nekroskop88
06.07.05, 09:45
To miał być dworzec z prawdziwego zdarzenia: z kawiarniami, sklepami, a nawet
salonem fryzjerskim. Teraz zostało tu zaledwie kilku przedsiębiorców, którzy
myślą tylko o tym, jak się stąd wynieść.
W tej chwili na dworcu PKP jest zajętych zaledwie kilka lokali. Oprócz
baru „Centrus" na dworcu są dwa małe kioski z prasą, sklepik z bielizną,
fotograf, salon gier i księgarnia. W najbliższym czasie w jednej części
dworca PMB otworzy duże delikatesy.
– To dla nas gwóźdź do trumny – załamują ręce przedsiębiorcy.
Chcemy stąd uciekać
– Serce włożyliśmy w ten bar, a teraz liczymy tylko straty – żali się Anatol
Borodziej, współwłaściciel „Centrusa". – Niestety wynajmujemy lokal od firmy
Centrum Usługa, a nie bezpośrednio od PKP. Firma, pomimo tego, że nie płacimy
już od sześciu miesięcy czynszu, nie chce zerwać z nami umowy. A ja wszystko
bym za to oddał.
Anatol Borodziej za metr kwadratowy powierzchni płaci aż 30 zł. Do tego
każdego miesiąca, niezależnie od pory roku, dochodzi 5 zł za metr kw. za
ogrzewanie.
– A tu nawet za pięć złotych nie opłaca się wynajmować lokalu. Mimo moich
interwencji, PKP nie obniżyła czynszu – dodaje właściciel „Centrusa".
Podobne kłopoty mają inni przedsiębiorcy, którzy wynajmują lokale na
białostockim dworcu.
– Gdyby nie sprzedaż wysyłkowa przez internet, nic byśmy nie zarabiali – nie
ukrywa Michał Stypułkowski, właściciel księgarni na dworcu. – W ciągu roku
szkolnego jeszcze ktoś tutaj zajrzy, teraz żywej duszy nie ma.
Michał Stypułkowski od ponad miesiąca czeka od PKP na odpowiedź w sprawie
obniżenia czynszu. On też zastanawia się nad zmianą lokalu.
Kiedyś było dobrze
Przedsiębiorcy, oprócz ograniczenia połączeń, podają jeszcze jeden powód
znikomego ruchu na dworcu.
– Budynek PKP jest jak twierdza. Z żadnej strony nie można do niego dojechać.
A nikomu nie chce się płacić kilku złotych za parking – twierdzi Anatol
Borodziej. – Dopóki można było za darmo zostawić samochód, ludzie
przyjeżdżali na śniadania i obiady. W cukierni, której już od kilku miesięcy
nie ma, kupowali pączki, w kioskach prasę. Teraz nikt nas nie odwiedza –
właściciel Centrusa wspomina stare, dobre czasy.
Ożywimy dworzec
Danuta Małecka, wicedyrektor działającej od 1 maja komórki „Dworce Kolejowe"
obiecuje, że zainteresuje się sytuacją białostockiego dworca. – Jesteśmy
młodą strukturą i dopiero robimy rozpoznanie. Wiem jednak, że przedsiębiorcy
z Białegostoku mają problem z utrzymaniem lokali. W sprawie dwóch pomieszczeń
już są wnioski o obniżenie stawek za wynajem. Zrobimy wszystko, żeby ożywić
białostocki dworzec. Będziemy reklamować go w regionalnej telewizji, szukać
nowych inwestorów. Z dwoma już prowadzimy negocjacje – mówi Małecka. Obiecuje
też, że zainteresuje się parkingiem, który ogranicza dostęp do dworca.