Dodaj do ulubionych

Bronisław Wildstein przedstawił

14.04.09, 16:15
Bronisław Wildstein przedstawił

Że Bronisław Wildstein jest prawnym analfabetą, to wiadomo co najmniej od
czasu niesławnego „listu otwartego w obronie wolności słowa”, którego
sygnatariusze podpisywali się w gruncie rzeczy pod deklaracją „my, niżej
podpisani, nie wiemy czym się różni prawo karne od cywilnego”. Lektura jego
komentarza do nowelizacji ustawy o zapobieganiu przemocy w rodzinie jest jak
zwykle ucztą dla konesera prawicowej tępoty, tym bardziej że Wildstein używa
formuły „rozumiem, że...” - która brzmi wyjątkowo komicznie, gdy używa jej
człowiek nie rozumiejący już nawet tego, czego właściwie nie rozumie.
„Rozumiem, że nie wolno mi zastosować przemocy (złapać za rękę) dziecka, które
wbiega na jezdnię pod jadący samochód” - pisze Wildstein. W art. 2 ustawa
definiuje przemoc jako „umyślne działanie lub zaniechanie naruszające prawa
lub dobra osobiste osób (...) w szczególności narażające te osoby na
niebezpieczeństwo utraty życia, zdrowia, naruszające ich godność, nietykalność
cielesną, wolność w tym seksualną”.

Samo złapanie za rękę w ogóle niekoniecznie musi narażać na utratę życia czy
naruszenie godności, ale jeśli się to czyni wobec bezpośredniego zagrożenia
„życia i zdrowia” (a z tym niewątpliwie wiązałoby się „wbiegnięcie na
jezdnię”), prokurator ośmieszyłby się widząc tutaj czyn zabroniony. To tak
jakby ścigać ratownika za reanimację.

Dalsze przykłady Wildsteina są równie zabawne. „Nie wolno mi również zamknąć w
domu dziesięciolatka, który w nocy postanowił ruszyć z domu na miasto”. Jeśli
w ustach dziesięciolatka to jest coś więcej niż żartobliwa dziecięca fantazja,
którą zaspokoi krótki spacer po balkonie, to należy zwrócić się do psychologa.

Ojcem dziesięciolatka byłem dwukrotnie (a zaraz będę po raz trzeci) i wiem, że
w tym wieku w nocy dziecko raczej chciałoby przytulić się do rodziców przed
zaśnięciem. Pomysł „wyjścia na miasto” po prostu mu nie przyjdzie do głowy -
chyba, że mroku czającego się za drzwiami boi się mniej niż swoich rodziców.

Najlepszy fragment zachowałem na deser. „Nie mogę więc nie tylko nazwać
swojego potomka durniem, ale nawet kpić z niego, że brak postępów w nauce oraz
złe sprawowanie zepchnie go na margines i zamknie przed nim przyszłość”.

Mógłbym zapolemizować na serio, pisząc o edukacyjnej wartości nazywania
dziecka durniem albo kpienia z jego postępów w nauce. Prawicowa publicystyka
często jednak mnie wprawia w stan opisany w „Tytusie” jako „nie mogę się z nim
boksować, jego ciosy mnie zbyt rozśmieszają”. Wildstein na szczęście nie jest
moim krewnym w rozumieniu ustawy, mam więc pełne prawo do kpiny z jego wiedzy
i wykształcenia („studiował w latach 1971-1980, nie ukończył studiów”).
Drogi Panie Bronisławie, jeśli syn będzie miał taki sam zapał do nauki jak
Pan, proponuję mu powiedzieć tak: „synu, bierz przykład z ojca: kolokwia i
egzaminy są dla lewaków. Nie magisterium lecz kaprys Kaczora zrobi z ciebie
pana redaktora”.

wo.blox.pl/2009/04/Bronislaw-Wildstein-w-sluzbie-ewolucji.html
Obserwuj wątek
    • grzespelc Re: Bronisław Wildstein przedstawił 15.04.09, 18:48
      Jeden z najlepszych wpisów Orlińskiego. Uśmiałem się zdrowo.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka