you-know-who
01.03.08, 20:07
[dedykacja: pf-owi, za przypomnienie roli badan naukowych,
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50&w=76405316 ]
wszyscy jestesmy zainteresowani badaniami naukowymi, choc nie dla wszystkich
jest to priorytet numer jeden. jednak nie ma chyba wsrod nas nikogo kto moglby
powiedziec z reka na sercu, "ja w badaniach naukowych nie uczestnicze i one
mnie zupelnie nie obchodza". bo czlowiek ma taka konstrukcje, ze ciagnie go do
nauki.
i tu stajemy wobec wielu interesujacych zagadnien. czy prowadzic badania
naukowe w samotnosci, czy wspolpracowac. socjologia i historia nauki mowia, ze
to jest uwarunkowane kultura w ktorej zyjemy. nie bede siegac zbyt daleko,
wspomne tylko o tym, ze do 1-szej polowy 20. wieku wspolpracowano raczej w
waskim gronie: zona/maz (np. panstwo currie), kolezanka/kolega z pracy i tak
dalej.
znan jest tez stara kontrowersja, czy kopernikowi w badaniach naukowych
pomagala jego sluzaca.
sytuacja zmienila sie w latach 60-tych, choc zaczelo sie wczesniej w atolu
bikini. badania naukowe zaczely obejmowac coraz szersze grona uczonych.
liczba wspolpracownikow nieraz siegala dziesieciu, a w poszczegolnych
przypadkach nawet setek. sa tacy, ktorzy powiedza - swietnie. produktywnosc
uczonych przez to wzrosla ( New Study Shows Strong Association Between
Academic Collaboration and Scientific Publishing Productivity,
gtresearchnews.gatech.edu/newsrelease/collaborate.htm ).
potoczne wyobrazenie jest takie, ze docenia sie i cytuje wiecej osob ktore to
robia.
nie wszyscy sa jednak zachwyceni. ja na przyklad jestem zadowolony ze
pracuje w srodowisku ktore ceni orginalne badania, ale nie koniecznie w duzym
gronie. inni zdecydowanie lubia badania grupowe. jedni mowia: tak musi byc,
resistance is useless, inni to kochaja. naukowa produktywnosc takich ludzi
podobno wzrasta. nie zgadzam sie z tym.
dla mnie nie to jest miara dobrej nauki. to nie tylko kwestia przekonan,
mialem kilku wspolautorow ale tylko jednego stalego.
nastepny problem to jak czesto uprawiamy badania naukowe.
to zalezy od wieku. jak bylem mlody, potrafilem byc tak skupiony nad badaniami
ze zapominalem o calym swiecie. robilem je codziennie.
znam ludzi ktorzy tak potrafia przezyc cale
zycie. wiekszosc, kiedy dorosnie naukowo, zaczyna jednak rozumiec ze badania
naukowe to nie wszystko, chociaz nadal je naturalnie prowadze.
w koncu, jest szeroki ale zaminowany teren dyskusji na temat roznic w
czestosci, rodzaju i stosunku do badan naukowych o kobiet i mezczyzn.
no coz, nie bede komentowal aby nie zdradzac moich preferencji.