ondine
18.01.06, 12:00
zapodali mi egzamin glupole na 9 rano. zarzadzili, zrobilam. w ogole nawet nie
ukrocili. choc pzrekroczylam sporo limity czasowe.
gralam 4 sonaty scarlattiego ( moze ludziom sie to kojarzy z liceum, ale na
wysokim poziomie wglebienia w epoke, to bardzo nielatwe kawalki ) w tym ta
jedna wredote G dur prestissimo z przekletymi fanfarami w srodku, pewnie
kojarzycie.
potem op 90 beethovena, nauczony konkretnie tydzien temu no i 4 ballade sobei
zagralam dla relaksu. z beethovenem jaja, bo rozczytalam moze w pazdzierniku,
ale ciagle gralam co innego, a tutaj sie termin zrobil ... no a on wymaga
zawsze czasu. nuby tez latwa sonata ( technicznie nei maialam zadnych
problemow, bo duza reka i te decymy na drugiej stronei t pikus ) ale forma i
emocje- utrzymac to na swiezuchu takim, brrr.
ogolnie super sie gra o dziewiatej rano, przyznam. profy siedzialy zadowolne.
ocena nieznana narazie, ale mam ja gdzies, najwazniejsze ze moja mega
krytyczna profka byla wyraznie ozywiona.
a jak wasze sesje?
ps za miesiac beda w wawa koncerty to dam znac, ale ja w polsce nie umiem
zaltwiac nic. chlerna biurokracja. w gdansku nei moga- bo nie ma kasy. bzdura.
wiem, czemu wyjechalam, choc wciaz o polsce mam dobra opinie, to jednak jak
chcesz cos zalatwic nei majac kanalow, pffffffff....