quasthoff 31.03.06, 14:33 Dziś wybieram się na "Cyganerię" Pucciniego. Ciekawe, jakie wrażenia mnie czekają? I muzyczne i wizualne. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
lilypons Re: CYGANERIA 31.03.06, 19:56 Może takie? serwisy.gazeta.pl/kultura/1,34171,3251255.html Odpowiedz Link Zgłoś
schaetzchen Re: CYGANERIA 31.03.06, 20:10 A ja byłam wczoraj. Całość została uwspółcześniona – artyści uprawiają clubbing, Marcello jest fotografikiem, chodzą w dżinsach, palą papierosy (no, to akurat może nie jest trendy :) Ale zanim o obrazku, to o muzyce. Troje solistów sprowadzono z Teatru Maryjskiego (Mimi - Jekatierina Sołowjowa, Rodolfo - Siergiej Semiszkur, Musetta - Karina Czepurnowa). Z tej trójki najbardziej podobała mi się Musetta, choć śpiewa specyficznie (może Quasthoff wyjaśni czemu specyficznie, dla mnie jest w jej głosie coś dziwnego, ale nie wiem jak to nazwać :). Ale do tej roli takie rozwibrowanie i intensywność mi pasowały. Niestety niczego dobrego nie mogę napisać o Rodolfo – więc nie napiszę nic. Mimi też słaba, choć na jej korzyść trzeba przyznać, że w IV akcie zaczęła jakieś poszukiwania piano. Ale bardzo ładna dziewczyna, co w tej inscenizacji jest chyba ważniejsze od głosu (przepraszam za złośliwość). Pozostali soliści – najlepszy zdecydowanie w całym przedstawieniu był Wojciech Gierlach (Colline). Świetna aria o płaszczu. Wspaniały Czesław Gałka jako Alcindoro – rewelacyjna rola, aktorstwo nie tylko w głosie, super. I Mieczysław Milun jako Benoit – to nie jest jakiś powalający pięknością głos, ale nie o to tu chyba chodziło. Tak się rozpisałam o epizodach, bo o panach Schaunardzie i Marcellu nie mam wiele dobrego do napisania. Zalasiński miał jakieś przebłyski, ale i parę wpadek. Kord poprowadził całość raczej oszczędnie, pięknie wypadły wszelkie fragmenty liryczne, piana (niestety, orkiestra nie zaraziła tą dynamiką Rodolfa). Bez ckliwości, ale poruszająco. Pięknie. Natomiast we fragmentach żywiołowych (II Akt w większości, “impreza” w IV Akcie) wypadło to blado, jakby na pół gwizdka, za wolno (?) ale to może wszyscy się bali bo premiera. Ach, cudowny był pan mim. Ależ ten facet się rusza!!! Jak już wspomniałam na początku, rzecz nie trzyma się kurczowo libretta (są zmiany w niektórych szczegółach, puryści pewnie będą cierpieć, dla mnie to nieistotne). Chociaż trochę moją wesołość wzbudził fakt, że ludzie mający w domu designerską kanapę oraz parę elektronicznych gadżetów, muszą sprzedawać płaszcz lub kolczyki, żeby kupić leki ;) Scena jest bardzo ograniczona (powierzchniowo), po lewej metalowa ściana (coś jak drzwi do garażu...), którą można podnosić – tam też, po podniesieniu części, mieści się Momus. Po prawej ściana z pleksi (też ruchoma), po której przez większość przedstawienia ścieka (prawdziwy!) deszcz. Jak to u Trelińskiego, na ogół ciemno (lubię), w światłach dominuje fiolet, fuksja i błękit. Mnie się zawsze te obrazki u Trelińskiego podobają... Reasumując – raczej warto. Myślę, że wiele dobrego można sie spodziewac po innej obsadzie (Trylnik, ale raczej nie Stachura). No i mam nadzieję, że całość się “dotrze” i nabierze większej pewności. Odpowiedz Link Zgłoś