Dodaj do ulubionych

Co sie dzieje z USA?

18.10.07, 05:12
Mieszkajac w USA nie zauwaza sie roznicy bo niby nie ma bezrobocia
(ponizej 5%), stopy procentowe sa niskie i wszystko jest miniej
wiecej tak jak kiedys tylko ze dolar kosztuje juz tylko 2,6 zl i
podejrzewam ze bedzie kosztowal 2,0 albo mniej (to 100% strata na
wartosci w przeciagu 5 lat)
Ogolnie hanel z Chinami opiera sie na kupowaniu produktow trzeciej
kategorii, ktore potem sprzedawane sa w sklepach typu 99c czy
Walmart i zarabianie pieniedzy na nielegalnych emigrantach itp
(uogolniajac, ale wiadomo o co chodzi) i przez to umacnianiu pozycji
Chin, ktora przeciez nie jest sojusznikiem USA. Imigranci zakladaja
rodziny typu 2 + 4+ bo rzad placi welfare dla kazdego dizecka i
powstaje coraz wiecej dzielnic typu East LA (i w ogole wiekszosc LA)
itd...
Caly czas trwa wojna w Iraku (ktora z zalozenia ma trwac jak
najdluzej - to tak jakby USA nie moglo pokonac Polski czy innego
slabego kraju przez 5 lat), Rosja zbliza sie w kierunku Iranu a Bush
mowi o 3 Wojnie Swiatowej.
Pozycja USA wydaje sie bardzo slaba (przegrana?) i wszystko to co
sie ogolnie dzieje wyglada tak jakby grupa wplywowych ludzi
zarabiala $ kosztem ogolnie wiekszosci spoleczenstwa USA.
Wszystko to wyglada coraz bardizej podejrzanie. Nie wiem jaki moga
miec plan na przyszlosc (kontrola nad Bliskim Wschodem itd..., Unia
Z Kanada i Meksykiem (Meksyk? z 8 czy 10 GDP), ale patrzac na to co
jest dzisiaj mozna odniesc wrazenie, ze WIELE rzeczy mozna by zrobic
inaczej...
Obserwuj wątek
    • you-know-who Re: Co sie dzieje z USA? 18.10.07, 05:53
      malo bylo poteg kolonialnych ktore umialy przewidziec trajektorie swego
      opadania. np. wielka brytania (a byla wielka jak cholera, mawet wieksza niz usa
      w pewnym sensie).

      proces de-usa-lizacji swiata bedzie powolny, a o utracie pozycji dowiedza sie o
      nim przecietni amerykanie, jak o prawie wszystkim, na koncu. inaczej elity
      polityczne: tzw. realisci z gabinety staregu busha, srodowisko dyplomacji
      sprzed ataku neokonow, inni, widza przyszlosc klarowniej.
      dojada niedlugo do wladzy podzieleni na pesymistow i optymistow. na takich,
      ktorzy beda probowali dawnej pewnej siebie miny, nienawykli do oporu i
      niepodporzadkowania, oraz na tych ktorzy beda starali sie isc na uklady i
      minimalizowac yempo opadania, przez jeszcze 10, 20, 40 lat. ci pierwsi
      przegraja. ci drudzy tez, tylko pozniej.

      enjoy while it lasts! masz jeszcze mnostwo czasu do powaznych zalaman gospodarki
      usa (jej masa i bezwladnosc gwarantuja na razie stabilnosc), wiec sie nie
      przejmuj. a potem? na szczescie sa jeszcze kraje o wiekszych perspektywach dla
      mlodych (jesli jestes mlody/a, na mysl przychodzi mi australia) i starych (jesli
      jestes stary/a i odlozysz pare groszy, a potem polubisz klimat podzwrotnikowy).
    • porque Re: Co sie dzieje z USA? 18.10.07, 06:53
      derty3 napisał:

      > Mieszkajac w USA nie zauwaza sie roznicy bo niby nie ma bezrobocia
      > (ponizej 5%), stopy procentowe sa niskie i wszystko jest miniej
      > wiecej tak jak kiedys tylko ze dolar kosztuje juz tylko 2,6 zl i
      > podejrzewam ze bedzie kosztowal 2,0 albo mniej (to 100% strata na
      > wartosci w przeciagu 5 lat)

      No i w czym problem? A jak dolar bedzie stal 1:1, bedzie to dobrze czy zle, bo
      dla mnie nie ma to najmniejszego znaczenia.

      > Ogolnie hanel z Chinami opiera sie na kupowaniu produktow trzeciej
      > kategorii, ktore potem sprzedawane sa w sklepach typu 99c czy
      > Walmart

      I co z tego? Od jednych Ameryka kupuje tandete, chyba jest na to zapotrzebowanie
      a od innych towar luksusowy, na ktory tez jest popyt.
      Masz do wyboru; i od ceny do koloru:)) Zle ci z tym?

      >i zarabianie pieniedzy na nielegalnych emigrantach itp.

      To na legalnych juz sie nie zarabia, a moze zabronione jest ich zatrudniac:))

      >Imigranci zakladaja
      > rodziny typu 2 + 4+ bo rzad placi welfare dla kazdego dizecka i
      > powstaje coraz wiecej dzielnic typu East LA (i w ogole wiekszosc LA)

      Teraz to wbiles klina dla ponad 80% oszolomow tu piszacych. Mowisz, ze dostaja
      welfare i maja z pewnoscia zapewniona opieke zdrowotna. To jest dobra wiadomosc
      odnosnie USA, a takich sie na tym forum nie umieszcza :)


      > Pozycja USA wydaje sie bardzo slaba (przegrana?)

      Dlatego, ze dolar kosztuje 2,62 zl? Czy tez dlatego, ze zatrudnia sie
      nielegalnych i na dodatek handluje z Chinami?

      >i wszystko to co
      > sie ogolnie dzieje wyglada tak jakby grupa wplywowych ludzi
      > zarabiala $ kosztem ogolnie wiekszosci spoleczenstwa USA.

      Gdzie tak wyglada?

      > Wszystko to wyglada coraz bardizej podejrzanie.

      A kiedys bylo mniej podejrzane?




      • derty3 Re: Co sie dzieje z USA? 18.10.07, 07:58
        >No i w czym problem? A jak dolar bedzie stal 1:1, bedzie to dobrze
        czy zle, bo dla mnie nie ma to najmniejszego znaczenia.

        Spadek kursu waluty nie jest korzystny dla zadnego kraju. Moze nie
        odczujesz tego bezposrednio dzisiaj, czy za tydzien, ale ma to
        zasadnicze znaczenie dla USA. Nie chce sie tu wdawac w szczegoly,
        mozesz przeciez poczytac troche wiecej w Internecie.

        >I co z tego? Od jednych Ameryka kupuje tandete, chyba jest na to
        zapotrzebowanie a od innych towar luksusowy, na ktory tez jest popyt.
        > Masz do wyboru; i od ceny do koloru:)) Zle ci z tym?

        Nie chodzi tutaj o jakos towaru, ale o handel z Chinami, ktory
        umacnia ich pozycje, nie do konca umacniajac pozycje USA. Czesc
        produktow importowanych z Chin odbiega od normy i gdy USA wyrazio z
        tego powodu niezadowolenie rzad Chin zagrozil uwolnieniem rezerw $,
        ktore posiada co uderzyo by bezposrednio w gospodarke USA. To
        takie "zakladanie sobie petli na szyje".

        >To na legalnych juz sie nie zarabia, a moze zabronione jest ich
        zatrudniac:))

        Chodzi mi tutaj o to, ze na dluzsza mete bardizej korzystne dla USA
        byloby (jezeli w ogole) sprowadzanie ludzi inteligentnych,
        wyksztalconych, z kapitalem itp w przeciwienstwie do emigrantow,
        dajmy na to z Meksyku, ktorzy sa nie do konca wyksztalceni itp i
        wlasnie osiedlaja sie, zakladaja rodziny typu 2+4 (bo do tego wrecz
        zacheca obecny model w USA) i nie pracuja i co za tym idzie nie
        przyczyniaja sie do rozwoju USA. Nie chce tutaj za bardzo uogolniac
        itp, bo nie dotyczy to kazdego, ale wierz mi, ze nie sa to przypadki
        odosobnione...

        >Teraz to wbiles klina dla ponad 80% oszolomow tu piszacych. Mowisz,
        >ze dostaja
        > welfare i maja z pewnoscia zapewniona opieke zdrowotna. To jest
        dobra wiadomosc
        > odnosnie USA, a takich sie na tym forum nie umieszcza :)

        Dobra wiadomosc odnosnie USA. Zalezy dla kogo.



        • porque Re: Co sie dzieje z USA? 19.10.07, 05:43
          derty3 napisał:

          > Spadek kursu waluty nie jest korzystny dla zadnego kraju. Moze nie
          > odczujesz tego bezposrednio dzisiaj, czy za tydzien, ale ma to
          > zasadnicze znaczenie dla USA. Nie chce sie tu wdawac w szczegoly,
          > mozesz przeciez poczytac troche wiecej w Internecie.

          Poczytaj wiec a pozniej powiedz np. japonczykom, zeby na sile nie trzymali tak
          nisko yena, poturbuja cie smiechem:)
          Poczytaj o wloskiej gospodarce,ktora kwitla przy slabym lirze i jak wlosi
          tesknia do swojej waluty po tym jak mocne € zrujowalo polowe ich spoleczenstwa.
          Otworz kalendarz i zaznacz date od kiedy € kosztuje ponad $1,40 i sledz uwaznie
          gospodarke uprzemyslowionych krajow EU. Zobacz co bedzie za rok, poltora,
          wyciagne ci ten watek.
          Zaznacz tez date wyrownania kursu CD z USD i obserwuj staczanie sie polnocnego
          sasiada, stan bezrobocia, ciecia w swiadczeniach socjalnych,etc. Za dwa lata
          bedziesz mial wiecej pracy do wyboru i podpatrzysz u kanadyjczykow jak
          konkurowac z nielegalna emigracja zza poludniowej granicy:) I nie wsluchuj sie
          tak w pogawedki pod budka z piwem odnosnie jakiejs uni z Kanada czy Meksykiem.
          USA ozywilo juz te kraje oferujac im NAFTA,gospodarka Kanady siedzi cala w
          amerykanskiej kieszeni i oby nie przyszedl w USA szaleniec, ktory sladem
          brukselskiego rezimu narzuci ryzy odnosnie balansu handlowego.
          Juz dzisiaj tabuny europejczykow przylatauja do USA na zakupy, wywoza zarowno
          chinszczyzne jak i produkty swoich krajow, ktore kuuja tutaj za pol ceny.

          > Chodzi mi tutaj o to, ze na dluzsza mete bardizej korzystne dla USA
          > byloby (jezeli w ogole) sprowadzanie ludzi inteligentnych,
          > wyksztalconych, z kapitalem itp w przeciwienstwie do emigrantow,
          > dajmy na to z Meksyku,

          Potrzebni sa jedni jak i drudzy, chyba, ze emigrantow z dyplomami zatrudnial
          bedziesz do sprzatania, koszenia trawnikow, do zbiorow na farmach,...
          • derty3 Re: Co sie dzieje z USA? 20.10.07, 22:32
            Za www.businessweek.com

            "The vicious cycle works like this: As the currency deteriorates, it
            becomes more expensive to import goods and services from other
            countries, fueling inflation. In an effort to pull investors back,
            central banks often raise interest rates when their national
            currencies lose value. But as anyone who remembers the '70s knows,
            the combination of rising interest rates and on-the-run inflation
            can be a devastating economic cocktail."

            Meantime, the weaker dollar has some benefits in the short term. It
            could lower the trade deficit, which is dangerously high. And it
            stands to boost job growth, especially in critical areas such as
            manufacturing.

            BUT THE DANGERS OF A WEAKER DOLLAR AREN'T EVENLY DISTRIBUTED,
            especially this time around. It's mostly a concern for countries in
            Europe and Asia. A higher dollar makes it more difficult for U.S.
            consumers to afford products imported from those regions, which rely
            heavily on exports as engines of economic growth. A weak currency
            typically leads to inflation, because it prompts companies that
            export to the U.S. to raise prices.

            Zupelnie nie zgadzam sie ze stwierdzeniem, ze potrzebni sa jedni i
            drudzy, odnosnie imigrantow. Na pewno w jakims stopniu tak, ale nie
            na taka skale jak obecnie (okolo 15 mln). Czy nie uwazasz, ze 1 mln
            wyksztalconych, inteligentnych ludzi z pomyslami itp przyczynio by
            sie bardziej do rozwou USA?
            Nie wiem czy zdajesz sobie sprawe, ale to emigranci z Europy i
            nastepne pokolenia stworzyli potege Stanow Zjednoczonych. Patrzac z
            punktu widzenia tego co byloby najbardziej korzystne proporcje sa
            tutaj wyraznie zaburzone. Na pewno bedziesz miec odmienne zdanie na
            ten temat, ale mnie to zupelnie nie przekonuje.
            • porque Re: Co sie dzieje z USA? 21.10.07, 04:58
              derty3 napisał:

              > Za www.businessweek.com

              Mocne euro to problem dla Europy a nie Ameryki. Ciekawi tylko jak dlugo jeszcze
              europejskie firmy doplacac beda do eksportu na amerykanski rynek. Utrzymac sie
              chca tutaj za wszelka cene ale systematycznie przegrywaja konkurencje z Azja.
              Amerykanie przenosza swoj inwestment z Europy do Azji, rzadza prawa rynku a
              dlaczego tak sie dzieje moze pomoze zrozumiec tobie tabela z linku.

              www.frbatlanta.org/invoke.cfm?objectid=7122597A-5056-9F12-125D6114DB676161&method=display_pressrelease
              Dollar Index - October 2007

              Odnosnie emigrantow to zdecyduj sie o ktorych chcesz pisac,nielegalnych czy
              milionie kazdego roku legalnych, wsrod ktorych
              ustalono na przestrzeni ostatnich 10 lat liczbe ok. 150tys rocznie osob
              wyksztalconych, na tylu zapotrzebowanie jest amerykanskiej ekonomii. Osobiscie
              cenie bardzo informatykow z Indii.
          • derty3 Re: Co sie dzieje z USA? 20.10.07, 22:41
            1) Czy mieszkajac w USA wolalabys aby Dollar byl wart mniej lub
            wiecej niz EURO?

            2) Czy Toim zdaniem nieknontrolowany naplyw emigrantow z Polodnia
            jest korzystny dla USA?
            • porque Re: Co sie dzieje z USA? 21.10.07, 05:04
              derty3 napisał:

              > 1) Czy mieszkajac w USA wolalabys aby Dollar byl wart mniej lub
              > wiecej niz EURO?

              Nie ma to dla mnie najmniejszego znaczenia, ale na dzien dzisiejszy biorac pod
              uwage niekorzysty bilans handlowy z EU, moglobyby euro kosztowac $2.

              > 2) Czy Toim zdaniem nieknontrolowany naplyw emigrantow z Polodnia
              > jest korzystny dla USA?

              Sa tego plusy i minusy, ale skoro juz tutaj sa, z faktu tego powinno sie
              wyciagnac dla USA jak najwiecej korzysci.
              • derty3 Re: Co sie dzieje z USA? 22.10.07, 00:29
                Z Twoich wypowiedzi mozna wywnioskowac, ze "jest jak jest", no ale
                da sie z tym zyc. To, ze Dolar jest slaby tak na koncu nie ma
                znaczenia, ale jak by zaczal sie umacniac to tez nie byoby
                najgorzej. Nielegalna imigracia, no hm..., jak juz jest to niech
                bedzie, trzeba z tym zyc itp. No tak, ale na koncu nie zmienia to
                faktu ze obydwa te zjawiska maja BARDZIEJ negatywny niz pozytwny
                wplyw na USA.

                "With the dollar at a record low against most major foreign
                currencies, and with a robust economy abroad, “It’s a fire sale for
                companies in Europe, Canada, Australia and some emerging markets
                that want to buy in the U.S.,” says David Gilmore, a partner at
                consulting firm Foreign Exchange Analytics in Essex, Conn.

                The biggest deals over the past two years include:

                • French telecommunications equipment maker Alcatel’s $13.4 billion
                takeover of Lucent, of Bedminster, N.J.

                • The U.K’s National Grid buyout of New York’s KeySpan for $11.8
                billion

                • Saudi Basic Industries’ $11.6 billion purchase of GE Plastics of
                Pittsfield Mass.

                Earlier this month, Canada’s Toronto-Dominion Bank announced an $8.5
                billion deal to acquire Commerce Bank of Cherry Hill, N.J.

                The trend not only raises national security red flags but has also
                sparked concerns that U.S. assets--and associated investment returns-
                -are increasingly falling into foreign hands, experts say.

                “If they’re productive investments, foreigners will receive the
                dividends rather than Americans, but that’s the consequence of
                living beyond your means,” says Michael Klein, professor of
                economics at Tufts University.

                Foreign governments have shown particular interest in financial
                services companies. In May, China spent $3 billion for a 10-percent
                equity stake in New York's Blackstone Group. Last month,
                Blackstone’s competitor, Washington-based Carlyle Group, agreed to
                sell a 7.5 percent stake to the government of Abu Dhabi for $1.35
                billion. Also in September, state officials in Dubai agreed to
                purchase 20 percent of NASDAQ, owner of the eponymous stock
                exchange."

                • porque Re: Co sie dzieje z USA? 22.10.07, 07:28
                  derty3 napisał:

                  > Z Twoich wypowiedzi mozna wywnioskowac, ze "jest jak jest", no ale
                  > da sie z tym zyc.

                  Dokladnie:) Zycie trzeba brac jakim jest a do zmiennych sytuacji odpowiednio
                  dopasowac sie i optymistycznie patrzec w przyszlosc, nie wszystkiemu jestesmy w
                  stanie zaradzic. Pytanie twoje mozna postawic do kazdej dekady w historii USA,
                  bedzie powracalo sie do niego przez nastepne; 100, 200 i wiecej lat. Slaby
                  dolar ma tyle samo dobrych i zlych stron co dolar mocny ale potocznie utarlo sie
                  , ze tylko mocna waluta jest dobra. Dobrze, ze po infatylnym poczatku zaczales
                  szukac informacji we wlasciwych zrodlach a nie jak wiekszosc co wylewa
                  internetowe pomyje i staraj sie utrzymywac balans. Na kazdy przyklad jaki
                  przytoczyles w cytatach jestem w stanie przedstawic ci korzystna strone medalu,
                  ale nie chce przescigiwac sie w wklejaniu roznych opinii.
                  "It's part of the overall global economic climate," said Brian Bethune, a US
                  economist for Waltham research firm Global Insight, who said the acquisitions
                  should be judged case by case. "Foreign companies are trying to get access to
                  the US market, and generally that's positive. European and Asian companies tend
                  to take a longer view, and could be more patient investors than US hedge funds."

                  For now, many of the overseas buyers are promising to invest in their acquired
                  properties. The new management team at Sabic Innovative Plastics, the former GE
                  Plastics, plans to add 75 to 100 employees to its 425-person workforce. "We're
                  really lucky it wasn't bought by a Dow or a Dupont, because they might have
                  moved the work from here to another one of their US facilities," said Alfred
                  Shogry, president of the Berkshire Central Labor Council in Pittsfield.

                  Color Kinetics, the Dutch acquisition newly renamed Phillips Solid State
                  Lighting Solutions, is also beefing up its 160-person workforce at offices off
                  the Route 128 beltway in Burlington.

                  "Phillips is looking at us to be their global research and development center
                  for LED-based lighting fixtures," said company spokeswoman Felicia Spagnoli,
                  referring to the company's patented light-emitting diode technology. "We're
                  absolutely hiring and growing right now. We have been more successful in North
                  America than they were in LEDs, and now they want to take what we have and grow it."

                  While overseas companies have been buying US businesses for years, a new element
                  in the current acquisition wave is foreign governments, like China, Dubai, and
                  the United Arab Emirates, investing directly in US assets. Borse Dubai, a
                  holding company linked to Dubai's financial markets, last week unveiled a
                  proposed deal under which it would buy 20 percent of the Nasdaq stock exchange.

                  Klepper-Smith said such deals may benefit investors on Wall Street. But he fears
                  their impact on Main Street will be less benign if decisions on jobs and plant
                  locations are made across the world in Europe, Asia, or the Middle East. "It
                  raises some red flags and some real questions about our independence," he said.



                  • derty3 Re: Co sie dzieje z USA? 27.10.07, 16:08
                    Nie chce mi sie z toba dyskutowac na ten temat. Argumenty w stylu
                    wiekszej liczby miejsc pracy w US, wzrost eksportu itp mnie nie
                    przekonuja, bo nie wiem czy do konca zdajesz sobie sprawe, ze
                    wlasnie to swiadczy o slabnacej pozycji USA.
                    Przez lata gospodarka Stanow Zjednoczonych napedzala to co dzialo
                    sie w innych czesciach Swiata, a Amerykanie byli "kupujacymi" i inne
                    kraje dostosowywaly sie do tego poprzez zwiekszanie produkcji,
                    zatrudniena itp. Ten trend sie odwraca, walsnie dlatego, ze wartosc
                    Dolara spada. Czy wolalabys spedzac czas przy tasmie produkcyjnej
                    czy raczej zajmowac sie czyms bardziej ambitnym? Czy nie lepiej byc
                    w sytuacji turystow z Europy, dla ktorych w USA wszystko jest tansze
                    niz odwrotnie? Tak, USA dostosuje sie do slabnacej pozycji na arenie
                    miedznarodowej, ale to ze nie oznacza ze nie ma to znaczenia tak jak
                    piszez albo ze jest czyms pozytywnym. Nie chce mi sie juz z toba
                    dyskutowac na ten temat.
        • wt82 Re: Co sie dzieje z USA? 20.10.07, 15:04
          Z tymi imigrantami z Meksyku sytuacja w płd i płd-zach stanach USa jest
          identyczna jak z Arabami w Marsylii i chińczykami na Syberii. Każdy średnio
          rozgarnięty w temacie USA wie o co chodzi, przypomnę tylko że hiszpański dialekt
          meksykańskiego jest już de facto drugim językiem urzędowym w wielu miejscach
          USA, a Meksykanie pamiętają o inwazji na Meksyk w 1847 i zabraniu im połowy ich
          ówczesnego terytorium(nie muszę chyba tłumaczyć jakie jest zagrożenie dla
          integralności USA) , nie czują się tez specjalnie związani z kultura europejską,
          a szczególnie anglosaską która dała podwaliny USA.
      • hubert100 Re: Co sie dzieje z USA? 18.10.07, 13:04
        Wieprzu, jak ci dolar zdziaduje sie zupelnie to nawet na chinski
        junk nie bedzie cie stac a za benzyne zaplacisz $10 za galon i
        zaczniesz jezdzic ale chyba na swini.
        • de_oakville Re: Co sie dzieje z USA? 18.10.07, 13:52
          Niewatpliwie USA przechodzi pewien rodzaj kryzysu zapoczatkowany i spowodowany
          atakami na WTC 11 wrzesnia 2001 roku, ktore daly efekt domina - niektore klocki
          tego domina padaja z pewnoscia nawet do dzis. Czy Ameryka bedzie juz teraz
          ciagle tylko zjezdzac w dol ("sich auf Talfahrt befinden"). Wielu "zyczliwych" w
          Europie tylko o tym marzy i mysli "my teraz ciagle w gore, a oni ciagle w dol",
          cieszac sie, ze "tomorrow will belong to me" itd. Ale staly zjazd Ameryki w dol
          jest malo prawdopodobny. Na przyklad Francja znajdowala sie w stanie
          najwiekszego bodajze upadku w swojej historii w przeddzien dojscia Napoleona do
          wladzy. Kraje podobnie jak organizmy ludzkie posiadaja skuteczny system
          samoobrony, a USA ma ten system z pewnoscia nie gorszy niz Finlandia albo
          Niemcy. I na amerykanskiej ulicy bedzie jeszcze swieto, gdyz po kazdym zjezdzie
          w doline nastepuje wspinaczka pod gore. Czego nizej podpisany milosnik nie tylko
          Kanady, ale rowniez calej Ameryki Polnocnej i Poludniowej Amerykanom z USA
          serdecznie zyczy.
          • polski_francuz Optymizm, pracowitosc 18.10.07, 14:13
            ciag na bramke...to tylko kilka z cech narodu amerykanskiego. System jest OK
            zgrubsza. Demokracja bez zarzutu. Moze na jej czele jest prezydent, ktorego
            nieco przerosla sytuacja. Ale znajdzie sie wielu innych, dobrych.

            Ameryka ma jeszcze kilka wiekow przed soba zanim bedzie mozna zaczac smucic i
            treny pisac.

            Martwie sie raczej o Polske w kiepskich rekach...

            PF
            • you-know-who Optymizm, pracowitosc - nie wystarcza 18.10.07, 17:08
              dla jasnosci, ja nie przewiduje zadnego kolapsu usa, po prostu swiat
              multipolarny z oslabiona ameryka. i nie jest to chwilowa choroba ameryki z
              ktorej wyleczy sie optymizmem. to rosnaca
              sila innych odbierze ameryce, zawsze tak dobrej w uciekaniu do przodu jak z tym
              sputnikiem, prymat. zacznie sie od blahostek: a to ze juz nie maja silnej
              waluty, co przez pierwsze 10-20 lat nie bedzie w ogole dla nich problemem, a to
              ze juz nie produkuja ani nie projektuja najwiecej telefonow i komputerow (lenovo
              juz od jakiegos czasu produkuje wiecej komputerow niz jakakolwiek firma amer.),
              a to znowu ze nie maja hegemonii wojskowej przez glupie rpg's na licencji
              rosyjskiej lub shaped charges zakopane przy drodze, ktore dziurkuja ich
              nagrubsze pancerze w abramsach.
              ja daje im max. 40 lat na zlude panowania nad swiatem, potem to juz bedzie
              zenujacy brak realizmu jesli prez usa bedzie probowal dyktowac innym swoja wole.

              nie wiem czy wiesz, ze za 40 lat nie bedzie juz 3ciego swiata.
              na pewno bedzie 4ty, ale prawie caly ten ktory teraz mamy za 3ci bedzie
              statystycznie rzecz biorac nakladal sie na wykresach z pierwszym i cofajacym sie
              wzgledem nich bylym drugim.

              goraco polecam obejrzenie
              www.ted.com/index.php/talks/view/id/92
              jesli masz 21 minut.
              www.ted.com/index.php/talks/view/id/92


              2. poza tym z wiekszoscia twoich stwierdzen pf-ie nie zgadzam sie, zaczynajac od
              doskonalej demokracji, poprzez kilka wiekow, az po prezydenta ktory byl po
              prostu kiepski. prezydent byl, paradoksalnie, bardzo sprytny w wykorzystaniu
              wielkich luk ktore - jak sie okazalo- niedoskonala konstytucja zostawila mu do
              blokowania na drodze weta (szantazu weta) kongresu, demontazu podstawowych zasad
              demokracji itp. mysle ze to nie sprawa li tylko glupiego busza, ale bledy
              systemowe.
              • polski_francuz Re: Optymizm, pracowitosc - nie wystarcza 18.10.07, 17:19
                "poza tym z wiekszoscia twoich stwierdzen pf-ie nie zgadzam sie"

                Na pewno wiesz o USA wiele wiecej niz ja. Moj osobisty stosunek sie ogranicza do
                konferencji co 3 lata (na zmiane Europa, Azja i Stany). I obserwacji tego co
                widze. Poza tym mam "postive pre-judgment" lubie optymistow wesolych i
                nierobiacych "wezlow w glowie - noeuds dans le cerveau) jak to zwyczajem we
                Francji jest.

                Nie jestem wykwalifikowany by ocenic zwrot wektorow: w dol czy do gory.

                Ludzie glosuja nogami i chetnych na "green card" ciagle wielu.

                Aha, i jeszcze wierze ze Stany sa fundamentalnie uczciwe. Ni mowie dobre - uczciwe.

                Z tym wszystkim do d... wzorem polskich Polakow bym Amerykancom nie wlazl. Tu
                sie Litwin o wiele bardziej szanuje od koroniarzy.

                Pozdro

                PF
              • warmi2 Re: Optymizm, pracowitosc - nie wystarcza 18.10.07, 19:30
                " a to ze juz nie maja silnej
                > waluty, co przez pierwsze 10-20 lat nie bedzie w ogole dla nich
                problemem"

                Sila waluty zmienia sie w zaleznosci od roznych czynnikow. Podobne
                prognozy dawano USA w latach 79/81 , dolar stracil 50 % wartosci do
                glownych walut , Japonczycy zalewali USA produktami itd itd ...

                Potem byl Reagan, lata 90 i sprawa wygladala inaczej - czyli inaczej
                mowiac wszystko jest w rekach Amerykanow.

                " to znowu ze nie maja hegemonii wojskowej przez glupie rpg's na
                licencji
                > rosyjskiej lub shaped charges zakopane przy drodze, ktore
                dziurkuja ich
                > nagrubsze pancerze w abramsach."

                Nikt nigdy nie mial i nie bedzie mial hegemoni na 100% brak strat
                podczas wojny - tym sie nie definiuje owej hegemoni a raczej
                proporcja strat obu walczacych stron - a ta jest praktycznie taka
                sama jak byla przez ostatnie 50 lat czyli 10x1 na korzysc USa.

                "demontazu podstawowych zasa
                > d
                > demokracji itp"

                Jakich podstawowych zasad demokracji ?
                Nic nie zostalo zdemontowane , USA jest tak samo demokracja jak byla
                20-30 lat temu. Bush za rok odejdzie , tak samo jak kazdy inny
                prezydent przed nim.

                "niedoskonala konstytucja zostawila mu do
                > blokowania na drodze weta (szantazu weta) kongresu"

                To ma byc minus ? To jest jeden z filarow systemu i nie jest
                wynikiem "niedoskonalosci" a raczej odwrotnie.
                Czasami moze byc uzywany negatywnie, czasami pozytywnie ale nigdy
                nie pozostawia calosci wladzy w rekach kongresu czy prezydenta.
                Wymusza kooperacje.



                • you-know-who blokada systemu 18.10.07, 21:09
                  warmi,

                  ἡγεμονία... sila wystarczajaca do wymuszenia panowania, albo wlasnej woli, ale
                  nie niszczaca.
                  mozna osiagnac ja np. zastraszeniem.

                  nie sadze wiec zeby proporcja 10:1 strat sily zywej byla definicja hegemonii.
                  jest tylko to definicja brutalnego mordobicia.

                  zdolnosci do zastraszenia, o ktora ameryka umie zadbac w kontakcie z panstwami i
                  rezimami o regularnej armii, zostala pozbawiona przez rebeliantow jednego z
                  najslabszych krajow swiata (ginacych zreszta calymi szeregami ale to nie ma jak
                  widzisz wiele do rzeczy).

                  niesymetryczne wojny partyzanckie od tej pory beda postrachem wszystkich
                  pretendujacych do hegemonii. izrael tez do niedawna byl "mocny" a po
                  asymetrycznej wojnie w libanie tak z niego wyszlo powietrze, ze dostrzec go
                  mozna tylko z bardzo bliska. hegemonii nie ustanawia ani bomba jadrowa, ani
                  sprawnie zabijajaca armia. moze wczoraj tak. raczej nie dzis i nie jutro.

                  > Jakich podstawowych zasad demokracji ?
                  > Nic nie zostalo zdemontowane , USA jest tak samo demokracja jak byla
                  > 20-30 lat temu. Bush za rok odejdzie , tak samo jak kazdy inny
                  > prezydent przed nim.
                  >
                  > "niedoskonala konstytucja zostawila mu do
                  > > blokowania na drodze weta (szantazu weta) kongresu"
                  >
                  > To ma byc minus ? To jest jeden z filarow systemu i nie jest
                  > wynikiem "niedoskonalosci" a raczej odwrotnie.
                  > Czasami moze byc uzywany negatywnie, czasami pozytywnie ale nigdy
                  > nie pozostawia calosci wladzy w rekach kongresu czy prezydenta.
                  > Wymusza kooperacje.

                  przepraszam, faktycznie rzucilem za duzy skrot myslowy, moze dlatego, ze juz o
                  tych sprawach gadalem w moich postach 'pozegnanie habeas corpus'
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50&w=64332271&a=64437356
                  i 'pozegnanie trojpodzialu wladzy'
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50&w=64332271&a=64506613
                  polecam zwlaszcza ten artykul z drugiego postu, gdzie elokwentnie i dokladnie
                  opisane zostaly mechanizmy blokowania mechanizmu checks and balances, o ktorym
                  myslisz ze dziala, a w istocie nie. konstytucja jakby zakladala zbyt wiele o
                  intencjach prezydenta. ktos taki jak busz zdolal wlozyc patyk w szprychy i
                  zablokowac jej dzialanie.

                  zgadza sie, nie sa to wszystko zmiany nieodwracalne, jak przyjedzie ktos kto
                  powazniej potraktuje przysiege o podtrzymywaniu konstytucji.
                  ale na razie veto jest wielka pala trzymana za plecami przez prezydenta
                  rozmawiajacego z kongresem.
                  np. dzis, wiesz co zablokowal
                  news.yahoo.com/s/ap/20071018/ap_on_go_co/children_s_health
                  Bush veto of child health bill sustained
                  WASHINGTON - House Democrats were unable Thursday to override President Bush's
                  veto of their pre-election year effort to expand a popular government health
                  insurance program to cover 10 million children.

                  to maly przykladzik.

                  pzdr
                  • j-k Pax Americana potrwa, ze 30-40 lat... 18.10.07, 22:06
                    I nie ma sily, ktora by go wczesniej obalila...

                    dlaczego ten problem Cie tak meczy?

                    To jest "point" - ktory mnie ciekawi :)))
                    • you-know-who Re: Pax Americana potrwa, ze 30-40 lat... 18.10.07, 23:20
                      mam wiele sentymentu do ameryki z lat 80. i 90., czyli mojej mlodosci, kiedy ja
                      odkrywalem i kiedy byla odrobinke inna, bardzxiej wyluzowana. oczywiscie nie da
                      sie wejsc dwukrotnie do tej same rzeki... wiec jestem zgorzknialym starym,
                      46latkiem wspominajacym jak to bylo "przed wojna, panie".

                      oprocz tego z zawodu jestem odgadywaczem przeszlosci i przewidywaczem
                      przyszlosci, co moze powoduje ze lubie po pracy fantazjowac na temat tego kto i
                      kiedy zbombarduje teheran, i kiedy nastapi de-neo-kolonizacja swiata.
                      a poniewaz fizyk jest "often in error, but never in doubt" (jak mawial lew
                      landau, a za nim jego uczen j. zel'dowicz), stad sa czasem nasze drobne roznice
                      pogladow. pzdr.
                      • j-k Re: Pax Americana potrwa, ze 30-40 lat... 19.10.07, 21:24
                        znam te...
                        jeszcze z poczatku lat 80.tych...
                        pewnie, ze bylo pieknie...

                        ale Historia musi sie przetoczyc...
                        nie zmienisz jej Ty, nie zmienie ja...
                  • porque Re: blokada systemu albo skretu na lewo. 19.10.07, 05:16
                    I co sie takiego wielce stalo? Tylko nie rozplacz sie nad tymi dziecmi z
                    „ubogich” rodzin, ktorych gospodarstwo domowe ma roczny dochod rzedu $83tys w NY
                    a w stanach poludniowych $60tys. Ci rzeczywiscie najubozsi niczego nie traca,
                    nadal ich leczenie pokrywane jest z medicaid, dostaja welfare na zachcianki.
                    Niedawno na party u znajomych poznalem rodzine z Libanu z trojka dzieci, dwojce
                    malolatow rzad oplaca przedszkole (mnie kosztowalo to lata temu $8tys rocznie od
                    sztuki), pokrywa rachunki medyczne, wrecza welfare,etc. W USA sa juz dwa lata,
                    urzadzaja sie ,pracuja i robia jakies zaoczne kursy. Nie mam nic przeciwko, ze
                    czesc moich podatkow pomaga im w tym. Ale nie mam ochoty finansowac opasionej
                    klasy sredniej, tylko dlatego, ze ktos tylnymi drzwiami wprowadzic chce
                    panstwowe ubezpieczenie dla wiekszosci. Lata temu zarabiajac w tych granicach
                    sam pokrywalem swoje ubezpieczenie, bylo w prawdzie duzo tansze ale niech nikt
                    nie wciska mi kitu, ze obecnie nie stac na nie rodziny np.w stanie NY o rocznym
                    dochodzie $83 tys.

                    "Only one state, New Jersey, has a higher limit. It offers coverage to children
                    with family incomes up to 350 percent of the poverty level, or $72,275 for a
                    family of four.

                    In New York, which covers children up to 250 percent of the poverty level, the
                    Legislature this year passed a bill that would have raised the limit to 400
                    percent of the poverty level, or $82,600 for a family of four. The Bush
                    administration rejected the proposal, saying it would have allowed the
                    substitution of public coverage for private insurance."
                    www.nytimes.com/2007/10/17/washington/17health.html?ref=todayspaper

                    • you-know-who Re: blokada systemu albo skretu na lewo. 19.10.07, 06:14
                      widze ze bardzo duzo o tym wiesz. wiec jak to jest,
                      jesli limitem jest zalozmy $60k, to znaczy ze tyle zarabiajacy dostaja pelna
                      zapomoge taka dokladnie jak ci co maja ponizej ubostwa, czy tez ze dostaja coraz
                      mniej zaczynajac od granicy biedy i dostaja coraz mniej, az w koncu $1 przy
                      $59999 dochodu?
                      • porque Re: blokada systemu albo skretu na lewo. 19.10.07, 06:33
                        A dlaczego ma dostac tego dolara, zeby oberzrec sie dodatkowym hot-dogiem i
                        wyladowac w szpitalu ze skretem kiszek:)
                        Propozycja programu jest tak dziurawa, ze w krotkim czasie z jednego dolara
                        bedzie 100 i windowana bedzie ciagle w gore.
                        • you-know-who Re: blokada systemu albo skretu na lewo. 19.10.07, 19:14
                          > w krotkim czasie z jednego dolara
                          > bedzie 100 i windowana bedzie ciagle w gore.

                          wiec busz i tu zastosowal taktyczne uderzenie wyprzedzajace?
                          cos zaczynam rozumiec.
                          • porque Re: blokada systemu albo skretu na lewo. 20.10.07, 21:02
                            you-know-who napisał:

                            > wiec busz i tu zastosowal taktyczne uderzenie wyprzedzajace?
                            > cos zaczynam rozumiec.

                            Nie, nic nie rozumiesz.
                            Myslalem, ze strugasz sobie jaja piszac o zapomogach, ale ty naprawde nie wiesz
                            co jest grane. Tarcza z dzieci towarzyszyc bedzie demokratom do samych wyborow i
                            im wiecej chrzanic beda o upanstwiowieniu ubezpieczen medycznych, tym bardziej
                            tracic beda moja przychylnosc. Czekam, kiedy demokratyczni hipokryci zaczna
                            okreslac dzieci z rodzin o rocznym dochodzie powyzej $200tys,mianem biednych
                            oferujac pelne ubezpieczenie zdrowotne.
                    • hubert100 Re: blokada systemu albo skretu na lewo. 19.10.07, 06:15
                      Namasc Pietrze wieprza pieprzem, wtedy mieso bedzie lepsze!
    • claude.monet mafiom neokonów chodzi o likwidacje USA 18.10.07, 22:07
      juz ukradli caly majątek tego kraju, teraz kraj moga zniszczyć, ale
      to się na nich zemści.
      • zbalansowany kto i kiedy to splaci ? 19.10.07, 05:32
        www.brillig.com/debt_clock/
        • porque Re: kto i kiedy to splaci ? 19.10.07, 06:18
          Cos cie martwi. Jaki jest to procent rocznego GDP?
          Sprawdziles dane dla EU-15? Pomoc ci:)

          Na poczatek:

          www.eubusiness.com/Finance/060809182833.au9x2rdk
          Italian public debt hits record EUR 1.573 trillion — EUbusiness - EU

          Brzmi to lepiej, bardziej optymistycznie dla ciebie? A moze potrzebujesz pomocy
          w mysleniu i kojarzeniu faktow, ktorych sklecic nie mozesz od nadmiaru kompleksow.
          • zbalansowany Re: kto i kiedy to splaci ? 19.10.07, 06:50
            Nie kojarzysz pork.

            Dla reszty swiata bankructwo Wloch niewiele znaczy, bankructwo USA
            bardzo wiele. Mam nadzieje ze nawet ty jestes w stanie to pojac.
            • porque Re: kto i kiedy to splaci ? 19.10.07, 07:07
              Dlug publiczny rzedu 60-paru procent z rocznego GDP grozi BANKRUCTWEM:))
              To ile musi byc tego dlugu zeby zbankrutowac?
              A co bedzie specjalisto od bankructw jak pierwsza zbankrutuje(sic) EU, chyba
              gospodarki sa porownywalne.
              Japonia posiadajac trzykrotnie wyzszy dlug publiczny jak USA jest juz bankrutem
              czy jeszcze moga sie zadluzac. Pisz smialo, malo ostatnio czytalem humorow.
              • zbalansowany Re: kto i kiedy to splaci ? 19.10.07, 08:04

                Jak widzisz swiat widzi to inaczej

                www.fxstreet.com/news/forex-news/article.aspx?StoryId=0d2bd7b3-9c5c-485a-8630-067b2fd54104
                • porque Re: kto i kiedy to splaci ? 20.10.07, 20:49
                  zbalansowany napisał:

                  > Jak widzisz swiat widzi to inaczej.

                  Ty rzeczywiscie masz problemy z glowa:(
                  Dalem ci kilka porownan i czekam kiedy sie do nich merytorycznie odniesies gdyz
                  wiekszosc uprzemyslowionych krajow moze tylko pozazdroscic dlugu publicznego w
                  USA. I jaki jest dlug publiczny w EU , moglbys porownac z USA? Moze nauczysz sie
                  przy okazji jakiegos myslenia.
              • hubert100 Re: kto i kiedy to splaci ? 19.10.07, 16:34
                Wieprzu uwazaj bo ciebie sprzedadza aby dlug zaplacic nawet jak masz
                trychniny.(Tu nikt nie bada).
    • herr7 światem rządzą mafijne oligarchie 20.10.07, 10:39
      mam na myśli oligarchie finansowe głównie. Z Ameryką dzieje się obecnie to samo
      co w pierwszej połowie XX w z Imperium Brytyjskim. Upadek Imperium Brytyjskiego
      łączy się zazwyczaj z rozkładem systemu kolonialnego, tak naprawdę rozkład tego
      systemu był jednak skutkiem upadku Imperium, a nie jego przyczyną. Imperium
      upadło dlatego że wdało się w dwie wojny światowe w wyniku których Brytania
      zbankrutowała. Należy tutaj zaznaczyć że zbankrutowało państwo, ale nie
      oligarchie które do tych wojen parły.
      Po drugiej wojnie światowej miejsce Brytanii zajęła Ameryka i centrum oligarchii
      znalazło się w waszyngtonie i Nowym Jorku. Nastąpił nowy podział świata który
      m.in., przejawia się w osobliwym podziale "produkcji" który sprawił że kontrolę
      nad światowymi finansami sprawuje anglosaska oligarchia, podobnie jak też nad
      zasobami ropy. Rząd amerykański utrzymywany z pieniędzy amerykańskich podatników
      działa w interesie światowej oligarchii a nie swoich obywateli. Jest to możliwe
      dzięki osobliwemu systemowi politycznemu który zapewnia absolutną polityczną
      kontrolę przez rządzące krajem mafie - przykładem niech będzie liczba
      niezależnych kongresmenów i senatorów pomimo spadku poparcia dla głównych
      partii-mafii. Proszę zwrócić uwagę, że działalność rządu amerykańskiego z jego
      licznymi wojnami nie mają żadnego związku z interesem amerykańskich obywateli.
      Ameryka nie potrzebuje tych wszystkich wojen które prowadzi, gdyż nie posiada
      naturalnych wrogów mogących ten kraj zaatakować na jego własnym terytorium,
      posiada ponadto takie zaplecze naukowe i technologiczne że nie jest jej straszne
      żadne embargo naftowe, gdyby takowe kiedyś miało miejsce - co jest zresztą mało
      prawdopodobne.
      Skutkiem arogancji rządzących mafii jest jednak osłabienie gospodarki Stanów
      Zjednoczonych co uderza w większość obywateli. Widząc jak ceny benzyny rosną a
      ich zarobki od lat stoją w miejscu przeciętny Amerykanin zaczyna zadawać sobie
      pytanie o co w tym wszystkim chodzi. Dochodzi do tego internet który jest
      źródłem nieocenzurowanej informacji. Amerykanie coraz mniej wierzą swoim "main
      stream" mediom, co przypomina sytuację, jaka miała miejsce w Polsce pod koniec
      komuny kiedy każdy Polak wiedział że "telewizja kłamie". Powoduje to
      zaniepokojenie wśród elit władzy, które doskonale zdają sobie sprawę że żaden
      polityczny system nie jest wieczny. Taką "ucieczką do przodu" może być trzecia
      wojna światowa, tyle że wojna ta z pewnością będzie nuklearna i w efekcie może
      nie być zwycięzców.
      • hubert100 Re: światem rządzą mafijne oligarchie 20.10.07, 13:02
        Do jednego sa zastrzezenia:ze zaplecze naukowo,technologiczne USA
        gwarantuje rozwiazanie kryzysu paliwowo, energetycznego.Naukowcy i
        eksperci z calego swiata twierdza ze jak by sie o tym pomyslalo 30
        lat temu to MOZE by byla jakas szansa?. Teraz pozostala tylko
        interwencja militarna.To juz nie jest tajemnica.Nawet tacy jak
        Greenspan zaczeli mowic o tym otwarcie.
        • warmi2 Re: światem rządzą mafijne oligarchie 20.10.07, 20:03
          Heheheh ... hubert , hubert co ty wiesz o potencjale gospodarczym
          USA ?

          Najwyzej tyle ze przez granice od czasu do czasu przejedziesz i
          kupisz cos o 30% taniej niz w Kanadzie.
      • de_oakville Re: światem rządzą mafijne oligarchie 20.10.07, 14:21
        herr7 napisał:

        > mam na myśli oligarchie finansowe głównie. Z Ameryką dzieje się obecnie to samo
        > co w pierwszej połowie XX w z Imperium Brytyjskim. Upadek Imperium Brytyjskiego
        > łączy się zazwyczaj z rozkładem systemu kolonialnego, tak naprawdę rozkład tego
        > systemu był jednak skutkiem upadku Imperium, a nie jego przyczyną. Imperium
        > upadło dlatego że wdało się w dwie wojny światowe w wyniku których Brytania
        > zbankrutowała.

        Wielka Brytania nie tyle "wdala sie" w dwie wojny swiatowe, co zostala w nie
        wciagnieta. Nie miala innego wyjscia. Gdyby nie walczyla, to jej miejsce w roli
        swiatowego hegemona zajelyby zjednoczone pobismarckowskie Niemcy, ktorym wlasnie
        o to chodzilo. Imperium brytyjskie skazane bylo na upadek tak czy siak. Jednak
        poniewaz Wielka Brytania walczyla, to ten upadek byl bardziej honorowy i jesli
        tak mozna powiedziec "elegancki", a Niemcy swiatowym hegemonem (w sensie
        posiadania 30 mln km kw posiadlosci rozsianych po calym globie) nigdy sie nie
        staly. A poza tym kraj ten byl w obu wojnach swiatowych uznany za zwyciezce, a
        nie pokonanego. A to tez sie liczy.
        • caesar_pl Re: światem rządzą mafijne oligarchie 20.10.07, 22:49
          Niemcy sie ze swoich przegranych wojen smieja.Nie doslownie,ale
          mowia,co inni ze swoich zwycieskich wojen zrobili,ze my ich dzie
          Niemcy wykupujemy.Patrzac na te Eony,RWG czy BMW to wierze,ze za 50
          lat wiekszosc firm w Europie bedzie niemiecka.w tej chwili
          angielskie firmy sa w czolowce jesli chodzi o wartosc gieldowa ale
          w Niemczech najsilniejsza czescia gospodarki sa firmy sredniej
          wielkosci,tzw.rodzinne.A te dostosowywuja sie najszybciej do
          zmieniajacych sie warunkow rynkowych.W Niemczech zatrudniaja 80%
          pracujacych i sa podpora niemieckiej gospodarki i exportu.W innych
          krajach tego nie ma.Dlatego Anglicy zatrudnia nawet polskiego
          nauczyciela jako zbrojarza na budowie..
          • de_oakville Re: światem rządzą mafijne oligarchie 21.10.07, 00:53
            caesar_pl napisał:

            > Niemcy sie ze swoich przegranych wojen smieja.

            Teraz to moze sie smieja, ale z pewnoscia sie nie smiali ani w roku 1918 ani w
            1945. Niemcy znalezli swoje wlasciwe miejsce wsrod narodow swiata jako
            spoleczenstwo pokojowe i zodobywajace sobie uznanie i podziw innych
            dzialalnoscia gospodarcza a nie militarna. Z tym najbardziej im "do twarzy",
            natomiast jako zolnierze i zdobywcy zawsze budzili niechec i to pewnie w
            wiekszym stopniu niz inni, chyba dlatego, ze bardziej od tych innych wywyzszali
            sie ponad podbitych "tubylcow". Podboje terytorialne i kolonialne to byla domena
            Anglikow, Hiszpanow, Francuzow, Portugalczykow, Holendrow. Oni potrafili lepiej
            "wspolzyc" z podbitymi ludami, przez co nie budzili takiej niecheci czy
            nienawisci tubylcow jak Niemcy. Gdyby Niemcy byli tacy madrzy przed I WS jacy sa
            dzisiaj i nie poszli wtedy z usmiechem na wojne, to pewnie mieliby w swiecie po
            dzis dzien opinie krysztalowo czystych i uczciwych, a Europa bez I WS nie
            przestalaby byc "centrum swiata". Byla nim do I WS. A szalenstwo II WS bylo
            skutkiem I WS.
    • ben_shaprut USA to ogromny Ustawicznie Marnowany 21.10.07, 00:03
      I OSZUKIWANY POTENCJAŁ...
      Tak jak my w mniejszej skali...
      • warmi2 Re: USA to ogromny Ustawicznie Marnowany 21.10.07, 00:31
        Jezeli USa to potencjal ... to ja juz nie wiem co dla ciebie byloby
        realizacja.
        • hubert100 Re: USA to ogromny Ustawicznie Marnowany 21.10.07, 02:30
          80% ekonomii US to konsumcja (importowanych towarow),uslugi i
          housing. Czy to jest przyszlosc???
          • warmi2 Re: USA to ogromny Ustawicznie Marnowany 21.10.07, 18:13
            Nie kolego, przyszloscia jest produkcja i masy fabryk w ktorych
            ludzie zarabiaja 5$ na godzine.
    • kyle_broflovski Re: Co sie dzieje z USA? 21.10.07, 05:14
      nastepuje wmontowywanie USA w Unie Polnocnoamerykanska. do tego celu konieczny
      jest demontaz USA w tej postaci w jakiej istnieje. Proces to powolny bo co nagle
      to po diable. powoli likwiduje sie granice (nie chodzi o usuwanie slupow
      granicznych ale o przeplyw ludnosci i procesy z tym zwiazane prawa dla
      nielegalnych emigrantow), powoli buduje sie wspolna ifrastrukture (canamex),
      powoli wprowadza amero. proces tak powolny ze malo kto go zauwaza. az pewnego
      dnia obudza sie ludzie w innym swiecie
    • kaczylechu tylko zludzenie i syf 21.10.07, 15:08
      to tylko prawdziwy obraz USA jaki byl przez ostatnie 50 lat zamazany i celowo
      znieksztalcony przez klamliwa propagande i socjotechnike.
      Ciemnocie spolecznej wmawiano przez ta propagande ze USA to niby demokratyczny
      kraj i ze tam zyje sie jak w raju.
      Teraz prawda wychodzi powoli, ze to tylko zludzenie i syf.
      • de_oakville Re: tylko zludzenie i syf 21.10.07, 15:50
        kaczylechu napisał:

        > Teraz prawda wychodzi powoli, ze to tylko zludzenie i syf.

        Czyzbym snil? Bylem w niejednym kraju na swiecie i w zadnym z nich nie czulem
        sie tak dobrze i "na luzie" jak w Kanadzie i w USA. W zadnych Niemczech czy
        Francji, a tym bardziej w PRL-u. Oczywiscie nie na poczatku pobytu, kiedy
        czlowiek "raczkuje" w nowym srodowisku i bardzo mu trudno znalezc znosna prace i
        w ogole odnalezc sie w nowej rzeczywistosci. Wtedy wydawalo mi sie (jak wielu),
        ze pobyt na tym kontynencie to rzeczywiscie koszmar. Ale po latach, po
        dostosowaniu sie do tutejdzych warunkow przecietnie pracowity czlowiek przebija
        sie przez "warstwe ciemnych chmur" i znajduje sie juz w strefie "dobrej pogody".
        Takiej jakiej nie pamietam nigdzie w Europie, to wlasnie tutaj moglem poczuc sie
        bardziej szczesciwy niz tam.
        Dla wyjasnienia - jestem Polakiem, a nie Zydem i nie wygralem miliona w
        totolotka. Jestem przecietnym emigrantem, ktory jednak zawsze wytrwale dazyl do
        celu. Twoja "prawda", my friend, nie jest wiec warta dla takich jak ja funta klakow.
        • kaczylechu kształcenie ogłupiałego motłochu 21.10.07, 16:15
          Propaganda w społeczeństwie takim jak Stany Zjednoczone jest doskonałym
          „narzędziem mobilizacji mas, który jest tańszy od przemocy, przekupstwa czy
          innych metod kontroli”.

          „XX wiek charakteryzują trzy zjawiska o wielkim politycznym znaczeniu: rozwój
          demokracji, rozwój korporacyjnej władzy oraz rozwój korporacyjnej propagandy
          jako mechanizmu służącemu ochronie korporacyjnej władzy przed demokracją” -
          pisał australijski historyk korporacyjnej propagandy Alex Carey w pionierskiej
          pracy publikowanej pośmiertnie pod tytułem „Taking the Risk Out of Democracy”. W
          okresie między 1880 a 1920 rokiem odsetek ludności, która wywalczyła prawo
          wyborcze w głównych społeczeństwach przemysłowych zwiększył się trzykrotnie.
          Równocześnie następował drastyczny wzrost ekonomicznego i politycznego znaczenia
          wielkich korporacji. W roku 1870 w Stanach Zjednoczonych istniały zaledwie 3
          korporacje zatrudniające powyżej 1000 pracowników. W roku 1914 przedsiębiorstw o
          takiej wielkości było już 557. W raporcie ONZ w roku 1973 odnotowano, iż pod
          względem wielkości znaczna liczba „ponadnarodowych korporacji przewyższa
          gospodarki wielu państw takich jak: Chile, Haiti czy Fidżi”. (1) Wiek
          przemysłowy był więc starciem się dwóch przeciwstawnych tendencji:
          demokratyzacji w sferze publicznej oraz wielkiej ekspansji autorytarnych
          struktur prywatnej władzy na skalę nieznajdującą w historii precedensu. Fakt, że
          zjawisko to udało utrzymać się poza świadomością znaczącej części społeczeństwa
          zachodniego świata, przypisać trzeba temu, co Carey określił jako „zakrojony na
          75 lat, pochłaniający miliardy dolarów projekt inżynierii społecznej na skalę
          ogólnonarodową”.

          Do roku 1900 amerykańskie korporacje miały lekceważący stosunek do opinii
          publicznej. Z początkiem XX wieku progresywni dziennikarze i reporterzy, jak
          Upton Sinclair, Frank Norris, Charlotte Gilman, Lincoln Steffens, czy Ida
          Minerva Tarbell, autorka słynnej książki „History of Standard Oil Company” na
          tyle skutecznie obnażali eksploatację i brutalność amerykańskiego przemysłu, że
          zasłużyli sobie na krytykę samego prezydenta Theodora Roosevelta, który nazwał
          ich w swoim przemówieniu w 1906 roku - „muckrakers” (od słowa muckrake -
          demaskować). Określenie to zagościło odtąd na stałe w American English jako
          nazwa nowego stylu dziennikarstwa, którego celem było demaskowanie nadużyć i
          korupcji w USA. W magazynie ‚Fortune’ pisano później, że „biznes nie zdołał
          odkryć ... do momentu aż jego reputacja została niemal całkowicie zniszczona...,
          że nic w demokracji nie liczy się bardziej od [opinii publicznej]”.

          Ta gwałtowna zmiana świadomości społecznej i doświadczenie, jakie zdobyli
          przemysłowcy doprowadziły do powstania nowej profesji: specjalistów od stosunków
          ze społeczeństwem czyli tzw. ekspertów public relations. Ich zadanie polegało na
          kreowaniu publicznych wyobrażeń na temat przemysłu, które umożliwiłyby
          utrzymanie społeczeństwa w spokoju i zadowoleniu. Pierwszym ekspertem PR, który
          przekonywał przemysłowców, jak ważne jest wykorzystanie prasy do swoich celów,
          był Ivy Lee - człowiek, który - jak zauważono w magazynie ‚Fortune’ opisując
          jego największy życiowy wyczyn - „zdołał, w świadomości publicznej, przemienić
          Johna D. Rockefellera z ludojada w dobroczyńcę”. Słynna ze swej bezwzględności i
          znienawidzona powszechnie w USA rodzina Rockefellerów - posiadająca monopol na
          rynku energetycznym Ameryki - wykorzystywała policję w znany nam dobrze z
          literatury i obrazów filmowych sposób „kapitalistycznego” traktowania
          pracowników. Jednym z takich epizodów była Masakra w Ludlow w Kolorado w 1914
          roku. Ivy Lee fabrykował wówczas relacje prasowe w rodzaju: „policja została
          sprowokowana przez górników”. Działalność Lee, „płatnego kłamcy”, uchodziła w
          ówczesnych czasach za zajęcie kontrowersyjne. W latach faszyzmu jego reputację
          popsuła dodatkowo współpraca z niemieckim kartelem IG Farben, producentem cyklonu B.

          Człowiekiem, który przeszedł do historii public relations, jako zaszczytny
          intelektualista, godny najwyższych tytułów naukowych, był siostrzeniec samego
          Zygmunta Freuda Edward L. Bernays. W czasach prezydentury Wodrow Wilsona działał
          w Komisji Informacji Publicznej (Committee on Public Information) - znanej
          bardziej jako Creel Committee - służącej jako państwowy aparat propagandy, który
          odniósł wielkie sukcesy w mobilizowaniu amerykańskich robotników do walki na
          froncie I wojny światowej. W początkowej fazie konfliktu poparcie dla sprawy
          zaangażowania się w wojnę było w USA niewielkie. Wiedzą zdobytą podczas lat
          wojennych zainteresował się zaraz po wojnie sektor przemysłowy. Magazyn
          ‚Fortune’ pisał że „lata 20 to okres znakomitej kariery E.L Bernays... który
          zasłynął z tego, co określił, jako „the engineering of consent”(konstruowanie
          przyzwolenia) oraz „creating news” (tworzenie wiadomości). „Konstruowanie
          przyzwolenia jest samą istotą procesu demokratycznego, swobodnym prawem do
          przekonywania i nakłaniania”.Natchnieni takim przesłaniem redaktorzy magazynu
          ‚Fortune’ pisali później, w roku 1949: „niemożliwością jest wyobrażenie sobie
          prawdziwej demokracji bez nauki o perswazji (czyli propagandy)”.
          Do lat 20. sprawy polityczne Ameryki były znaczącą częścią życia szarych
          obywateli, którzy masowo brali udział w burzliwych wiecach i dyskusjach
          gromadzących nierzadko tysięczne tłumy. Do takich tłumów przemawiał Scott
          Nearing, który za swój antywojenny pamflet zatytułowany: „The Great Madness: A
          Victory for American Plutocracy” postawiony został przed sądem za naruszenie
          prawa wprowadzonego w roku 1917 jako tzw. „Espionage Act” i zaostrzonego rok
          później aktem „Sediction Act”, zakazującego publicznej krytyki rządu. „Wojna -
          słusznie twierdził Nearing - daje szansę rządzącym pozbyć się opozycji, gdyż
          mogą skrywać swe intencje pod płaszczem patriotycznych sloganów”. Kandydat na
          prezydenta, z ramienia Socialist Party of America (Socjalistycznej Partii
          Ameryki), Eugene Debs na mocy „Espionage Act” skazany został na dziesięć lat
          więzienia by swoją piątą kampanię prezydencką prowadzić z więziennej celi.
          Przestępstwo, jakie popełnił w ojczyźnie nowoczesnej demokracji, polegało na
          tym, że publicznie stwierdził, iż establishment rozpoczął wojnę, w której
          biedacy zmuszeni są walczyć.

          W obliczu takich herezji establishment musiał poszukiwać skutecznych sposobów
          kontroli opinii publicznej. Edward Bernays odsłaniał przed przemysłową elitą
          nowe horyzonty. W swoim dziele zatytułowanym „Propaganda” Bernays pisał:
          „Świadome i inteligentne manipulowanie zorganizowanymi zwyczajami i poglądami
          mas społecznych jest znaczącym elementem demokratycznego społeczeństwa. Ci,
          którzy manipulują owym niewidocznym mechanizmem społecznym, stanowią
          niewidzialny rząd, sprawujący faktyczną władzę w naszym państwie. Jesteśmy
          rządzeni, nasze opinie, gusty i poglądy kreowane w znacznym stopniu przez ludzi,
          o których nigdy nie słyszeliśmy. Jest to logiczną konsekwencją sposobu, w jaki
          funkcjonuje nasze demokratyczne społeczeństwo. Olbrzymia liczba ludzi musi
          współpracować w taki właśnie sposób, aby możliwe było sprawne funkcjonowanie
          społeczeństwa (...) Niemal w każdej czynności naszego codziennego życia, czy to
          w sferze politycznej, czy ekonomicznej, w naszym społecznym zachowaniu, czy
          etycznym myśleniu dominuje nad nami stosunkowo niewielka grupa osób, (...) które
          rozumieją procesy psychiczne i społeczne wzorce zachowań mas. To właśnie oni z
          pomocą protekcji kontrolują opinię publiczną.”

          Nie może dziwić fakt, że tak błyskotliwe i klarowne określenie sposobu sprawnie
          funkcjonującego nowoczesnego państwa przemysłowego zdobyło uznanie nie tylko w
          k
        • kaczylechu kształcenie ogłupiałego motłochu 21.10.07, 16:18
          Nie może dziwić fakt, że tak błyskotliwe i klarowne określenie sposobu sprawnie
          funkcjonującego nowoczesnego państwa przemysłowego zdobyło uznanie nie tylko w
          kręgach amerykańskiego biznesu. Wiele z teorii Edwarda Bernays zainspirowało
          późniejszego, wielkiego wodza Niemiec, co pozostawiło swój ślad w „Mein Kampf”.
          Doświadczenia propagandowe drugiej wojny światowej sprawiły, że słowo
          „propaganda” nabrało negatywnych konotacji i odtąd używano go już tylko do
          określania „złych” i „wrogich”, głównie polityczno-państwowych manipulacji
          informacją. Rozbudowujący się z roku na rok sektor propagandy biznesu
          zrezygnował ze stosowania tego „brzydkiego” określenia, zastępując go
          eufemizmami: „public relations”, „economic education” w odniesieniu do swoich
          działań. Nie było jednak wątpliwości, że „na dobre i na złe, przyszłość biznesu
          związana jest z propagandą” , jak autorytatywnie stwierdził Harold Lasswell,
          jeden z twórców współczesnych nauk politycznych i teorii komunikacji. Był to
          bowiem skutek rozwoju współczesnego świata, „nowa dynamika społeczna, gdzie
          więcej można zyskać tworząc iluzję niż stosując przymus”. Ostrzegał otwarcie
          przed demokratycznym dogmatyzmem, utrzymującym, że [prości] „ludzie są
          najlepszymi sędziami swoich własnych interesów”. „Masy pozostające na uwięzi
          ignorancji i przesądu” nie są w stanie rządzić ani partycypować w rządzeniu.
          Dlatego propaganda w społeczeństwie takim jak Stany Zjednoczone jest doskonałym
          „narzędziem mobilizacji mas, który jest tańszy od przemocy, przekupstwa czy
          innych metod kontroli”.

          Poglądy te podzielali wiodący intelektualiści epoki, mniej otwarcie podzielane
          są również i dzisiaj, rzecz jasna z charakterystyczną dozą nieodzownej
          akademickiej hipokryzji. Walter Lippmann, jeden z najbardziej wpływowych
          intelektualistów XX w., doradca prezydentów i polityków od kadencji Wilsona do
          Forda, pisał w 1927 roku: „Człowiek nie ma własnego zdania na temat wszystkich
          spraw publicznych. Nie rozumie zdarzeń, ich przyczyn ani skutków. Bo dlaczego
          miałby je rozumieć? Nie ma najmniejszego powodu przypuszczać - tak jak mistycy
          demokracji zwykli to czynić – że połączenie ignorancji jednostek tworzących masy
          społeczne może stworzyć stałą siłę napędową życia publicznego”. Rola obywateli
          ograniczać ma się bowiem do udziału w głosowaniu i wyborze jednej z dwóch,
          zaakceptowanych przez elity, opcji politycznych, a nie do wychodzenia z
          inicjatywą, która mogłaby zmienić status quo. Dlatego „społeczeństwo trzeba
          utrzymać na dystans, ... po to aby każdy z nas mógł żyć z dala od wrzawy i
          jazgotu ogłupiałego motłochu”.

          Korzystając z takich przesłanek filozoficznych i dysponując gigantycznymi
          zasobami materialnymi, korporacyjna Ameryka zdołała stworzyć mechanizmy
          perswazji i kontroli opinii na skale niewyobrażalną i niepojmowalną zmysłami
          szarego obywatela. Wszelkie próby zrzeszania się obywateli okrzykiwane były
          przez prasę mianem niebezpiecznego komunizmu, przedsiębiorcy jednoczyli się
          jednak w obronie „narodu” i jego interesu. To właśnie dobro i interes narodu
          były zawsze najświętszymi zakładnikami władzy państwowej. Najpotężniejszym i
          najbardziej wpływowym klubem biznesu w USA było National Association of
          Manufacturers – NAM (Narodowe Stowarzyszenie Producentów); Truman wspominał:
          „...NAM zorganizowało swą konspirację przeciw amerykańskim konsumentom...
          Organizacja wydała 3 miliony dolarów by zniszczyć OPA (Office of Price
          Administration). NAM wydało 1,5 miliona dolarów na ogłoszenia prasowe. Wysyłali
          swoich ludzi, by przemawiali przed klubami kobiet, organizacjami obywatelskimi i
          klubami studenckimi. Specjalnie zaprojektowaną publikację kierowano do 37 tys.
          nauczycieli szkolnych, inną do 15 tysięcy duchownych, kolejną do 35 tysięcy
          przodujących farmerów, i jeszcze inną do 40 tysięcy liderek organizacji kobiet;
          specjalny materiał propagandowy NAM rozesłano do 7,5 tysięcy tygodników i 2,5
          tysiąca felietonistów i redaktorów.”
        • kaczylechu kształcenie ogłupiałego motłochu 21.10.07, 16:22
          W roku 1947 American Advertising Council, reprezentujący wielkie korporacje i
          główne agencje reklamowe, przeznaczył budżet 100 milionów dolarów na strategię
          reklamową, której celem było „sprzedać” narodowi amerykańskiemu amerykański
          system ekonomiczny. Kampania ta, jak ogłoszono oficjalnie, miała na celu
          „kształcenie narodu amerykańskiego w sprawach dotyczących ekonomicznych faktów
          życia”.

          Kształcenie narodu amerykańskiego trwa nieprzerwanie do dzisiaj, gdyż ta
          technika „demokratyczna” okazała się wysoce efektywna w zdobywaniu społecznego
          poparcia dla plutokratycznej ideologii rządzenia. Jedną z najistotniejszych
          rzeczy, która dała doskonałe efekty był sposób interpretacji historii. Wielkie
          zdobycze cywilizacyjne zachodniej kultury, jak: powszechne prawo wyborcze,
          wolność słowa, równouprawnienie kobiet, zniesienie segregacji rasowej, programy
          bezpłatnej edukacji powszechnej, ubezpieczeń zdrowotnych i emerytalnych,
          wywalczenie pięciodniowego tygodnia pracy, czy choćby zakaz strzelania do
          protestujących, zdobywano zwykle na drodze brutalnej walki, zawsze i wszędzie,
          bez jednego wyjątku, przy wielkim sprzeciwie gorliwych popleczników dominującej
          ideologii (tej, którą dyktują elity). Osiągnięcia te z ohydną hipokryzją
          wpisywano następnie w poczet osiągnięć zachodniego kapitalizmu.

          Techniką tą propagandyści posługują się do dzisiaj. W lutym 2005 r. na łamach
          „Wprost”, w swoich wywodach na temat rasizmu prof. Uniwersytetu Warszawskiego
          Szewach Weiss pisał: „Walka z rasizmem na ogół ma swój początek wśród osób
          białych, wyznających wysokie standardy moralne. Kimś takim był amerykański
          prezydent Abraham Lincoln”. Opinii tej nie daje się potwierdzić przyglądając się
          wnikliwie faktom historycznym. Zniesienie niewolnictwa Lincoln traktował czysto
          instrumentalnie. W jednym z przemówień, wygłoszonym w 1858 r. w Charleston,
          Illinois wypowiedział się na ten temat otwarcie: „Nie popieram i nigdy nie
          popierałem w żaden sposób wprowadzenia pod jakimkolwiek względem równości
          społecznej i politycznej pomiędzy białą i czarną rasą (aplauz), nie jestem i
          nigdy nie byłem za udzieleniem murzynom prawa głosu, prawa do zaprzysiężania,
          sprawowania stanowisk urzędowych czy wchodzenia w związki małżeńskie z białymi,
          (...) i tak jak każdy inny człowiek popieram wyższość rasy białej”; Lincoln w
          istocie obalił niewolnictwo, ale nie zrobił tego ze względu na swe „wysokie
          standardy moralne”. W liście do Horace Greeley, wydawcy nowojorskiej „Tribune”,
          Lincoln pisał: „Moim głównym celem w tej walce jest ocalenie Unii, a nie obrona
          czy likwidacja niewolnictwa. Jeśli byłbym w stanie ocalić Unię bez oswobodzenia
          jednego niewolnika, zrobiłbym to; a jeśli byłoby konieczne oswobodzenie
          wszystkich, zrobiłbym to również.(...) To, co czynię w sprawie niewolnictwa i
          rasy czarnej, czynię, gdyż pomaga to ocalić Unię”.

          Takie są standardy moralne tych, którzy dostają się do panteonu na Mount
          Rushmore. Nic dziwnego, że dyscyplina ideologiczna dająca podstawy do
          „poprawnego” interpretowania historii w czasopismach takich jak „Wprost” czy na
          uniwersytetach takich jak Warszawski, musi być też odpowiednio wysoka.

          Historia public relations tak jak i historia ruchów społecznych jest właściwie
          historią nieznaną w całym obszarze kultury zachodu i to nawet wśród studentów
          nauk społeczno-politycznych. Mogłoby się wydawać, że umiejętność demaskowania
          działań propagandowych powinna być w społeczeństwach aspirujących do miana
          demokratycznych głównym zagadnieniem edukacji zwłaszcza po takich
          doświadczeniach historycznych, jak eksterminacja tubylczej ludności zachodniej
          hemisfery, holocaust czy rzeczywista degradacja środowiska naturalnego,
          wchodząca obecnie w fazę wysokiego zaawansowania.

          Mogłoby się tak wydawać, jednak, okazuje się, że najwyższą wartością naszej
          kultury jest status quo, a bronienie go - najważniejszym celem edukacji i
          publicznej dyskusji. Znany i respektowany w USA politolog Valdimer Orlando Key
          Jr. zauważył roztropnie, że „biznesmeni stanowią małą grupę mniejszościową
          wysoce podatną na polityczny atak... Nie mogą polegać na głosach wyborców. Muszą
          użyć swej inteligencji - oraz pieniędzy - by wytworzyć przychylną opinię
          publiczną, akceptującą rolę biznesu w ekonomicznym porządku społecznym (...) By
          pozyskać społeczną akceptację stowarzyszenia przedsiębiorców zatrudniają wielką
          liczbę ekspertów od public relations, mistrzów werbalnej magii, która przemienia
          prywatny zysk w publiczne dobro... [oraz] nieprzerwanej propagandy, obliczonej
          na wykreowanie obywatelskiej postawy przychylnej systemowi kapitalistycznemu.”

          Z pomocą specjalistów od psychologii społecznej i public relations zdołano
          wykreować „ludzkie oblicze kapitalizmu”, „American Dream”, „American Way of
          Life”, nową rzeczywistość, tworzoną przez wielki biznes dla małych, posłusznych
          ludzi. Brutalność, z jaką kojarzymy dziewiętnastowieczny kapitalizm zniknęła
          poza zasięgiem naszej percepcji. Została „wyeksportowana” do krajów nazwanych
          Trzecim Światem, którego korporacyjny zachód ogłosił się opiekunem i nowoczesnym
          gospodarzem. Trzeci Świat, zgodnie z ideologią neoliberalną, musi - czy tego
          chce, czy nie - przystosować się do ekonomicznych reguł i norm Zachodu. Etap ten
          jest procesem historycznym. To dzięki kształceniu w sprawach dotyczących
          ekonomicznych faktów życia, potrafimy zaakceptować doktrynę, że za nędzę i
          ubóstwo w obszarze kapitalistycznym nie odpowiadają elity władzy, ale winna jest
          temu indolencja i nieporadność samych głodujących; zrozumienie tego zjawiska
          ułatwia nam oczywiście nasza europejska, rasistowska tradycja. Zupełnie inna
          logika obowiązuje na obszarach niepodporządkowanych zachodowi i jego
          perwersyjnym doktrynom. Sztandarowym przykładem są państwa byłego bloku
          sowieckiego, a dziś Kuba i Korea Północna, gdzie za biedę odpowiadają elity
          sprawujące władzę i w ogólności system ideologiczny.
        • kaczylechu kształcenie ogłupiałego motłochu 21.10.07, 16:24
          Zachodni system promocji kapitalistycznej kultury ma dziś charakter globalny.
          Koncepcje i tezy tworzone przez naukowców politycznych rozprzestrzeniają się w
          imponującym tempie z służalczym poparciem międzynarodowych agencji prasowych,
          będących zresztą częścią zwykle wielkich konglomeratów finansowych.
          Pseudonaukowe teorie cywilizacyjne Huntingtona czy Fukuyamy promowane przez
          amerykańskie agencje PR i prasę neoliberalną, ucierają stereotypowy,
          eurocentryczny światopogląd o supremacji kultury Zachodu i o osiągnięciu przez
          nią szczytowego etapu rozwoju cywilizacyjnego, który doprowadził świat do „końca
          historii”. Globalizacja, będąca konsekwencją „naturalnego” rozwoju
          ekonomicznego, prezentowana jest jako najwyższe spełnienie demokratycznych
          ideałów, których najbardziej wytrwałym i nieustraszonym strażnikiem są Stany
          Zjednoczone. Wykorzystując wszelkie dostępne współczesne techniki wizualnej
          perswazji i niewyobrażalne środki finansowe, zachodni przemysł public relations
          zdołał przekształcić samą istotę idei demokracji, czyli „rządów ludu”, w
          koszmarną orwellowską wizję subordynacji wobec neoliberalnej krucjaty.
          Przewodzące jej dziś intelektualne elity szydzą z obaw, jakie wyrażał w 1816
          roku Thomas Jefferson, że „państwo zmierza do tworzenia jednoosobowego rządu
          wyniosłej arystokracji, opartego na instytucjach bankowych i inkorporacjach
          finansowych”; jeśli wzrost tej nowej tendencji miałby się utrzymać - stwierdził
          współtwórca amerykańskiego państwa - „będzie to koniec demokracji i wolności.
          Kilkoro panować będzie nad ograbionym i żebrzącym chłopstwem”.

          Jak - po dwóch wiekach - wygląda rzeczywistość, której obawiał się Jefferson?
          Przeciętny odbiorca środków masowego przekazu, ma bardzo nikłe o niej wyobrażenie.
          Hill & Knowlton, największa na świecie (w roku 1991) agencja public relations,
          krótko po wkroczeniu wojsk irackich do Kuwejtu podpisała z rządem tego kraju
          umowę (za blisko 11 milionów dolarów), na mocy której strona amerykańska miała
          stworzyć kampanie informacyjną w imieniu "obywateli wolnego Kuwejtu". Jednym z
          najbardziej owocnych przekazów stworzonych w tym okresie, mającym przygotować
          naród amerykański do wojny był film, w którym piętnastoletnia dziewczynka o
          imieniu Nayirah zeznawała, jak to iraccy żołnierze w jednym z kuwejckich
          szpitali uśmiercali niemowlaki wyciągając je z inkubatorów. "Ze wszystkich
          oskarżeń przeciw irackiemu dyktatorowi", odnotowuje John MacArthur w publikacji
          "Second Front: Censorship and Propaganda in the Gulf War", "żadne nie miało
          równie wielkiego wpływu na amerykańską opinię publiczną, jak doniesienie mówiące
          o żołnierzach irackich, którzy odłączyli od inkubatorów 312 niemowlaków
          pozostawiając je na posadzkach szpitala w Kuwait City." Historią tą posługiwał
          się prezydent Bush, cytowano ją w Kongresie, na posiedzeniach Rady
          Bezpieczeństwa ONZ, powtarzały ją w nieskończoność prasa, radio i telewizja.
          Nazwisko dziewczynki o imieniu Nayirah nie zostało ujawnione w czasie
          poprzedzającym wojnę w Zatoce Perskiej. Później okazało się, że dziewczynka jest
          córką ambasadora Kuwejtu Saud Nasir al-Sabah i w czasie opisywanego przez siebie
          zdarzenia przebywała w Stanach Zjednoczonych. Cała historia, która obiegła
          media, była typowym przykładem, tego, co Bernays nazywał "tworzeniem wiadomości"
          - zabiegiem PR służącym do "wykreowania przyzwolenia" [opinii publicznej], czyli
          - porzucając eufemistyczną terminologię - była to korporacyjna propaganda,
          której celem było uzyskanie poparcia dla agresji i okupacji Iraku.

          Inwestycja w rozwój propagandy korporacyjnej przyniosła wymierne korzyści
          finansowe jej sponsorom. Temu nie można zaprzeczyć. Przyniosła jednak również
          interesujące efekty uboczne, widoczne gołym okiem dla wszystkich, którzy
          ośmielili się patrzeć. Historyk Daniel Boorstin, pisał w roku 1961: „Jako
          pierwsi ludzie w historii, odważyliśmy się stworzyć iluzje na tyle żywe, na tyle
          przekonujące, na tyle „realistyczne”, że możemy w nich egzystować. Jesteśmy
          narodem, który zdołał wykreować największą fikcję świata. Jednak nie jesteśmy w
          stanie odważyć się, by rozwiać nasze złudzenia, ponieważ tworzą one środowisko,
          w którym żyjemy; nasze złudzenia to nasze wiadomości, nasi herosi, (...) całe
          nasze doświadczenie”.
    • jorl de_o 21.10.07, 17:32
      de_oakville napisał:

      > Czyzbym snil? Bylem w niejednym kraju na swiecie i w zadnym z nich nie czulem
      > sie tak dobrze i "na luzie" jak w Kanadzie i w USA. W zadnych Niemczech czy
      > Francji, a tym bardziej w PRL-u. Oczywiscie nie na poczatku pobytu, kiedy
      > czlowiek "raczkuje" w nowym srodowisku i bardzo mu trudno znalezc znosna prace
      > i
      > w ogole odnalezc sie w nowej rzeczywistosci. Wtedy wydawalo mi sie (jak wielu),
      > ze pobyt na tym kontynencie to rzeczywiscie koszmar. Ale po latach, po
      > dostosowaniu sie do tutejdzych warunkow przecietnie pracowity czlowiek przebija
      > sie przez "warstwe ciemnych chmur" i znajduje sie juz w strefie "dobrej pogody"

      Oczywiscie de_o. Ty sie dobrze czujesz w USA/kanadzie bo sie tam dobrze
      zaasymilowales tzn. pracujesz w madrzejszej pracy jak sporo innych jak i w
      zwiazku z tym Twoj status materialny jak i powazanie wsrod nowych
      wyspolplemiencow nawet jako obcokrajowiec jest dobre.

      Ja mam to samo w Niemczech i nie widze tu zadnej roznicy miedzy Toba jak i mna.
      Ale piszesz ze w USA jest lepiej jak w Niemczech. Powinienes jednak wiedziec ze
      Twoje doswiadczenia z Niemiec, bo tam chyba troche tez byles, sa z tego
      "niskiego" poziomu. I teraz patrzysz z wyzszego.

      Ale problem jest inny. Dla ludzi materialnie zaasymilowanych w
      wysokorozwinietych krajach taki kraj jawi sie jako porzadny, praworzadny itd.
      Jednak podskornie kraje te na zewnatrz prowadza polityke zupelnie rozna jak dla
      nas wewnatrz. I skutki tej polityki odczuwaja inne narody. Dla nieruszania
      sumienia jest to bardzo ladnie opakowane i podane. Np. oczernia sie wrogow bo
      takich to jak co to i zabijac mozna. A napewno "nasze" kraje masowo w innych
      prowadza krecia robote aby je detabilizowac, rozwalac, patrz Jugoslawia.
      Wszystko ukryte zwlaszczy jak sie powierzchownie na to patrzy.
      Z tym ze ja sie nie zgadzam ze to tylko dla pieniedzy jest robione. "nasze"
      rzady robia to tez i dla nas. Np. walka o surowce. To dla nas, ale ze trzeba
      innym ludom je zabrac wiec sie robi rozne swinstwa. Lagodnie mowiac.
      W demokracji nie potrzeba wszystkich przekonac. Od waznosci sprawy starczy
      60-90% I to sie robi. Nawet z patriotycznych motywow.
      Wiec te "nasze" kraje de_o maja tez ta paskudna strone. Dobrze ukryta ale ja
      napewno maja.
      Pozdrowienia

      • warmi2 Re: de_o 21.10.07, 18:53
        "Wiec te "nasze" kraje de_o maja tez ta paskudna strone. "

        Hmmm ... nie jest zadaniem polityka dzialanie na rzecz spoleczenstwa
        ktore go wybralo ?

        Zakres i moralne normy owego dzialania sa okreslane przez
        spoleczenstwo , ktore czasami daje im pelna reke ( Nazi Germany) a
        czasami nie ( USA - Wietnam itd )

        • jorl warmi 21.10.07, 19:08
          warmi2 napisał:


          > Hmmm ... nie jest zadaniem polityka dzialanie na rzecz spoleczenstwa
          > ktore go wybralo ?


          Jasne, oni morduja albo specjalnie szczuja jednych na drugich dla nas. Klamiac
          jeszcze ze my dobrzy a tamci to zli. O tym wlasnie mowie.
          Dla nas, dla nas, dla benzyny miedzi, cynku, tantalu itd.

          > Zakres i moralne normy owego dzialania sa okreslane przez
          > spoleczenstwo , ktore czasami daje im pelna reke ( Nazi Germany) a
          > czasami nie ( USA - Wietnam itd )

          Amis w Wietnamie zabili z 2 miliony ludzi. Sumarycznie nie maja sie przed
          Hitlerem wstydzic.
          A spoleczenstwo i Wietnam? Tylko dlatego ze mlodzi nie chcieli isc do wojska
          byly protesty. Jak w 1991r USA zabilo 90tys Irakczykow w zwiazku z Kuwejtem a ze
          300tys ranilo to jako ze straty wlasne byly minimalne obywatele w USA sie
          cieszli. I ladna defilada tych mordercow byla. No bo jak ich inaczej nazwac? GI?
          Ale teraz zabijaja duzo wiecej ale tez biora w d.. to i sie nie ciesza. Ci
          "dobrzy" ludzie w USA. Skonczylo sie.

          Pozdrowienia
          • warmi2 Re: warmi 21.10.07, 19:22
            "Amis w Wietnamie zabili z 2 miliony ludzi. Sumarycznie nie maja sie
            przed
            > Hitlerem wstydzic"

            Amis zabili ? Hehehe .. taa, chodzili od wsi do wsi i zabijali bo
            przeciez Amerykanie to zwierzeta i kazde dziecko to wie.

            "Jak w 1991r USA zabilo 90tys Irakczykow w zwiazku z Kuwejtem a z
            > e
            > 300tys ranilo to jako ze straty wlasne byly minimalne obywatele w
            USA sie
            > cieszli. I ladna defilada tych mordercow byla."

            Nie ma sensu z toba dyskutowac ... twoja patologiczna nienawisc do
            pewnego kraju zaczyna mnie nudzic.

            Jezeli komus sie tak podoba i stosuje "intelektualne" skroty takie
            jak ty , to praktycznie kazda armia w historii swiata moze zostac
            sprowadzona do "mordercow" itd ..

            • jorl Re: warmi 21.10.07, 19:41
              warmi2 napisał:
              >
              > Jezeli komus sie tak podoba i stosuje "intelektualne" skroty takie
              > jak ty , to praktycznie kazda armia w historii swiata moze zostac
              > sprowadzona do "mordercow" itd ..

              Amis zabili 90tys Irakczakow w 91r. Przy stracie swoichile? 300 GI? To jak to
              nazwac jak nie mordowanie? Bezkarne?
              Zolnierz nie jest morderca jak musi walczyc sie samemu narazajac. Stad sa odwagi
              itd. A co bylo wtedy? bezkarne mordowanie.

              I ja nie mowie tylko o USA. W dyskusji napisalem ze "nasze" kraje tzn
              wysokorozwiniete ("moj" czyli Niemcy) sa do siebie podobne. Wiekszy kraj wieksze
              swinstwa.
              Ale OK, mi tylko przeszkadza ta hipokryzja. Stad sie zaczelo.
              Pozdrowienia



              Pozdrowienia
              • warmi2 Re: warmi 21.10.07, 19:56
                To ze Irakijczycy nie byli w stanie odpowiedziec na ataki USA nie
                robi z tego morderstwa.
                Ty naprawde myslisz , ze Amerykanie sa takimi idiotami aby zostawic
                czolgi i samoloty w domu , bo tak bedzie "bardziej interesujaca" i
                Irakijczycy beda mieli wtedy szanse ?
                Zartujesz chyba.

                Jezeli chodzi o smierc cywili to kto jak kto ale wg standartow
                swiatowych Amerykanie sa wyjatkowo uwazni , np porownaj co sie
                dzieje w Czeczeni czy praktycznie kazdej innej wojnie.
                • jorl Re: warmi 21.10.07, 20:11
                  warmi2 napisał:

                  > To ze Irakijczycy nie byli w stanie odpowiedziec na ataki USA nie
                  > robi z tego morderstwa.
                  > Ty naprawde myslisz , ze Amerykanie sa takimi idiotami aby zostawic
                  > czolgi i samoloty w domu , bo tak bedzie "bardziej interesujaca" i
                  > Irakijczycy beda mieli wtedy szanse ?
                  > Zartujesz chyba.

                  Chodzi o to ze to juz nie byla wojna gdzie trzeba nadstawiac karku a bezpieczne
                  i masowe mordowanie. Acha, zolnierze sa tez ludzmi!
                  jakbys tego nie wiedzial.

                  > Jezeli chodzi o smierc cywili to kto jak kto ale wg standartow
                  > swiatowych Amerykanie sa wyjatkowo uwazni , np porownaj co sie
                  > dzieje w Czeczeni czy praktycznie kazdej innej wojnie.

                  Co??? Strategia Amis jest walsnie mordowanie cywili! Zaczeli juz u siebie w
                  czasie Wojny Secesyjnej jak jeszze w Europie byly wojny zolnierz przeciw
                  zolnierzowi a cywile byli wzglenie bespieczni.

                  A 2 WS? To wlsnie amerykanska strategia byla lotnictwem zabijac cywili. Czy w
                  Niemczech czy Japonii. Zapomniales o Hiroszymie czy Nagasaki? Nielepsze bylo
                  bombardowania konwencjonalne gdzie Toki sie palilo z ludzmi.
                  Ja wiem bomby A to po to bo jakies rachunki mowily ze by musialo ilestam GI
                  zginac. Wlasnie tu widac to rozumowanie, lepiej zabijac masowo cywili
                  najwazniejsze aby moja d.. byla cala. O tym wlasnie mowie.
                  A teraz Iraq? Kogo tam USA morduje? No bo przeciesz te wybuchy mordujace cywili
                  to sa w duzej mierze organizowane przez USA. Aby sklocic jakies grupy
                  Itakczykow. Napuscic jednych na drugich.
                  Pozdrowienia
                  • warmi2 Re: warmi 21.10.07, 20:18
                    "Chodzi o to ze to juz nie byla wojna gdzie trzeba nadstawiac karku
                    a bezpieczne
                    > i masowe mordowanie. Acha, zolnierze sa tez ludzmi!
                    > jakbys tego nie wiedzial"

                    Hehe ... przeczytaj sobie komentarze z tamtego czasu. Przed sama
                    wojna wiekszosc tzw "znawcow" przepowiadala , ze Amerykanie straca
                    dziesiatki tysiecy ludzi .. przeciez w koncu atakowali jedna z
                    najwiekszych i najbardziej zaprawionychw bojach armii na swiecie.

                    Co do mordowania zolnierzy to wlasnie na tym polega wojna - im
                    wiecej i szybciej wymordujesz zolnierzy wroga tym ogolnie miejsze
                    beda straty calej wojny.
                    Najgorsze co moze sie wydarzyc to nieustajacy konflikt w ktorym ani
                    jedna ani druga strona nie moze przewazyc i konczy sie wieloletnim
                    wykrwawianiem sie.

                    Co do drugiej wojny to sie zgodze, Amerykanie i Brytyjczycy
                    stosowali takie metody i za podobne metody skazywali Niemcow na
                    smierc.
                    Ale to sie nazywa tzw "sprawiedliwosc zwyciezcow" i zawsze byla
                    czescia historii.

                    "No bo przeciesz te wybuchy mordujace cywili
                    > to sa w duzej mierze organizowane przez USA"

                    Hehehe ... widzisz Jorl , mozemy dyskutowac powaznie ale nie bede
                    odpowiadal na idiotyzmy bo to strata czasu.


                    • kyle_broflovski Re: warmi 21.10.07, 20:40
                      twoje milczenie nie przyniesie straty reszcie . bo z powtarzania tytulow
                      gazecianych niewiele mozna sie nauczyc. co do Brytyjczykow to maja ani wie zalug
                      w ulepszaniu swiata. dla przykladu Irlandia

                      www.youtube.com/watch?v=NKMbWUieQE4&mode=related&search=irish%20republican%20army%20IRA%20CIRA%20RIRA%20INLA
                      • kyle_broflovski Re: warmi 21.10.07, 20:58
                        www.youtube.com/watch?v=xiegjgdZu9g&mode=related&search=irish%20republican%20army%20IRA%20CIRA%20RIRA%20INLA
                    • hubert100 Re: warmi 21.10.07, 20:41
                      Warmi wie ze najlepsza "obrona" jest atak i stosuje to caly czas.
                      Kaczylechu nie "rusza" bo zorientowal sie ze facet nie glupi i
                      ciezko by bylo podwarzyc historyczne fakty jak rowniez madrych ludzi
                      co zyli i zyja w US.Prawdopodobnie o 60% tego co przeczytal nie mial
                      pojecia i woli sie nie "wglebiac".Jorl wydaje mu sie o wiele
                      latwiejszym "przeciwnikiem".
                      • warmi2 Re: warmi 21.10.07, 21:58
                        Co ja mam powiedziec jemu kiedy twierdzi ze USA to "zludzenie i
                        syf" ?

                        Takiego poteznego argumentu po prostu nie da sie obalic .. podobnie
                        jak nie da sie obalic faktu ze mi smakuje sushi - nie wazne ile bys
                        probowal.

                        Jego sprawa, mi ten syf odpowiada wysmienicie i nie mam zadnych
                        planow zmieniania mojego status guo.
                        • hubert100 Re: warmi 21.10.07, 22:08
                          Good for you.Oby bysmy nie zaznali tylko "niespodzianek" w
                          przyszlosci i to wyglada ze nie tak bardzo odleglej.
      • de_oakville Re: de_o 22.10.07, 03:09
        jorl napisał:

        > Ja mam to samo w Niemczech i nie widze tu zadnej roznicy miedzy Toba jak i mna.
        > Ale piszesz ze w USA jest lepiej jak w Niemczech. Powinienes jednak wiedziec ze
        > Twoje doswiadczenia z Niemiec, bo tam chyba troche tez byles, sa z tego
        > "niskiego" poziomu. I teraz patrzysz z wyzszego.

        Jorl. W tym co napisales jest bardzo duzo racji. Dobrze rozumiem, ze w Niemczech
        bylem zbyt krotko, aby wzbic sie ponad owe "ciemne chmury" i zobaczyc jak
        czlowiek zyje kiedy juz bez przerwy swieci slonce, jak to mialo miejsce w Twoim
        wypadku. Czy bym sie tam potrafil wzniesc ponad te chmury, to inna sprawa, ale
        powiem szczerze, ze w Niemczech nawet "pod chmurami" czulem sie lepiej niz na
        poczatku pobytu w Kanadzie. Wsrod obcych krajow swiata mialem od "szczeniecych
        lat" w Polsce dwie wielkie "milosci" - Niemcy i Ameryke oraz kilka mniejszych
        (Brazylia, Dania, w pewnym stopniu rowniez Francja). I to mi pozostalo w duzej
        mierze do dzis ("stara milosc nie rdzewieje"). Podziwiajac Niemcy, polubilem
        Ameryke glownie za to , ze jako byle mocarstwo okupacyjne pozwalala Niemcom
        rozwijac u siebie ich wlasna wspaniala kulture i nie kazala im budowac pomnikow
        Waszyngtona, tak jak w NRD budowano pomniki Lenina. Lenina mielismy wtedy i w
        Polsce "im Überfluss". Ale w miare pobytu za oceanem moja "milosc" do Ameryki, w
        miare poznawania jej kultury i ludzi systematycznie wzrastala (wczesniej znalem
        tylko kulture polska, niemiecka i rosyjska), a do Niemiec slabla, rowniez, a
        moze przede wszystkim w wyniku oddalenia geograficznego i braku kontaktu -
        wiadomo "andere Städtchen, andere Mädchen". Ameryka/Kanada mialy dla mnie te
        wazna przewage nad Niemcami, ze jako Polak dzwigalem na sobie ten polski
        historyczny "garb" zlych stosunkow z Niemcami w przeszlosci. Ja nie mialem z tym
        nic wspolnego, gdyz urodzilem sie juz po wojnie. Ale interesujac sie historia
        wiedzialem, ze my Polacy i Niemcy dzwigamy historyczny balast wzajemnych krzywd.
        I w Niemczech spotykalo sie czasem, rzadko bo rzadko, ale jednak nosicieli
        slepej nienawisci do Polakow. Chociaz musze przyznac, ze nawet z tym, zycie w
        Niemczech bylo dla Polaka 10 razy przyjemniejsze niz w PRL-u, a poza tym
        zachowanie wielu Polakow w stosunku do Niemcow bylo czesto jeszcze gorsze niz
        owych Niemcow, ktorzy nosili uraz do polskiej nacji. A ja chcialem miec
        calkowity komfort i taki komfort na kontynencie amerykanskim po kilku latach
        pobytu odnalazlem. Uwazam, ze to najlepsze miejsce dla mnie do zycia, ktorego
        najpiekniejsze chwile wlasnie tu przezylem. Wiem, ze mam obraz Niemiec sprzed 20
        lat. Duzo tych nielicznych antypolskich "dinozaurow" z pewnoscia odeszlo z tego
        swiata i wzajemny stosunek naszych obu nacji jest z pewnoscia obecnie o niebo
        lepszy niz 20 lat temu, a bedzie z pewnoscia jeszcze lepszy. Poza tym, Ty
        mieszkasz w Berlinie, a Berlin jako miasto swiatowe i kosmopolityczne, najmniej
        "niemieckie" z niemieckich miast (podobnie zreszta portowy Hamburg) korzystnie
        sie w Niemczech pod wzgledem stosunku do obcych wyroznia. Ty pewnie obecnie tych
        rzeczy zupelnie nie odczuwasz i rzeczywiscie, pomiedzy nami nie ma zadnej
        roznicy. Günther Grass (Gdanszczanin) powiedzial podobno kiedys (mniej wiecej)
        "coz znaczy cala Ameryka w porownaniu z tramwajem na Brzezno". Rozumiem jego
        patriotyzm i uczucia, z tym ze ja po latach pobytu tutaj tez mam do takiego
        lokalnego amerykanskiego/kanadyjsskiego patriotyzmu prawo. I moge powiedziec
        "coz znaczy Dolina Renu i cala Europa w porownaniu z przejazdzka nocnym
        autobusem z Montrealu do Nowego Jorku, kiedy nad ranem o swicie zarysuje sie w
        oddali wspaniala sylwetka Manhattanu?"
        • hubert100 Re: de_o 22.10.07, 04:14
          O jakiej kulturze on mowi o "indianskiej" czy "kowbojskiej"? Niech
          ten "sucker" przeczyta lepiej kolejnosc "najlepszych miejsc do zycia
          na swiecie".Kanada wypadla a Honolulu jest najlepszym miejscem do
          zycia w USA i przedostatnim z listy.Wspanialy "nocny przejazd
          autobusem z Montrealu do NY".Niech lepiej uwaza aby mu jakis murzyn
          nie przylozyl w leb. A moze by sie wtedy "ocucil"?? Tu sa takie
          Polaki co by gowno zjadl aby tylko bylo amerykanskie czy kanadyjskie.
          • de_oakville Re: de_o 22.10.07, 13:23
            hubert100 napisał:

            > O jakiej kulturze on mowi o "indianskiej" czy "kowbojskiej"? Niech
            > ten "sucker" przeczyta lepiej kolejnosc "najlepszych miejsc do zycia
            > na swiecie".Kanada wypadla a Honolulu jest najlepszym miejscem do
            > zycia w USA i przedostatnim z listy.Wspanialy "nocny przejazd
            > autobusem z Montrealu do NY".

            On mowi o kulturze zarowno "indianskiej" jak i "kowbojskiej", gdyz jako dziecko
            bawil sie w Polsce w "Dziki Zachod". Uwielbia rowniez kowbojskie kapelusze i
            muzyke "country". Europejskie "lederhose" niezbyt przypadly mu do gustu, a
            jodlowania wrecz nie cierpi.

            (Das übrige geht dich einen feuchten Dreck an, mein Liebchen.)
        • you-know-who jestesmy przylepieni do obu plyt kontynentalnych 22.10.07, 06:10
          nie wiem od czego zaczela sie dyskusja ale dorzuce dwa slowa, bo mam nieco
          podobny niemiecko-amerykanski rodowod. 'kanadyjczykiem' jestem od niedawna (nie
          nie obywatelem).

          pierwszych poznalem niemcow i niemcy: najpierw jezyk, potem ddr, w koncu brd. im
          wiecej poznawalem tym bardziej lubikem niemcow. bylem gowniarzem, kiedy
          slyszalem jak moi koledzy z berlina odziwiaja polske za relatywna wolnosc,
          dzieczyny niemki z ddr... no dobra nie bede zbaczal z tematu choc mam wielka
          ochote :-). spotkalem pozniej w polsce wycieczke z hamburskiego gimnazjum.
          rozmawialem z nimi o polityce (a znalem wtedy niezle jezyk, bylem uczestnikiem
          olimpiady krajowej j. niem.) opowiadalem im o tym jak widzimy polityke swiatowa
          u nas (my czyli licealisci z liceum ktore dzis zwie sie goethego). ralf mowil mi
          o tym jak oni to widza (trwala zimna wojna, to byl 1979). paroma rzeczami mnie
          zaskoczyl, paroma ja jego. nie mogl zrozumiec jak to mozliwe ze nato jest
          pokazywane w polsce jako uklad agresywny, bo na zachodzie znany byl wszystkim od
          kolebki jako
          czysto obronny :-) coz, komunisci w tym jednym mieli racje. zaprosil mnie do
          hamburga. oczywiscie, pojechalem. to juz bylo lato 1980. i tak dalej. spedzilem
          potem w niemczech wiele czasu; nigdy nie
          mieszkajac dluzej niz pare miesiecy, poznalem ich jednak bardzo dobrze. jestem
          kompletnie pozbawiony strachu niemcow ani nienawisci, mimo ze moja rodzina
          bardzo ucierpiala od hitleryzmu.

          ameryka z kraju filmow przerodzila sie w kraj mojej mlodosci w 85/86, bylem tam
          od regana do starego busza az po clintona. ten kraj byl zupelnie inny.
          pokochalem ludzi i przyrode, asfalt ulic wschodniego wyrzeza latem, nieco
          egzotyczna widziana po raz pierwszy kalifornie. o ile rzad niemiecki byl odlegly
          w opowiadaniu kafki, w ameryce widzialem jak ludzie go wybieraja, rozliczaja,
          ufaja mu, nienawidza go. to tez mi pasowalo. nauczylem sie odrozniac rzad od
          kraju.czulem sie jak u siebie w domu.

          ameryka od 9/11 zmienila sie na gorsze. kanada jest mi przez to nieco teraz
          blizsza, chociaz niewiele potrzeba - moze juz po 2009 bedzie nieco lepiej i
          kanada i usa beda dla mnie ex-equo? (jestem raczej optymista, ty oak tez, no nie?)

          a wiec co moge powiedziec na temat niemcy-vs-ameryka?

          czulem sie u niemcow na tyle u siebie w domu, ze moglbym tam zyc (tak myslalem
          za mlodu). ale kiedy pozniej, majac rodzine, mialem okazje/oferte pracy, nie
          proponowalem tego na powaznie rodzinie - ja moglbym sie u niemcow zadomowic,
          moja rodzina ktora nie poznawala ich stopniowo, wrzucona do niemiec po usa
          cierpiala by nie znajac ich ani ich kultury.

          w ameryce nie ma mocnej lokalnej kultury wiec, wbrew utartemu blednemu
          przekonaniu, nie ma szoku kulturowego. ktos kto obejrzal 3 filmy o ameryce jest
          swietnie przygotowany do pokonania
          tego 'szoku'. a po poznaniu niuansow jezyka (nawet jesli sie zna ang. dobrze ze
          szkoly w europie, trzeba na to moze pol roku) jest sie juz
          po prostu kolejnym amerykaninem i to jest piekne! w kanadzie podobnie z takim
          dodatkiem, ze kanadyjdczycy nie wiedza jeszcze/juz kim sa
          (tak szybko sie zmienia spoleczenstwo pod naciskiem naplywowych).

          w niemczech kultura jest, ale dla tych ktorzy chca sie jej nauczyc, natomiast
          zycie na marginesie jako gastarbeiter jest straszne.
          jesli sie nie studiowalo niemcow zawczasu, szok kulturowy jest.

          szwecja jest jeszcze inna: lepsza dla imigrantow w ich pierwszych krokach, ale
          to zwodnicze. wszystko idzie dobrze, a po dziesieciu latach zaczyna stawac sie
          jasne ze prawdziwe poznanie szwedow i asymilacja sa zawsze niby blisko ale w tej
          samej odlelosci, niewazne czy sie stoi czy w ich kierunku biegnie, jak we snie.
          na odleglosc wyciagnietej reki. i nieosiagalne.

          wszystkie te kraje maja swoje mile strony. jednak tylko w am. polnocnej widze
          siebie i moje dzieci. wszystkie oszukuja. obiecuja wiecej niz daja. (zwlaszcza
          mit ameryki moze prowadzic do rozczarowan osoby nie przygotowane do zycia, zawodu).

          bedac po jednej stronie duzego bajora, chce sie troche wrocic na druga strone.
          zwycieza zwykle zachod, bo wiecej mozliwosci i blizej do nieba. wiecej piniedzy
          tez. (moze za 20 lat beda warte mniej..)

          ale doszedlem do wniosku, ze nie ma czegos takiego jak mozliwosc oderwania sie
          od jednej ze stron bajora. dlatego piszes tu
          o niemczech, a niemcy i francuzi bez przerwy porownuja sie z ameryka. bajoro
          dzieli ale dwie plyty kontynentalne sa polaczone, i nawet jesli to prawda ze sie
          oddalaja, trzymaja nas mocno przywiazane do siebie swoim pieknem i swoja kultura
          silniej niz chinskim superglue.
          • felusiak1 Re: jestesmy przylepieni do obu plyt kontynentaln 22.10.07, 15:42
            mox napisał
            > ameryka od 9/11 zmienila sie na gorsze.

            ale nie wymienił co zmieniło sie na gorsze.
            Za późnego Reagana, pierwszego Busha i wczesnego Clintona
            "pokochał ludzi i przyrode, asfalt ulic wschodniego wyrzeza latem, nieco
            egzotyczna widziana po raz pierwszy kalifornie. o ile rzad niemiecki byl odlegly
            w opowiadaniu kafki, w ameryce widzialem jak ludzie go wybieraja, rozliczaja,
            ufaja mu, nienawidza go. to tez mi pasowalo. nauczylem sie odrozniac rzad od kraju."
            Mniemam, ze po 911 ludzie i przyroda ulegli zmianie, asfalt wschodniego wybrzeża
            zmiękł, ludzie przestali wybierać, rozliczać, ufać i nienawidzić a mox przestał
            odróżnić kolory i zapachy.
            C'mon man, get real.
            • hubert100 Kalifornijski Amargerdon 23.10.07, 16:13
              Sa dobre zdjecia tego co sie dzieje w szwedzkim pismie
              Aftonbladet.Tym razem pala sie rezydencje nawet na Malibu z
              zyrandolami za dziesiatki tysiacy i zlotymi klamkami.(widzisz Felus
              na co zlottto sie nadaje?). Ty mowiles ze "na nic".Ci to
              jakos "przezyja" ale szkoda tych zwyklych Amerykanow.Bylem kiedys w
              LA przez kilka miesiecy.To sa bardzo dobrzy ludzie (mialem
              doczynienia tylko z "biala rasa")i nie zasluzyli sobie absolutnie na
              cos takiego.
              • you-know-who australisjjski byl podobny, ale wyciagneli wnioski 23.10.07, 17:37
                w 2003, canberra okrazona takim pozarem. tu maj jeszcze dokad uciec. tam mysli
                ze juz "po ptakach". i tu i tam na szczescie niewiele ofiar, jakis cud chyba.

                w australii stwierdzono, ze wine za zagrozenie ponosila ekspansja osiedli az do
                granic suchych lasow eukaliptusowych, zabudowano wolna
                przestrzen bedaca bariera dla pozaru. poprawiono to, z tego co wiem.

                w l.a. tez slysze ze pare lat temu byl dokladnie taki sam pozar, i nie
                wyciagnieto zadnych wnioskow. bo kto mialby to zrobic?
                jesli ludziska chca kupic o 10% tanszy dom zbudowany okrakiem na san andre3as
                fault albo mieszkac na zagrozonym regularnie przez pozar terenie, to swietnie
                dla ekonomii. (odbudowa osiedli zawsze konczy sie boomem gospodarczym regionu)
                • hubert100 Re: australisjjski byl podobny, ale wyciagneli wn 23.10.07, 18:38
                  Dlatego "trabie" tej firmie z Europy traba
                  jerychonska:Przyjezdzajcie z fabryka tu bo tu "Housing market" w
                  Kaliforni i na Florydzie nigdy sie "nie skonczy".A po tej Katrina
                  dalej mieszkaja w barakach i "szalasach".
            • you-know-who Re: jestesmy przylepieni do obu plyt kontynentaln 23.10.07, 17:26
              rozrozniam nadal zapachy. w szczegolnosci smrod neokonstwa, felusiak.
              • felusiak1 Re: jestesmy przylepieni do obu plyt kontynentaln 27.10.07, 16:14
                rzuciłoo ci sie na mózg i we wszystkim weszysz zapach tzw. neokoństwa,
                we wszystkim co nie pasuje do twojej wizji swiata.
                Kiedyś zapewne we wszystkim czułeś zapach komuny.
                • hubert100 Re: jestesmy przylepieni do obu plyt kontynentaln 27.10.07, 17:20
                  Z chwila jak Felusiak kupil NOCNIK zamiast ZLOTTA to "wali" jak
                  chory w kubel.To tlomaczy wszystko!!
                  • de_oakville Nic takiego sie z USA nie dzieje 27.10.07, 22:08
                    ... jak to chca widziec niektorzy, szczegolnie w Europie (lub bedacy w Ameryce
                    cialem, jednak duchem tkwiacy ciagle w Europie). Moj dziadek przechowywal kiedys
                    dwa niemieckie banknoty z okresu kryzysu gospodarczego lat 20-tych. Kazdy
                    banknot mial wartosc 500 000 marek. Tak, tak, mialem w reku miliard marek
                    niemieckich z lat 20-tych lub moze 30-tych. Co za taka sume mozna bylo wtedy
                    kupic? Odpowiedz otrzymalem w ksiazce pt. "Ali i jego banda", ktora dostalem od
                    kogos w prezencie jeszcze w szkole podstawowej. Ksiazka niemieckiego autora dla
                    mlodziezy. Tytul 1-szego rozdzialu - "Miliarderzy". Zaczyna sie jak jakies
                    dziecko weszlo w Niemczech do sklepu ze slodyczami i poprosilo o torebke
                    "cukierkow majowych za miliard". Dodam jeszcze, ze papier tych banknotow byl
                    bardzo marnej jakosci, widac bylo w nim wrecz wlokienka drewna (no tak, papier
                    robi sie przeciez z drewna), w zyciu nie widzialem banknotow posledniejszej
                    jakosci, a rownoczesnie nigdy nie mialem w dloniach tak wielkiej sumy pieniedzy.
                    Nic nie wartych. Banknoty te byly zadrukowane zreszta tylko po jednej stronie. I
                    co mogli wtedy powiedziec ludzie widzac taki pieniadz? Ze Niemcy beda sie teraz
                    tylko bez przerwy staczac ku przepasci i nigdy sie nie podzwigna? Przy
                    mentalnosci wielu dyskutantow na tym forum to bylby jedyny wniosek, ktory
                    przyszedlby im od glowy. Drugi brzmialby, ze wine za to wszystko ponosza Zydzi.
                    Dolar amerykanski, chociaz duzo stracil ostatnio na wartosci, to do takiego
                    niskiego poziomu jeszcze sie nie stoczyl i bardzo prawdopodobne, ze sie nigdy
                    nie stoczy.
                    • de_oakville Errata 27.10.07, 22:11
                      > Kazdy banknot mial wartosc 500 000 marek.

                      Powinno byc:
                      Kazdy banknot mial wartosc 500 000 000 marek

                      • hubert100 Re: Errata 28.10.07, 02:27
                        Z takiego dolu naogol wojna tylko "wyciaga".Tak wiec przyszykujmy
                        sie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka