda się denerwować...
      • burdziaa Re: czas spędzony w przedszkolu 04.04.11, 08:19
        Ja odbierałam wczesniej-najpierw 11.30,potem12.30,potem 14sta ,a teraz nie chce o 15 wychodzić ( z domu muesże wyjsc o 14stej ,zeby dojsc)-tak się dobrze bawi,to idziemy do ogrodu przedszkolnego jeszcze często wspolnie na godzinke,a potem 2 godziny wracamy z atrakcjami do domu-chyba,ze jest deszczowo to biegem na autobus,potem tramwaj,
        • iki2007 Re: czas spędzony w przedszkolu 04.04.11, 08:21
          ja nie pracuję, Młodego odbieram o 13.0
          • zabka11 Re: czas spędzony w przedszkolu 04.04.11, 08:54
            Moje dzieci do placówek są odelegowywane ok. 7.15...odbierane ok. 15.30-16tej w zależności od korków. Czyli 3/4 ich aktywnego czasu w tyg spędzają bez rodziców;(...pędzę po dzieciaki z sercem na dłoni i po całodzienną tęsknotą i to się nie zmieniło, mimo że pracuję już 8msc...potem obowiązkowo spacer, rozmowy, gry planszowe lub inne takie tam wspólne. Kładę ich ok. 21, do tego 2 x w tyg, po spacerze oddaję tatusiowi i zmykam na ang. i do kolejnej pracy, więc jak policzyć ten czas w tyg, to mało go mamy dla siebie. Nadrabiamy w weekendy, i bardzo doceniamy wspólne chwile.
            I powiem Wam, że gdybym nie pracowała, nie doceniała bym tak AŻ bardzo tego czasu z dziećmi jak teraz....
            Gdybym mogła, odbierałąbym wcześniej...ale i tak mam dobrze, bo pracuję do 15tej, a jak mamy pracują do 16tej i zanim po dzieciaki dojadą, to 17ta jest;(....

            Nie rozumiem tej koleżanki, ale nie muszę....choć to zołza bez serca trochę, jak na moje oko, ...no nic...wygodnictwio w tych czasach to norma, i tak cud, że myśli o kolejnym dziecki, i wogóle ma jedno...bo teraz zamiast dzieci, to psy się kupuje...
            Pozdrawiam
            • olus-ia80 Re: czas spędzony w przedszkolu 04.04.11, 08:59
              cyt .....teraz zamiast dzieci, to psy się kupuje...

              Jestem wygodnicka i zamiast dziecka , kupiłam sobie psa .
              • olus-ia80 Re: czas spędzony w przedszkolu 04.04.11, 09:02
                Moje dziecko jest w przedszkolu , ile się da , maksymalna ilosc czasu , przychodze po niego 5 minut , przed końcem , i jestem zadowolona , że mam taka mozliwość , nie pracuje .
                Nie mam wyrzutów sumienia , czasem , mysle , że jeszcze ze 2 godziny by mi się przydały .
                • anmroz Re: czas spędzony w przedszkolu 04.04.11, 09:18
                  Michał jest w przedszkolu od 8.15 do 14.45. Tak nam wygodnie i dobrze :)

                  Maciuś, maj 2010
                  Michał, lipiec 2007
                  Martyna, grudzień 1999
              • zabka11 Re: olusia!!, ty mnie za słówka nie łap;) 04.04.11, 12:00
                Ty masz dzieci, a teraz realizujesz swoje inne marzenia:)...i to sie ceni:)

                Chodziło mi o młode małżeństwa, które decyzję o dziecku odkładają, z różnych powodów, i choć uogulniać nie lubię , to napiszę, ze te powody często są egoistyczne...a w zamian za to kupują sobie rasowego psa, i w nim lokują swoje naturalne potrzeby, przychodzące i odchodzące, jak potrzeba opieki i troski, nad kimś itp. .....to temat rzeka, rozwijać go nie będę...pewnie też jestem mało obiektywna, bo nie lubię psów...ot co.

                Ja jestem osobą która potrafi robić kilka rzeczy na raz, i robi je dobrze. A jak się nie da, to skupiam się na jednym, jak np. gra z dziećmi, a reszta czeka...bo sa tez piorytety w moim życiu i ich się trzymam:)
                • paris4 Re: olusia!!, ty mnie za słówka nie łap;) 04.04.11, 13:19
                  no widać, że psów nie lubisz bo dość pogardliwe to bylo :)
                  ale widzisz jedni nie lubią psów inni poświęceń związanych z macierzyństwem i chwała im za to, że się na dzieci nie decydują wbrew sobie prawda?
                  moja siostra a także trzy kuzynki i kuzyn mają wszyscy około 30-stki i żadne z nich na dzień dzisiejszy i w najbliższej przyszłości nie zamierzają mieć dzieci - jakoś mi to nie przeszkadza i umiem uszanować, że bardziej cenią wygodę. I są tak egoistycznie, że nawet psa sobie nie kupują. Ani kota.
      • ankas4 fassollka tylko pracująca mama to pracująca mama? 04.04.11, 12:54
        Zjadło mi slowo w tytule posta, ale sie troszke zjeżyłam...czy ja dobrze zrozumiałam ,ze dla Ciebie tylko pracująca mama zawodowo to mama pracująca????

        A co z tymi mamami,ktore maja wiecej niz jedno dziecko i oddając takiego 3 latka do przedszkola wrcają do chaty i zaczynają pracować w domu czyli zajmowac sie mlodszym rodzenstwem, gotowac, sprzątać...
        Czy praca w domu to nie praca?
        Poza tym przeciez są rowniez jakies zasady przyjmowania do przedszkola, i z tego co wiem w regulaminie przyjec najpierw brane sa pod uwage dzieci rodziców pracujących zawodowo... co mnie przyznam szczerze zaskakuje ale ok rozumiem ,ze fizycznie nie ma sie kto zajac dzieckiem w domu... wiec skad to rozczarowanie u Ciebie i zawód ,ze do przedszkola sa przyjęte dzieci rodziców'nie pracujących' jak to ujęłas.... a dzieci rodziców pracujących nie...
        • lilka.k Re: fassollka tylko pracująca mama to pracująca 04.04.11, 13:21
          ankas, mama na etacie też gotuje i też sprząta jak wróci do domu, a często po nocach, bo kiedy?, więc to jednak troche inna sytacja, nie ma co porównywać matek na etacie i tych w domu.
          Rozumiem fasolkę i wiem o co jej chodzi. Matka w domu jest się w stanie opiekowac dzieckiem, a matka na etacie już nie.
          Jakby każde dziecko mogło się dostać do przedszkola, to by problemu nie było, bo przecież wiadomo, że dizecko lepiej się rozwija w przedszkolu.
        • fassollka Re: fassollka tylko pracująca mama to pracująca 04.04.11, 13:26
          Ania, mi chodziło o ilość miejsc w przedszkolach nieadekwatną do zagęszczenia dzieci na danym terenie. Nie mam pojęcia czemu tak się zjeżyłaś.

          Ale tak, uważam jak napisała Gilbert w swojej książce cytując przyjaciółkę - że decyzja o dziecku to jak decyzja na tatuaż na twarzy - trzeba być całkowicie jej oddanym. Jeśli to tylko wykonalne to dziecko powinno wychowywać się z mamą i rodzeństwem. Nie wiem, gdzie jest ta delikatna granica, ile lat, gdy posłanie starszaka na kilka godzin (nie na 9, czyli max) zrobiło by dobrze wszystkim (i starszakom i młodszakom i mamie).
          Życie układa się różnie i różne jesteśmy zmuszeni podejmować decyzje.

          Ja czuję, że się zmieniam - kiedyś bardzo walczyłabym o czas dla siebie, o "robienie rzeczy na spokojnie", ale teraz... przecież to tak mało ważne w porównaniu z czasem poświęconym dziecku. I nie myślę tu o skupianiu na nim całej swojej uwagi, a o harmonijnym współegzystowaniu. Zarówno obowiązki domowe (sprzątanie), przyjemności (kino, wystawy), hobby (rower, wspinaczka skałkowa, fotografia), relaks ("nicnierobienie") udaje mi się jakoś realizować z Brunkiem.

          Wycięłam sobie ostatnio taki cytat i powiesiłam go na lodówce:
          "Dziecko nie tylko niczego nie utrudnia, ale więcej umożliwia - motywuje do lepszego, głębszego, wypełnionego treścią życia." /Beata Tadla, dziennikarka/


          Napisałam to na szybkości, zaraz zmykam do pracy.
          Może potem to głębiej przemyślę.
          • paris4 Re: fassollka tylko pracująca mama to pracująca 04.04.11, 13:31
            No dokładnie najlepiej by było gdyby wszystkie dzieci mogły liczyć na miejsca w przedszkolu. Ale jest jak jest. I naprawdę barbarzyństwem wobec kobiet pracujących na etacie byłoby nie dawanie im pierwszeństwa przy przyjęciach do przedszkoli
            I piszę to świadomie będąc samotną-matką, ale nie pracującą na etacie. Mi hasło samotna matka otwiera wszelkie drzwi do wszystkich możliwych placówek ;)

            Fasolko a z panią Tadlą śmiem się nie zgodzić, ale tylko w części cytatu;)
            • ankas4 to widzę zero solidarnosci... niestety... 04.04.11, 13:50
              Dziewczyny,ale co WY piszecie, no po Lili i Fasolce to sie takiego czegos w zyciu nie spodziewałam:))) piszac pol zartem pol serio... to gdzie w takim wypadku nasza solidarnosc kobieca i walka o to aby praca w domu byla tak samo traktowana jak praca na zewnatrz, przeciez chodzi o to, aby kobiety,ktore pracuja w domu mialy prace uznaną jako taka samą jak kobiety wychodzące np do biura i w efekcie miały tez odkladane składki zusowskie i emerytury na stare lata...
              • monikaj21 Re: to widzę zero solidarnosci... niestety... 04.04.11, 14:02
                Ale Ankas, myślę że wszystkie jesteśmy za tym. Ja podziwiam kobiety będące z dziećmi w domu, wiem, że to ciężka praca, ale praca dająca możliwość równoczesnej opieki nad dzieckiem. Ja takiej możliwości nie mam. Dlatego uważam, że powinnam mieć pierwszeństwo przy przyjęciu do przedszkola jeśli nie ma miejsc dla wszystkich dzieci. Oczywiście, że wszystkie dzieci powinny mieć dostęp do edukacji przedszkolnej, ale tak jak pisała któraś z dziewczyn wyżej - mama pracująca na etacie musi wieźć swoje dziecko gdzieś daleko, podczas gdy mama mająca więcej czasu (bo ta będąca w pracy ma w domu dokładanie tyle samo do zrobienia co będąca w domu) ma przedszkole 'pod nosem'.
                • paris4 Re: to widzę zero solidarnosci... niestety... 04.04.11, 14:05
                  ale jaki brak solidarności?
                  tu chodzi o to, że matka przebywająca w domu ma fizyczną możliwość opieki nad dzieckiem, matka pracująca na etacie nie i choćby z tego powodu dzieci matki na etacie powinny mieć pierwszeństwo w przedszkolu - no przecież to oczywista oczywistość

                  co do uznania pracy domowej za pracę i odprowadzania składek zusowskich jestem za tylko powiedz mi jeszcze jakbyś rozwiązała kwestię matek, które pracują na etacie po czym wracają do domu i wykonują dokładnie tą samą pracę co mama domowa - płacić im wtedy podwójnie?
              • lipiec_2007 Re: to widzę zero solidarnosci... niestety... 04.04.11, 14:05
                ankas,

                ja mysle, ze ta "nasza" solidarnosc jak najbardziej istnieje. i nikt w tym watku nie deprecjonuje pracy mamy pracujacej w domu. chodzi o to, ze mama, ktora ma etat poza domem ma tez pelny etat w domu i zeby sie wyrobic to zapiernicza po nocach.
                • ankas4 Re: to widzę zero solidarnosci... niestety... 04.04.11, 14:24
                  Dziewczyny,ale co Wy piszecie, to co glosicie wyglada tak, ze owszem uznajmy pracę domową za równą pracy w biurze itp...jednak nie jest to tak ciezka praca jak nasza matek wychodzacych na zewnątrz, bo my matki pracujące w biurze mamy gorzej, cięzej itd... i gdzie ta solidarnosc, to przeciez wlasnie o to caly czas chodzi aby uznac , ze praca domowa jest rownoznaczna z pracą na zewnątrz i zasługuje na takie samo wynagrodzenie i jak dla mnie mnie...na takie same ulgi czy tez zasady przyjmowania np do przedszkoli...

                  a TO ,ZE kobiety zasuwają na dwóch etatach czyli na zewnatrz i w domu ,to juz jest problem tych kobiet , sorry, ale w pracy zewnątrznej tez dawałybyscie sie wykorzystywac> ? bo ja nigdy, i dlatego pracuję w pracy zawodowej, a w domowej dzielę obowiązki na pół, w gorszej sytuacji są kobiety samotne, ale to i tak nie zwalnia nas kobiet z myslenia ,ze praca domowa jest rowna pracy na zewnatrz. No przynajmniej ja mam taki pogląd.
                  Pozdrawiam
                  • lipiec_2007 Re: to widzę zero solidarnosci... niestety... 04.04.11, 14:33
                    ankas,

                    troche bredzisz...:) sorry.

                    ja nie moge wziac swojego dziecka do biura. gdybym pracowala w domu, to ostatecznie daloby sie jakos pogodzic opieke i prace w domu, tak?

                    a fragemntu o wykorzystywaniu to ja juz w ogole nie pojmuje...:)
                    • ankas4 Re: to widzę zero solidarnosci... niestety... 04.04.11, 14:46
                      no ale dlaczego traktuje sie prace w domu automatycznie gorzej od pracy w biurze np?
                      własnie o tym mowie...podwójna jakas moralnosc czy jak?
                      oczywiscie,ze wszystko sie da...da siew sprzatac z dzieckiem na plecach, da sie gotowac z dzieckiem usadzonym przed tv, da się wszystko z dzieckiem...i wiadomo,ze w domu jest łatwiej, ale skoro mowimy/ glosimy/chcemy aby praca domowa byla na rowni traktowana jak praca zawodowa, domagamy sie skladek emerytalnych odkladanych za taką pracę to nie stosujmy podwójnych standardów... albo cos jest rowne albo nie...
                      • a_beatle Re: to widzę zero solidarnosci... niestety... 04.04.11, 14:58
                        To ja poproszę podwójną składkę, za pracę na etacie w biurze i za pracę w domu.
                        Ba, mój mąż też poprosi, bo po 10 godz. w szkole, świątek, piątek czy niedziela, jeszcze w domu sprząta, zmywa i zajmuje się dzieckiem;-)
                        Fasolka, zgadzam sie! Dziecko to nowe możliwości, i tylko chwilę jest dzieckiem....
                        • f3f Re: to widzę zero solidarnosci... niestety... 04.04.11, 15:07
                          Ankas bredzisz.... nikt tu nie pisze, ze nie szanuje pracy kobiety w domu....
                          chodzi o pierszeństwo przyjmowania do przedszkola...
                          kobieta pracujaca zawodowo poza domem FIZYCZNIE nie ma możliwości zajęcia się dzieckiem pracująca...
                          kobieta prowadząca dom - tą możliwosć ma...
                          co do wyzysku i podziału obowiazków - to co powiesz samotnym matkom, lub matkom, których partner czasowo np. pracuje w innym mieście?
                          Dodam też ze rozumiem, że kobieta mająca 2-3-4 małych dzieci ma masę pracy w domu itp ale nie przesadzajmy przy jednym prawie czterolatku tej pracy nie ma tak dużo - tzn my sie z nią wyrabiamy po gdzinach pracy to jest po 17 i w weekendy. Ale nie moge jednak być codziennie z dzieckiem po pracy od 18 na placu zabaw i na pogadankach z koleżankami - bo niestety codziennie tyle czasu nie mam
                          • paris4 Re: to widzę zero solidarnosci... niestety... 04.04.11, 16:41
                            ankas ale nikt nie mówi, że gorsza
                            przecież fasolka mówiła o kolejności przyjęć dzieci do przedszkoli i słusznie zauważyła, że pierwszeństwo powinny mieć te których matki pracują zawodowo
                            i nie odpowiedziałaś jak widziałabyś w praktyce płacenie za pracę w domu? mamy na etacie by dodatkowo też dostawały, ojcowie którzy po pracy załatwiają obowiązki domowe również?
                            chyba nie jestem zwolenniczką takiego rozwiązania, tym bardziej, że składkę zusowską za niepracującą żonę może uiszczać mąż
                            myślę, że gospodarka żadnego kraju by nie wyrobiła przy takim rozwiązaniu, tym bardziej ta nasza polska

                            i napiszę coś jeszcze bo piszesz że praca w domu a praca zawodowa powinny być traktowane tak samo
                            otóż wybaczcie, wiem że jestem niepoprawna politycznie w tym momencie ale jakoś nie potrafię postawić znaku równości między kobietą chirurgiem a kobietą która całe życia zajmowała się domem

                            myślę, że jest to kwestia wyboru (o ile go mamy) kim jak i kiedy chcemy być, ale za każdym wyborem idą też konsekwencje....
                          • fassollka Re: to widzę zero solidarnosci... niestety... 04.04.11, 16:56
                            Tu się jakieś straszne nieporozumienia rodzą.

                            Dla mnie jasne są dwie sytuacje:
                            1) kobieta zostaje z dziećmi w domu i TO jest jej praca, za to należą jej się na przykład bezskładkowy okres wliczany do "lat pracy" - jak studia (i tu możemy/możecie walczyć o dalsze przywileje)
                            2) kobieta idzie/wraca do pracy (bo chce/bo musi) i tu przydałoby się miejsce dla jej dziecka/dzieci w placówkach

                            A trzecia sytuacja, gdy matka oddaje jedno lub więcej dzieci do placówek (powtarzam, że nie do końca jestem w stanie określić granicę wieku, gdzie kilka godzić socjalizacji dobrze wpłynie na dziecko. Jestem jednak pewna, że są to, czasami nawet niecałe trzy lata - w tym wieku dziecku dobrze jest z matką i ew. rodzeństwem) i domaga się "wynagrodzenia" jest dla mnie niejasna.

                            Pracy w każdym domu jest mniej więcej tyle samo. Każda z nas, czy to pracujących, czy niepracujących gotuje, sprząta, myje okna, pierze i prasuje (albo płaci za to komuś, ale to inna bajka). Dodatkowym zajęciem mamy pozostającej w domu, w przeciwieństwie do mamy pracującej, jest opieka nad dzieckiem - i tak opieka jest dla mnie argumentem, nie "prace domowe".

                            I nie oceniam tu matki opisanej w pierwszym poście - to absolutnie nie moja sprawa. Moją intencją było podkreślenie zbyt małej ilości miejsc w placówkach w dużych miastach - tu kobiety niepracujące nawet nie mają wyboru, czy oddać dziecko do p-kola, czy nie, bo nawet dla tych pracujących czasem miejsc braknie.
                            • ankas4 no i widzicie dziewczyny nigdy nic nie osiągniemy 04.04.11, 17:07
                              rozumiem wiec ,ze nie oddalybyscie glosu na to,aby kobieta pracujaca w domu miala odprowadzana skladke , aby byla doceniana tak jak pracujaca kobieta na etacie zewnetrznym...

                              Widzicie i tak to wlasnie z nami kobietami jest, mocne tylko w gadce, a jak przychodzi co do czego, to zaczyna sie licytowanie kto wiecej pracuje, a ze ona zostaje w domu wiec ma latwiej, a ja dojezdzam dodatkowo wiec mam ciezej itd...itp...znowu przekonalam sie ,ze niestety ale faceci potrafią sie zorganizowac , byc solidarni, a my... coz gadamy, gadamy , a i tak nikt sie z nami nie liczy , bo jak przyjdzie co do czego... szkoda slow, chcialam Wam tylko na tym przykladzie pokazac, ze aby walczyc o to aby kobieta w Polsce miala te same prawa co mezczyzna, aby byla szanowana i wynagradzana za rzeczy ktore wcale nie sa jej obowiazkiem to musimy mowic jednym glosem, a na przykladzie tej dyskusji widac wszystko jak na dloni...lata swietlne przed nami zanim sie cos w Polsce w temacie traktowania kobiet zmieni i wina jest niestety ale bardzo po naszej stronie, bo to my nie umiemy walczyc o swoje.

                              Ps wycieczka osobista f3f o zostawaniu na placu zabaw do 18 i plotkach z kolezankami byla nie na miejscu.
                              • paris4 Re: no i widzicie dziewczyny nigdy nic nie osiągn 04.04.11, 17:23
                                ale z tą solidarnością mężczyzn to urban legend serio :) jeden drugiemu by gardło poderżnął o lepszą pensję czy wyższe stanowisko w korporacji
                                i nawet bardzo prospołeczne państwa skandynawskie chyba nie płacą składek za zostanie w domu, choć inna sprawa, że bardzo powrót do pracy ułatwiają
                                ja nie uważam że kobiecie za pozostanie w domu należałoby płacić bo wtedy trzeba by było płacić wszystkim wykonującym obowiązki domowe
                                ja bym walczyła o wyższe pensje dla kobiet - o brak dyskryminacji na tym polu, lepszy dostęp do przedszkoli, elastyczny czas pracy - ale pozostanie w domu niekoniecznie. Tak rozumiem walkę o równouprawnienie. Bo nie do końca dla mnie jest jasny powód dla którego należałoby płacić kobiecie za obowiązki które inni wykonują za darmo
                                Czy jeśli mężczyzna zostałby w domu jemu tez należałoby za to zapłacić jak rozumiem? Uważam, że składki na zus powinien wtedy odprowadzać partner i współrodzic wspólnych dzieci
                                Pozostanie w domu to jest pewna decyzja na pewien czas i należy się liczyć z jej konsekwencjami
                              • a090707 Re: no i widzicie dziewczyny nigdy nic nie osiągn 04.04.11, 17:39
                                ankas4- Wiesz chyba zadna kobieta pracujaca zawodowo nie zgodzilaby sie na takie rozwiazanie, albo inaczej- kazda rzucilaby w cholere swoja prace zawodowa i siedziala w domu bo i tak przeciez kase dostanie.
                                Masz jakies dziwne podejscie do tematu. KAZDA MATKA ROBI TO SAMO W DOMU- to jest jej obowiazek (albo niech oleje i zyje w syfie), te pracujace maja drugi etat wiec im nalezaloby sie razy 2 ? Czy jak, Ty pracujesz i robisz w domu, ja tylko w domu - pieniadze mamy jedne i te same ?
                                Moze Tobie chodzi o cos innego tylko my tego zrozumiec nie mozemy ...?
                              • olcia.kaktus Re: no i widzicie dziewczyny nigdy nic nie osiągn 04.04.11, 18:11
                                Zaraz zaraz, a kto miałby odprowadzać tą składkę? kobieta pracująca w domu? jej mąż? czy państwo?
                                Praca w domu jest ciężka, ok, ale nie widzę możliwości, żeby państwo dopłacało do kobiety, która siedzi w domu. Inne kobiety robią to, co te, co siedzą w domu i pracują również w miejscu pracy/biurze/sklepie/zakładzie. To, co tamtym kobietom tez trzeba odprowadzać składki za drugi etat????? one też gotują sprzątają, robią wszystko to, co te niepracujące zajmujące się domem kobiety.
                                • fassollka Re: no i widzicie dziewczyny nigdy nic nie osiągn 04.04.11, 18:16
                                  no właśnie Ola! super, nie?!?
                                  Ach... aż się rozmarzyłam... nowe szpilki, super wakacje dla mnie i Brunka, sobotnie obiady na mieście (bo w tygodniu to te gotowane w domu of kors)... jeny, jak by mi się przydała taka druga pensja :-)
                              • klaudia020707 Re: no i widzicie dziewczyny nigdy nic nie osiągn 04.04.11, 22:23
                                Nie zdążyłam przeczytać jeszcze wszystkiego, ale mam wrażenie, że dziewczyny kompletnie nie kumacie co pisze ankas (?)
                                Wy chciałybyście żeby rząd płacił Wam za to że odwalacie domową robotę + praca na etacie, przynajmniej ja tak niektóre z Was zrozumiałam, a to nie o to tu biega.
                                W UK jest tak, że matka niepracująca pobiera zasiłek rodzinny (dostępny na każde dziecko bez względu na zarobki rodziców) i tym samym rząd opłaca jej tzw. ZUS
                                jeśli idzie do pracy to nikt już jej dodatkowo nie płaci, nie ma nic podwójnie i o tym cały czas pisze ankas

                                To jest wybór matki czy pozostaje w domu czy idzie do pracy, jasne jest jak słońce że lepsza kasa jest gdy sie pracuje, wtedy stać Cię na więcej i np. nie musisz mieszać w garach do północy:)

                                W ogóle czy dla Was przedszkole to zło konieczne? Moim zdaniem tak samo dziecko potrzebuje przedszkola jak my pracy zawodowej bo dzięki temu możemy się rozwijać, realizować.

                                Ja teraz jestem na urlopie i uważam że zdecydowanie lepiej jestem zorganizowana gdy pracuje zawodowo a tak w kółko mam coś do zrobienia i czasami padam na pysk, a jak idę do pracy to chcąc nie chcąc muszę sobie odpuścić pewne obowiązki.

                                Dzisiaj słyszalam fajny tekst w radio, rzecz była o tym jak matki nie lubią piątku bo cały czas dzieci na głowie, sprzatanie pranie, gotpowanie a w biurze to chociaż kawe spokojnie można wypić, więc poniedziałki mają swoje plusy;)
                                • monikaj21 Re: no i widzicie dziewczyny nigdy nic nie osiągn 04.04.11, 22:35
                                  > W ogóle czy dla Was przedszkole to zło konieczne? Moim zdaniem tak samo dziecko
                                  > potrzebuje przedszkola jak my pracy zawodowej bo dzięki temu możemy się rozwij
                                  > ać, realizować.


                                  Ja też tak uważam, tylko jeśli nie ma miejsc dla wszystkich dzieci to moim zdaniem szanse nie powinny być równe. Przykre to ze względu na te dzieci ale co zrobić...

                                  I uważam, że fajnie by było gdyby mamy w domu miały zasiłek, tylko, że mamy rzeczywistość jaką mamy i po prostu nas (jako społeczeństwa) na to nie stać.
    • maadga Re: czas spędzony w przedszkolu 04.04.11, 09:53
      Hehe ja bym bardzo chciała młodą odebrać o 15:45 ale mam awanturę że po co przychodzę ona chce zostać. Tak więc ostatnio odbieramy ją maxymalnie późno czyli tuż przed 17:00. Dodam że idzie na 7:10 do przedszkola.
      Moja mimo 10h w przedszkolu nie chce wychodzić. Ale nie jest jedynym dzieckiem robiącym taki cyrk w tym przedszkolu. :D
      My mamy czekamy w szatni aż naszym dzieciom się znudzi :D
    • malenkie7 Re: czas spędzony w przedszkolu 04.04.11, 09:54
      Nie jestem istotą wielozadaniową, jeśli jestem z Piotrusiem, to nie zrobie w tym czasie nic innego. po prostu nie potrafię. poza tym Piotrek lubi bawic sie w czyimś towarzystwie, a juz najchetniej, jak my aktywnie w tej zabawie uczestniczymy. wiec jesli juz chodzi do przedszkola, to jest to czas, gdy moge skupic sie na sobie, swojej pracy. Odbieram Piotrusia po pracy, o 15.30 (jest od ok. 8.30), ale pozniej jeszcze przychodzi niania i jest z nim do 19... wlasnie po to, zebym ja moglas zrobic na spokojnie kolacje, pojechac na zakupy, czy po prostu poswiecic czas sobie.
      Piotrek malo czasu spedza w przedszkolu, bo sporo choruje. Ale gdy jest chory, to od 9 do 18 jest z nim niania.
      Nie mam poczucia, ze malo czasu spedzam z dzieckiem, weekendy sa cale dla Piotrusia. Popoludnia też.
      • monikaj21 Re: czas spędzony w przedszkolu 04.04.11, 10:45
        Wiesz Maleńkie, coś w ty, jest co piszesz - mnie trochę zdziwiła postawa dziewczyny opisanej w pierwszym poście, ale w taki sam sposób w jaki dziwią mnie wyprzątane mieszkania mam będących w domu z dziećmi.
        Niecierpię 'przewalania się' dzieci po domu - teraz nam się już to zdarza bo przy 3 dzieci, obojgu pracujących zawodowo rodziców i braku babć i dziadków do pomocy nie mamy innego wyjścia, ale męczy mnie to bardzo i powoduje wyrzuty sumienia. Przy dwójce nie było czegoś takiego jak siedzenie w domu - czas był zorganizowany - dzieci zawsze miały jakieś ciekawe dla nich zajęcie, czy to w domu czy poza nim. Więc mam takie mieszane odczucia co do tego czy nie lepiej jeśli dziecko spędza efektywnie więcej czasu w przedszkolu niż by miało siedzieć w domu z mamą, która w tym czasie robi coś innego.
        Piszę to z perspektywy osoby, której dzieci uczęszczają do cudownego przedszkola, gdzie też dzieci nie mają czasu na nudę.
        Swoją drogą marzę o takiej sytuacji, żeby mieć możliwość odbierania dzieci o 15 i zajęcia się tylko nimi do wieczora...
    • lipiec_2007 Re: czas spędzony w przedszkolu 04.04.11, 11:24
      Przyznam szczerze, ze mnie jakos strasznie nie szokuje postawa mamy z pierwszego postu. To, ze kieruje sie wylacznie lenistwem, to tylko nasza/ wasza ocena sytuacji. Byc moze powody sa inne....

      Moj syn jest w przedszkolu tyle, ile musi. Strasznie stresuje mnie to, ze kiedy wracam po niego do przedszkola, to jest prawie ostatnim dzieckiem. nie wiem, jak pracujacy w normalnych godzinach rodzice, wracajacy z pracy w szczycie korkow, moga tak szybko odbierac dzieci. gdybym miala do tego celu zatrudnic nianie, to chyba wszystko jedno, czy dziecko zostaje w przedszkolu, czy z niania, prawda?
      • monikaj21 Re: czas spędzony w przedszkolu 04.04.11, 11:28
        No nie wszystko jedno bo w przedszkolu dziecko się socjalizuje i uczy inaczej niż z nianią :)
        Moje dzieci też często odbierane są prawie na końcu - od kiedy chodzą do przedszkola we dwójkę jakoś dużo mniej mnie to stresuje niż wtedy, kiedy jeszcze tylko Marysia chodziła do przedszkola.
        A u nas bardzo dużo rodziców korzysta z pomocy dziadków - bardzo często dzieci są odbierane właśnie przez nich.
        • lipiec_2007 Re: czas spędzony w przedszkolu 04.04.11, 11:30
          monika
          chodzi mi o czas spedzony z rodzicami:) wiec wszystko jedno czy przedszkole czy niania, bo to wciaz nie sa rodzice....

          a my dziadkow tez nie mamy na miejscu. ba! ja nawet meza nie mam na miejscu!:)
    • paris4 Re: czas spędzony w przedszkolu 04.04.11, 13:15
      moi są w przedszkolu od 8 do ...i tu jest różnie czasem do 14 czasem do 16 - ponieważ mam nienormowany tryb pracy i zajęć dodatkowych
      i nie nie mam wyrzutów sumienia jeśli siedzą do 16 bo na 15 akurat umówiłam się na konie.
      nie czuję się wówczas bez "taką jedną" bez serca jak ktoś wcześniej napisał
    • smolineczka Re: czas spędzony w przedszkolu 04.04.11, 13:18
      jestem mamą, która tak długo czekała na dziecko, że naturalnym odruchem jest chęć spędzania z nim (z nią, bo mam córeczkę;) całe życie... kiedy urodziłam Marysię, pierwszy telefon z gratulacjami dostałam, oczywiście, od mamy plus cioci i kuzynki: leżałam ledwie żywa po cesarce w sali poporodowej, marząc tylko o tym, żeby jak najprędzej przyniosły mi do karmienia moją małą córeczkę, i po krzykach radości usłyszałam w słuchawce pierwsze rady mojej mamy i cioci: żebym nie "zostawała matką-wariatką, która życia poza dzieckiem nie widzi". nie ukrywam, że wówczas byłam tymi słowami trochę zdziwiona, ale po kilku latach zrozumiałam, że "doświadczone kobiety" miały rację: nie można być wiecznie przemęczoną i jednocześnie szczęśliwą matką, bo dziecko potrzebuje kontaktu z osobą normalną i zadowolona z życia
      co do przedszkola: mam w tygodniu dwie popołudniówki w pracy, kiedy Marysię musi odbierać tatuś. natomiast trzy pozostałe dni pracuję do godziny 14tej, i przed 15tą przyjeżdżam z pracy do przedszkola. spacerkiem wracamy do domu, bawimy się, jemy kolację, oglądamy dobranockę i razem kładziemy do łóżka. ale nie usypiam wraz z Małą, dlatego późny wieczór mam dla siebie
      • a090707 Re: czas spędzony w przedszkolu 04.04.11, 13:27
        Nie pracuje, mlody w p-lu 8-13.30 dluzej nie probowalismy, bo on p-la nie lubi, a ja nie moge sie doczekac zeby po niego juz isc :) Nie gryzie mnie sumienie, ze syn ma miejsce w p-lu bo u nas wszystkie chetne dzieci sie dostaly (ot, taka mala miescinka i malo chetnych) mysle, ze okolo polowa matek tych dzieciakow nie pracuje.
        Ps. Moj wychodzi jako pierwszy z grupy.
    • azi81 Re: czas spędzony w przedszkolu 04.04.11, 17:06
      Hm..no cóż ja nie pracuję i też miałam od początku taki plan aby odbierać oliwkę ok 14 ale moje dziecko zawsze się złościła że tak wcześnie przychodzę i był płacz i złoszczenie.
      Tak więc odbieram ja po podwieczorku ok.16 :)
      Najważniejsze że ona jest zadowolona
      • cui Re: czas spędzony w przedszkolu 04.04.11, 17:37
        Mikołaj przebywa w przedszkolu od 8.00 do około 16.00/16.30. Do niedawna udawało mi się go odbierać przed 16, ale sporadycznie. Teraz, kiedy rozpoczęłam współpracę z nową firmą i nadal pracuję w niewielkim (ale jednak) zakresie w starej nie będzie udawało mi się odbierać go tak wcześnie. Nie mam niani, nie mam babci/dziadka do pomocy. I nie mam wyjścia...
        Uważam, że czas spędzony w przedszkolu jest dla Mikołaja bardzo cenny, wiem, że jest tam zadowolony i ma świetną opieką. Popołudnia i weekendy są dla nas - dajemy wtedy z siebie tyle, ile możemy.
      • aga_junior Re: czas spędzony w przedszkolu 04.04.11, 17:42
        Jeśli chodzi o czas spędzony w przedszkolu Maciuś chodzi na 8.00 - 15.30-16.00 go odbieram.
        Nie mam najmniejszych wyrzutów sumienia. W tych godzinach maluchy mają zorganizowany czas.

        Jestem osobą która nie pracuje na etacie co nie znaczy że "siedzę w domu" :D
        Biorę różne zlecenia, często pracuję społecznie, opiekuję się dziećmi, domem i swoją rodziną.
        Przez kilka lat pracowałam zawodowo na etacie. Wychodziłam z domu o 6.30 i za 12 godzin wracałam. Andżela była w przedszkolu jako pierwsza i wychodziła ostatnia.
        I tu jeśli mama pracująca mówi, ze ja tez w domu robię wszystko (bez pomocy osób trzecich) to jej po prostu nie wierzę!!! Bo jest to fizycznie niemożliwe. Jeśli jest do pomocy babcia, zatrudniamy nianię to ok ale jak możemy liczyć tylko na siebie i ewentualnie męża nie ma takiej możliwości by w domu robić wszystko i jeszcze wieczorem aktywnie spędzić z dzieckiem czas. Moje dziecko było przeze mnie zaniedbane czasowo :-( o gorącej zupie mogłam pomarzyć najwyżej 2 x w tygodniu, wiecznie sterty prania, prasowania, w sobotę próbowałam wszystko nadrobić a w niedzielę miałam wszystkiego dość!!!
        Dlatego któregoś dnia powiedziałam SToP! Niestety takie życie nie dla mnie.
        Też uważam że w przedszkolach jest w ogóle za mało miejsca dla dzieci. Każde dziecko powinno mieć święte prawo do wychowania przedszkolnego. Nie zawsze jest tak, że matka pracująca w domu (nie mówię tu teraz o sprzątaniu czy gotowaniu) ma możliwość nad nim opieki bo albo opiekujemy się dzieckiem i nie pracujemy albo pracujemy i je przechowujemy i opiekuje się nim telewizor. Taka jest prawda.
        Jeśli ma się jedno dziecko to pikuś. Każde następne wymaga tyle samo czasu i pracy. Niektórzy ludzie mają w domu chore dzieci, opiekują się swoimi starszymi rodzicami czy dziadkami... ja swojego juniora wysłałam do przedszkola, na piśmie jestem osobą niepracującą ale w sumie mam głęboko gdzieś co sobie ktoś o tym myśli :D bo nie czuję, że przez 8 godzin się lenie :D może gdybym to robiła to jakieś wyrzuty bym miała.
    • fassollka Re: no i widzicie dziewczyny nigdy nic nie osiągn 04.04.11, 18:07
      no co Ty Sylwia - super by było.
      Ty kończysz w pt wcześniej, więc odbierałabyś chłopaków wcześniej z p-kola i "zarabiała" odpowiednią część wynagrodzenia niepracującej mamy, ja mam piątki wolne - spędzając je z Brunem zarabiałabym moje regularne wynagrodzenie plus 1/5 wynagrodzenia niepracującej mamy (obiecuję, że coś w ten piątek odkurzę :-) ) i miałabym 20% (czy jakoś tak) niższe składki ZUS do zapłacenia - no dla mnie bomba!

      czy Ty Ankas masz raczej inny pomysł?
    • olcia.kaktus Re: czas spędzony w przedszkolu 04.04.11, 18:20
      jak się obrobię i "zatęsknię" to lecę po młodą. Zwykle ma to miejsce około 16-stej. Czasem wcześniej czasem później. Jakoś specjalnie nie pędzę, by było to zbyt szybko, bo przerywam jej zabawę. Z drugiej strony nie zostawiam jej na tyle, żeby została jako jedna z nielicznej grupki.
      Czasem zastanawiam się, bo większość dzieci jest odbieranych około 16-stej. A przyprowadzane są po 8.15 (jak młodą przyprowadzam przed tą godziną, to są pustki) To jak ci rodzice pracują? 7 godzin? tym bardziej, że mieszkamy daleko od centrum, gdzie z "miasta" dojazd trwa 20-40 minut.
      Czyli większość nie pracuje?
      Trzymanie dziecka więcej niż 8 godzin w przedszkolu to jednak dużo, chyba już przesada. takie trochę "podrzucanie" dziecka, bo się nie chce własnym dzieckiem zajmować. Choć kiedyś dzieci wogóle oddawało się na wychowanie, ale my chyba już nie żyjemy w tych czasach ;)
      • monikaj21 Re: czas spędzony w przedszkolu 04.04.11, 20:54
        > Czasem zastanawiam się, bo większość dzieci jest odbieranych około 16-stej. A p
        > rzyprowadzane są po 8.15 (jak młodą przyprowadzam przed tą godziną, to są pustk
        > i) To jak ci rodzice pracują? 7 godzin?

        Albo mają kogoś do pomocy albo pracują w różnych godzinach i rano dziecko odprowadza to, które chodzi później do pracy, a odbiera to, które zaczyna i kończy wcześniej.
        • olcia.kaktus Re: czas spędzony w przedszkolu 04.04.11, 21:19
          też tak kombinowałam, ale jakoś mi to nie pasuje, w wawie większość ludzi pracuje albo 8-16 albo 9-17. Bardzo rzadko od 7, albo jeszcze inaczej zmianowo.
          • monikaj21 Re: czas spędzony w przedszkolu 04.04.11, 22:29
            Nie wiem czy większość tak pracuje ale wśród moich znajomych tak nie jest - wielu z nich (chyba większość) ma możliwość albo regulowania swoich godzin pracy, albo ma zawody nie wymagające od nich bycia w pracy od - do tylko pracuje zadaniowo, albo pracuje w 'niestandarowych' godzinach (np. nauczycielki). Widzę, że ludzie, którzy mają dzieci często zmieniają swoje 'normalne' prace na takie, które im pozwalają na większą elasyczność i logistyczne ogarnięcie rzeczywistości :)
        • delfina7 Re: czas spędzony w przedszkolu 04.04.11, 22:21
          Moje łobuzy są w przedszkou minimum , chociaż wolałabym dłużej , ale emocjonalnie i zdrowotnie nei mogą przywyknąc do przedszkola. Nie pracuję , tzn sobie szyję i pilnuję małej Natalik , ale no zawodowo nei pracuję.
          Rozmowa się rowinęła to tak troszkę moich przemysleń. ;)
          Po pierwsze ,całkowicie zgadam sie , że dzieciaczki mam pracujących mają pierwszeństwo do miejsc przedszkolnych . I nawet jeśli w domui trzba zając się 5 dzieci młodszych to nei ma co rozmawiać . Wypałta dla siedzących w domu ? Niee , nie no fajnei by było. JA tam podziwiam babeczki , które ogarniają i robotę i dom . A wogle to wszędzie dobrze gdzie nas nei ma . :D Dziś siedzisz w domu i źle , bo ludzi nei widziśz , bo męczące są te domowe obowiąski , jutro do pracy i co? Nadgodziny , dojazdy , bla bla i potem dom , to naprawdę trudne.
          JAk dla mnie to każdy rozumei inaczej rodzicielstwo , na swój sposób wychowuje , wypośrodkowywuje ... Ja tam nei byał przedszkolakiem i zyje. :D Wcale przedszkole nei było mi potrzebne do dalszego kształcenia. A chłoapki chodzą jak nei chorują , cieszę sie , bo aj nei amm tyle samozaparcia by zająć im czas w domu jakoś ciekawie. Trudno leniwam i tyle;)


          A co do późnego odbierania to często jest to mus i to rozumiem , ale ja niańcze dziwuszkę i ajk ja odbierjaą o 16 , aona nakarmiona , wybawiona i śpiąca to cąłuja mnei po nogach , bo będą mieli ciszę do 18 , a potem kąpiel i do wyrka . Kto wychowuje dziecko ? Ja? Oni w niedzile?
    • ankas4 Re: no i widzicie dziewczyny nigdy nic nie osiągn 04.04.11, 18:45
      praca.gazetaprawna.pl/artykuly/393094,wartosc_pracy_ktora_kobiety_wykonuja_siedzac_w_domu_wynosi_2_tys_zl.html

      to mnie autentycznie przeraza jak mala jest swiadomosc wyzysku kobiet w Polsce.... nic wiecej nie napiszę, bo nie chcecie sluchac argumentow, slysze tylko ;'a ja tez musze sprzatac', ' a ja tez musze ugotowac ' itd itpppp....


      Piszecie ,ze Wy robicie przeciez to samo co matka niepracująca' ...hmm. a jak dziecko jest w przedszkolu to WY jemu obiad gotujecie, a to Wy sie w tym czasie z nim bawicie,chodzicie na spacer itd itp... nie - robi to ktos za Was i Wy za to temu komus/czemus placicie...czy sie mylę? i np wiekszosc z nas pracujacych mam ma za darmo 8 a nawet czasami dluzej godzinną opiekę nad dzieckiem? czy moze jakos nie dostrzegacie tego ,ze od 7 do srednio 16 ktos /cos opiekuje sie Waszymi dziecmi za pieniadze...

      I jeszcze dodam ,ze czesto pojawia sie na forum sprawa dyskryminacji zawodowej kobiet, ze pracodawca wywalil ,bo np za duzo bylo sie na chorobowym ( ze wzgledu na dziecko), ze za dlugo siedziala mama na wychowawczym, wtedy my kobiety wspieramy sie jak mozemy, i bazujemy na tym,ze dobro dziecka jest nazjwazniejsze, a jak przyszloby co do czego ,ze moznaby zawalczyc o lepsza sytuacje kobiet, bo to nie chodzi wcale o jakies mega wielkie pieniadze, az tak chyba naiwne nie jestescie wierząc ,ze tylko z Waszych podatkow skladalaby sie emerytura dla mamy pracujacej w domu... chodzi o mozliwosc poprawienia sytuacji kobiet.... ale Wy wolicie krzyczec jakie same jestesmy mamy pracujace zawodowo na zewnatrz i tolerowac np gornikow ,ktorzy przechodza na emryture w wieku 37 lat... i to wlasnie z naszych wspolnych pieniedzy....
      • fassollka Re: no i widzicie dziewczyny nigdy nic nie osiągn 04.04.11, 18:57
        Ankas, kartą przetargową jest opieka i czas spędzony z dzieckiem - nic innego nas (matek pracujących i nie) nie różni.

        Denerwujesz się strasznie - może niepotrzebnie tracisz nerwy.
        Dla nas wszystkich dzieci są bardzo ważne - zamiast się pienić i wadzić warto szukać rozwiązań. Podaj jakieś, jeśli masz na nie pomysł. Nie wycofuj się z dyskusji.

        I chciałam jeszcze jedno napisać - tu nie chodzi o to, by mężczyznom paragrafem włożyć żelazko do ręki. Ta nasz emancypacja zwykle właśnie zaczyna się nad prasowaniem koszul a kończy... przy kasie w sklepie.
        Tu trzeba bardzo lokalnie, rodzinnie zacząć. Od wzajemnego szacunku i zrozumienia. Czasami to bardzo, bardzo trudne. A takie globalne zmiany... jeszcze trudniejsze.
        • ankas4 Re: no i widzicie dziewczyny nigdy nic nie osiągn 04.04.11, 19:07
          Fasolka :) bardzo sie mylisz jesli myslisz ,ze sie denerwuje, w sumie to jestem tylko zawiedziona, ze tak my kobiety same sobie walimy samoboje...i to z dumnym argumentem na ustach;' bo ja tez gotuje i mi nikt za to nie placi' sama przyznasz ,ze to nie chodzi o takie targowanie sie kto co robi w domu, ja patrze na to globalnie, i niestety widze, ze nadal szanse sa bardzo male aby cos zmienilo sie w sytuacji kobiet w Polsce, ale oczywiscie ja jestem wierna sobie i temu co myslę, nawet jesli wydaje sie to nie bardzo wygodne dla innych.
          Pozdrawiam serdecznie
          • fassollka Re: no i widzicie dziewczyny nigdy nic nie osiągn 04.04.11, 19:13
            ale co chcesz zmieniać? jak? daj proszę konkretne przykłady.
            ja nie twierdzę, że zmian nie potrzeba.
            • paris4 Re: no i widzicie dziewczyny nigdy nic nie osiągn 04.04.11, 19:23
              Ankas zarzucasz brak rzeczowości dyskusji
              natomiast sama miotasz demagogią na prawo i lewo - my kobiety, solidarność - bla bla
              żadnych konkretów
              jak widzisz to opłacanie kobiet domowych? bo trzy razy już pytałam czy kobiety pracujące zawodowo a wykonujące analogiczne obowiązki domowe też należy opłacac dodatkowo? co z mężczyznami wykonującymi domowe obowiązki, lub zostającymi z dziećmi w domu?
              te pytania pozostawiasz bez odpowiedzi
              mam koleżankę mieszkającą w USA - po porodach wracała do pracy po 6 tygodniach - fakt miała możliwość przejścia na mniejszą ilość godzin, ale oczywiście mniej wówczas zarabiała. Nic nie wspominała o wyzysku.
              Dla mnie powinno się zacząć od wyrównania wysokości wynagrodzeń kobiet i mężczyzn na tych samych stanowiskach, od powszechnego dostępu do przedszkoli, które nie kosztowałyby fortuny, na umożliwianiu elastycznego harmonogramu pracy
              to co Ty proponujesz to czysta demagogia bez najmniejszej możliwości zrealizowania takiego pomysłu - ekonomia ma swoje prawa i żadna gospodarka płacenia za zostanie w domu nie wytrzyma
              • a_beatle Racja, Paris 04.04.11, 20:35
                Absolutnie się z Tobą zgadzam, miałam właśnie pisać, że w tzw. walce o równe prawa, o prawa kobiet chodzi o coś innego, o to własnie, o czym piszesz:-)
                Domaganie się wynagrodzenia lub choćby składek za pracę w domu jest zwykłym roszczeniem i demagogią, niebezpieczną, bo pociągającą za sobą szereg innych.
                Niestety w Polsce feminizm kojarzony jest z taką agresywną, roszczeniową postawą, i pewnie jednak nie bez przyczyny:-(
                Zostanie w domu to decyzja, wybór, rzadko konieczność (np. choroba dziecka). Zgadzam się np., by właśnie rodzice opiekujący się przewlekle chorym dzieckiem mieli ten czas wliczony do emerytury, być może inne przywileje, bo oni najczęściej nie mają wyboru. W innych wypadkach to po prostu świadoma decyzja. I rozumiem, że jeśli ktoś ją świadomie podejmuje to liczy się z jej kosztami.
          • ankas4 Re: no i widzicie dziewczyny nigdy nic nie osiągn 04.04.11, 19:14
            I jeszcze jedno, piszesz, ze nalezy zaczac zmieniac male rzeczy...tzn, jakie?
            Jesli nie zacznie sie od rzeczy ustawodawczych to nikt nie bedzie respektował i słuchał tego co mowimy, bo same siebie nie chcemy wspierac ( tutaj przyklad na podstawie tej dyskusji)

            • ankas4 Re: no i widzicie dziewczyny nigdy nic nie osiągn 04.04.11, 19:16
              Jak to fasolka nie twierdzisz ,ze zmiany nie sa potrzebne? przeciez w tej dyskusji wysmiałyscie to,ze matki pracujace w domu mialby miec jakies ulgi...
              • fassollka Re: no i widzicie dziewczyny nigdy nic nie osiągn 04.04.11, 19:25
                mają ulgę - urlop wychowawczy wliczony w nieskładkowy okres. Jestem przeciwna gratyfikacji.

                A małe zmiany - porozmawiajmy z mężami/partnerami o ustawach parytetowych i równouprawnieniu i podzielmy się ich na to poglądem. Niech będzie, że nasi partnerzy/mężowie reprezentują całość męskiej części społeczeństwa - zobaczymy, na czym stoimy.

                No i kolejny raz proszę - Ankas, daj przykłady reform i zmian.
          • aga_junior ankas 04.04.11, 19:20
            Ja rozumiem o co ci chodzi i swoje zdanie napisałam poniżej.
            Jeśli myślisz, że kobiety będą solidarne, praca kobiety w domu zostanie nagrodzona lub doceniona to niestety jesteś naiwna. Nie tylko ty, w tym chorym kraju nie ma mowy o solidarności i życzliwości. Tutaj człowiek jest odbierany przez to co "robi" i "ma" - musi to być widoczne dla innych aby miało jakąś wartość dla otoczenia.
            • paris4 Re: ankas 04.04.11, 19:25
              aga żartujesz?
              byłaś może na tzw. zachodzie, w Niemczech, Holandii, Francji, USA?
              tam to są dopiero społeczeństwa kastowe i "niesolidarne" Polacy na ich tle wyglądają na ostoję solidarności społecznej
          • cui A ja myślę, że chodzi o coś jeszcze innego... 04.04.11, 19:27
            Bo my tu mówimy o dwóch różnych sytuacjach:
            1. kobiecie pracującej zawodowo, ale w domu (nie w biurze),
            2. kobiecie nie pracującej zawodowo, ale zajmującej się domem.
            Bo dla mnie oczywiste jest to, że kobieta pracująca w domu (ma na myśli pracę zawodową) powinna mieć taki sam dostęp do przedszkola, jak ta pracująca w biurze.

            Natomiast o ile rozumiem, że przedszkole jest dla dziecka szansą na rozwój i każde dziecko powinno do tego przedszkola uczęszczać, o tyle nie rozumiem, dlaczego w naszych polskich warunkach, przy tak okrojonej liczbie miejsc w przedszkolach, do tych przedszkoli dostają się dzieci niepracujących rodziców. I nie chcę tu absolutnie nikogo urazić, ale gotuje się we mnie kiedy wiem, że niepracująca i posiadająca jedno dziecko kobieta (a znam takie przypadki) odprowadza dziecko do przedszkola i wracając do domu tłumaczy się ogromną ilością domowych zajęć.
            • fassollka Re: A ja myślę, że chodzi o coś jeszcze innego... 04.04.11, 19:35
              to demografia, zagęszczenie ludności w dużych miastach.
              W Kato niepracująca rodzina/matka/ojciec/opiekun ma zerowe szanse na miejsce w przedszkolu, w oddalonym o 15km Bieruniu Starym, niewielkim miasteczku, miejsca dla dzieci niepracujących rodziców są.
              • paris4 Re: A ja myślę, że chodzi o coś jeszcze innego... 04.04.11, 19:36
                no własnie to duży problem i to się powinno rozwiązywać w pierwszym rzucie a nie opłacanie mam w domach
              • fassollka ps - polecam artykuły 04.04.11, 19:43
                z WO z zeszłej soboty (niedostępny w necie jeszcze):
                "Skąd wziąć dzieci i na dzieci." obszerny wywiad z Jolantą Fedak, minister pracy
                www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,109835,9350831,Skad_wziac_dzieci_i_na_dzieci_,,ga,,3.htmloraz
                dostępny w necie:
                "Jak zdobyć przedszkole."
                www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,9356863,Jak_zdobyc_przedszkole.html
                • fassollka artykuł - juz dostępny 05.04.11, 09:47
                  wczoraj polecałam artykuł - już jest dostępny w sieci. Naprawdę polecam.
                  "Skąd wziąć dzieci i na dzieci"
                  www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53663,9350600,Skad_wziac_dzieci_i_na_dzieci.html
                  • smolineczka Re: artykuł - juz dostępny 05.04.11, 10:59
                    wywiad z panią jolantą fedak nic wpłynął specjalnie na moje poglądy
                    natomiast bardzo poruszyła historia Natalii, 34 lata, sekretarki w korporacji, mamy trzymiesięcznego Maciusia
                    nic dodać.....
      • olcia.kaktus Re: no i widzicie dziewczyny nigdy nic nie osiągn 04.04.11, 19:40
        ale tym wysyskiwaczem wobec tej kobiety, która pracuje jest jej rodzina!!!! tylko i wyłącznie i nikt inny. Nie ja, nie lilka, nie paris, tylko jej własna rodzina! To oni korzystają z jej pracy i jej za to nie płacą. Co ma Państwo z tego, że ona siedzi w domu i sprząta, gotuje i opiekuje się dzieckiem? Dlaczego ja mam za to płacić jako podatnik w jakiejkolwiek formie?
        Gdybym siedziała w domu to jedyną różnicą byłoby może to, że bym siedziała trochę więcej z dzieckiem, ale i tak posłałabym je do przedszkola bo jej potrzebne jest uspołecznianie.
        Może nie sprzątam tak dokładnie, może nie gotuję 3 daniowego obiadu, z tego powodu, że pracuję, ale to nie obchodzi nikogo poza moją rodziną.
        Ja za to pracuję, wpływam na PKB, płacę podatki, zatrudniam ludzi, daje im pracę i pieniądze - z tego państwo ma wymierny zysk i to trochę więcej niż moje mieszkanie i rodzina.
        Masakryczna postawa "należymisie" bez zastanowienia, kto na to ma pracować i tak naprawdę co to daje w ogólnym "obiegu".
      • monikaj21 Re: no i widzicie dziewczyny nigdy nic nie osiągn 04.04.11, 20:52
        > Piszecie ,ze Wy robicie przeciez to samo co matka niepracująca' ...hmm. a jak d
        > ziecko jest w przedszkolu to WY jemu obiad gotujecie, a to Wy sie w tym czasie
        > z nim bawicie,chodzicie na spacer itd itp... nie - robi to ktos za Was i Wy za
        > to temu komus/czemus placicie...czy sie mylę? i np wiekszosc z nas pracujacych
        > mam ma za darmo 8 a nawet czasami dluzej godzinną opiekę nad dzieckiem? czy moz
        > e jakos nie dostrzegacie tego ,ze od 7 do srednio 16 ktos /cos opiekuje sie Was
        > zymi dziecmi za pieniadze...

        Ankas, ale tę dyskusję nakręciłaś właśnie wokół tego, że mama w domu powinna mieć takie samo prawo do przedszkola, jak mam na etacie. Więc jeśli dziecko tej pierwszej pójdzie do tego przedszkola, to jej zostanie do zrobienia dokładnie to samo co matkom wracającym do domu po całym dniu pracy.
        • ankas4 Re: no i widzicie dziewczyny nigdy nic nie osiągn 04.04.11, 21:16
          No to brawo skoro tak jest postrzegana praca kobiety w domu, przeciez nie tylko zajmujemy sie dzieckiem, gotujemy,sprzatamy,prasujemy, myjemy, zmywamy itd...itp.. nie sądziłam ,ze trzeba wypisywac to co kobieta zazwyczaj robi w domu , a za co nie jest wynagradzana.

          Obowiazek wobec dziecka to jedna czesc z calosci.


          • fassollka Re: no i widzicie dziewczyny nigdy nic nie osiągn 04.04.11, 21:22
            w takim razie jak nic mam dwie prace minus ok. 7/24 obowiązku wobec dziecka (jak to strasznie brzmi).

            I nie narzekam, nic a nic, fajowo to wszystko u mnie jakoś funkcjonuje. Trochę więcej mogłaby tylko zarabiać i byłoby cudnie.

            Ankas - dawaj pomysły reform/zmian (po raz setny już chyba proszę/prosimy).
          • olcia.kaktus Re: no i widzicie dziewczyny nigdy nic nie osiągn 04.04.11, 21:31
            ale to robią również praktycznie wszystkie kobiety, które pracują na etacie, a także większość mężczyzn. no i sprawy łóżkowe to tez ciężka praca... tylko więcej należy się facetowi, czy kobiecie? czy zależy, kto był "na górze". No dziewczyno wpadasz w paranoję. To jest życie i nikt nikomu nie płaci za to, że akurat tak sobie życie ułożył.
            • ankas4 Re: no i widzicie dziewczyny nigdy nic nie osiągn 04.04.11, 21:39
              No i wlasnie olcia skonczylam dyskusje, sorry to nie moj poziom , jak juz zaczynasz dyskutowac na poziomie łozkowym.... a przy takiej postawie to zglos sie do przedszkola i powiedz ,ze rezygnujesz z dofinansowania i ,ze bedziesz placiła pełną kwotę..., a i becikowe prosze oddaj, i nie korzystaj z zadnej ulgi na dziecko, oraz jesli podwinie Ci sie noga to absolutnie nie idz do panstwa po rentę. dziekuje i dobranoc. a i zeby nie bylo nie jestem zdenerwowana, nie jestem obrazona , nie jestem poirytowana, jestem....rozczarowana....
              • paris4 Re: no i widzicie dziewczyny nigdy nic nie osiągn 05.04.11, 09:09
                a wiesz powiem Ci, że ja też jestem rozczarowana bo mimo tego, że przytoczyłyśmy mnóstwo konkretnych przykładów, pytań i propozycji rozwiązań z Twojej strony ponad populistyczne hasełka nie usłyszałam nic konstruktywnego
      • amalota Re: no i widzicie dziewczyny nigdy nic nie osiągn 05.04.11, 22:08
        Czekaj, czegoś nie rozumiem...
        Jesteś za tym, że matka, która pracuje, nie dość, że wydaje pieniądze na opiekunkę/przedszkole, opłaca swoje składki i jeszcze ma płacić na inną siedzącą w domu? A ta siedząca w domu tylko dostaje kasę? To jakaś hipokryzja.

        • paris4 Re: amalota 06.04.11, 08:46
          to nie hipokryzja tylko solidarność ;P
    • bubunia1 Re: czas spędzony w przedszkolu 04.04.11, 22:32
      ja nie przychodze po Jule wczesniej niz o 16.30 bo ona nie chce, musze czekac w szatni itp.
      mogłabym ją odebrac juz o 15.30
      wracam do domu - cisza spokój przez ok 1h i jade po dzieci
      Mati jest w klubie od 7.20-17
      Jula 7.40/9 zależy kto odprowadza do 16.40

      jezeli miałabym dzien wolny /? marzenie/ a dzieci byłyby w placówkach to odebrałabym je tak samo po 16tej
      • klaudia020707 włos sie jeży 04.04.11, 23:08

        Kobiety ale kto Wam każe chodzić do pracy? Przeciez możecie siedzieć w domu i mąż będzie na Was pracował. W zamian będziecie mogły przebywać z dzieckiem 24 godz. na dobę (nie będziecie blokować miejsc w przedszkolu dzieciom rodziców pracujących) , robić oszczędne obiadki i liczyc żeby starczyło od 1 do 1 każdego miesiąca.
        No nie powiecie mi że lepiej w Polsce powodzi sie tym rodzinom, w których kobieta jest w domu i poświęca się rodzinie niż te które pracują.
        Pracujesz więc zarabiasz i stać Cie na fryzjera, ładne ciuszki, wyjscia do restauracji, to jest Wasz wybór, wasza wygoda.
        Wybieracie lepszy standard życia!
        • fassollka Re: włos sie jeży 05.04.11, 06:45
          dziewczyny - najgorsze są uogólnienia, nie wrzucajcie wszystkich do jednego wora.

          Ja (i kilka innych mam na forum) nie mam wyboru pracować czy zostać w domu. Muszę pracować (i nie stać Cie mnie na fryzjera, ładne ciuszki, wyjścia do restauracji, itd. - ale to nic nie szkodzi)
          Nie mam też (jak kilka innych mam na forum) teoretycznego wyboru, czy oddać starszaka do przedszkola i zostać z młodszym w domu - miejsc nie ma i tyle.

          Moim wyborem jest możliwość w miarę elastycznego dopasowania godzin pracy do pobytu Brunka w przedszkolu (np. wolne piątki) i jestem ogromnie wdzięczna, że ją mam. Niesamowicie wdzięczna.

          klaudia020707 - czuję, że rozumiem, co pisze ankas, natomiast nie mam zielonego pojęcia, czego jej do szczęścia brakuje (bo nie napisała nic o tym). Oczywiście, że nie wymagam, by mi ktoś płacił za "prasowanie", pisząc przekornie chciałam zobrazować absurdalność tego pomysłu.

          Kobiety są na rynku pracy od stosunkowo niedawna. I od zawsze nie było to łatwe, właśnie dlatego, że jesteśmy matkami. Pracownik, który nie przychodzi do pracy nie generuje zysków oraz nie podtrzymuje płynności funkcjonowania firmy - to oczywiste. To bardzo delikatna kwestia, i ja ją doskonale rozumiem, że powodem tej nieobecności w przypadku kobiety opieka nad chorym dzieckiem (i taka myśl teraz mi przyszła do głowy - dlaczego z tego powodu nie wywalają z pracy mężczyzn? oni też przecież mogą brać L4 na dzieci). I to jest bardzo PRZYKRE (żebyście mnie tu zaraz nie zjadły), wyobrażam sobie tę tragedię utraty pracy oraz stres związany kolejną kombinatoryką "kto zostanie z dzieckiem", kiedy o tę pracę się boimy.
          Czas spędzony z dzieckiem jest ogromnie ważny, nie deprecjonuję mam, które mają go dużo... zazdroszczę im nawet. Ja chciałabym móc spędzać więcej czasu z Brunkiem.

          Przyzakładowe żłobki/przedszkola, możliwość zdalnej pracy, przenoszenie części zawodowych obowiązków do domu (jeśli to możliwe), telepraca, legalizacja (jak w projekcie ustawy) pracy opiekunek, uproszczenie procedur zakładania tzw. klubików dla dzieci, wydłużenie macierzyńskiego, zwiększenie ulgi podatkowej na dzieci, dofinansowania i stypendia naukowe (a nie kolejne becikowe) - to moim zdaniem są pomysły godne rozważenia (na pewno nie wszystkie). Czekałam też na inne propozycje od Ankas właśnie.

          Gratyfikacja za pozostanie w domu z dzieckiem to moim zdaniem kiepski i "śliski" pomysł.

          I jeszcze raz podkreślam - różni matki pracujące i niepracujące wyłącznie czas poświęcony dziecku. Gdy poszłam do pracy (na ok. 1,5 etatu, Bruno poszedł do przedszkola) obowiązków mi nie ubyło - dorośli też jedzą śniadania, obiady i kolacje (nie przestałam gotować), odkurzam mniej więcej tak samo często, piorę, prasuję, piekę ciasta... i uważam to (jakby to powiedziała moja mama) za mój "zasrany" obowiązek - no bo jak? mam tupnąć nogą i przestać "pracować" w domu? Toć to absurd.
          Odkąd wróciłam do pracy zmieniło się jeszcze jedno - jestem zdecydowanie lepiej zorganizowana.
          • domatorka.amatorka Re: włos sie jeży 05.04.11, 06:55
            Ula, ojcowie też mogą brać opiekę na dziecko, tyle że rynek pracy jest okrutny, to mężczyźni lepiej zarabiają, więc najczęściej taka opieka po prostu nie ma sensu:(
            • fassollka Re: włos sie jeży 05.04.11, 07:06
              no tak - zapomniałam po tym, co napisała Paris - o równym wynagradzaniu kobiet i mężczyzn na tych samych stanowiskach.
        • monikaj21 Klaudia, włos mi sie jeży 05.04.11, 10:11
          > Kobiety ale kto Wam każe chodzić do pracy? Przeciez możecie siedzieć w domu i m
          > ąż będzie na Was pracował. W zamian będziecie mogły przebywać z dzieckiem 24 go
          > dz. na dobę (nie będziecie blokować miejsc w przedszkolu dzieciom rodziców prac
          > ujących) , robić oszczędne obiadki i liczyc żeby starczyło od 1 do 1 każdego mi
          > esiąca.
          > No nie powiecie mi że lepiej w Polsce powodzi sie tym rodzinom, w których kobie
          > ta jest w domu i poświęca się rodzinie niż te które pracują.
          > Pracujesz więc zarabiasz i stać Cie na fryzjera, ładne ciuszki, wyjscia do rest
          > auracji, to jest Wasz wybór, wasza wygoda.
          > Wybieracie lepszy standard życia!

          Kobieto, o czym ty piszesz? Może ja się obracam w jakimś dziwnym świecie ale wokół siebie widzę w większości kobiety, które MUSZĄ pracować - nie po to, żeby mieć lepszy standard życia tylko po to, żeby ich rodzina mogła przeżyć.
          A to, że ktoś chodzi do fryzjera czy kupuje 'lepsze ciuszki' (prawie wyłącznie w ciuchlandach w moim przypadku) to nie jest wyższy standard życia tylko koszt pracy - najchętniej bym chodziła w dżinsach i bluzie dresowej ale w mojej pracy powinnam jednak wyglądać inaczej.

          I schodząc do Twojego poziomu dyskusji można by zapytać - to po co siedzisz w domu, skoro tak super mają matki pracujące???
          • klaudia020707 monikaj21 05.04.11, 10:19

            > I schodząc do Twojego poziomu dyskusji można by zapytać - to po co siedzisz w d
            > omu, skoro tak super mają matki pracujące???

            Poziom poziomem;)

            Ja tez jestem kobieta pracująca, obecnie jestem w 38 tyg. ciąży i przebywam na zasłużonym urlopie macierzyńskim, a po skończonym urlopie wracam do pracy:)
    • klaudia020707 lilka 04.04.11, 22:40
      W innych krajach macierzyński jest dłuższy i chyba nawet w UK kobieta ma płacone 12 miesięcy po porodzie, a jest w domu. O takie coś należy walczyć, o to by nie trzeba było 4-miesięcznego dziecka dawać do żłobka.

      W UK macierzyński jest 39 tyg. płatny i to nie są żadne kokosy, bo w wiekszości jest to podstawa (ok. 50% pensji najniższej krajowej), a w Pl chyba jest płatne 100% o ile sie nie mylę.
      Poza tym ciąży nie traktuje sie jak choroby i jeżeli ciąża jest ok to przyszła matka nie idzie na L4, 4 mies przed porodem żeby odpocząć, możesz za to wziąść wcześniej urlop macierzyński na 11 tyg. przed planowaną datą porodu.
      • klaudia020707 Re: lilka 04.04.11, 22:43
        a i nie ma czegos takiego jak płatny urlop wychowawczy
        • amalota Re: lilka 05.04.11, 21:59
          W Polsce również nie ma czegoś takiego, jak płatny wychowawczy - no, chyba, że Twoje zarobki są praktycznie w progu ubóstwa.
          Nikt mi nie płacił za wychowawczy, a mogłam sobie na niego pozwolić tylko dlatego, że wcześniej odłozyłam na niego kasę.
    • latortura Re: czas spędzony w przedszkolu 05.04.11, 01:15
      a ja tak trochę z innej beczki - zastanawiam się po co niektórzy chcą mieć dzieci ??????
      nigdy nie zrozumię kogoś kto SPECJALNIE! zostawia gdzies dziecko dłużej a pozniej jeszcze cieszy się, że kładzie je spać ok. 19,
      to oznacza, że z dzieckiem nie spedza sie czasu praktycznie wcale !

      albo że ktoś zajmuje sie dzieckiem do 19-tej i pozniej ma sie "już" czas dla dziecka,
      jaki czas? czas umycia Go i połozenia spac? godzina, dwie?

      współczuje rodzicom, których dzieci muszą byc dłuzej w przedszkolu bo nie mają innego wyjscia,
      tacy rodzice cenią sobie kazda chwile z dzieckiem, naprawde poświecają Mu reszte swojego czasu,
      często natomiast Ci, którzy mogą byc z dzieckiem robia wszystko by byc z Nim jak najkrócej,

      bo pałęta sie pod nogami? bo nie mozna nic przy Nim zrobic? Jezu, to po co w ogóle mieć dziecko? lepiej sie nie decydowac i miec luz całe zycie,

      zawsze kieruję sie myślą, ze dziecko na swiat się nie prosiło, naszym zasranym obowiązkiem jest poswiecac Mu czas, byc z Nim, przebywać,

      zawsze najlepszy jest półśrodek, nie przesadzać w żadną strone - jesli tylko się tak da,

      matka będąca cały czas w domu z dzieckiem ma prawo odpoczac, bo dziecko absorbuje itd, oraz matka pracująca zawodowo ma prawo odpocząc bo jest zmeczona psychicznie badz fizycznie po pracy,

      i niestety ale dla mnie jest jasne, które z mam mają cieżej,
      bo jak kobieta siedząca z dzieckiem w domu, bawiąca sie z Nim powiedzmy 2 godziny chce chwile poczytac gazete przy kawce to to robi,
      mama wróciwszy z pracy (biura/fabryki itd) stęskniona za dzieckiem a dziecko za nią, nie rozłozy sie na kanapie bo szkoda jej czasu i żal dziecka - ma czas dla siebie poznym wieczorem, jesli starczy jej sił oczywiscie, bo taka mama tez musi pomyslec o obiedzie np. na nastepny dzien, posprzatac coś, przeprasować - doba jest za krótka - trzeba tez sie troche przespac i jak dobrze zauwałyła olcia kaktus, wartaoby sie jeszcze pokochać z męzem ;)

      jest dla mnie oczywistym, że kobieta pracująca poza domem bądz w domu, mająca poprostu prace inna niz tylko obowiazki domowe powinna dostawac dwie pensje,
      kobieta "siedzaca w domu" rozkłada sobie prace na cały dzien,
      kobieta, która wraca z pracy o 16, 17 lub nawet pozniej ma na to tylko wieczór !!! i w dodatku chce/musi poswiecic jeszcze czas swojemu dziecku,

      jestem wielką szczesciarą, że mogę odbierac Igorka po 14-tej, prowadzę własna działalnosc i mam nieograniczony czas pracy,
      całe popołudnie mogę byc z dzieckiem, jednakże podczas tego przebywania musze zrobic tez kilka rzeczy w domu i Igorek rozumie, że robie obiad czy odkurzam i tym podobne rzeczy,
      pozniej znów np. bawimy sie razem ale jak za jakis czas musze zrobic np. jakies papierki dotyczace swojej pracy, to robie to a On bawi sie wtedy sam,

      zreszta u nas kazdy dzien jest inny, jutro np. idziemy do kina popołudniu, innym razem posiedzimy w domku bo bedzie padac a jeszcze innym razem gdy bedzie ciepło pojdziemy pojezdzic na rowerku,

      ja chłonę kazdą chwile spedzana z dzieckiem, wiem, ze zanim sie obejrze Igorek pojdzie do szkoły, bedzie coraz starszy, samodzielny...
      mam chwile dla siebie gdy On jest w przedszkolu (tak, wiem mam ten komfort, bo prowadze dzialalnosc i nie siedze w biurze 8 godzin, moge zrobic do południa miedzy czasie zakupy itd),
      wyskakuje conajmniej raz w tygodniu na rower, aerobic czy z kolezanka na kawke, wtedy Igorek ma okazje budować swoja wiez z tatą i z Nim spedzic troche czasu,

      zresztą ja mam tak kochanego synka, że uwielbiam chodzic w wiele miejsc z Nim ;)
      nawet na kawke do kawiarni z kolezanką - On zajada lody czy jakąś galaretkę i jest super,

      wiadomo, ze kazdy chce czasem "odpoczac" od dziecka/obowiązków ale nie rozumiem jak moze irytowac kogos własne dziecko, które jest pod opieką kogos innego do 18-tej czy 19-tej godziny (???) takie osoby może nie powinny miec dzieci, nie musiałyby sie głowic komu wcisnąć je jeszcze na weekend żeby miec swiety spokój...

      powtarzam, że nie krytykuję rodziców, którzy są zmuszeni by dziecko było w przedszkolu dłużej, bo jestem pewna, że tacy rodzice lepiej sie organizują i potrafią wygospodarowac extra czas dla dziecka,

      dla mnie dziecinstwo to czas budowania więzi z dzieckiem co mam nadzieje zaprocentuje w przyszłosci, staram sie wykorzystac ten czas na maxa!
      co nie oznacza, ze padam czasem na pysk ;) mimo to wiem, że lada moment synek bedzie wolał porobic cos z tatą w garażu, ogródku, czy coś "męskiego" poprostu i nie chce przespać czasu gdy jest taki kochany i mamusiny ;)))






      • burdziaa Re: czas spędzony w przedszkolu 05.04.11, 08:31
        O rety ale watek się rozrósł- przyznaję,ze nie przeczytam ani jednej Waszej wypowiedzi ale za to dałam mojemu mężowi do przeczytania-nie wiem na ile wnikliwie to zrobił ale stwierdził,że poziom dyskusji jest żenujący i te które najgłośniej krzyczą są po prostu zazdrosne(o co nie wiem),nie ma solidarności wsród kobiet-nawet hipotetycznie zadane pytanie(co za pytanie-również nie wiem bo nie czytałam)poruszyło lawinę żółci i dogadywania.
        Nie wiem czy przejrze Wasze wypowiedzi ale skoro moj Jasiek z niesmaczoną miną odszedł od monitora to chyba niefajnie się zrobiło.
        • smolineczka Re: czas spędzony w przedszkolu 05.04.11, 08:41
          Burdiu, nie poznałam Twojego Jaśka osobiście, jedynie oglądałam Wasze zdjęcia, więc wiedziałam, że masz przystojnego męża - ale że się aż tak dobrze orientuje się w psychologii kobiecej, to musisz na niego baaardzo uważać ;-)
        • fassollka Re: czas spędzony w przedszkolu 05.04.11, 08:47
          oj tam żółci zaraz :-)

          Takie dyskusje są bardzo potrzebne, bo żeby być solidarnym trzeba jakoś wspólnie wypracować kierunek i sposób działania. I im żywsze, tym lepiej - bo więcej pomysłów przedyskutujemy, burza mózgów będzie bardziej owocna.
          • a_beatle Re: czas spędzony w przedszkolu 05.04.11, 08:51
            Faceci tego nie rozumieją;-)))
            Ja natomiast nierozumiem imperatywu solidarności płciowej.
            Mam się z kimś solidaryzować i zgadzać tylko dlatego, że jest kobietą? Owszem wiele spraw jest ważnych, o które trzeba wspólnie zabiegać, wymieniły je Fasolka i Paris.
            Zapraszam do Gdańska na seminarium nt. równości kobiet i mężczyzn w PL i w krajach regionu Morza Bałtyckiego. W czwartek:-)

            • klaudia020707 zjeżyło mnie to.. 05.04.11, 10:26
              ...że same sobie wkręciłyście pensje za "siedzenie" w domu i od razu wszystkie sie na tę "kasę" rzuciły, a nie o to tu chodzi
              Chodzi tylko i wyłącznie o to aby ten okres kiedy kobieta ma zawód "kury domowe" był zaliczony do emerytury, tak jakbyśmy pracowały na etacie, no i składka żeby była odprowadzana przez rząd. Gdy kobieta podejmuje decyzję o pracy to wszystko wraca do normalności.

              No ale Polak to już taki jest, jej sie nalezy to i mnie się należy skoro i tak muszę zrobic to samo!

              Fasolka dokładnie ja tez mam takie samo zdanie, że pracując jestem zdecydowanie lepiej zorganizowana i ten czas z dzieckiem spędzam jakoś efektywniej niż będąc w domu cały czas.
              • a_beatle Re: zjeżyło mnie to.. 05.04.11, 10:34
                A jak sie nie zdecyduje wrócić do pracy? Jak długo wtedy płacić te składki? Rok, dwa, dziesięć lat? Poza tym im dłużej zostaje się w domu, tym tudniej zacząć pracę. Żaden pracodawca nie będzie czekał:-((((

                Nie widzę po prostu żadnego mechanizmu, by ten pomysł zrealizować. Może rzeczywiście część skadki płaciłaby druga połowa?
                • klaudia020707 Re: zjeżyło mnie to.. 05.04.11, 10:40
                  wcześniej już pisałam, że tak jest w UK
                  o ile sie orientuje to do skończenia przez dziecko 16lat lub dłużej jeśli sie uczy w systemie dziennym ale nie mam 100% pewności
                  ja żadnych reform wprowadzać w Pl nie chcę, tylko ta łapczywość mnie poirytowała
                  • a_beatle Re: zjeżyło mnie to.. 05.04.11, 10:45
                    Jesteś pewna, że nie chodzi o zasiłek na dziecko?
                    Moja koleżanka dostaje, ale składki musi sama płacić.
                    • klaudia020707 a-beatle 05.04.11, 10:55
                      Tak na szybko skopiowałam z "Moja wyspa"

                      "Zasiłek jest wypłacany matce lub innemu opiekunowi dziecka do osiągnięcia przez nie 16 lat lub 19 lat (w szczególnych przypadkach do 20 lat), jeśli dziecko wciąż się uczy w pełnym wymiarze godzin. Pieniądze wpływają na konto raz w miesiącu. Child Benefit zapewnia również osobom niepracującym lub mało zarabiającym, które opiekują się dziećmi, świadczenia emerytalne. Takie osoby są obejmowane programem rządowym Home Responsibilities Protection. Dzięki niemu każdy rok pobierania Child Benefit jest im zaliczany jako rok pracy i gwarantuje potem podstawową emeryturę. Żeby skorzystać z tego prawa, należy posiadać stały numer NIN "
                      • a_beatle Re: a-beatle 05.04.11, 11:02
                        Dzięki:-)
                        UK zatem na to stać, PL na pewno nie i w tym problem:-(
                  • olcia.kaktus Re: zjeżyło mnie to.. 05.04.11, 12:24
                    Ja na wszystko patrzę trochę z innej perspektywy - osoby, która ma firmę, zatrudnia ludzi na etat, za wszystkich płaci podatki, zus cit pit vat i inne "pieprzoty" jak to było w którejś reklamie.
                    Na to, żeby to wszystko zapłacić, dać ludziom ciągłość zatrudnienia i nie narażać się na sąd pracy za jakiekolwiek opóźnienia (mimo, że ostatnio bardzo rzadko zdarza się, żeby kontrahenci płacili w terminie), ja muszę się napracować, nastresować i nakombinować. Okropieństwo i masakra. Chyba tylko kilka dziewczyn stąd zdaje sobie sprawę, co to znaczy, bo pracując na etacie u kogoś nie da się tego objąć umysłem, mimo, że ma się świadomość, że podatek to tyle %, a zus tyle, cit tyle.
                    Państwo polskie niestety nie wspiera firm, wszystkie programy jakoś dotyczą innych, nie mnie - a to nie taki rodzaj spółki, a to za mała a to za duża.
                    A z drugiej strony osoby, które z własnej woli siedzą w domu, robią praktycznie wszystko to, co ja z wyjątkiem kilku godzin zabawy z dzieckiem, mówią, że im się powinno należeć, bo robota w domu to ciężka praca. Wypracowuję te podatki, żeby było na szkoły i przedszkola. a w domu tez sprzątam, gotuję, prasuję i wszystko inne. Nie pojmuję podejścia należy mi się, bo postanowiłam zostać w domu? ekonomia się musi kręcić, żeby mieć trzeba coś włożyć. A coraz mniej osób rozumie, że żeby wyjąć z worka "państwo" trzeba tam wsypać. podejście, są bogaci, oni niech płacą, ja jestem biedna, co to ja jedna znaczę zupełnie inaczej wygląda z drugiej strony - tych biednych są miliony, bogatych tylko kilku. Państwo nie ma kasy, nie pomaga firmom, nie stać je też na "wrzucanie do worka składka" dla tych co siedzą w domu. I tak system składkowo emerytalny leży i kwiczy. Zanim nasz kraj sobie poradzi z tematem pomocy socjalnej, wypracuje budżet, który będzie stać na coś sensownego, minie wiele czasu.
                    Nie rozumiem tez z kim mam się solidaryzować?z kobietami, bo są kobietami, czy z tym, że ciężko pracują w domu? ale robią to z własnego wyboru bo chcą być w domu. Mnie osobiście na to nie stać, choć bym chętnie była w domu i też pewnie bym była przekonana, że to, co robię to ciężka praca, bo byłaby nią. Ale muszę robić i to i pracować zawodowo i umieć liczyć... choć tak naprawdę tylko na siebie.
                    Z innej strony - państwo "wrzuca" składki za studentów - bo ma w tym interes, osoby wykształcone wypracują podatki, to się zwróci. Kobieta siedząca w domu z dzieckiem nie wypracuje nic.
                    PS wiem, że jestem wredna. Nade mną nikt się nie lituje, niech tak zostanie.
          • smolineczka Re: czas spędzony w przedszkolu 05.04.11, 09:08
            s o l i d a r n o ś ć w kwestii podejścia do zapewniania podstawowych i ponadpodstawowych dóbr dla swojego dziecka, siebie i swojej rodziny?:-/
            marne mamy szanse na s o l i d a r n o ś ć mając tak odmienne warunki: jedna dziewczyna/kobieta ma szczęście to mężczyzn obowiązkowych - druga do lekkomyślnych, a co za tym idzie, jedna żona/matka ma na wstępie ułatwiony start i możliwość wyboru (szuka pracy zarobkowej lub nie), a druga wiąże koniec z końcem i skoro nie może liczyć na "sponsora rodzinnego" może mieć oparcie jesynie w pomocy społecznej. i tu zaczynają się schody, bo społeczeństwo w chwili obecnej jest bardziej nastawione nie na pomoc, a na zysk i konkurencję, które są podyktowane prawami rynku. więc koło się zamyka, nie na decyzjach i potrzebach kobiety i na jej dzieciach, a na prawidłowym usposobieniu lub wręcz przypadku, czytaj na umiejętności lub szczęściu dobrania partnera. i wiadomo nie od dziś, że w tej kwstii my kobitki jesteśmy skrajnie mało s o l i d a r n e, bo kiedy chodzi o partnera solidarność kobieca ustępuje miejsca naturalnym zdrowym odruchom :-) a potem ten partner wywiązuje się ze swoich obowiązków wobec rodziny, i w szczęśliwych rodzinach rosną szczęśliwe dzieci, a społeczeństwu pozostają prawne regulacji przypadków dotyczących rodzin lekkomyślnych facetów. taki mój głos w dyskusji na ważny temat - poł żartem pół serio
            • sierpniowa27 Re: czas spędzony w przedszkolu 05.04.11, 10:38
              Mnie wkurza tylko taki krotki maciezynski...W innych krajach jest przez minimum rok, a potem jeszcze np w Norwegii w drugim roku dostajesz 80% pensji..Takie cos to ja rozumiem;-)..Ma rodzine w Anglii i tam na dziecko dostaja co miesiac jakas mala sume ( rzedu u nas 500 zl) na jego potrzeby do 18 roku zycia!!!!!..Niestety u nas przez taki system jaki jest wszystko jest do kitu..Nie wyobrazam sobie pol roczniaka poslac do zlobka, minimum do roku powinien byc z Mama..Tez ciagniemy pod koniec miesiaca na akrcie kredytowej,ale wole to niz zostawic mojego maluszka w jakiejs instytucji czy jakiejs obcej niani..Ale to moje zdanie i rozumiem, ze sa sytuacje kiedy nie ma wyjscia....
              ps i dla mnie jest szokiem, ze ktos mowi, ze z premedytajca zostawia swego przedszkolaka do 17 i jeszcze by mogl dluzej jakby mogl...
              • andzia84 Re: czas spędzony w przedszkolu 05.04.11, 22:48
                a ja widzę tutaj inny problem który jakoś nie został poruszony. dlaczego to tylko ta kobieta pracuje w domu tak ciężko? często gęsto ma te obowiązki domowe jako drugi etat. a gdzie rola mężczyzn? jeśli obydwoje pracują to obydwoje powinni wypełniać domowe obowiązki po równo, a płacenie za pobyt w domu tylko pogłębi stereotyp że kobieta to musi wszystko ogarnąć a facet to dobrze jak się w ogóle w domu pojawi i łaskawie kolacje zje. to oczywiście przekoloryzowane ale tak niestety często jest. niestety także u mnie w domu, wracamy obydwoje zmęczeni ale to ja muszę x rzeczy a nm już jest taki zmęczony i on nic nie musi bo musi odpocząć a kobieta to niby nie musi? czy my naprawdę lubomy być takie uciemiężone tymi domowymi obowiązkami? ja nie znoszę i z robienia wielu rzeczy już dawno zrezygnowałam, jak się nie podoba to samemu rękawy zakasać i do roboty
                • paris4 Re: czas spędzony w przedszkolu 06.04.11, 08:56
                  andzia na ja się zgadzam z Tobą
                  od tego powinno się wyjść od partnerstwa, podziału obowiązków między wszystkich członków rodziny
                  zacząć zmiany od podstawowej komórki społecznej czyli od rodziny
                  to bardzo kuleje co widać choćby po wielu postach na tym forum
                  jak któraś napisze, że mąż wykonuje normalne obowiązki domowe, dba o żonę i dzieci to zaraz pojawia się chórek zachwyconych, że koleżanka los na loterii wygrała
                  dla mnie podział obowiązków to oczywista oczywistość :) i pewnie dlatego dłuuuuugo jeszcze będę singielką :D
    • klaudia020707 Re: Klaudia, włos mi sie jeży 05.04.11, 10:35
      ok, ale czy Wy uważacie że rodzinie w której kobieta jest w domu jest łatwiej pod wzgledem materialnym? Tak czy owak zawsze łatwiej gdy pracuja 2 osoby w rodzinie a nie tylko jedna, moim zdaniem to jest poświęcenie jakiegoś rodzaju. I dla mnie kobieta niepracująca zawodowo nie jest "gorsza"
    • amalota Re: i ps. 05.04.11, 22:02
      Lilka, popieram Cię w pełni. Nie rozumiem, dlaczego ja miałabym płacić podatki na kogoś, kto siedzi w domu, moje dziecko wtedy cierpieć, że mnie nie ma, a inne siedzieć ze swoją matką gadającą z koleżankami na placu zabaw.
      To jest tak samo wkurzające, jak hasła, że Ci, ci zarabiają więcej, powinni płacić wyższe podatki.
    • klarysa007 Ręce i opadły... 05.04.11, 23:03
      Starałam się przeczytać wszystkie wypowiedzi ale ciut mnie zmuliło. Chyba najbardziej to, że tak dużo tam uogólnień. Bo TAMTE mają "lepiej"; bo pracują lub nie pracują; bo "powinno się" zabierać dziecko później lub wcześniej; bo trzeba lub nie trzeba solidaryzować się ze swoją płcią.
      Więc napiszę jak JA to widzę.

      JA uważam, że zbyt często nie mamy wyboru czy być kobietą pracującą czy domową gdyż narzuca nam to miejsce zamieszkania, wykształcenie, chorzy rodzice, wredne teściowe, niespodziewany spadek lub permanentna pustka w portfelu. Mamy mężów pomagających i nie pomagających; bierzemy na siebie za dużo lub za mało mamy na nie czasu. Tak, to my kierujemy naszym życiem ale chyba niewiele z nas żyje w pustce i w swoich wyborach nie bierze pod uwagę życia wokół.

      JA uważam, że każde z naszych cudnych dzieci to indywidualność i zupełnie inna planeta, która OCZYWIŚCIE potrzebuje przebywania z rodziną ale każde z nich inaczej. Na tygodniu codziennie o 15.30 słyszę "czemu JUŻ przyszłaś" i potem następują próby przekonania mnie żebym "jeszcze trochę" sobie poszła. W weekend nie ma mowy o wyjściu gdzieś bez Marty, o nie zrobieniu wycieczki czy o zostawieniu brata w spokoju  Ale tak ma MOJA córka, a wiele dzieci przy drzwiach czeka żeby mama WRESZCIE przyszła. I to przez pryzmat dziecka powinno się patrzeć na godziny odbierania (nie mówię o ograniczeniach pracowych).

      JA uważam, że tekst „bo dziecko matki niepracującej zabiera miejsce mojemu” to kłamstwo ale już tekst „ w moim mieście dziecko matki niepracującej zabiera miejsce mojemu” to zupełnie co innego! Z tym, że matka niepracująca to nie zawsze leżąca na łóżku wodnym hurysa i na jakiejś podstawie to miejsce dostała - nie wspominam o kłamczuchach ;)

      I TAK, miejsc powinno być więcej ale o ile wiem żadna z nas nie ma za męża ważnego posła z ważnej partii więc póki co lobbowanie to jedyne co możemy zrobić. Ale lobbujmy w odpowiednich miejscach, bo myślę, że na tym forum nie ma przeciwniczek tego pomysłu.

      Na miłość boską! Czemu tak strasznie zależy niektórym żeby reszta uznała ich racje? Naprawdę musimy myśleć tak samo? Bo jesteśmy kobietami, blondynkami, niepracującymi lub samotnymi matkami? A co to? Sztanca jakaś?
      Na naszym forum każda ma prawo napisać JA UWAŻAM, ŻE a inna odpowiedzieć JA SIĘ NIE ZGADZAM i UWAŻAM, ŻE ZUPEŁNIE NIE MASZ RACJI!
      Ale jeśli jedna z nas jest sową, a druga skowronkiem to w jaki sposób mamy się przekonać do zmiany zdania na moje „lepsze”?

      P.S.1
      To napisałam JA, Klarysa, po wypiciu połowy kijafy, po okropnej nocy i męczącym dniu. I każda z Was ma prawo napisać, że moje wynurzenia to bzdura pod warunkiem, że napisze to opierając się na WŁASNYCH poglądach i szanując moje.

      P.S.2
      JA całkowicie zgadzam się z tym, że zostawianie dziecka w przedszkolu codziennie jak najdłużej po to aby mieć czas na przyjemności (bez brania pod uwagę tego co chce dziecko) źle świadczy o mamusi.

      Moje JA zaraz idzie spać. Spokojnej nocy!
      • smolineczka Re: Ręce i opadły... 06.04.11, 06:32
        w oparciu o godzinę wysłania poprzednigo postu wnioskuje, że pewnie o teraźnijszej wczesnej porze sowa Klarysa jeszcze śpi, i jej JA trawi wypitą kijafę, kiedy moje skowronkowe ja już się zastanawia nad zbawieniem świata;-)
        pytanie "Czemu tak strasznie zależy niektórym żeby reszta uznała ich racje?" jest według mnie znakomitym tematem rozprawy doktorskiej, nie jednego filozofa i psychologa ten temat interesuje. moim zdaniem odpowiedź brzmi: są różne tempramenty, różne zdolności, a jeśli się ma temperament polityka i zdolność przekonywania innych, to nie ma innego wyjścia: trzeba wygrywać każdą dyskusję. to jest znakomita gra dla mądrych i ambitnych ludzi, takie ćwiczenie umysłu. często dzięki właśnie tym ludziom świat idzie do przodu, bo ambitne jednostki dają reszcie impuls do zastanowienie się nad zmianami w ich spokojnym życiu
        • klarysa007 Re: Ręce i opadły... 06.04.11, 07:31
          Wstałam pół godziny temu :)
          I jestem jak najbardziej za ambitnymi jednostkami chcącymi zmieniać świat. Tylko w tej dyskusji takiej chęci nie wypatrzyłam. Ale to pewnie wina wina ;P
          • fassollka Re: Ręce i opadły... 06.04.11, 08:04
            a ja uważam tę dyskusję, lub jej przedmiot raczej, za jedną z lepszych w jakich ostatnio brałam udział (nie żebym była odizolowana od świata ostatnio przez chorobę Pierunka i za bardzo nie miała okazji z kimkolwiek, o czymkolwiek dyskutować :-)).

            W tym forum jest WIELKA MOC i spokojnie, gdy będzie trzeba, jesteśmy w stanie się dogadać, zebrać odpowiednią ilość podpisów i wpłynąć (choćby podsuwając pomysł) na ustawodawstwo.

            Swoje pomysły przedstawiłam już wcześniej:

            Przyzakładowe żłobki/przedszkola, możliwość zdalnej pracy, przenoszenie części zawodowych obowiązków do domu (jeśli to możliwe), telepraca, wyrównanie wynagrodzeń mężczyzn i kobiet na tych samych stanowiskach, legalizacja (jak w projekcie ustawy) pracy opiekunek, uproszczenie procedur zakładania tzw. klubików dla dzieci, wydłużenie macierzyńskiego, zwiększenie ulgi podatkowej na dzieci, dofinansowania i stypendia naukowe (a nie kolejne becikowe) - to moim zdaniem są pomysły godne rozważenia (na pewno nie wszystkie).
            • paris4 Re: Ręce i opadły... 06.04.11, 08:52
              Ja też uważam tą dyskusję za jedną z ciekawszych w jakich na tym forum można wziąść udział
              nie zgadziem -am się z zarzutami męża jednej z koleżanek ;) że nie ten poziom, że jad - no nie w czy trzeba się zawsze ze sobą zgadzać? i zawsze musi być milusio i słitaśnie? nikt nikogo nie obraża zdaje się ani personalnie nie atakuje....
              Ta dyskusja jest bardzo ważna i pozwala wiele dowiedzieć się o współforumowiczkach
              brakuje mi tylko argumentów autorki tejże dyskusji czyli ankas - jak konkretnie ta solidarność do której ta nawołuje miała by wyglądać. Czysto praktycznie chciałabym miec to rozpisane ;) i może wtedy mogłabym zrewidować swoje poglądy;)
    • lucy_cu Re: czas spędzony w przedszkolu 06.04.11, 09:14
      Przeleciałam pobieżnie, bo nie mam czasu.

      Nie rozumiem tego świętego oburzenia- założę się o milion american dollars, że bohaterka watku jest normalną kobietą z normalnym podejsciem do życia, a swoje dziecko kocha ogromnie. Mdli mnie, kiedy czytam o tym, jak to cudownie jest zajmowac się dzieckiem 24h na dobę- oczywiście, dzieci są fantastyczne, ale pioruńsko absorbujące. I założę się o kolejny milion dolców, że wiele "siedzących w domu" kobiet chętnie wybrałoby takie rozwiązanie jak znajoma Domatorki. Dziewczyna może niefortunnie się wyraziła, wyszło tak, jakby się dziecka pozbywała- nie wierzę, że tak jest.
      Naprawdę ciężko jest, będąc z dzieckiem cały czas, być też cały czas dla niego. Ilość tego czasu potrafi ujemnie odbić się na jakości. Naprawdę wiem, o czym piszę. Dzieci potrafią męczyć i drażnić, taka prawda. I to nie znaczy, że dzieci nie lubię, przeciwnie- fascynują mnie, uwielbiam dzieci.

      Tak krótko o innych sprawach, które wyszły przy przy okazji-

      Uważam, że pierwszeństwo przy przyjmowaniu do przedszkoli powinny mieć dzieci matek pracujących- to logiczne. Skoro miejsc jest mało, nie ma wyjścia.

      Pensja dla kobiet wychowujących dzieci i niepracujących- nie, nie wydaje mi się, żeby to był dobry pomysł. Pracujące w takim razie też powinny dostawać jakąś kwotę za tych kilka godzin popołudniowo- wieczornych, kiedy się zajmują rodziną.

      Dyskusja bardzo ciekawa, wrócę do niej jeszcze, kiedy znajdę trochę czasu.
      • lucy_cu Re: czas spędzony w przedszkolu 06.04.11, 09:42
        Aha, jeszcze dopiszę- Domatorka, ale to jest taka znowu wielka różnica, ta Twoja godzina 14-ta, a 16-ta Twojej znajomej, tak zapytam przekornie? Rozumiem, gdyby Twoje dziecko wychodziło, załóżmy, w południe, a dziecko znajomej siedziało do 17-tej- różnica byłaby wyraźna. Nie pracujesz- więc dlaczego Twoje jest tak długo w przedszkolu? No? ;-DDD
        Te dwie godziny to jest czas po obiedzie, trochę zabawy, wyjście na podwórko w ciepłych miesiącach. Tak bardzo cierpi maluch Twojej koleżanki?
        Piszę to celowo, żebyś zobaczyła, że wcale takich różnic wielkich nie ma.
        A cała reszta to, myślę, Twoja nadinterpretacja. :-)
        • malea1 Re: czas spędzony w przedszkolu 06.04.11, 15:56
          Do tej pory nie włączałam sie do dyskusji i powiem szczerze, trochę czekałam na opinię Lucy_cu, która ma w domu cudną piąteczkę i pewnie jej by było trudno pogodzić pracę zawodową z obowiązkami domowymi. Albo i nie bo dzielna jest bardzo ;)
          Uważam, że jest wiele kwesti które mozna zmienić aby polityka prorodzinna w naszym kraju nie kulała. Wiele wymieniła Ula. Płacenie za prace domowe, które wykonywac muszą równiez kobiety pracujące zawodowo uważam, że kiepski pomysł (delikatnie mówiąć).
          I tak jak wspomniałam Lucy, nie najważniejsza jest liczba godzin spędzonych z dzieckiem , ale jakość. Odczułam to doskonale jak wróciłam do pracy. Chociaż chętnie spędzałabym z Antkiem więcej czasu, gdybym mogła. Ale taki LIFE :)
          • malea1 Re: czas spędzony w przedszkolu 06.04.11, 15:57
            Aha, również czekałam na bardziej rzeczowe argumenty, rowiązania od Ankas, a nie tylko utopijne hasła.
            • andzia84 Re: czas spędzony w przedszkolu 06.04.11, 16:21
              też uważam dyskusje za udaną :) a co do płacenia za siedzenie w domu to jestem na nie, zastanowiłabym się natomiast żeby był ten czas zaliczany jako okres nieskładkowy wliczany do emerutury (niby wychowawczy jako taki jest) do jakiegoś tam wieku dziecka jeśli matka ale kto miałby sprawdzać czy matka rzeczywiście się tym domem w tym czasie zajmuje? i w jakich proporcjach miałby ten czas być uznany? rozwiązanie idealnego brak niestety
          • lucy_cu Re: czas spędzony w przedszkolu 06.04.11, 17:39
            Ja akurat do tego wątku średnio przystaję, bo mam sporo dzieci i, siłą rzeczy, więcej na głowie.

            Ale dzięki, Iwonko, że to napisałaś:
            "I nie piszcie tutaj proszę, że gdy nie pracuję zawodowo to mam czas na siedzenie sobie przy kawce i czytanie gazetki (chyba latortura tak sobie umyśliła...), bo mnie krew zalewa jak to czytam. Dzieci są kochane, ale i bardzo absorbujące. Skoro się na nie zdecydowałam to chcę z nimi aktywnie spędzać czas i dobrze, efektywnie, a nie po macoszemu (wtedy mogłabym sobie popijać kawę...)."
            Ja miewam takie dni, że nie mam czasu spokojnie skorzystać z toalety.
            Wszystko dlatego, że założyłam sobie, tak jak Iwona, że ten fragment mojego zycia należy przede wszystkim do moich dzieci.
            Mogłabym, oczywiscie, poleżec sobie do góry brzuchem, ale tego nie robię. Moja Lipcowa ma w ciągu dnia spory pakiet zajęć jak w przedszkolu- robimy razem furę rzeczy plastyczno-edukacyjno-ruchowych. Jestem jej to winna- gdyby chodziła do przedszkola, miałaby te zajęcia z nauczycielką i dziećmi.
            Pracuję ok. 10 h tygodniowo, doliczając porady laktacyjne, które czasem są, czasem ich nie ma, o kilka godzin więcej- przy mojej piątce to i tak dużo.
            Przedszkole dla Lipcowej dałoby mi wiele(także tego spokoju, którego czasem potrzebuję), jej zresztą też- gdyby chodziła, byłaby w przedszkolu na pewno długo. Bo przedszkole jest fajne.
            Jest mi ciężko, to wcale nie jest prosta sprawa, aktywne zajmowanie się dziećmi. I bycie z nimi na okrągło w domu wciąż grozi obsuwą mojej samodyscypliny- w końcu nikt mi nie każe robić z nimi tego czy tamtego. Moje dzieci mogłyby, jak wiele dzieci niepracujących matek, po prostu plątać mi się przez cały dzień pod nogami i patrzeć, jak sprzatam.
            Nie zmuszam się do tego, co robię, zwykle robię to z przyjemnością- ale miewam i takie dni, kiedy mi się zwyczajnie nie chce i padam na mordę.
            Naprawdę rozumiem, że niepracujące matki chwalą sobie przedszkola. I rozumiem, że- skoro ich dzieci chodzą- chcą wykorzystać ten fakt na tyle, na ile się da.
            Moje starsze dzieci też chodziły do przedszkola i rzadko odbierałam je przed 16-tą. To był świetny czas- mogłam spokojnie dorywczo popracować 3-4 h dziennie, w domu wszystko było zrobione, dzieci intelektualnie i zabawowo zaspokojone przez przedszkole. Nie byłam tak dziko zmęczona i po południu z tym większą przyjemnością spędzałam z dziećmi kilka fajnych godzin.
      • yvonne79 Re: czas spędzony w przedszkolu 06.04.11, 16:37
        Przeczytałam wszystko i powiem szczerze jestem trochę zniesmaczona niektórymi wypowiedziami.
        Jestem matką niepracującą zawodowo i zajmuję się wychowywaniem mojej trójki, a także domem. Nie uważam, że ktokolwiek powinien mi płacić za gotowanie, prasowanie, czy inne czynności domowe, bo niby z jakiej racji. Uważam jednak, że Państwo mogłoby uznać mój czas spędzony z dziećmi w domu jako staż pracy liczony do emerytury, ale bez wypłacania mi pensji. Przecież to nie moja wina, że nasze prorodzinne Państwo pozwala zwalniać z pracy kobiety będące na urlopach wychowawczych (a tak było w moim przypadku), że pozwala na omijanie przepisów pracodawcom i niezatrudnianie mam, bo będą chodzić na zwolnienia z powodu choroby dziecka/dzieci albo zwalnianie ich właśnie z takich powodów. Oczywiście czas spędzony z dzieckiem w domu powinien trwać do momentu aż takowe może pójść do przedszkola. Potem kobieta idzie do pracy, a dzieci do placówki. I tutaj kolejna rola naszego rządu, aby to mamom umożliwić.
        Oczywiście, że pierwszeństwo przyjęcia do przedszkola ma dziecko mamy/rodziców pracujących zawodowo i tutaj nie ma żadnych wątpliwości. Jednak gdyby nie oszustki pt. 'matki samotnie wychowujące dzieci' i 'oboje pracujący rodzice' wszystko też wyglądałoby inaczej. Bo niby dlaczego np. ja - uczciwa obywatelka, która nie kłamie nie mogę liczyć na przyjęcie mojego dziecka do przedszkola, bo jest poza listą, a moja koleżanka udaje samotną matkę i od razu jej dziecko w tym przedszkolu miejsce ma.
        Poza tym jako rodzina wielodzietna powinniśmy mieć trochę większe prawa, bo ja siedząc w domu też dużo do tego państwa wkładam chociażby idąc do sklepu i kupując co najmniej trzy pary butów dla moich dzieci...
        Uważam, że moje dzieci też powinny mieć szansę na edukację w przedszkolu.

        I nie piszcie tutaj proszę, że gdy nie pracuję zawodowo to mam czas na siedzenie sobie przy kawce i czytanie gazetki (chyba latortura tak sobie umyśliła...), bo mnie krew zalewa jak to czytam. Dzieci są kochane, ale i bardzo absorbujące. Skoro się na nie zdecydowałam to chcę z nimi aktywnie spędzać czas i dobrze, efektywnie, a nie po macoszemu (wtedy mogłabym sobie popijać kawę...).
        Jeśli już moje dziecko do przedszkola się dostanie, to będzie w nim tak długo, jak będzie chciało. Na pewno nie będę odbierać go jako ostatniego. Każdy postępuje jak uważa i jak mu wygodnie.
        • fassollka ja tylko tak informacyjnie 06.04.11, 19:09
          6 lat urlopu wychowawczego jest wliczanych do stażu pracy jako okres nieskładkowy (jak studia). Obowiązuje to również matki, które przed urodzeniem dziecka/dzieci nie pracowały zawodowo.
          • andzia84 Re: ja tylko tak informacyjnie 06.04.11, 19:14
            ale jaki urlop wychowawczy jak matka nie pracowała wcześniej zawodowo? nie rozumiem
            • fassollka Re: ja tylko tak informacyjnie 06.04.11, 19:51
              "opieka" nad dzieckiem do lat 6ciu (ale nie więcej niż 4 lata na jedno dziecko) , to niekoniecznie musi być urlop (jak w moim przypadku). Niejasno się wyraziłam, przepraszam.
              • lucy_cu Re: ja tylko tak informacyjnie 06.04.11, 19:56
                Nie wiedziałam. Dzięki za te informacje. :-*
        • latortura Re: czas spędzony w przedszkolu 06.04.11, 20:33
          ja absolutnie nie napisałam, że siedzenie w domu z dzieckiem to czytanie sobie gazetki i picie kawki,
          napisałam, ze jesli matka będąca cały dzien w domu ma ochote na chwile usiasc i poczytac gazete, bo np. wczesniej całe 2 godziny bawiła sie z dzieckiem to moze usiąść bo wczesniej poswieciła Mu juz sporo czasu, a kobieta, która wróciła po 8 godzinach pracy np. ok. godziny 17-tej nie moze tego zrobic, bo czekają na nią te wszystkie obowiązki, które kobieta siedzaca w domu moze sobie rozłozyc na cały dzien, do tego dochodzi poswiecenie czasu dziecku, którego sie nie widziało byc moze 3/4 dnia, a które pojdzie spac np. ok. godziny 19 - 20-tej, wiec tego czasu dużo nie zostaje - czytaj prosze ze zrozumieniem i niech Cie szlag nie trafia bo wcale nie uwazam, ze kobieta w domu to kobieta popijająca sobie kawke,

          wiem ile jest obowiązków przy dziecku, ale musimy tu jeszcze rozgraniczyc matki mające jedno dziecko od tych, które mają ich wiecej, nie mówiąc juz o lucy, która tych obowiązków ma o wiele wiecej i musi byc dobrze zorganizowana przy piątce dzieci,

          nie mówcie mi dziewczyny, ze mając jedno dziecko trzeba je dać do przedszkola na 3/4 dnia, "zmęczyc" na placu zabaw by poszło spac o 19-tej,
          ile taka matka przebywa z dzieckiem w ciagu dnia? nic !

          znam kobiety, które nie lubią weekendów, bo "muszą" całe dwa dni zajmowac sie dzieckiem, no paranoja jakas, najlepiej dac je na weekend do dziadków (jasne, raz za czas - jak najbardziej !!! ale wtedy gdy w ciagu tygodnia poswieca sie mu czas a nie że w tygodniu wcale, w weekend tez wcale)

          a że dziecko absorbuje to wiem, że sie nieraz jest zmęczoną to wiem, że czasem chce sie dac jeszcze dziecko np. po przedszkolu do dziadków, bo po pierwsze: dobrze Mu zrobi zmiana otoczenia, kontakt z dziadkami itd, po drugie trzeba cos zrobic dla siebie - isc na ciuchy, spotkac sie z kolezanką itd ale raz za czas, dla odskoczni ale nie codziennie,
          gdybym miała sie widziec z dzieckiem codziennie tylko 2 godziny wieczorem to jestem pewna, że więzi bym z Nim nie zbudowała...

          dlatego sie dziwie po co niektórzy chcą miec dzieci skoro pozniej na wakacje nie chcą ich zabierac, znam malzenstwo, które ma synka 6 letniego, co roku jezdza nad morze ...bez niego,
          bo przeszkadza........
          bo nie moga wyjsc wieczorem sie pobawic,

          i znowu zrozumie jesli para wyjezdza kilka razy w ciagu roku, zabiera wtedy dziecko a np. raz chcą jechac sami sie odstresować - ok, mają prawo i dobrze to wtedy wszystkim robi,

          dla mnie jest pewne, ze jesli chce sie miec dobry kontakt i wieź z dzieckiem to trzeba sobie na to zapracować, a jesli sie nie chce to się go pozniej nie ma i nie ma sie co dziwić, że nie zna sie pozniej własnego dziecka,

          pozdrawiam



          • latortura yvonne 06.04.11, 20:35
            moja wypowiedz miała byc po Twojej ale jakos nie wyszło ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka