giks
08.10.04, 09:33
zapewne wiecie o co chodzi więc nie będę się rozpisywać
poczytajcie za to, za co niektórzy je dostają...
1) Młody Kanadyjczyk szukał sposobu, by upić się tanim kosztem. Ponieważ nie
miał pieniędzy, za które mógłby kupić alkohol, zmieszał benzynę z mlekiem.
Nie jest chyba zaskoczeniem, że po tej miksturze zrobiło mu sie niedobrze, i
zwymiotował do kominka we własnym domu. Spowodowało to eksplozję i w pożarze
domu zginął zarówno on jak i jego siostra.
2) Trzech Brazylijczyków leciało lekkim samolotem na niskiej wysokości kiedy
inny samolot nadleciał z naprzeciwka. Wygląda na to, iż chłopaki chcieli
pokazać gołe tyłki przez okno ludziom w tamtym samolocie, ale stracili
kontrolę nad własnym samolotem i rozbili się. Zostali znalezieni martwi we
wraku z majtkami wokół kostek.
3) 22 letni mieszkaniec Drive Glade zginął, gdy próbował użyć ramion
ośmiornicy do skoku na bungee z wysokiego na 70 stóp wiaduktu kolejowego.
Policja twierdzi, że Eric Barcia, pracownik baru szybkiej obsługi, skleił z
tych ramion sznur, zawinął jeden koniec wokół stopy, drugi koniec
przymocował do wiaduktu w Lake Accotink Park, skoczył i uderzył o bruk.
Warren Carmichael, policyjny rzecznik, powiedział, że oficerowie śledczy
uważają, iż Barcia był sam, ponieważ jego samochód został znaleziony w
pobliżu. " Długość sznura, który skonstruował była większa niż odległość
między szczytem wiaduktu a ziemią" powiedział Carmichael. Policja stwierdza,
że jednoznaczną przyczyną zgonu był "poważny uraz."
4) Facet z Alabamy zmarł od ukąszenia grzechotnika. Prawdopodobnie on i jego
przyjaciel rozgrywali zawody w chwytaniu, używając grzechotnika jako piłki.
Przyjaciel, bez wątpienia w przyszłości kandydat do Nagrody Darwina, został
hospitalizowany.
5) Pracownik średniej wielkości hurtowni w zachodnim Texasie poczuł gaz i
podejrzewał wyciek. Zarząd rozsądnie ewakuował budynek wyłączając wszystkie
potencjalne źródła zapłonu: światła, zasilanie, etc. Gdy budynek został
ewakuowany, wysłano tam dwóch "fachowców" z gazowni. Weszli do budynku i
stwierdzili, że mają trudności z nawigacją w ciemnościach. Ku ich frustracji
światła w budynku nie działały. Świadkowie później opisywali, że jeden z
fachowców sięgnął do kieszeni i wyciagnął przedmiot podobny do zapalniczki.
Faktycznie, to była zapalniczka. Gaz w magazynie eksplodował, posyłając
szczątki hurtowni na odległość trzech mil. Nic nie zostało z techników, ale
zapalniczka leżała zupełnie nietknięta przez eksplozję. Koledzy "fachowca",
który spowodował wybuch, nigdy by go nie podejrzewali o taki numer.
6) Wszystko zaczęło się od zakładu pomiędzy nim a pozostałą trójką kumpli od
golfa: Everett Sanchez próbował umyć własne "piłeczki" w pralce do mycia
piłeczek na miejscowym polu golfowym. Udowadniając kolejny raz, że piwo i
testosteron to zła mieszanina, Sanchez stanął okrakiem nad pralką i zaczął
wymachiwać moszną w maszynie. Mało tego, jeden z jego kolegów podniósł
stawkę tej gry i przekręcił korbę maszyny. Moszna Sancheza zaklinowała się
solidnie w mechanizmie. Sanchez, który natychmiast przekroczył próg bólu,
padł na pralkę. Nieszczęśliwie dla Sancheza, moc pralki była większa niż
siła jego ciała, a w tym wszystkim jego moszna była najsłabszym łączem.
Moszna Sancheza rozpruła się, jedno jądro zostało wyrwane na amen i wpadło
do pralki, a drugie było ściśnięte i spłaszczone, gdyż zaklinowało się
między obudową pralki a jej mechanizmem wewnętrznym. Żeby było śmieszniej
Sanchez złamał jeszcze do tego nowiutki grafitowy kij golfowy (który dopiero
co nabył za 300 dolarów) próbując użyć go jako laski.
Everett Sanchez błyskawicznie został przewieziony do szpitala na chirurgię a
pozostałą trójkę poproszono o opuszczenie pola golfowego.
Ten ostatni przypadek normalnie by się nie liczył, gdyż gracz w golfa nie
umarł. Ale, ponieważ w wyniku własnej głupoty już się nie rozmnoży, ten
przypadek też zaliczyliśmy.