danaide
03.02.13, 21:16
Myślę, że na tym temacie dziewczyny już zęby zjadły - próbowałam kiedyś podczytywać podobne wątki, ale co tam, założę własny, bo wtedy wyłożę swoją filozofię od A do Z.
Mieszkanie w kamienicy w centrum W-wy - wysokie. Bardzo. Podłoga: dechy (lewary czy jakoś tak). Potem jedna warstwa drewnianego parkietu, nie wiem jakiego (kamienica odbudowana tuż po wojnie), osobiście się nie dokopałam, ale na korytarzu wspólnym na klatce (po podzieleniu większego mieszkania na mniejsze) jest taki stary parkiet w wąską jodełkę. Wreszcie warstwa ostatnia. Chyba bukowa. Misz masz, tu taki wzorek, tam siaki, część klepek parkietu dłuższa i węższa, część krótsza i szersza. Lakier pozdzierany w wielu miejscach do szarości. Odpryski i ubytki, najgorzej w kuchni, w jednym miejscu wpada mi spokojnie noga od krzesła. W pokojach lepiej, zaledwie rozwarstwienia, drzazgi i mniejsze ubytki. Szczeliny, a w nich chyba wszystkie żyjątka świata.
W grę wchodzi: podłoga tylko drewniana, jednak obydwie warstwy parkietu (izolacja, cieplej - takie jest moje rozumowanie), bez kupowania i kładzenia nowych pięknych dech, niestety (coś za coś na obecnym etapie życia), biała (nie jestem zbyt oryginalna), rysunek drewna niekonieczny, w miarę możliwości jednocześnie ekologiczna chemia (jest taka?) i praktyczne rozwiązania (ładnie się posprząta, bo teraz umytą podłogę raczej czuję niż widzę).
Kiedyś widziałam podłogę pomalowaną jednym z Fluggerów, wyszła biel chyba błyszcząca, podobno sama operacja mocno drażniąca, nie wiem jak potem z "wyziewami", ale może to lepsze niż olej czy cośtamkauczukowe.
Za wszelkie sugestie będę niezmiernie wdzięczna=)