alex.4
01.04.04, 20:16
Santiago zaczynam się gubić w watkach dotyczących historii PRL. dlatego
proponuje skomasoweać to w jeden wątęk. Zaczne od Dudka i Garlickiego.
Wklejam z polityki tekst recenzji Garlickiego:
powieść z tezą
Źle, gdy zawodowi historycy sięgają po spiskową teorię dziejów
Spiskowa teoria dziejów to ulubiona teza niedouczonych polityków. Znacznie
gorzej, gdy sięgają po nią zawodowi historycy.
ANDRZEJ GARLICKI
Jeśli w książce poświęconej, jak głosi podtytuł, rozkładowi dyktatury
komunistycznej w Polsce w latach 1988–1990 nazwisko Leszka Balcerowicza
występuje tylko dwukrotnie, i w obu przypadkach bez słowa o jego programie, to
jest to sygnał jakiejś anomalii. Gdyby bowiem autor „Reglamentowanej
rewolucji” zakończył opowieść na powołaniu we wrześniu 1989 r. rządu Tadeusza
Mazowieckiego, absencja Balcerowicza byłaby zrozumiała, bo do tego czasu nie
odgrywał on żadnej roli politycznej. Skoro jednak wykład sięga do kwietnia
1990 r., to niezauważenie Leszka Balcerowicza jest co najmniej błędem.
Więcej na temat książki i autora w Czytelni
Chodzi bowiem o to, że przygotowany pod jego kierunkiem i przeprowadzony w
parlamencie pakiet reform był jednym z najważniejszych, jeśli nie wręcz
najważniejszym wydarzeniem pierwszego półrocza rządów Mazowieckiego. Pierwszy
niekomunistyczny premier uznał, a historia te racje potwierdziła, że reformy
gospodarcze muszą stanowić fundament przemian politycznych. Tylko wówczas
reformy polityczne staną się naprawdę nieodwracalne.
Należało więc w tym pierwszym półroczu unikać działań, które mogłyby otwierać
nowe fronty walki. W Sejmie kontraktowym zaplecze polityczne rządu
Mazowieckiego było kruche i niepewne, bo poza Obywatelskim Klubem
Parlamentarnym (OKP) opierało się na klubach ZSL i SD, dotychczasowych
sojusznikach PZPR.
Groźba radzieckiej interwencji militarnej już wówczas nie istniała, ale nie
wolno zapominać, że gospodarka polska była w tym czasie całkowicie zależna od
radzieckich surowców i nośników energii. Ograniczenie tych dostaw mogło
doprowadzić do nieobliczalnych konsekwencji. Dlatego też modne wśród
opozycyjnych radykałów „szarpanie rosyjskiego tygrysa za wąsy” było nie tylko
bezmyślne, ale i bardzo niebezpieczne.
Autor z żalem konstatuje, że słabość radykalnego odłamu opozycji, „który
nawet w styczniu 1990 r. – gdy PZPR była już praktycznie martwa – nie był w
stanie nakłonić obywateli do masowego udziału w podejmowanych wówczas akcjach
okupacji partyjnych komitetów”, przesądziła m.in. o tym, że wydarzenia z lat
1988–1990 zasługują na miano reglamentowanej rewolucji (s. 489). Nawet jestem
w stanie zrozumieć ten żal u kogoś, kto miał wówczas 22 lata i bardziej
kierował się emocjami niż rozumem. Dojrzały historyk powinien się jednak
wyzwolić z młodzieńczych emocji.
Antoni Dudek uważa, że istniał „cały, gruntownie wcześniej przygotowany,
scenariusz Okrągłego Stołu”, który „udało się zrealizować bardzo sprawnie, a
jego główny cel – uzyskanie zgody Kościoła i opozycji na zastąpienie monopolu
PZPR rządami jej przywódcy jako prezydenta – został osiągnięty” (s. 487), lecz
przytaczany przezeń na kilkuset stronach materiał źródłowy tezy tej nie
potwierdza. Nie istniał bowiem żaden „gruntownie wcześniej przygotowany
scenariusz”. Proces dochodzenia do Okrągłego Stołu i rokowań w jego trakcie
miał charakter ewolucyjny. Po obu stronach. Zmieniały się założenia, zmieniały
się cele, bo zmieniała się sytuacja. To nie był gruntownie przygotowany
scenariusz, lecz wielka improwizacja, do której obie strony, przy czynnym
udziale Kościoła, okazały się zdolne.