roger93
07.03.04, 15:19
Wigilię 2003 spędziłem daleko od ludzi i ich siedzib.Kiedy wyjechałem z
głuszy na "normalne" szlaki komunikacyjne, głód dał znać o sobie i pojechałem
do mojego ulubionego Taurusa w Pilźnie (pyszna golonka po bawarsku!). Kiedyś
reklamowali się: "24h na dobę, 365 dni w roku". Srogi zawód. Zamknięte! Jak
mogli mi to zrobić w taki dzień? Duuuuży minus! Postanawiam lecieć do Sącza,
licząc,że po drodze znajdę coś jadalnego..Po drodze wszystko zamknięte na
głucho! Tracę nadzieję i zrezygnowany jadę dalej. Gorlice, stacja Grosar. Tu
zdarzył sie cud! Czynny bar i mogę zamówić każdą z potraw serwowanych w
zwykłe dni. Bardzo młoda, żeńska załoga przy stoliku obok drzwi na zaplecze
urządziła mini stół wigilijny. Wzruszające. Czy mam opisywać smak ogromnego
placka po węgiersku i zestawu nalesników + frugo ? Nie żądajcie tego ode mnie!
Wiem jedno: cuda się zdarzają i takich chwil (przecież trywialnych) się nie
zapomina.. Była to około 1-sza w nocy 25.12.2003.
www.grosar.pl/naszestacje/gor1.jpg