Dodaj do ulubionych

Humoreski:)

10.06.13, 20:46
Panna Lili na wyciecze
Nie dba o trudy - wygody
Lecz, że puder z sobą nosi
Poprawia "wdzięki" przyrody
Obserwuj wątek
    • madohora Re: Humoreski:) 10.06.13, 20:47
      Czuły zięć

      Pan Władysław na wakacje
      Czule żegma swą teściową
      Bagaże jej nawet niesie
      Aby erę zacząć nową

      Kiedy wolny i wesoły
      Zapomni o jej kazaniu
      I wyszedłszy z twardej szkoły
      Zacznie myśleć o kochaniu
      • madohora Re: Humoreski:) 23.01.23, 21:44
        Zły humor pana Pafnucego w vaisiavit. Humoreska „Tak Mości Dobrodzieju, żebyś wiedział— wcale ciekaw nie byłem waszej Warszawy — ano tylko wstyd mi było potroszę, że człek całe życie nie był w stolicy. Więc ja mój Mości, napisawszy testament, zdawszy gospodarstwo na mego wychowanka, zaopatrzywszy się należycie w suknie, żeby przecie w stolicy przystojnie wystąpić, potro szę w mięsiwa drób i rośliny, boć dawno wiem o figlach hotelowych co za kości, które u mnie wyżeł ogryza, każą sobie summy płacić bajońskie Mości Dobrodzieju, wziąwszy także ze sobą sćrki sławne z kminkiem, i miody, dla moich dwóch tu mieszkających dawnych, jeszcze z błót pińskich znajomych przyjaciół,—wybrałem się do waszego miasta. No! nie ma co mówić — zdaleka pokaźne, wspaniałe—ale zblizka Mości Dobrodzieju, tfu — niech was kaci! „Jakto? przerwałem oburzony niepiękne? „Nie to-—nie, tylko posłuchaj.“ * Zajeżdżam ci do hotelu—jak się tam nazywa, to mnie nie obchodzi — dość że hotel duży, massa w nim wrzawy i hałasu. Dalibóg myślę sobie, taż tu trudno będzie pacierz mówić spokojnie! ale zachciałeś raz panie bracie — masz! złażę sobie z kałamaszki, aż tu cała psiarnia huzia na mnie, jeden za konie, drugi za tłomoki, trzeci za moję kapotę, czwarty dalibóg, poważył się wziąść mnie za ramię. Hejże wara mi złodzieje! oganiam się sękatym kijem, któremuś tam guza wlepiłem Mości Dobrodzieju, aż i trochę ochłódli. Pytam się: „a wy co za jedni ?“ „Kelnery Jaśnie Panie!“ wrzasnęli chórem. „Tak ńii trza było gadać! Dałem dziesiąt kę temu, co guza oberwał, i idę w dziedziniec. „Jaśnie Pan —wiele sobie życzy pokoi? pyta mi się jeden. „A wieleżby bałwanie? mówię mu z flegmą, choć mnie gniewa takie zapytanie. Wleźliśmy do jakiejś malutkiej dziurki, brudnej i obdartej. „A cóż to się za ten lamus płaci? i „Tylko 2 złote dziennie, prócz usługi, świa tła i pościeli. Patrzcie państwo — myślę so bie— on to nazywa: tylko, a toż jabym całe skrzydło mego dworu taniej odstąpił komu, i dałbym mu już własną pościel, gdyby już na to—broń mniemanie przyszło.^ Golę się zwykle sam, ale że mi Wałek na puzderku z brzytwami przez całą drogę sie dział, a bywały miejscami wyboje i wertepy, więc mi je połamał niecnota; tak—posełam ja po golarza. Czekam, czekam aż mi w żo łądku mruczy, bo człek nic nie jadł parę go dzin, a chciałoby się ciepłego. Włazi mi nareszcie jakiś konfident, ale brudny, ale pi jany! Gorzała buchała mu—panie odpuść z gęby, jak para z lokomotywy, milcząco zakasał zatłuszczone rękawy, wyjął tam coś z kieszeni, napluł i zaczął palcami rozrabiać. Po chwilce z umydlonemi paluchami-—zbliża się, jak mi Bóg miły — do mnie. Jedną ręką chwyta mnie bez ceremonji _ za czuprynę, a drugą omydloną kładzie mi na policzki. Ejże-—-jak mu nie dam na odlew! Uważasz mój Mości, żeby mi się pijak bru- dnemi łapami oblicza dotykał ?! A! horrendum! Wygoniłem na 4 wiatry i tylko przewdziawszy bieliznę i suknie, poszedłem szukać pierwszej lepszej garkuchni. Co prawda to prawda—dopiekało z nieba piekielnie. Na szczęście chronił mnie słom- , kowy kapelusz z ogromnym rondem, co mi i podczas zimna znakomicie służy. Ale cóż mnie mogło ochronić od przeklętego żaru, co mnie piekł z pod spodu? A! niechże was piorun, cóż wy to za bruki macie? A toć u nas w pierwszem lepszem miasteczku już nie tak twardo pod nogami-—a choć tam nie mam posadzki, to przynajmniej mam mięk ko; bo juściż wolę Mości Dobrodzieju błoto od starego krzemienia. Ledwiem się zawlókł panie Boże, co krok utykałem, co krok kale czyłem nogę, myślę też zaraz sobie: dobiz® ci tak, zachciało ci się na stare lata zbytków: stolicy, oglądania, jakby się mój Mości, poprzebierali się w płaszczyki czarne aksamitne; kobiety miały korony z pa pieru na głowie, i dopiero się sobie oświad czali, tytułnjąc się królewnemi i hrabiami. Jeden zaś z nich, (pamiętam go, bo miał wy tarty kapelusz z koguciem piórem) oświadczył się tej damie w koronie. Klęczał przed nią i przysięgał że ją koclia—aż tu wpada drugi z dobytą szpadą (tylko że była drewniana) i przebija go w same piersi. Dama mdleje, okrutnik jednak jak na domiar złości, kopnął ją mówiąc: „wiarołomna!“ Sąsicdzi moi bo płakali, pani Józefowej nawet jak potem opowiadała—śnił się ciągle ten okrutnik ze szpadą; ale co ja, to się tylko śmiałem. U was tu jednak musi być piękny teatr i nie tacy wyszarzani rycerze—więc chciałem to zobaczyć. Idę przeto—a o drogę ciągle pytam. Po wiadam ci panie, żebyś może nie wierzył, że ja póltory godziny chodziłem po tych ulicach, które właśnie okalały sam teatr, nic o tćm nie wiedząc. Pyta mi się przy kasie. „Jaki pan chcesz bilet?" „Do teatru?" „Ale gdzie?" „Jakto gdzie? mówię przecie, że do teatru!" „Czy do krzeseł?" „Naturalnie, bom zawsze przywykł siedzieć w krześle. Dałem mu rubla, kazał mi jeszcze dopłacić. Pytam się go, którędy to mam iść. Powiada mi: „w drugićj bramie." Błądzę i błądzę—na szczęście dowiedziałem się, że to dopiero o 7mej początek—a czemuż mi tego kanalja zaraz nie powiedział? Do 7mej jeszcze wielki czas — co tu robić? Ha—trzeba trochę miasto zwidzie, lecz że go wcale nie znałem, pytam się znów jakie goś przechodnia: „Łaskawy panie, a co tu w Warszawie robicie w Niedzielę?" Co się komu podoba! odpowiada mi, nie czekając. „Gbur" pomyślałem czy to odpo wiedź? i idędalćj za ludźmi, których się dużo tłoczyło w jednę stronę. Pytam, a gdzie to tak wszyscy biegną? „Do ogrodu Saskiego!" Aha! trza i mnie tam podążyć. Nie ma co mówić—jakem okiem zmierzył, ogród długi i piękny, tyłkom zaraz spostrzegł, że nieużyteczny, bo nawet nie ma owocowych drzewin. Dochodzę do bramki, zastępuje mi drogę, dalibóg dziki jakiś człowiek, niby murzyn a niby cygan, w chustce białej na głowie, w niebieskiem odziewadle, z kosturem w ręku. Zastępuje mi formalnie-—czego on chce? py tam trochę przestraszony. „Trzeba zapłacić—powiada ktoś z boku." Patrzże Mości Dobrodzieju! musiałem dać 40 groszy! Alem miał widzieć za to arab skie hece, i ten co mi drogę zastąpił, to także był Arab. No — dobra gratka! zobaczę i dzikich po drodze, sunę wiec naprzód. ( Wysypało się osób co niemiara, i niewiast sporo, a co jedna to ładniejsza od drugićj — a jakie postrojone! jakie atłasy, muśliny i jedwabie! No no, myślę sobie—miasto nie na żarty! Byłbym się może trochę i zagapił, bo to człowiek choć starszy, ale niewiastom pięknym przypatrywać się lubi; tylko żem znowu tych dzikich chciał widzieć/ Po dro dze zaś ciągle słyszę: „Będą skakać przez bagnety!" Fiu, fiu! co za głupstwo, tak się narażać! ale to już widać, za to im płacą. Pcham się więc, bo się i inni pchają, wy ciągam na palcach, bo i inni toż samo robią. Aż gdym się dobrze wpatrzył, widzę jak jeden w białej* koszulce hyc, przeskoczył tak wysoko jak pół piętra, a co najokropniejsza, przeskoczył przez drugich pięciu. Jabym te go nie potrafił. Niedługo znowu stanęło ich ośmiu na jednym człowieku, i różne mu figu ry'wyprawiali na łbie. O! co tego-—-tobym sobie nigdy nie dał robić. A nuż się kark złamie, albo czaszka pęknie, i już nagle po człowieku, bez wszelkiego _ przygotowania do Śmierci. Przypomniało mi się jednak, że to dzicy, to tam u nich orcligją mniejsza. Jakem sobie to dobrze rozważył, tak mi się i widowisko zmierziło—i chciałem się wy dostać na świeże powietrze, bo chociaż to ogród, ale co świeżego powietrza, to tam, da ruj mój Mości nie wiele. Talcem się też i wydostał w to miejsce, gdzie woda bije w górę wysoko, i promienia mi spada- napowrót. To mi się podobało— ochłodziłem się też trochę przy tej świeżości, i nawet miałem już wielką ochotę napie się choćby garścią tej wody. Ławka politurowana stała tuż obok. Siadłem _ z przyjemnością, wyciągnąwszy znużone nogi. 1 lochę mi się przykrzyło, że nie mam towarzystwa, aż tu niedługo siada przy mnie trzech paniczów — każdy z nich patrzał się przez szkiełka, a nic niepodobne do okularów. Ładne chło paki, ani słowa, tyle tylko, że mi czegoś mi zernie wyglądal Jeden z nich mówi: „Widziałeś Andzię? szyk ma, niechją kaci!“ „Co z szyku, kiedy goła!" „Jużbym ja wolał Fruzię—ozwał się trzeci, brzydka fatalnie, ale ma hipotek
      • madohora Re: Humoreski:) 01.10.25, 17:56
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/yUuQ1CTlwYHy3C7AX.jpg
    • madohora Re: Humoreski:) 10.06.13, 20:49
      Panna Niusia czule patrzy
      Rękawiczkę upuściła
      Dlaczego? - Każdy odgadnie
      Pana Kazia zobaczyła
      On jej pomóc nie omieszka
      Może ją też odprowadzi
      Ona za to się odwdzięczy
      I w małżeńskie jarzmo wsadzi
    • madohora Re: Humoreski:) 10.06.13, 20:49
      Proszę ciebie to zmartwienie
      Co dalsze przyniosą lata-
      Wszak on pierwsze słowo skłamał
      Bo na męża wołała "Tata"
    • madohora Re: Humoreski:) 10.06.13, 20:50
      .- Dzień dobry pani. Tak wcześnie do kościoła?
      .- Dzień dobry! To tylko wyjątkowo, zwykle chodzę na jedenastkę. Widziałam wczoraj przez okno wystawowe jak pani radczyni kupowała u Berka nowy płaszcz. Do dziesiątej wieczorek chodziłam ulicami czy ją nie spotkam w nim ale zaszyła się w domu jak w fortecy. Nagle dziś o siódmem rano wpada do sypialni moaj Franka i oznajmia mi, że radczyni dopiero co przyszła w nowym płaszczu do kościoła
      .- Łapu, capu raz dwa w mig narzuiłam na siebie co tylko było pod ręką, pędzę za nią i...
      .- I co? I co?...
      .- Co? NIech sobie pani wyobrazi, jej szkaradny podstęp, to był zeszłoroczny płasz, przerobiony, jej własny, poznałam go zaraz bo pod lewą kieszeniąwytara dziurka nie była zacerowana.
      Ładna mi radczyni.
    • madohora Re: Humoreski:) 10.06.13, 20:51
      Czuły małżonek

      Pewien mój znajomy, z zawodu zapalony naturalista, człowiek w gruncie rzeczy dobry, tylko niezmiernie dbający o własną osobę i zdrowie, wróciwszy onegdaj z wycieczki za miasto, przyniósł żonie kilkanaście własnoręcznie uzbieranych grzybów
      - To wszystko dla Ciebie, moja kochana - powiedział wręczając jej plon wycieczki
      - Ja to dla mnie? Przecież dla nas obojga wystraczy? - przerwała żona
      - NIe! Bezwarunkowo nie! Widząć jak Ty przepadasz za grzybami, z góry dałem sobie słowo że wszystkie Tobie ofiaruję!
      Żona starała się jeszcze pokonać opór męża - z drugiej jednak strony miłośnie na niego spojrzała, dumna z uczucia jakie do niej żywi. W godzinę później grzyby przyprawione stosownie podano na stół a uradowana małżonka wprost znaleźć nie mogła słów unosząc się nad ich smakiem wytwornym i aromatem. Mąż mimo ponownych próśb nie skosztował ani odrobiny. Nazajutrz rano, zaledwie otworzywszy oczy, zwrócił się profesor do swej żony:
      - Zyjesz ty jeszcze moja duszko?
    • madohora Re: Humoreski:) 11.06.13, 01:01
      Te pończoszki są za drogie
      Mówi słodko panna Renia
      Tak to prawda lecz łaskawa
      Nóżek swoich nie docenia
    • madohora Re: Humoreski:) 11.06.13, 01:05
      Kalasanty z posiedzienia
      Wraca sobie podchmielony
      Widząc księżyc od niechcenia
      Krzyczy strasznie rozzłoszczony
      A to w mieście są porządku
      Śwoiatła tak wiszą wysoko
      Gość przechadzki nocnej żądny
      Łatwo może wybić oko
    • madohora Re: Humoreski:) 11.06.13, 01:08
      Panna Mimi aktoreczka
      Rolę swoją gra wspaniale
      Lecz dyrektor przecież jakieś
      Znalazł u iej małe "ale"
      Proszę pani - mówi grzecznie
      Gra i gesty bez zarzutu
      Lecz powiem pani serdecznie
      Brak jest jednego atutu
      A jakiego? - spyta Mimi
      Może zbytk kaleczę ryny?
      Nie...lecz suknia...proszę Pani
      Za cnotliwa jest do "Shimy"
      Przecież jestem tak ubrana
      Że mogę iść do kąpieli
      Prawda, ale do pływalnie
      NIe przed sztuki wielbicieli!
    • madohora Re: Humoreski:) 11.06.13, 01:09
      Pani Wila i pan Jerzy
      Niebezpiecznie raz mój Boże
      Zderzyli się tak na nartach
      Mąż to Willi stwierdzić może
    • madohora Re: Humoreski:) 11.06.13, 01:10
      Pani Wila i pan Jerzy
      Niebezpiecznie raz mój Boże
      Zderzyli się tak na nartach
      Mąż to Willi stwierdzić może
    • madohora Re: Humoreski:) 11.06.13, 01:11
      Trawiąc niegdyś nad flaszką noce i poranki
      Chory pijak stłukł wszystkie kieliszki i szklanki
      Klał miód, piwo znieważał, wino zwał tyranem
      Przyszedł do zdrowia i odtąd pił...dzbanem
    • madohora Re: Humoreski:) 11.06.13, 01:12
      Pani Katarzyna Wiecheć wzbogaciła się tak bardzo, że całe stosy pieniędzy przechowywała w zamkniętym kufrze. Kupiła sobie już gramofon i fortepian. zapisała się na naukę tańca aż tu nagle zmarł jej mąż. W pół roku po pogrzebie postanowiła wyjść za mąż za pstawionego na wysokim szczeblu pana Wieprzka konduktora kolejki wąskotorowej. Dla uzupełnienia szyku ślubnego kazała sobie wydrukować wizytówki na których był taki oto napis:
      Katarzyna Wieprzek
      konduktorowa wąskotorowa
    • madohora Re: Humoreski:) 11.06.13, 01:12
      Mama balik wyprawiała
      Tatko też był z tego rad
      Córkę za mąż wydawała
      Zdziwił się tem cały świat
      Córka jak nieszczęście stara
      Istna chodząca poczwara
      Zięcia na lep fest złapała
      No bo niezły talent miała
    • madohora Re: Humoreski:) 11.06.13, 14:49
      Błogosławiona

      Pewien młodzian zachorował
      Blady nie śpi, nie je
      Smuci się bez powodu
      Bez przyczyny śmieje
      Jedna go nielitośnie
      Dręczy mól obłożna
      Jak nieludzko dziewczyna
      Od chłopca jest różna
      Jak okrutną jest rzeczą
      Mieć tak różną różnorodność
      Tak skończoną mieć pełność
      Tak bez końca próżność
      Chozał, chorzał
      Aż dostał na koniec jałmużnę
      Od dziewczyny co miała
      Wszystko odeń różne
      I oczu jedwabniejszość
      I drapliwość rączki
      Uleczyła młodzieńca
      Z miłosnej gorączki
      Którą sama przyjęła
      W swoje próżne łono
      I została za dobry czyn
      Błogosławioną....
    • madohora Re: Humoreski:) 11.06.13, 14:51
      Szewc miał starą żonę, młodą wziął służącą
      Przylgnęli do siebie jako zwykle młodzi
      A słysząc w nocy starą dobrze już chrapiącą
      Często szewc bez butów chodzi
    • madohora Re: Humoreski:) 11.06.13, 14:52
      Pewna dama otyła do domu wróciłą
      I z objęć gorsetu stan swój uwolniła
      Uf, Teraz choćby w tan
      Wiwat! Wolny stan!
    • madohora Re: Humoreski:) 11.06.13, 14:52
      Chcąć myśl malców na drogę pacierza pchnąć bożą
      Pyta ksiądz katecheta uczniów nie dość jasno
      Co robi tatuś z mamą nim się spać położą
      Względnie zanim wieczorem ostatecznie zasną
      Jeden mówi, że mama papiloty kręci
      Drugi to. trzeci tamto, każdy coś pamięta
      Aż ksiądz myśląc, że może to chłopców zachęci
      Powiada, że kto zgadnie ten dostanie centa
      Jeszcze kilka nietrafnych zdań pada niestety
      Aż jakiś dryblas widać na grosz bardzo łasy:
      Ja wiem - powiada - proszę księdza katechety
      Ale czy to jest pytanie dla ucznia z pierwszej klasy?
    • madohora Re: Humoreski:) 11.06.13, 14:53
      Szli sobie późnym wieczorem
      Zdecydowani na wszystko
      On był nadkonduktorem
      A ona - telefonistką

      Lecz mimo westchnień i narad
      Nieufność poczęła się sączyć
      On ciągle dzwonił w aparat
      Ona - nie chciała połączyć
    • madohora Re: Humoreski:) 11.06.13, 14:54
      O czym marzy Pani Lusia

      Wyjazd na Bielany
      Podwieczorem cacany
      Wycieczka łódką po fali
      No potem my się kąpali
      Odpoczęli tak niwiele
      I tak spędziła niedzielę
    • madohora Re: Humoreski:) 11.06.13, 19:33
      Cygaro, wóda, rynna, woda
      Uczony błazen wszystko jest
      Furda danina i swoboda
      Byleby grała fest a fest
    • madohora Re: Humoreski:) 11.06.13, 21:04
      Na przedmieściu za rogatką
      Poza miastem milę blisko
      Ożenił się Antek z Mańką
      I wyprawił weselisko

      Felek - wracał z tej zabawy
      I miał o niej dziwne wieści
      Na ten temat z swym kolegą
      Miał rozmowę dziwnej treści

      - Powiedz że mi - mówi pierwszy
      Jak to było na tym balu
      - Spokojniutko, bez policji
      Więc nie było karnawału!

      - A muzyka co im grała?
      - Ciustep. ojre na odmianę
      - Jak ubrane były damy?
      - Były prawie rozebrane
      - No i długo tańcowali?
      - Do białego dnia, do jutra
      - A czy nic nie ukradziono?
      - Coś trzy palta i trzy futra
      - No to raptem sześć kawałków
      Głupstwo. Kto to udowodni?
      - No i jeden z komitetu
      Nie mógł znaleźć swoich spodni!
      I pan młody pannę młodą
      Zgubił także gdzieś z wesela
      Ale potem się znalazła
      W domu - jego przyjaciela
      - A więc wszystko jest w porządku -
      Nie ma jak w rodzinie zgoda
      - Chodźmy bracie na kieliszek
      Niechaj żyje para młoda!
    • madohora Re: Humoreski:) 11.06.13, 22:21
      Gęś raz rzekła do prosiaka
      Przypatrzywszy mu się dumnie
      Jakiś ty patrz a ja jaka
      Jakie białe skrzydła u mnie
      Jak ja moją szyję giętką
      W każdą stronę ruszam prędko
      Ty plugawy - gruboskórny
      Nic natura twa nie pragnie
      Jak wleźć tylko do bajury
      I dzień cały moknąć w bagnie
      Nie zaznała twa natura
      Co to skrzydła, co to piórka
      Prosię ryj podniósłszy wąski
      Kwikło z żalem kilka razy
      I ozwało się do gąski
      Moja pani, bez urazy
      Choć ocieniasz mnie tak brzydko
      Tyś jest zwykłą hipokrytką
      Chociaż różny mamy wygląd
      Jam powolny - tyś tak rącza
      Należymy do tych bydląt,
      Które wspólne cele łączą..,.
      To mnie właśnie zbliża docię
      Że żerujem wspólnie - w błocie

      K
    • madohora Re: Humoreski:) 13.06.13, 23:30
      Maciejowa, babsko stare
      Straśnie jest zmizerwoana
      Nie dziwota kiedy baczy
      Od wieczora aż do rana
      A od rana do wieczora
      Znowu nowe baje grabi
      Sucha, szptena, chuda, chora
      Ale humor dzierży babi
      Choć być łatwo - herod babą
      Chłopu nie dać zjeść się w kaszy
      Lecz jej wygląd niech was dzisiaj
      Nie odstraszy
    • madohora Re: Humoreski:) 13.06.13, 23:32
      Jakiejże wy religii zapytał chłop śmiele
      Jednego panka co mu plótł ni to ni owo
      Ja rzekł mędrek wyznaję - religię postępową
      Że człowiek żyje po to aby jadł wiele
      Żeby się dobrze wyspał, miał kącik wygodny
      Żeby się dobrze bawił był zawsze swobodny
      A to piękna religia - odrzecze chłop gniewnie
      Takich "religiantów" mam dwie sztuki...w chlewie!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka