makikii
08.03.08, 18:02
Dzisiaj wyszlam ze szpitala, starsza przyniosla z przedszkola rotawirusa, zarazila maluszka i nas przy okazji. Na wlasnej skorze przekonalam sie o stanie naszej sluzby zdrowia. Nikt nie chcial przyjechac do dziecka z 40st. goraczka, wymiotami i biegunka. eferalgan i ibufen na zmiane zbijaly temp. do 39,3 st. Koszmar. Uslyszalam ze sama mam przywiezc dziecko (a co tam, niech sie zarobi w samochodzie). Po 3 dniach walki trafilam do szpitala. Lekarz cały czas dawala nam do zrozumienia ze nas tu nie chce, odsylala na pogotowie (gdzie wczesniej wypisano nam ANTYBIOTYK na ROTAWIRUSA). W koncu nas przyjela i po badaniach stwierdzila ze dziecko jest w bardzo kiepskim stanie i ze dawno nie miala tak odwodnionego dziecka. Szesc nieprzespanych nocy z rzedu dalo efekt - wczoraj zaslablam i nie moglam pojechac karmic malego, a on przez te dni tylko na piersi, butli nigdy nie uznawal, a nic innego jesc nie chcial. Od tesciowej uslyszalam: "co za matka (wyrodna) zeby nie pojechac na noc do synka do szpitala". Nie wazne ze proba wstawania konczyla sie niemal upadkiem. Dzis wypisano nas rano do domku, a maluszek zrobil juz dzis 6 kup (wczoraj byla tylko jedna, dlatego wypisali). Martwie sie czy nie wrocimy znow na oddzial. Rece mi opadaja. Mial byc na diecie: ryz i jabłko, a tesciowa dała mu dzisiaj zupy. znowu kupa :(((((((