atak.spawacza
26.04.06, 17:42
Niejaki Jurgiel, PiS-owski baron z Białegostoku, ostatnio na posadzie
ministra rolnictwa, znalazł lek na swoje nieuctwo. Jak wiadomo, Jurgiel jest
najgorszym ministrem rolnictwa, jaki chłopom w ogóle się trafił. Czegoś
gorszego nie mogli sobie nawet wyśnić. No, cóż – Jurgiel jest podobno
geodetą, więc siłą rzeczy pola zna raczej powierzchownie. Skoro jednak
postawiono go na tego ministra, to niech nie ma pretensji, że wszyscy się z
niego śmieją. Trzeba było nie brać.
Jurgiel sprawia wrażenie takiego niemoty, że nie bardzo wiadomo, czy on w
ogóle rozumie, co się o nim mówi. I oto nagle, ku ogólnemu zaskoczeniu
publiczności, ten sam Jurgiel zwołał konferencję prasową! I na tej
konferencji prosto i przekonywująco wytłumaczył, dlaczego mu nie idzie: bo
ten skubany Olejniczak, jego poprzednik, oraz ten skubany Pomadja –
poprzednik jego koleżanki z Białegostoku, która jest teraz prezeską ARiMR,
wszystko popsuli. Tak się chwalą, że za ich kadencji, o tej porze, wszyscy
rolnicy mieli już wypłacone pieniądze z dopłat, a tu tymczasem Jurgiel wykrył
niebywałe wprost przekręty i bałagan: a to komputerów brak, a to czynsz za
budynek, w którym jest ARiMR jest za drogi, a to … To jak on, biedny, ma
teraz zajmować się dopłatami, skoro musi pracować w takich warunkach? A
przecież jest tym ministrem dopiero siedem miesięcy, dopiero ludzi
powyrzucał… A gdzie reszta spraw? Skąd on może wiedzieć, czy nie ma gdzieś
jeszcze zakurzonych parapetów, albo może nawet jakiejś zdechłej po-
Oleniczakowej muchy? A może w kiblach papieru nie ma? … To są poważne sprawy,
które na pewno rzutują na dopłaty. No bo gdy człowiek myśli, co ma teraz
zrobić bez papieru, to jak może myśleć o dopłatach, no jak?
PS. Przypadek Jurgiela potwierdza najgorsze domysły obywateli: im dalej od
liderów PiS, tym jeszcze gorzej.
(Jan Kabaret)